Złamana Partnerka Bezwzględnego Alfy

Złamana Partnerka Bezwzględnego Alfy

Autor: Sophie Blake

006
Autor: Sophie Blake
26 kwi 2026
Ryder *Była całkowicie złamana. A jednak w całym moim życiu niczego nie pragnąłem bardziej.* Przemierzałem sypialnię wzdłuż i wszerz, podczas gdy Chloe kuliła się obronnie pod grubą kołdrą. Nad Dark Hollow zapadła noc, rzucając na posiadłość długie, upiorne cienie. Niebiańskie przyciąganie pełni księżyca tętniło w mojej krwi, domagając się biegu stada. Ale mój Wilk, Tytan, odmawiał skupienia się na księżycu. *'Powinniśmy być z nią'* – warknął Tytan w głębi mojego umysłu, a jego mentalne krążenie odpowiadało mojemu fizycznemu. *'Powinniśmy wtulić nos w jej szyję, przegonić zapach tego żałosnego stada. Dlaczego jeszcze jej nie naznaczyliśmy? Dlaczego się powstrzymujesz?'* *'Bo jest przerażona, ty dzikiej bestio'* – odparowałem w myślach, przeczesując włosy dłonią. *'Jeśli na nią naciśniemy, rozpadnie się na kawałki. Spójrz na jej przeszłość. Jej własny gatunek przez dekady traktował ją jak worek treningowy.'* Zatrzymując się przy ogromnym oknie z widokiem na rozległy las, gdzie właśnie zbierało się moje stado, odwróciłem się z powrotem do Chloe. Obserwowała mnie; jej szeroko otwarte, czujne oczy niczym niebieskie szafiry zerkały znad krawędzi koca. – Czy patrzenie na mnie cię przeraża, Chloe? – mruknąłem, opierając się o chłodne szkło. Wyraźnie się spięła. Jej palce mocno zacisnęły się na kołdrze. – Wszyscy... wszyscy się ciebie boją. – Nie obchodzi mnie, co myśli reszta świata. Wiem, że jestem watażką. Zabijam ludzi. – Przeszedłem przez pokój, zatrzymując się tuż przy krawędzi materaca. Moja aura rozbłysła, mroczna i ciężka, co było całkowicie niezamierzone. – Ale ja pytam ciebie. Czy ty się *mnie* boisz? Jej wzrok opadł na pluszowy dywan. – Ja nie... ja nie jestem nimi – wyszeptała, a jej głos był ledwie słyszalny. Jej szczerość była krucha, nosiła ciężar całego życia warunkowania. – Dobrze. – Sięgnąłem w dół, pozwalając, by pojedynczy palec lekko przejechał po linii jej szczęki. Tym razem nie drgnęła. To było zwycięstwo, bez względu na to, jak małe. – Muszę poprowadzić bieg stada. Wrócę przed świtem. Zamknij drzwi na klucz, jeśli dzięki temu poczujesz się bezpiecznie. Odwróciłem się i porzuciłem ciepło pokoju na rzecz lodowatego, skąpanego w świetle księżyca lasu. Bieg stada miał być katharsis – brutalnym, pierwotnym uwolnieniem adrenaliny i polowaniem. Zmieniłem postać w połowie kroku, pozwalając Tytanowi przedzierać się przez poszycie, czując znajome pieczenie ciężkich mięśni pracujących w idealnej harmonii z moim stadem. Dla Wilków z Dark Hollow pełnia księżyca była witalnym połączeniem z Boginią, wzmacniającym nasze linie krwi. Jednak w połowie powalania ósmaka uderzyła mnie wstrząsająca myśl. *Chloe powiedziała, że jej stado nigdy nie biegało.* Zatrzymałem się. Moje stado okrążyło mnie, wyczuwając nagłą zmianę mojego nastroju. Mój Beta, Julian, podbiegł do mnie w swojej smukłej, szarej postaci. *'Co się stało, Alfo?'* *'Silver Peak'* – połączyłem się z nim telepatycznie, a sierść na moim karku instynktownie się zjeżyła. *'Silver Peak nie biega podczas pełni księżyca. Dlaczego, do kurwy nędzy, stado wilkołaków miałoby nie biegać podczas pełni?'* Julian parsknął cichym warknięciem pełnym dezorientacji. *'Albo ukrywają swoją liczebność, albo nie są wilkami.'* *'Albo używają księżyca do czegoś zupełnie innego'* – dokończyłem ponuro. Zanim świt pomalował horyzont, bezszelestnie wsunąłem się z powrotem do sypialni. Chloe spała głębokim snem, zwinięta w ciasną, obronną kulkę. Prawie wcale nie zajmowała miejsca. Ignorując własne wyczerpanie, zdjąłem z siebie brudne od ziemi ubrania, zrzucając pot i krew z polowania. Wślizgnąłem się pod pościel obok niej. Moje ciało promieniowało ciepłem niczym piec, a jej podświadomość niemal natychmiast tego poszukała. Rozwinęła się i przycisnęła swoje drobne plecy do mojej piersi, a z jej ust uciekło ciche westchnienie. Moje serce tłukło się o jej kręgosłup. *'Moja'* – zadudnił Tytan cichym mruczeniem. Kilka godzin później obudziła się z gwałtownym sapnięciem. Jej ciało zerwało się do siadu, a szeroko otwarte, gorączkowe, niebieskie oczy oceniały otoczenie. W końcu spojrzała w dół. Na mnie. Całkowicie nagiego, wylegującego się swobodnie z prześcieradłem zsuwającym się niebezpiecznie nisko na biodrach. Jej twarz eksplodowała gwałtownym odcieniem szkarłatu. Jej dłonie wystrzeliły w górę, by zakryć oczy. – Czy ty... czy ty jesteś zupełnie nagi?! Uśmiechnąłem się złośliwie, opierając się z powrotem o poduszki. W końcu reakcja, która nie była czystym przerażeniem. – Lubię spać nago. Zwłaszcza w moim własnym, cholernym łóżku. – Ja... o mój boże. – Wygramoliła się z łóżka, niemal plącząc nogi w prześcieradle, po czym rzuciła się do przyległej łazienki. – Ja tylko... skorzystam z łazienki. Drzwi zamknęły się z hukiem. Śmiejąc się mrocznie, opuściłem łóżko i zacząłem się ubierać. Narzuciłem na siebie dopasowaną, czarną koszulkę i ciemne dżinsy. Kiedy w końcu wyłoniła się dziesięć minut później, całkowicie unikając kontaktu wzrokowego, mój uśmiech zniknął. – Julian, Carter i ja musimy iść coś załatwić – oznajmiłem, chwytając ciężką kurtkę. – Nie wychodź z domu. Zostań dokładnie tutaj. – Czy wy... dokąd idziecie? – Po jakieś pieprzone odpowiedzi – odparłem sucho. *Odpowiedzi o Hunterze. Odpowiedzi o linii krwi rodziców, których rzekomo zabiła.* – Harper będzie cię pilnować. Zanim zdążyła przetworzyć powagę mojego tonu, już mnie nie było. Wsiadłem do SUV-a, prosto ku granicy stada Silver Peak.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

006 – Złamana Partnerka Bezwzględnego Alfy | Czytaj powieści online na beletrystyka