"Mogę być twoją Luną i możemy pójść do Bogini Księżyca i złożyć przysięgę już teraz."
Mój głos był spokojny i stanowczy, jakbym obwieszczała nieodwracalny los.
William najwyraźniej nie spodziewał się, że zgodzę się tak prosto. Jego złote źrenice lekko się skurczyły, jak u wilka czającego się na zdobycz w ciemności. W kąciku ust pojawił się figlarny uśmiech, odsłaniając ostre kły. Wyciągnął rękę i opuszkami palców dotknął mojego policzka. Szorstki dotyk niósł ze sobą intensywne ciepło właściwe wilkołakom, jakby mógł poparzyć moją skórę.
"Czyli czekasz, aż się z tobą ożenię?" Jego głos był niski i ochrypły, z niezaprzeczalnym majestatem.
"Co? Naprawdę chcesz?" Zamarł na chwilę, a potem zapytał z niedowierzaniem: "Jestem tyranem i znęcam się nad kobietami. Nie przemyślisz tego jeszcze raz?"
Spojrzałam mu prosto w oczy i skinęłam głową. Jego uśmiech natychmiast się poszerzył, odsłaniając więcej ostrych zębów, jak u wilka, który w końcu złapał swoją zdobycz.
"W takim razie ustalono!" W jego głosie pobrzmiewała nuta podekscytowania. "Ale nie martw się, w końcu jesteś moją Luną. Muszę się dobrze przygotować. Przyjdę po ciebie, gdy zacznę przygotowania do naszej ceremonii ślubnej za pięć dni."
Po tych słowach odwrócił się i wyszedł, a jego kroki były lekkie, jak u wilka biegnącego w blasku księżyca. Jego plecy zniknęły na zewnątrz namiotu, pozostawiając po sobie tylko delikatny, ziemisty zapach.
Czy taki mężczyzna naprawdę jest tak okrutny, jak głosi legenda? W moim sercu pojawił się cień ciekawości, ale wkrótce ogarnęła mnie inna emocja – strach.
"Harper, jesteś tam?" Niski głos Jonaha dobiegł z zewnątrz namiotu, przerywając moje myśli.
W następnej chwili podniósł zasłonę i wszedł do środka. Jego postać była wysoka i znajoma, ale w tej chwili wydała mi się niezwykle obca. Jego srebrnoszare źrenice migotały w słabym świetle, jak u niespokojnego wilka.
"Z kim... z kim przed chwilą rozmawiałaś? Jaka ceremonia ślubna?" W jego głosie pobrzmiewało napięcie, jakby wyczuwał jakieś zagrożenie.
Przewróciłam oczami z irytacją. "Co cię to obchodzi? Jesteś wilkiem z partnerką. Dlaczego mnie szukasz?"
Zrobił krok naprzód i wyciągnął rękę, aby złapać moją dłoń, ale uskoczyłam w bok. Jego opuszki palców zawisły w powietrzu, a następnie zacisnęły się w pięść, a jego kostki zbielały od siły.
"Harper, wiem, że nadal jesteś na mnie zła." Jego głos był niski i ochrypły, z nutą błagania. "Ale naprawdę nie mogę siedzieć bezczynnie i patrzeć na sprawę Emmy. W końcu znasz te plotki o Williamie. Po prostu nie mogłem znieść widoku, jak William ją torturuje, więc ją zabrałem."
Spuściłam głowę, a w kąciku moich ust pojawił się szyderczy uśmiech. Nie mógł znieść widoku, jak William torturuje Emmę? Więc miał odwagę patrzeć, jak jestem krytykowana i niesprawiedliwie krzywdzona na próżno?
Jonah i ja zostaliśmy wyznaczeni na przeznaczonych partnerów trzy lata temu. Byliśmy ze sobą jako partnerzy i wszyscy wiedzieli, że w przyszłości mam być jego kobietą. Ale nie spodziewałam się, że naznaczy kogoś innego przed ceremonią więzi!
Co pomyślą o mnie inni członkowie stada wilków? Wilczyca porzucona przez przeznaczonego partnera; stałabym się obiektem drwin wszystkich! Jak mógł nie widzieć krzywd, których doznałam! Ze względu na Emmę? Czy nie dbał o moje życie lub śmierć? Nie chciałam takiego mężczyzny!
Jonah nadal niestrudzenie wyjaśniał: "Harper, zawsze kochałem cię najbardziej. Czy możesz dać mi trochę więcej czasu? Oznaczyłem Emmę tylko po to, żeby pomóc jej uciec przed Williamem! Kiedy Emma znajdzie swojego prawdziwego partnera, rozwiążę więź z nią, a potem oznaczę ciebie i zrekompensuję ci to wspaniałą ceremonią więzi."
Słuchałam jego lekkomyślnych słów, a moje serce całkowicie zamarzło.
Spotykamy się tak długo, a on wybrał skrzywdzenie mnie dla Emmy i nadal mówił, że mnie kocha? Co za obłudny wilk!
"Nie będę na ciebie czekać. Znalazłam swojego przeznaczonego partnera, Jonah. Schowaj swoją tanią miłość!"
Twarz Jonaha posmutniała, a jego źrenice skurczyły się w cienką linię, jak u wilka szykującego się do ataku. W jego głosie pobrzmiewała nuta groźby: "Harper, nie bądź niewdzięczna. Jestem Głównym Beta w stadzie. Wystarczy, że powiem jedno słowo, a nikt nie odważy się ciebie poślubić! Kiedy nadejdzie czas, wrócisz do mnie, posłusznie?"
Wpatrywałam się w niego szeroko otwartymi oczami z niedowierzaniem. Nie spodziewałam się, że mój partner, z którym dorastałam, powie tak bezwstydne słowa.
"Jonah, czy jesteś tak pewien, że pozwolę ci robić, co chcesz?" Mój głos był zimny i ostry, jak wyciągnięty z pochwy nóż.
Jonah zadrwił, odsłaniając ostre kły: "Co innego możesz zrobić? Jeśli nie będziesz posłuszna, skończysz samotna!"
Byłam tak wściekła, że cała drżałam, a wilczy instynkt w moim ciele prawie przełamał okowy rozumu. Moje paznokcie wydłużyły się nieświadomie i poczułam kłujący ból w opuszkach palców.
"Wynoś się stąd!" Warknęłam, a w moim głosie zabrzmiał ryk wilkołaka. "Nawet jeśli nie wyjdę za mąż do końca życia, nigdy więcej za ciebie nie wyjdę! Ty obłudny Beta!"
Po tych słowach wypchnęłam go z namiotu. Jego postać wyglądała szczególnie żałośnie w blasku księżyca, jak wilk wygnany ze swojego terytorium.
W namiocie znów zapadła cisza, przerywana jedynie moim szybkim oddechem. Spojrzałam na swoje dłonie. Wilcze szpony na moich opuszkach palców cofnęły się, ale gniew w moim sercu nie ustępował od dłuższego czasu.
Wiedziałam, że od tej chwili moim losem nie będzie już nikt kontrolował. Ani Jonah, ani William nie mogli zmusić mnie do poddania się. Jestem Harper, wilczyca z Księżycowego Stada Cieni, a mój los należy tylko do mnie.