Serce, które muszę skraść

Serce, które muszę skraść

Autor: Vivian_G

ROZDZIAŁ 3: Determinacja, by zabić
Autor: Vivian_G
14 cze 2026
– Co? – Dorian otworzył usta ze zdumienia. Spojrzał na ojca. – Ojcze, ja nie zabijam. Ojciec patrzył na niego, czując litość z powodu jego sytuacji. Nie potrafił wykrztusić ani słowa. Morthos krążył wokół Doriana, by rzucić klątwę. – Zatem po piętnastu ludzkich latach otrzymasz dwa ludzkie lata, aby sprawić, by człowiek cię pokochał. Oddaj mi serce! Zostaniesz ocalony, a ja nie odbiorę ci życia! – dodał Morthos, podczas gdy potężny, czarny wicher owinął ciało Doriana, a istota wirowała wokół niego. Po kilku sekundach Morthos zniknął, a gwałtowne, czarne podmuchy ustały. Dorian opadł na kolana na podłogę z szeroko otwartymi oczami. Ojciec podszedł do niego i pochylił się, kładąc dłonie na jego ramionach. Król spojrzał synowi w twarz. – Dorianie, zawiodłeś mnie. Ale nie zmienię zdania co do tego, że to ty będziesz moim następcą – powiedział spokojnym głosem. Dorian spojrzał na niego, a w jego oczach stanęły łzy. – Ojcze, przepraszam, że cię rozczarowałem. Nie spodziewałem się tego. Ale nie chcę zabijać niewinnego człowieka – wykrztusił Dorian przez łzy. – Musisz to zrobić, Dorianie. Abyś mógł dostąpić mojego przebaczenia, musisz to uczynić. Uczynię cię silniejszym. Jesteś moim synem i następcą, uratuję twoje życie bez względu na wszystko – odparł król Valerius. Dorian wstał i skinął głową. – Dam z siebie wszystko. To moja wina. Muszę to zrobić dla ciebie – powiedział z determinacją. Ojciec uśmiechnął się do niego. – Przyniosłem hańbę naszej rodzinie i rasie Lupine. Jeszcze raz przepraszam, Wasza Wysokość – Dorian skłonił się przed ojcem. Reid, który obserwował wszystko z ukrycia, oniemiał. Zazdrość w jego sercu przybierała na sile. – Dorian naprawdę jest jego faworytem – mruknął pod nosem, po czym opuścił to miejsce. Dorian i jego ojciec uścisnęli sobie dłonie, co przypieczętowało ich umowę. Dorian uśmiechnął się do ojca. Ten jedynie skinął głową i puścił jego dłoń. Dorian odszedł z poważną miną. „Nie zawiodę ojca” – pomyślał. Idąc korytarzem, Dorian miał właśnie minąć swojego brata, Reida. Reid zatrzymał się przed nim, lecz nie patrzyli na siebie. Dorian również przystanął. Nie patrząc Dorianowi w oczy, Reid stwierdził: – Nie sądzę, byś był zdolny do zabijania, Dorianie. Dorian również nie odwrócił wzroku w stronę brata. – Tak, na razie nie. Ale wkrótce będę – odpowiedział pewnie i ruszył przed siebie. Oczy Reida rozszerzyły się, a on sam zastygł w bezruchu. Zacisnął prawą pięść i zgrzytnął zębami z frustracji. Dorian dotarł do swojego pokoju i zamknął drzwi na klucz. Rzucił się na łóżko i położył na plecach, wpatrując się w sufit. Przeanalizował w myślach to, co wydarzyło się w świecie ludzi. Próbował ocenić, czy postąpił słusznie, czy nie. – A więc ona miała umrzeć tamtego dnia. A ja ją uratowałem? – powiedział do siebie. Potem potrząsnął głową. – Nie, nie. Nie chciałem ingerować. To nie było moim zamiarem. Nie wiedziałem o tym – dodał. – Chciałem tylko uratować małą dziewczynkę, jest zbyt młoda, by umierać – podsumował. Westchnął, lecz wciąż czuł żal. „A co, gdybym jej nie pomógł? Nie musiałbym przez to przechodzić. Nie byłbym przeklęty” – pomyślał. Uniósł prawą dłoń i odwrócił ją, by przyjrzeć się wnętrzu dłoni. – Przez to muszę zabić niewinnego człowieka – wymamrotał. Zacisnął zęby i zaczął płakać. Dorian był Lycaonią o niewinnym sercu i czystych emocjach. Nigdy nikogo nie skrzywdził. Jedyne, czego pragnął, to zabawa i sen. Nigdy nie interesował się kobietami. Ale teraz jego życie uległo zmianie. Nie miał wyboru – musiał zabić, by ocalić siebie. Reid udał się do sypialni ojca. Król siedział na łóżku, przykryty do połowy kocem. Reid stanął przy drzwiach. – Wasza Wysokość, Dorian popełnił wielki błąd i nie sądzę, by podołał zadaniu. Dorian nie zasługuje na to, by być kolejnym królem Lycaonii – powiedział Reid z poważną miną. Król Valerius uśmiechnął się drwiąco. – Ufam Dorianowi, wiem, że to zrobi. Wybrałem go, bo wiem, że na to zasługuje. Oczy Reida rozszerzyły się, a w klatce piersiowej poczuł ucisk. Ukląkł przed nim. – Ojcze, od urodzenia tak ciężko pracowałem, by zostać następcą tronu. Dorian kocha tylko zabawę i o niczym nie ma pojęcia! – powiedział, unosząc podbródek i szlochając. Król Valerius wstał i podszedł do Reida. Zatrzymał się tuż przed nim. – Reidzie, przykro mi, ale od dnia, w którym urodził się Dorian, podjąłem decyzję i ona nigdy się nie zmieni – odrzucił go król Valerius. Reid nie przestawał płakać i objął lewą nogę ojca. Następnego dnia Dorian odwiedził gabinet ojca. Skłonił się mu nisko. – Wasza Wysokość, jestem gotowy – oznajmił z determinacją. Król Valerius siedział w swoim wielkim fotelu i klasnął dwukrotnie w dłonie. Po kilku sekundach przybyli jego premier oraz dwaj królewscy strażnicy. – Od dzisiaj premier Alistair przejmie pieczę nad twoim szkoleniem. Uczyni cię silniejszym – powiedział król Valerius. Premier Alistair i dwaj strażnicy skłonili się Dorianowi. – To zaszczyt poznać cię, Wasza Wysokość – powiedzieli chórem. Dorian skinął głową i uśmiechnął się. – Dobrze! Zróbmy to! Premier Alistair, strażnicy i Dorian opuścili gabinet króla Valeriusa. Udali się na otwarty teren – olbrzymi plac pełen sprzętu do treningu. Dorian był pod wrażeniem, ale jednocześnie odczuwał lęk. „Nie wiem, jak zabijać ani ranić jakiekolwiek stworzenia. Ale muszę to zrobić” – pomyślał Dorian, rozglądając się wokół.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

ROZDZIAŁ 3: Determinacja, by zabić – Serce, które muszę skraść | Czytaj powieści online na beletrystyka