Kiedy Jonah zobaczył Williama, jego twarz nagle zbrzydła, a srebrnoszare źrenice zwęziły się w cienką linię, niczym u wilka, którego terytorium zostało naruszone.
– Alfie Williamie, co tu robisz? – Jego głos był niski i ochrypły, z nutą groźby.
William spojrzał na niego, kącik jego ust uniósł się w szyderczym uśmiechu, a w jego złotych źrenicach w słońcu błysnął dziki ogień.
– Oczywiście, witam mo
















