Royce pozostał w swoim nędznym stanie przez długi czas, aż pewnego dnia zaczął często wychodzić z domu, wracając dopiero po kilku godzinach.
Moja dusza osłabła tak bardzo, że nie mogłam już znieść bezpośredniego światła słonecznego. Za dnia nie miałam możliwości go śledzić. Czekałam więc do jednej z nocy, kiedy obudził się z koszmaru i wymknął.
Cicho udał się na cmentarz Watahy Burzowego Pazura.
















