Sprzedana Bezwzględnemu Alfie: Uciekając z Jego Dziedzicem

Sprzedana Bezwzględnemu Alfie: Uciekając z Jego Dziedzicem

Autor: Aeliana Moreau

Rozdział 10 Jestem twoją Luną
Autor: Aeliana Moreau
30 kwi 2026
Punkt widzenia Caliany Podobnie jak poprzedniego ranka, obudził mnie zapach cytrusów. Wstaję z łóżka i wykonuję moją poranną rutynę, nie mam zbyt wiele do zrobienia, więc po prostu siedzę w domu. Siedzę na kanapie obok okna i czytam moją ulubioną książkę, „Kamiennego byka”. Uśmiecham się podczas lektury, ale moje myśli wędrują ku Alfie: dlaczego mnie kupił, skoro tak bardzo mnie nienawidzi, i czy nie łatwiej byłoby mnie odrzucić? Czy brzydzi się mną tak bardzo, że nie potrafi tego zrobić i zamiast tego postanowił mnie ukarać? Nie chcąc myśleć o Alfie, poszłam pod prysznic. Po prysznicu wytarłam się, wskoczyłam w szorty i założyłam koszulkę na ramiączkach, jako że dzień był dziś upalny. W brzuchu mi zaburczało, więc zeszłam na dół, żeby zjeść śniadanie. Schodząc ze schodów, stanęłam twarzą w twarz z posępnym Alfą. Zaparło mi tchu, gdy jego wzrok powędrował po moim ciele. To był pierwszy raz, kiedy spojrzał na mnie tak niezwykle łagodnie; pojawił się w nim błysk pożądania, ale zniknął równie szybko, jak go dostrzegłam. "Dzień dobry, Alfo" – przywitałam się nieśmiało, spuszczając wzrok. Tylko kiwnął głową i mnie wyminął, ale nasze ramiona jakoś się o siebie otarły, a po moim ciele rozsypały się iskry; on również drgnął, co dowodziło, że też je poczuł. Czyste pragnienie bycia z nim ogarnęło mnie bez reszty, ale zdołałam nad sobą zapanować i szybko odeszłam. Po dotarciu do kuchni zastałam tam mężczyznę, którego nigdy wcześniej nie widziałam. Był przystojny, miał czarne włosy i brązowe oczy. Wstał i odsunął swój talerz. "Luno!" – zadumał się, podchodząc do mnie, jakbyśmy byli przyjaciółmi. Był przyjazny, mimo swojego onieśmielającego, muskularnego ciała. "Cześć" – powiedziały, uśmiechając się do dżentelmena. "Witaj, jestem Garret, wojownik i najlepszy kucharz" – powiedział, a ja kiwnęłam głową i poszłam usiąść przy wyspie kuchennej. Garret podszedł do kuchenki i zaczął przygotowywać dla mnie śniadanie, przez cały czas mówiąc. Zachwalał tylko samego siebie, jakim to jest świetnym kucharzem, sprawiając, że uśmiechałam się i śmiałam z jego żartów. "Więc, ile masz lat, Luno?" "Dwadzieścia, a ty?" "Dwadzieścia pięć" – odpowiedział. Postawił przede mną talerz pełen kiełbasek, jajek i chleba tostowego; na tacy było dla mnie tak dużo jedzenia. "Nie dam rady tego wszystkiego zjeść!" – skarciłam go, a on się roześmiał. "Oczywiście, że tak, jesteś wilkiem." Zabrałam się do jedzenia, a on dołączył do mnie; jadł więcej kiełbasek, podczas gdy ja uwielbiałam borówki i tosty. "Więc Luno, czy byłaś już obejrzeć stado?" – zapytał, a ja pokręciłam głową. Po śniadaniu Garret chciał mnie oprowadzić po terenach stada i zgodziłam się; mieszkał tu, ale przez jakiś czas był nieobecny, szkoląc wojowników w innej wataze. Poszedł do swojego pokoju i zmienił ubranie. "Gotowa?" Kiwnęłam głową i wsiadłam do jego czarnego pickupa na miejsce pasażera. Opowiadał mi więcej o stadzie i o tym, jak bardzo stanowią zjednoczony front, ale nie musiał mi o tym przypominać. To stado było najpotężniejsze i najbardziej bezwzględne w promieniu wielu mil, a reputacja ich Alfy sprawiała, że mało kto w ogóle odważyłby się ich zaatakować. Tereny stada były absolutnie piękne i zadbane, wszędzie kręciły się patrole w mundurach, był tam nawet posterunek policji. "Czy to dom stada?" – pytam, wskazując na ogromną rezydencję w samym centrum. "Tak." Był wspaniały i ekskluzywny, zawstydzał dom mojego dawnego stada. Pojechaliśmy głębiej w tereny stada i, o dziwo, wszyscy byli dla mnie bardzo gościnni i pełni szacunku. Kilka dziewczyn natychmiast otoczyło Garreta, a on uśmiechał się, jakby wygrał jakieś zawody. Przewróciłam oczami. "Drogie panie, spokojnie. Uspokójcie się, a ja zaraz wrócę. Tylko oprowadzam Lunę." "Dobrze, Garrecie" – powiedziały chórem, rumieniąc się. To przypominało jakiś jego fanklub. "Więc jesteś tu kimś ważnym, co?" "W pewnym sensie, jestem czołowym wojownikiem i gram w zespole. Gramy w przyszłym tygodniu, powinnaś przyjść." "Naprawdę? Gdzie?" "Oczywiście w największym lokalnym pubie, taak, jesteśmy tu całkiem znani" – zachichotał. Garret kontynuował oprowadzanie mnie po domu stada, aż w końcu dotarliśmy do sali rozrywkowej. "Dom stada jest uroczy" – mówię. "Och, proszę, kogo my tu mamy" – odezwał się zmysłowy głos w drzwiach, a ja odwróciłam się na pięcie. Nie byłam zadowolona na widok dziewczyny, która na mojej ceremonii zapoznawczej dosłownie kleiła się do mojego przeznaczonego. Miałam ochotę zetrzeć tę wyższość z jej twarzy. "Czyżby to nasza nowo kupiona Luna" – zakpiła, a ja prychnęłam, piorunując ją wzrokiem. "Czy to ona?" – odezwał się kolejny głos. Nie zauważyłam dwóch dziewczyn stojących za nią; obie wyglądały na łobuziary i dziwki w tych swoich skąpych ubrankach. "Tak, ta, którą oficjalnie wybrał zamiast mnie, Martho" – wypluła. "Przynajmniej wciąż do ciebie przychodzi" – mrugnęła, a Candace udała śmiech. Czyżby Alfa już jej nie pieprzył? "Hej, posłuchaj, dziwko, jak śmiesz kraść jej faceta" – odezwał się jadowity głos, próbując mnie zastraszyć, ale to nie miało prawa się udać. "Jej faceta... nie rozśmieszajcie mnie, drogie panie. Po pierwsze, Candace pieprzy się z każdym, kto ma władzę" – zachichotał Garret. "Cóż, to nie twój interes, a my rozmawiamy z tą zdzirą, co kradnie chłopaków!" – wrzasnęła Martha. Garret ruszył w jej stronę, ale powstrzymałam go dłonią i zrobiłam krok ku trzem kobietom. Moje oczy zalśniły, a one cofnęły się o krok. Znam ten typ kobiet: niskiej rangi Likanki, które zdobywają uznanie, pieprząc się z wpływowymi mężczyznami. "Posłuchajcie mnie, panie, których imion ledwie pamiętam: trzymajcie się ode mnie z daleka i nie próbujcie mnie zastraszyć, bo to z góry przegrana bitwa. JESTEM WASZĄ Luną, a każda obelga z waszej strony skończy się karą, czy wyrażam się jasno?" – powiedziałam powoli. Zachłysnęły się powietrzem, a ja chwyciłam ich przywódczynię za szyję, ściskając jej gardło, aż oczy wyszły jej z orbit. Okrutny Alfa i tak traktuje mnie jak gówno, a ja nie zamierzałam znosić niczego więcej od jego dziwek. "Nie słyszę cię" – wycedziłam, zaciskając mocniej uchwyt. Jej przyjaciółki miały się na mnie rzucić, ale Garret w mgnieniu oka doskoczył do nich, chwytając je za ramiona. Dookoła zaczęło już gromadzić się kilka osób, szepcząc między sobą. Candace płakała, energicznie kiwając głową. Puściłam ją, a ona upadła na ziemię, szlochając. "Alfa się o tym dowie" – pociągnęła nosem. Minęłam ją i opuściłam pomieszczenie. Członkowie stada pozdrawiali mnie, gdy wychodziłam, a ja uśmiechałam się do nich uprzejmie, rozmawiając z nimi nawet przez kilka sekund i witając się z dziećmi. Wewnątrz jednak kipiałam ze złości, ale tego nie okazywałam. Byłam zaskoczona, gdy mój wzrok spotkał się z Marcusem, ale on tylko kiwnął mi głową i poszedł w swoją stronę z kilkoma mężczyznami.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 10 Jestem twoją Luną – Sprzedana Bezwzględnemu Alfie: Uciekając z Jego Dziedzicem | Czytaj powieści online na beletrystyka