Serce Shae zabiło mocniej, gdy usłyszała dźwięk Rolls-Royce'a wjeżdżającego na parking przed domem watahy.
Wataha Obsydianowego Księżyca posiadała jedną z najbardziej luksusowych rezydencji, co wymagało nieustannej pracy omeg. Alfa przebywał na ważnej wyprawie i nikt nie wiedział, jak długo go nie będzie.
Jego nagłe przybycie sprawiło, że omegi rzuciły się do swoich obowiązków, stąpając ostrożnie jak po cienkim ludzie, podczas gdy Shae z ciężkim sercem rozmawiała ze swoją najwierniejszą przyjaciółką.
— Musisz iść. Alfa Killian wrócił. Proszę, wyjdź tylnymi drzwiami, żeby cię nie zobaczył. Jest bardzo czujny, więc nie pozwól, by poczuł twój zapach.
Siedząca na wyprofilowanym hokerze kuchennym Gemma, jej najbliższa powiernica, poczuła niewytłumaczalny ból w klatce piersiowej. — Dlaczego miałabyś się bać własnego męża? Nawet zwracasz się do niego tytułem.
Skradanie się, by zobaczyć najlepszą przyjaciółkę, jakby była jakimś zbiegiem... To było dla niej zbyt wiele, miała już tego dość.
— Viv, cierpisz zbyt długo. Jeśli to potrwa dalej, dam Królowi Alfie znać, gdzie przebywasz.
Shae zamarła na samą zmiankę o swoim ojcu. Był najpotężniejszym Alfą, jaki kiedykolwiek żył, władającym południem, wschodem, północą i zachodem Ameryki. Nawet jej siedmiu braci wciąż próbowało dorównać jego sile i zdolnościom.
Co więcej, nikt nie mógł przejąć tytułu królewskiego, dopóki on nie wyzionął ducha. Przez cały ten czas Shae żyła z dala od rodziny, ukrywając przed ojcem swoje małżeństwo po tym, jak została wydziedziczona, ponieważ nie chciała mieć nic wspólnego z interesami watahy.
Poświęciła wszystko, byle tylko być u boku jedynego mężczyzny, którego kochała. Wiedziała jednak, że ojciec wysłałby za nią swoich najsilniejszych wojowników, gdyby dowiedział się, że żyje niczym istota pozbawiona duszy.
Shae zawsze była pełna życia. Choć uczyła się w świecie ludzi, potajemnie ćwiczyła sztuki walki.
Studiowała projektowanie mody i etyczny hacking, ale po zaledwie sześciu miesiącach małżeństwa stała się jak stara gospodyni domowa, tracąc poczucie stylu i dając się traktować jak wycieraczkę wataże i rodzinie męża.
— Nie, proszę, nie rób tego. Niedługo wszystko się zmieni i sama dam znać tacie. Killian mnie pokocha. Potrzebuje tylko czasu. — Tym razem pilnowała się, by nie użyć jego tytułu, choć jej głos, przepełniony smutkiem, drżał z lęku.
Wiedziała, że ojciec przyjąłby ją z powrotem w każdej chwili, ale nigdy nie zaakceptowałby jej małżeństwa z mężczyzną, który jej nie cenił.
— Mam taką nadzieję — rzuciła Gemma lekceważąco, wstając z krzesła. Shae otworzyła jej tylne drzwi.
— Szybko. Proszę, nie daj się zobaczyć jego wojownikom.
Gemma była niezadowolona, ale posłuchała. Uniknięcie wojowników było łatwe, ponieważ byli w niej zadurzeni.
Większość z nich myślała, że jest po prostu przyjaciółką jednej z omeg.
Gdy tylko wyszła, przez frontowe drzwi wszedł elegancki mężczyzna. Shae pośpieszyła mu na spotkanie w salonie, dbając o zachowanie odpowiedniego dystansu.
Jego aura była onieśmielająca, ruchy pełne gracji niczym wschód słońca, a spojrzenie, którym ją zmierzył — lodowate. — Shae, musimy porozmawiać.
Jak zwykle w jego głosie nie było emocji. Przenikał go chłód zimowego wiatru.
Shae spanikowała; słyszała już krążące wśród omeg plotki, że jego przeznaczona partnerka wróciła. Najprawdopodobniej to właśnie było powodem jego nagłej podróży.
Jeden z wojowników wniósł jego bagaż na górę.
— Alfo Killianie, dopiero co wróciłeś z długiej podróży. Proszę, zjedz coś najpierw, bo jedzenie wystygnie. — Shae nie odważyła się zwrócić do niego bez tytułu, tak jak zrobiła to wcześniej przy Gemmie.
Próbując uniknąć rozmowy, która jak przeczuwała, nie przyniesie nic dobrego, szybko odwróciła się, by pójść po jedzenie, ale jego chłodny, a jednocześnie łagodny głos zatrzymał ją w miejscu.
— To jest ważniejsze. Usiądź, porozmawiamy. — Shae usłuchała niczym przerażona łania. Zawsze była mu posłuszna, mając nadzieję, że dzięki temu go zainteresuje, ale dotąd to nie skutkowało.
Alfa Killian położył teczkę na stoliku kawowym, a Shae nie śmiała jej dotknąć. Przez cały czas trwania małżeństwa mieszkali w oddzielnych pokojach, a on traktował ją jak obcą osobę. Był zupełnie nieświadomy jej oddania dla watahy.
Dla niego była tylko kimś, kto wypełnił pustkę w dogodnym czasie, podczas gdy on czekał na swoją przeznaczoną.
— Musisz zrozumieć, że próbowałem. Minęło sześć miesięcy, a ja wciąż nic do ciebie nie czuję. Nasz kontrakt kończy się dzisiaj. Nie dopełniliśmy zbliżenia, nie naznaczyłem cię. Mam nadzieję, że pewnego dnia odnajdziesz swojego przeznaczonego partnera.
Mówiąc to, ledwie na nią spojrzał. Nigdy nie włożył wysiłku w to, by ich związek przetrwał, a mimo to twierdził, że próbował. Serce Shae zamarło, a oczy zaszły łzami. Kochała Alfę Killiana przez całe życie, ale on nie miał o tym pojęcia.
Pół roku temu miał poślubić swoją przeznaczoną, Scarlett. Ponieważ Scarlett uczyła się w świecie ludzi razem z Shae, zażyczyła sobie ślubu, na co Killian przystał, jednak w dniu ceremonii dziewczyna zniknęła.
Shae, która pragnęła zemsty na Scarlett za to, że ta dolała jej do drinka jadu skorpiona, wykorzystała sytuację i zaproponowała małżeństwo, by ratować go przed wstydem.
Alfa Killian był człowiekiem o sercu z lodu i najsilniejszym Alfą w Ameryce Północnej. Zaprosiwszy wszystkich Alfów z całego kontynentu, nie mógł pozwolić na publiczne upokorzenie.
Wyznaczył termin sześciu miesięcy, wykorzystując ten czas na poszukiwania Scarlett, aż w końcu ją odnalazł. Na szczęście jego półroczny kontrakt z Shae właśnie wygasł.
— Czy możemy to odłożyć o trzy dni? — błagała Shae. — Czy mógłbyś udawać, że się kochamy i pójść ze mną na galę nagród?
Nie dbała o to, że brzmi desperacko, ale była pewna, że gala wszystko zmieni.
Raz na trzy lata wszystkie watahy w Ameryce spotykały się, by celebrować wyjątkowych członków społeczności.
Tym razem wydarzenie miało odbyć się w luksusowym hotelu, ponieważ żadna z watah nie posiadała odpowiedniego zaplecza, by je gościć.
Wyraz twarzy Alfy Killiana stężał, jej prośba wydała mu się komiczna. Jako człowiek rzadko skory do śmiechu, uśmiechnął się w sposób, który nie miał w sobie nic szczerego.
— Jesteś śmieszna, Shae. Co ty będziesz robić na gali? Nie masz tam nic do zaoferowania. Poza tym, idę ze Scarlett.
W jego ostatnich słowach brzmiała pogarda, gdy zmierzył wzrokiem jej prostą, białą sukienkę. Nie było w niej nic pociągającego.
Serce Shae przestało bić. Słyszała tylko plotki, ale teraz zyskała potwierdzenie, że jej była najlepsza przyjaciółka, a obecnie śmiertelny wróg, wróciła. Słowa same wyrwały się z jej ust:
— Scarlett? Moja przyjaciółka?
Alfa Killian nie wzruszył się jej reakcją. Wierzył, że ktoś musiał porwać Scarlett, i nigdy nie przestał jej szukać.
Raport z dochodzenia, który otrzymał, potwierdzał tę wersję – wynikało z niego, że Scarlett wiele przeszła, włączając w to częściową utratę pamięci.
Killian musiał przy niej być, by pomóc jej odzyskać wspomnienia i miłość, którą niegdyś się darzyli. Żałował, że nie naznaczył jej i nie dopełnił więzi, gdy tylko dowiedział się, że są sobie przeznaczeni.
Znak zbliżyłby ich do siebie szybciej. — Nic mi o tym nie wiadomo, ale to z nią idę. Żeby ułatwić ci sprawę, chcę, żebyś podpisała papiery rozwodowe. Przedstaw swoje żądania. Dam ci wszystko, włączając w to połowę majątku watahy, w ramach rekompensaty za te sześć miesięcy, które spędziliśmy razem.
— Nie! — wykrzyknęła nagle Shae, a Killian uniósł brwi z niesmakiem. Ta kobieta zawsze była spokojna i nigdy wcześniej nie podnosiła głosu, a teraz nagle wrzeszczała.
Ten widok sprawiał jedynie, że wyglądała na obłąkaną. — Alfo Killianie, proszę, nie rób tego. Mogę pójść na galę sama, a ty możesz być ze Scarlett. Obiecuję, że nie będę ci przeszkadzać.
Shae była w rozsypce, wciąż wierząc, że gdyby dano im więcej czasu, mogliby ułożyć sobie życie.
Poza tym Scarlett chciała ją zabić. Gdyby nie kelner, który wytrącił jej drinka z ręki i pokazał nagranie z tym, co zrobiła Scarlett, Shae już dawno by nie żyła.
Scarlett kochała najlepszego przyjaciela Alfy Killiana, Betę Franklina Wade’a z watahy Lily, z którym uciekła w dniu ślubu.
— Shae, chcę poślubić Scarlett. Jak to możliwe, skoro wciąż jestem z tobą prawnie związany? Ona jest moją przeznaczoną.
Kruche serce Shae rozpadło się na kawałki. Płakała tak rzewnie, że jedna z omeg przyniosła jej chusteczki.
To było upokarzające, ale nic jej już nie obchodziło. Cieszyła się tylko, że matka Killiana wyszła na długi spacer z jego ojcem i siostrą. Ojciec i siostra Killiana nigdy nie lubili Shae, ale jego matka ją uwielbiała.
To właśnie dla niej Shae była w stanie tak wiele znieść w tej watasze. Mężczyzna przed nią pozostawał niewzruszony, w jego sercu nie drgnęła ani jedna struna. Bardziej dbał o więź przeznaczenia niż o to, co czuła do niego Shae.
— A więc to koniec? — Shae zakryła twarz dłońmi, ocierając łzę i czując się jak życiowy rozbitek. Scarlett miała mężczyznę, którego kochała, a i tak wróciła do swojego Alfy.
O co mogło jej chodzić? Być może więź partnerstwa była zbyt silna, a Shae po prostu została ukarana za jej nierespektowanie.
Skąd mogła wiedzieć, jak to jest, skoro mając 23 lata wciąż nie odnalazła swojego przeznaczonego? Albo nie żył, albo nigdy go nie miała.
Shae chciała zbadać tę sprawę, ale ten mężczyzna nigdy nic do niej nie czuł, co czyniło tę walkę bezcelową.
Ból w jej sercu był nie do zniesienia.
— Nie. Otrzymasz połowę wszystkiego, co posiadam, włączając w to watahę. To twoja nagroda za bycie dobrą Luną. Niestety, między nami nie wyszło. Podpisałem już swoją część porozumienia rozwodowego. Dołącz swój podpis, a stanie się ono prawomocne.
Alfa Killian śpieszył się, choć był podenerwowany. W oczach Shae znów stanęły łzy. Killian zawsze był w ruchu. Nigdy nie mieli czasu, by popracować nad tym małżeństwem.
Wierzyła, że gdyby dał jej te trzy dni udawanej miłości, narodziłoby się w nim jakieś uczucie.
— Alfo Killianie, proszę, tylko trzy dni.