Cora
„To nie może być moje dziecko!” Vander rzucił raport o ciąży na łóżko, na którym siedziałam, a moje oczy rozszerzyły się z szoku.
„Co masz na myśli?” – wykrztusiłam, a mój głos ledwo wydobył się z gardła. Serce mi zamarło, gdy patrzyłam, jak wypiera się własnej krwi.
„Wróciłem z watahy po dwóch miesiącach, a ty mi teraz mówisz, że jesteś w ciąży? Czy to ma w ogóle sens?” – warknięcie Vandera było pełne frustracji. W mojej głowie zapanowała pustka, gdy wpatrywałam się w moją bratnią duszę. Z ekscytacją wyczekiwałam jego powrotu, spodziewając się, że weźmie mnie w ramiona i będzie dzielił ze mną radość z naszego pierwszego dziecka. Wyobrażałam sobie, że będzie wniebowzięty wiadomością, iż zostanie ojcem. Nigdy jednak nie przypuszczałam, że Vander zareaguje taką wściekłością na wieść o mojej ciąży, pośrednio oskarżając mnie o niewierność i odrzucając własne dziecko.
„To nasze dziecko, Vander” – mój głos drżał. „Zapomniałeś, że dwa miesiące temu przyszedłeś do mojego pokoju, kiedy miałeś ruję? Kochaliśmy się całą noc bez zabezpieczenia”. Próbowałam ze wszystkich sił przypomnieć mu tamtą noc, desperacko szukając w oczach Vandera łagodności i miłości, ale w zamian otrzymałam jedynie surowość i narastającą gorycz.
„Więc używasz mojej rui jako wymówki?” – warknął. „Ja byłem w rui, ale ty byłaś przy zmysłach, prawda? Skoro nie użyłem prezerwatywy, mogłaś wziąć tabletkę „dzień po” albo antykoncepcję, żeby temu zapobiec. Albo przynajmniej mogłaś mi powiedzieć o naszym błędzie tamtej nocy”.
„Błąd?” – Moje serce rozpadło się na drobne kawałki po tym bezdusznym komentarzu Vandera. Każda chwila, którą z nim dzieliłam tamtej nocy, była dla mnie cenna, a on sprowadził je do rangi zwykłego błędu. Zagryzłam wargę i kontynuowałam: „Kiedy obudziłam się rano, ty już wyjechałeś do sąsiedniej watahy, by zająć się sprawami wygnańców, a nasza wataha została zamknięta. Przez te dwa miesiące nie mogłam opuścić terytorium. Gdyby niezamężna wilczyca poszła do lekarza watahy po antykoncepcję lub tabletkę „dzień po”, wiadomość dotarłaby do każdego członka stada w ciągu kilku minut. Myślisz, że byłam wniebowzięta, kiedy dowiedziałam się o ciąży?” – Głos uwiązł mi w gardle z żalu.
Wstając z łóżka, podeszłam powoli do Vandera, który nie odrywał ode mnie wzroku. „Bałam się, Vander... Tak bardzo się bałam. Gdyby ktoś zapytał, kto jest ojcem dziecka, co miałam odpowiedzieć? Ale kocham nasze dziecko ponad wszystko, bo to dziecko jest znakiem naszej miłości”. Uśmiechnęłam się słabo, kładąc rękę Vandera na swoim brzuchu.
Nie zdawałam sobie jednak sprawy, że moje działanie jeszcze bardziej go sprowokowało.
„Znakiem naszej miłości?” – Cofnął rękę z gniewnym warknięciem, które mnie przestraszyło. Spojrzałam na niego z pobladłą twarzą. Nigdy wcześniej nie zachowywał się wobec mnie agresywnie, ale dzisiaj... był inny. „To dziecko ujawniłoby naszą więź przeznaczonych członkom watahy, Cora! Dowiedzą się, że moją partnerką jest Omega” – chwycił mnie za ramiona i przyciągnął do siebie. „Czy nie wyraziłem się jasne, kiedy mówiłem, że musimy trzymać naszą więź w tajemnicy, dopóki nie przejmę stanowiska Alfy po moim ojcu?”
Vander Vane był synem Alfy Watahy Veridian Flare, a ja byłam Omegą, najniższą rangą w stadzie. To, że Bogini Księżyca przeznaczyła mnie Alfie – który był moją skrytą miłością – już samo w sobie było dla mnie zaskoczeniem. Vander i ja od początku byliśmy jak niebo i ziemia.
Moje oczy lekko zwilgotniały, ale mrugnięciem odgoniłam łzy, by zapanować nad emocjami. „Wiem... ale to się po prostu stało...”
„Nie dawaj mi wymówek!” – zacisnął zęby, puszczając gniewnie moje ramiona. „Nie mogę uwierzyć, że wykorzystujesz to dziecko, by zmanipulować mnie i zmusić do małżeństwa, Cora”. Vander zacisnął pięść, a jego oczy wypełniły się nienawiścią do mnie, jakiej nigdy wcześniej nie widziałam.
„Użyć dziecka do podstępu z małżeństwem?” – Nie mogłam uwierzyć własnym uszom. Oskarżył mnie o bycie jedną z tych kobiet, które wykorzystują swoje ciało i ciążę, by zdobyć władzę i status. „Nie mogę uwierzyć, że masz o mnie tak niskie mniemanie, Vander” – moje emocje w końcu wzięły górę. „Dla dobra naszej miłości i więzi cierpliwie czekałam na ciebie przez rok. Połączyliśmy się w dniu, w którym rozpoznaliśmy w sobie przeznaczonych, ale nigdy nie prosiłam cię o naznaczenie mnie ani o ujawnienie naszej więzi. Robiłam wszystko tak, jak chciałeś. Teraz, gdy Bogini Księżyca pobłogosławiła nas dzieckiem, czy nie powinniśmy go zaakceptować?”
Mój głos odbił się echem w pokoju, gdy patrzyłam na niego załzawionymi oczami.
„Błogosławieństwo? Już zdecydowałaś, że to błogosławieństwo, ale czy pomyślałaś kiedyś o mnie? Czy wzięłaś pod uwagę, czy ja chcę dziecka?” – On i jego wilk przemówili unisono. Zamarłam z zaskoczenia. Poczułam, jak dystans między nami rośnie. To było tak, jakby Vander, którego znałam, zniknął, jakby stał się kimś innym. To uczucie było dla mnie przerażające.
„Vander, nie mów tak. Oczywiście, że zależy mi na tobie” – mój głos był jak szept, gdy podeszłam bliżej, ale jego surowe spojrzenie mnie cofnęło.
„Bzdura” – warknął, odwracając się na pięcie, by wyjść. Jego chłód mnie zaalarmował. Odchodził. Odległość między nami zdawała się powiększać do tego stopnia, że nie widziałam już miłości, którą niegdyś dostrzegałam w jego oczach.
„Vander, czekaj! Nie odchodź!” – pobiegłam za nim i mocno chwyciłam go za rękę. Nie mogłam znieść myśli o jego utracie. Mój głos drżał, był ledwo słyszalny. „Zróbmy sobie przerwę i poradźmy sobie z tą sytuacją razem, dobrze?” – Zmusiłam się do uśmiechu, by ukryć ból i strach narastający w moim sercu. Vander nigdy wcześniej nie przerywał naszych rozmów w ten sposób, co mnie przerażało.
„Razem?!” – fuknął Vander, wyrywając rękę z mojego uścisku. „Jestem zachwycony, że w ogóle znasz znaczenie słowa 'razem', kiedy decydujesz się zajść w ciążę bez mojej wiedzy” – oskarżył mnie.
„Vander…” – Nie mogłam powstrzymać łez i wybuchnęłam szlochem. Jak mógł mówić takie rzeczy? Dlaczego nie widział, że ja też cierpię? Nie widziałam już w jego oczach ciepła ani troski. Szczęście, które skrywałam w sercu i którym planowałam się z nim podzielić, zdawało się wyparować. „Proszę…” – zbliżyłam się do niego, aż nasze ciała się zetknęły. „Proszę, nie rób mi tego. Porozmawiajmy, dobrze?” – ujęłam jego twarz w moje zimne, drżące dłonie.
„Nie ma już o czym rozmawiać, Cora” – Vander uwolnił swoją twarz z moich dłoni. „Nie chcę cię widzieć” – jego twarz nie wyrażała żadnych emocji, gdy bezlitośnie miażdżył moje serce okrutnymi słowami.
„Co?” – Przygryzłam wargi, łzy spływały mi po policzkach. Nie chciał mnie widzieć? Aż tak mnie nienawidził? Gdy znów odwrócił się do wyjścia, krzyknęłam: „Vander, proszę, nie…” – Próbowałam iść za nim.
„Nie idź za mną!” – warknął ostrzegawczo i wybiegł z domu.
Stałam na środku salonu, będąc kłębkiem nieszczęścia. Mój szloch zagłuszały odgłosy członków watahy, którzy ochoczo zmieniali się w wilki i ruszali do lasu, by się bawić i polować. Była noc pełni, cała wataha czekała, aż Bogini Księżyca wzejdzie w całej okazałości na ciemnym niebie i pobłogosławi im swoim blaskiem.
Spojrzałam w szerokie okno, w którym jasno świecił księżyc w pełni. Dotknęłam swojego brzucha. Nie mogłam się poddać. Moje dziecko również było błogosławieństwem od Bogini Księżyca i nie było mowy, by było niechciane. Ocierając łzy, wyszłam z domu, by dogonić Vandera.
Był moją bratnią duszą, moim kochankiem, moim wszystkim. Wiedziałam, że jest zły, ale wierzyłam, że kiedy porozmawiamy, zrozumie mnie i naszą sytuację. Nieważne, jak bardzo był zdenerwowany, nie mógł zignorować własnego dziecka. Nie mógł zignorować uczuć ojca. Przybrałam uśmiech i opuściłam podwórko.
„Cora, dokąd idziesz?” – Moja najlepsza przyjaciółka Esme spotkała mnie po drodze. Szła dołączyć do pozostałych.
„Idę zobaczyć się z Alfą Vanderem” – zaczęłam, ale mi przerwała.
„Czekaj, czy ty też idziesz odwiedzić narzeczoną Alfy Vandera?” – uśmiechnęła się. „Jest naprawdę piękna! Nic dziwnego, że Alfa zakochał się w niej od pierwszego wejrzenia” – zachichotała, plotkując.
Moja twarz pobladła. „Narzeczoną?”
Esme skinęła głową: „Tak, Alfa Vander przywiózł ją ze sobą. Nie wiedziałaś...?”
„Esme, chodź! Księżyc zaraz wzejdzie. Chodźmy do lasu!” – Miała powiedzieć coś więcej, gdy ktoś zawołał jej imię.
„Już idę!” – odkrzyknęła, zmieniła się w wilka i pospiesznie odbiegła.
Stałam tam, sparaliżowana szokiem. „Vander... narzeczona?” – Łapałam powietrze, mając trudności z oddychaniem. Nigdy nie przywiązywałam wagi do krążących w watasze od miesięcy plotek o aranżowanym małżeństwie Vandera z córką innego Alfy. Zbywałam to jako kolejną plotkę, ale okazało się to prawdą. Vander... żenił się z kimś innym.
Upadłam na kolana na ziemię, a łzy płynęły mi po twarzy. Od początku doskonale wiedziałam, że Omega i Alfa to niemożliwe połączenie, ale w sercu tliła się iskierka nadziei, że pewnego dnia Vander i ja będziemy mogli być razem. Miałam nadzieję, że cała cierpliwość i pokora, jaką wykazałam wobec naszej więzi, w końcu zaowocują. Teraz jednak wszystkie moje nadzieje i marzenia zostały zmiażdżone przez nienawiść Vandera do naszego dziecka. Dziecko, które miało przynieść nowy początek w naszym życiu, stało się końcem naszej więzi. Vander wybrał inną kobietę zamiast mnie. Zdradził mnie. Zdradził naszą więź przeznaczonych.
Zostałam w tej samej pozycji przez wiele godzin, słuchając wycia członków watahy, podczas gdy księżyc świecił jasno na niebie. Czekałam, desperacko licząc na powrót Vandera, ale on nigdy nie przyszedł. Zostałam porzucona i pośrednio odrzucona.
Zacisnęłam dłonie na piersi, moja wilczyca wyła z bólu w mojej głowie. Teraz, będąc w ciąży, nie miałam ani bratniej duszy, ani watahy.
Ze złamanym sercem wróciłam do domu, spakowałam swoje rzeczy i opuściłam watahę na zawsze.