Po miesiącu rekonwalescencji w ambulatorium, to Royce przyszedł po Julię.
Przyjaciele i rodzina Julii wypełnili pokój, a ich oczy rozszerzyły się z podekscytowania w chwili, gdy pojawił się Royce.
"To Alfa Watachy Ashenfang!"
"Musi naprawdę troszczyć się o Julię, skoro jest tu tak wcześnie."
"Kiedy Julia zostanie jego Luną? Nie mogę się doczekać!"
Julia zarumieniła się, mówiąc im, żeby przestali gadać. Potem zerknęła na Royce'a i wyszeptała: "Royce już ma Lunę. Nie mówcie tak, bo znowu się na mnie wścieknie."
Jeden z wilkołaków prychnął. "Julia, jesteś zbyt dobra. Gdyby nie ona, już dawno byłabyś naszą Luną. Royce kocha cię najbardziej. To ona jest intruzem."
"Tak długo cię atakuje. Dlaczego jeszcze się nie poddała? Jest małostkowa i nie nadaje się na Lunę!"
Słuchając ich, czułam tylko absurd.
To Royce pierwszy mnie znalazł, wiedząc, że jesteśmy sobie przeznaczeni. Prosił, żebym go naznaczyła i błagał, żebym została jego Luną.
Jeśli popełniłam błąd, to kochając Royce'a.
A jednak osoba, która powinna wszystko wyjaśnić – Royce – nie powiedział nic. Pozwolił im mnie oczerniać, podczas gdy on zajmował się pakowaniem rzeczy Julii, starając się wyglądać na odpowiedzialnego.
Ale nigdy nic dla mnie nie załatwił. Po ceremonii naznaczenia zawsze twierdził, że mnie kocha, ale jego czyny nigdy tego nie pokazywały.
Mówiłam sobie, że ochroni mnie, gdy będę w niebezpieczeństwie. Teraz zdałam sobie sprawę, że tego nie zrobi.
To on był zagrożeniem.
"Alfa Royce, Julia przez te wszystkie lata odmawiała naznaczenia się z kimkolwiek. Wiesz, na kogo czekała, prawda?"
Wilkołak puścił oko do Royce'a, niemal błagając, by zobaczyć, jak naznaczają się tu i teraz.
Royce nie odpowiedział. Ale wiedziałam, że w głębi duszy się zgadza. Po prostu nie powiedziałby tego na głos.
Zabrał Julię z powrotem do swoich prywatnych komnat.
W pewnym momencie nabył kilka rezydencji na całym terytorium – miejsc, w których nigdy nie postawiłam stopy. Za każdym razem, gdy się kłóciliśmy, trzaskał drzwiami i tam jechał.
Jednak Julia weszła tam tak naturalnie, jakby tam przynależała.
Zawsze naginał dla niej swoje zasady. Była jego prawdziwą miłością i powinnam była to wcześniej zobaczyć.
Gdy on poprawiał łóżko, Julia podeszła i objęła go od tyłu. Przycisnęła policzek do jego pleców, przylegając do niego jak kochanka w ogniu namiętności.
Czy w ogóle pamiętali, że jestem jego Luną?
Zawahał się, lekko przesuwając do przodu, jakby chciał jej uniknąć.
Ale Julia mocniej go objęła i odezwała się cicho głosem przesyconym delikatnym smutkiem: "Royce, wiem, że zawsze mi wypominałeś, że wtedy odeszłam, ale nie miałam wyboru. Wiesz, że moja matka była chora. Stary Alfa zagroził jej życiem i byłam zmuszona posłuchać."
"Nawet wtedy odmówiłam naznaczenia się z nim. Moje serce zawsze należało do ciebie. Proszę, wybacz mi."
Z doskonałym akcentem tragedii przedstawiła się jako najbardziej nieszczęśliwy wilkołak na świecie – miła i odważna, a jednak nękana cierpieniem.
Czy dlatego nie mógł jej nigdy puścić?
Royce zachichotał i odpowiedział spokojnie: "Och? Myślałem, że odeszłaś, bo sąsiedni Alfa był silniejszy ode mnie. Nawet nie pomyślałaś, żeby poprosić mnie o pomoc – po prostu odeszłaś."
Julia zesztywniała. Ale była sprytna. Wiedziała, że jeśli przeniesie temat na mnie, nie będzie jej dłużej naciskał, ponieważ jego niecierpliwość w stosunku do mnie była już oczywista dla wszystkich.
Jej głos zadrżał tylko na tyle, by wyszeptać: "Rozumiem. Więc tak o mnie myślisz. Nienawidzisz mnie, więc pozwalasz Dianie mnie dręczyć."
"Nawet kiedy próbowała potajemnie skontaktować się z wilkami renegatami, żeby mnie napadli – nawet kiedy ukrywała lekarstwo, gdy byłam chora, mając nadzieję, że umrę – nie obchodziło cię to, prawda?"
"Jeśli to jest twój sposób na ukaranie mnie, to gratulacje! Działa. Moje serce boli tak bardzo, że ledwo oddycham."
Kłamstwa. Mówiła niezliczone kłamstwa.
Cały czas zajmowałam się obowiązkami Luny w watasze i nie miałam żadnych możliwości ani funduszy, by kontaktować się z wilkami renegatami. A lekarstwa nie oddałam z jednego prostego powodu – potrzebowałam lekarstwa, by przeżyć. Nie byłam na tyle bezinteresowna, by umrzeć tylko po to, żeby ją uratować.
Żadne z jej twierdzeń nie miało żadnych dowodów. Proste śledztwo oczyściłoby moje imię. Ale Royce wierzył w każde słowo.
I na pewno nie ignorował Julii. W chwili, gdy usłyszał o moich rzekomych zbrodniach, natychmiast wezwał do publicznego procesu. Ogłosił mnie jadowitą, nikczemną i winną niewybaczalnych grzechów przed całą watachą składającą się z Bet i Omeg.
Potem posunął się jeszcze dalej i skontaktował się z wilkami renegatami. Patrzył, jak wleką mnie do ciemnego, pustego lasu. Patrzył, jak mnie szarpią i upokarzają. Spojrzał z góry na moją rozebraną, posiniaczoną wilczą postać i uśmiechnął się szyderczo.
Wskazał na moje blizny i powiedział: "To są dowody twojej zdrady. Jeśli kiedykolwiek znowu skrzywdzisz Julię, dopilnuję, żeby wszyscy wiedzieli, co zrobiłaś."
Leżałam tam na ziemi, krzycząc z rozpaczą, upierając się, że nigdy nic z tego nie zrobiłam.
"Alfa Royce, dlaczego mi to robisz?"
Ignorował moje słowa, jakby były powietrzem. Nie wierzył mi i chciał mnie tylko ukarać.
Nigdy nie powiedział Julii, co mi zrobił, dlatego wciąż mogła grać ofiarę.
Nie rozumiałam jego intencji. Czy próbował być jakimś cichym strażnikiem, stojącym za Julią jak szlachetny obrońca?
Ale jeszcze mniej rozumiałam, dlaczego, jeśli nigdy mnie nie kochał, naznaczył mnie?
















