Królewski Druh: Niewolnik

Królewski Druh: Niewolnik

Autor: Blaire Ward

4. TWÓJ CEL TUTAJ
Autor: Blaire Ward
25 kwi 2026
KSIĄŻĘ EMERY Emery był przerażony. Muszę uratować Aurelię! Musimy uciekać! – Wiem, że tam jesteś, śliczny książę. Czuję twój zapach – rozległ się głos lorda Viktora. Emery wciągnął z sykiem powietrze, zastygając w miejscu, gdy zza drzwi wyłoniła się imponująca sylwetka lorda Viktora. Jego zimne, martwe szaro-żółte oczy spoczęły na Emerym. Instynktownie Emery zrobił krok w tył. Potem kolejny. Lord Viktor uśmiechnął się szyderczo. – Radziłbym ci porzucić wszelkie myśli, które lęgną się w tej twojej małej główce. Nie masz zielonego pojęcia, gdzie jesteś, prawda? Emery był w stanie jedynie stwierdzić, że znajdują się w najwyższej i najlepiej ufortyfikowanej twierdzy, jaką kiedykolwiek widział. Pokręcił głową z namacalnym strachem. – Jesteś w Ravenwood – powiedział lord Orion, pojawiając się zza pleców naznaczonego blizną lorda. Ravenwood? Tym Ravenwood!? Nie, na Światło, to nie może się dziać naprawdę. – C-Cytadela Ravenwood? Dom c-czterech wielkich władców Likaonów. Szepcząca Otchłań ogromnej potęgi? – wypalił Emery, nie mogąc dłużej powstrzymać przerażenia. Lord Orion parsknął. – Tak nazywają to ludzie. My nie. Ale tak, masz rację. Znajdujesz się w Cytadeli Ravenwood, książę Emery. – Nie muszę cię uświadamiać, że to najbezpieczniejsze miejsce w Urai, z rozległymi ziemiami, na których mógłbyś się zgubić, gdybyś próbował uciec. – Lord Viktor uśmiechnął się krzywo. – Wir, który by cię pochłonął, byś nigdy więcej nie został odnaleziony. Z Ravenwood nie ma ucieczki. Emery usłyszał ich słowa, ale jego umysł był pochłonięty znacznie większym strachem. – Rezyduje tu czterech wielkich władców Likaonów? – zadumał się Emery z przerażeniem. – Owszem. – Lord Orion zabrzmiał na lekko rozbawionego, przyciągając tym uwagę Emery'ego. Emery nie miał pojęcia, że powiedział to na głos. Przysuwając się nieznacznie do lorda Oriona – który wydawał się mniej onieśmielający i stanowił lepszy wybór w tamtym momencie – Emery rzucał czujne spojrzenia naznaczonemu blizną lordowi. – Słyszałem plotki o Likaonach. – Co dokładnie słyszałeś? – zapytał lord Orion. – Mówi się, że są zabójczy, nieprzewidywalni i niemal dzicy w swoich działaniach. – Emery wyliczał na palcach, bełkocząc pod wpływem stresu. – Mówi się, że ich zwyczaje godowe są równie brutalne, jak dokonywane przez nich zabójstwa, i choć posiadają dawców krwi, wolą wysysać krew z ludzi. A kiedy ich król oszalał, oni... – Cudownie. Właśnie to chciałem usłyszeć – dodał lord Viktor suchym tonem. Lord Orion, wciąż nieco rozbawiony, odezwał się: – Pozostawię poinstruowanie cię lordowi Viktorowi. Muszę udać się na obrady rady. Co!? Proszę, nie zostawiaj mnie z nim! Emery prawie wykrzyczał te słowa. Lecz mocno przygryzł wargi, powstrzymując się. Lord Viktor jednakże nie powstrzymywał się. – Przemyśl to, lordzie Orionie. Nie ma mowy, żebym ja... – Wolałbyś w takim razie, by to lord Zander zajął się tymi wyjaśnieniami? – zapytał cicho lord Orion. Na szczękach lorda Viktora drgnął mięsień i posłał Emery'emu twarde spojrzenie, jakby faktycznie rozważał taką możliwość. Lord Orion musiał to wyłapać, gdyż szybko dodał: – Wiesz, że tego nie chcesz. Poza tym, nie zapominajmy o przysłudze, którą jesteś mi winien. Pamiętasz o tym? Lord Viktor posłał mu wściekłe spojrzenie, a lord Orion posłał mu wilczy uśmiech. – Sądzę, że nadszedł czas, by odebrać dług. Ty przeprowadzasz instruktaż. Ja znikam. – Z tymi słowami lord Orion odszedł sprężystym krokiem, emanując aurą wyrafinowania. Wreszcie, Emery i lord Viktor stanęli twarzą w twarz. – Chodź. – Lord Viktor ruszył przed siebie, a Emery podążył tuż za nim. – Zapomnij o plotkach, które mogły się rozprzestrzeniać w ludzkim świecie. Niektóre mogą kryć w sobie ziarno prawdy, ale większość z nich jest po prostu niedorzeczna. – Lord Viktor wyglądał na lekko poirytowanego. – Nie będę się jednak zagłębiał w obszerną wiedzę o naszym gatunku, gdyż jest zbyt długa do omówienia. Zamiast tego przedstawię ci tylko te informacje, które dotyczą obecności tutaj twojej siostry. Emery przygotował się na najgorsze. – Pięćset lat temu, a nawet jeszcze wcześniej, mój lud i ludzie współistnieli w pokoju. Wielki Król Alaric zadbał o to. Wielki Król Alaric. Sama wzmianka tego imienia przyprawiła Emery'ego o gęsią skórkę, a jego kolana trzęsły się z ledwo skrywanego strachu. Był jednym z najstarszych Likaonów, jacy kiedykolwiek stąpali po tej ziemi, a jego reputacja była znana na całym świecie, nawet dzieciom urodzonym w obecnych czasach. Nie był zaledwie jednym z czterech władców, lecz pierwszym z nich. Najwyższym władcą. Jego moc i siła były legendarne. Niektórzy wręcz twierdzili, że nie można go zabić. To imię, Alaric, wlewało przerażenie w serca wszystkich gatunków zamiesyskujących ten świat. – Jego syn, Alvin, zaprzyjaźnił się z pewnym ludzkim księciem. – kontynuował lord Viktor. – Podczas rozmowy przy kieliszku szampana, Alvin, w stanie upojenia, zdradził księciu tajemnice naszego ludu. Noc Zaćmienia Księżyca. – Noc, podczas której Likaoni w naturalny sposób zostają przez księżyc pozbawieni swej mocy i siły, prawda? – zapytał Emery, zastanawiając się, czy te plotki były prawdziwe. – Nadchodzi raz na pięćset lat, czyniąc was niezwykle słabymi. Słabszymi niż nowo narodzone dziecko. Podatnymi na atak... Naznaczony blizną Likaon zatrzymał się i spojrzał na Emery'ego, po czym potaknął i znów ruszył przed siebie. – Tym, czego Alvin nie wiedział, był fakt, że ojciec księcia wykorzystywał syna do zbierania informacji o nas. Król Memphis ostrzył sobie zęby na nasze ziemie. Mówiąc w skrócie, ludzie przełamali nasze linie obrony i zaatakowali nas podczas Nocy Zaćmienia Księżyca, wyrządzając naszemu królestwu znaczne szkody. Przez oczy lorda Viktora przemknął cień. – Wielu naszych ludzi zostało zabitych. Przetrwanie Likaonów było w dużej mierze zasługą starań czterech władców, a w szczególności Alarica. – Wydawał się nieobecny, jakby widział tamtą noc rozgrywającą się przed jego oczami. – Alaric wytężył resztki swoich sił, by ocalić swój lud. Poświęcił wszystko, co miał... doskonale zdając sobie sprawę z konsekwencji, jakie to przyniesie. Konsekwencji? Emery'emu nagle zrobiło się przykro. Ludzie uważali tamtą noc za swoje zwycięstwo. Mówili o niej jako o wielkim osiągnięciu. Lecz słysząc o tym teraz, jawiła się jako coś czysto barbarzyńskiego. – Po tamtej nocy wszystko uległo zmianie – powiedział lord Viktor. – Wielu Likaonów straciło swoje złączone więzią partnerki i dzieci. Ci, którzy pozostali przy życiu, zostali zahartowani przez tę stratę. Nawet nasza zemsta nie uśmierzyła bólu w naszych sercach. – Wasz gatunek zmasakrował ludzką populację, zmuszając wielu do ukrywania się. – Emery nie potrafił ukryć goryczy w swoim tonie. – Likaoni wzięli rzesze niewolników i niemalże wyczyścili ludzkie ziemie z kobiet. I to nic nie dało? Gdy te mrożące krew w żyłach oczy po raz kolejny wbiły się w niego, Emery zamilkł. – A potem Wielki Król Alaric uległ swojej bestii i popadł w szaleństwo. Jego umysł przepadł bezpowrotnie i tak pozostało przez ostatnich pięćset lat. Z jego strony niebezpieczeństwo grozi teraz tym samym ludziom, dla których poświęcił wszystko. – Lord Viktor skręcił za róg. – Bestia okresowo się zrywa, wpadając w szał okrutnych, brutalnych morderstw. By zapobiec kolejnym stratom, jest trzymana w odosobnieniu tu, w Ravenwood. Dobrze... to brzmiało jak dobry pomysł. Więc w czym tkwił problem? – Lecz samo odosobnienie to za mało. By przetrwać, nasze wewnętrzne bestie potrzebują dwóch podstawowych rzeczy: krwi i seksu. – Lord Viktor zlustrował Emery'ego przenikliwym spojrzeniem. – I w tym miejscu wkracza twoja siostra. – Co takiego? – Z ust Emery'ego wyrwał się pełen niedowierzania szept. – Z pewnością n-nie możesz mówić tego poważnie. – Powiedz księżniczce Aurelii, by oddała się bestii. Jeśli spisze się dobrze, kto wie? Być może przeżyje kolejny dzień. Niewiele obchodzi mnie rezultat. Emery padł na kolana, a łzy zamazały mu obraz. – Proszę, lordzie Viktorze, nie poddawaj jej temu. Być niewolnicą seksualną? Dla bestii... bestii króla? Moja siostra zginie!! – wrzasnął, a jego słowa zabarwione były gniewem. Lord Viktor nawet nie mrugnął okiem. – Powodzenia w próbach ucieczki z Ravenwood. Za każdą taką próbę spotka cię kara w postaci pięćdziesięciu uderzeń biczem. – Z tymi słowami odwrócił się na pięcie i odszedł sprężystym krokiem. Złość wzięła górę nad przerażeniem i Emery rzucił się za nim, lecz żołnierze Likaonów zagrodzili mu drogę. – Za kogo ty się uważasz!? – wykrzyczał Emery. – Myślisz, że jesteś na tyle wszechpotężny, by dyktować losy żywych istot!? Jesteście niczym więcej jak tylko bestiami! Jesteś potworem, lordzie Viktorze! Lord Viktor zatrzymał się w progu, zerkając przez ramię. – To komplement, ludzki książę. A dla ciebie jestem Wielkim Lordem Viktorem. Emery zamarł. Wielkim Lordem? To znaczy jednym z czterech władców Likaonów, TYM WIELKIM LORDEM!? Święci Bogowie Światła, jesteśmy zgubieni.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

4. TWÓJ CEL TUTAJ – Królewski Druh: Niewolnik | Czytaj powieści online na beletrystyka