logo

beletrystyka

Kopanie grobu

Kopanie grobu

Autor: MMOLLY

Chapter 4
Autor: MMOLLY
11 kwi 2025
Julia powiedziała cicho: "Czy nie możemy po prostu zostawić przeszłości za sobą i zacząć od nowa? Royce, nie obchodzi mnie to, że miałeś Lunę przede mną, tak jak mam nadzieję, że tobie nie będzie przeszkadzało, że kiedyś cię opuściłam." "Oboje wiemy, że to nigdy nie była zdrada – kochamy się. Zawsze byliśmy sobie pisani." Zawsze wiedziała, jak do niego dotrzeć. W porównaniu z nią, bez względu na to, jak bardzo próbowałam go uspokoić, nigdy nie zwracał na mnie uwagi. To było oczywiste, gdzie jest jego serce. A jednak ja trzymałam się resztek czułości, którą mi kiedyś okazywał, tylko po to, by zobaczyć jego prawdziwą twarz, kiedy już nie żyłam. Całą swoją dobroć i ciepło zachował dla Julii. Dlatego zawsze był dla mnie taki okrutny. Ból w moim sercu dawno już zdrętwiał. Wszystko mi jedno. Julia może o mnie mówić, co chce, a Royce może mnie nienawidzić, ile chce. Już mnie to nie obchodzi. "To nie jest czas na takie rozmowy," powiedział Royce, delikatnie ją odsuwając. "Powinnaś odpocząć." Wyszedł, nie zauważając błysku urazy w oczach Julii. Wrócił do domu, który kiedyś dzieliliśmy, teraz spowitego ciemnością. Odkąd zostałam Luną, bez względu na to, jak późno było, zawsze zostawiałam zapalone światło – traktowałam to jako dowód na to, że to miejsce jest domem. Ale teraz zmarszczył brwi, wchodząc do środka. Nie było światła i żadnego mojego śladu. Mój zapach dawno już wyblakł, zastąpiony stęchłym zapachem kurzu. Stanął na chwilę, po czym ruszył w stronę mojego pokoju, krzycząc: "Diana, znowu się obrażasz? "Podanie antidotum Julii było twoim obowiązkiem. Gdybyś wcześniej nie spiskowała przeciwko niej, nie zostałaby otruta! Sama to na siebie sprowadziłaś – zasłużyłaś na to!" Nawet teraz w jego głosie słychać było tylko obrzydzenie i oskarżenia. Zawisłam za nim, szydząc. Pięć lat. Żyłam z nim przez pięć lat i byłam jego Luną przez cały ten czas, a on nadal wierzył w sfabrykowaną wersję mnie, którą słyszał od innych ludzi. Dziś ukradł zioła, które znalazłam. Jutro nie zawaha się zabrać mi nerki – kawałek po kawałku, aż nic ze mnie nie zostanie. Na szczęście już nie żyłam. Niekończące się dni czekania w rozpaczy wreszcie się skończyły. Zaczął mnie szukać po domu. Oczywiście, nie mógł mnie znaleźć. Jedyne, co znalazł, to jedzenie, które przygotowałam dla niego miesiąc temu. Dawno już zgniło nie do poznania i nawet ja nie pamiętałam, co to było. Jedyne, co pamiętałam z tego dnia, to nagłe wtargnięcie wojowników, którzy mnie zakneblowali i związali. Ten dzień miał być rocznicą naszego naznaczenia. Zamiast tego stał się dniem mojej śmierci. I oczywiście, to był również dzień, w którym Julia odrodziła się, wreszcie wolna od tojadu. Kiedy mnie wleczono, szarpiąc się z pazurzastymi rękami, Royce prawdopodobnie trzymał Julię za rękę, mówiąc jej, żeby się nie bała. Kiedy wiłam się z bólu z powodu tojadu, Royce ostrzegał uzdrowicieli – mówiąc im, że Julia musi przeżyć. Więc czym właściwie dla niego byłam? Wołał moje imię w kółko, a nawet zamknął oczy i wyciągnął do mnie rękę przez nasze połączenie umysłowe. Rzadko używał tego połączenia. Właściwie to rzadko kontaktował się ze mną pierwszy, chyba że chodziło o niezbędne sprawy watahy. Ale tym razem jego cierpliwość poszła na marne. Nie zamierzałam odpowiadać. Jego oczy pociemniały – jego wilk na chwilę przejął kontrolę, wyczuwając, że coś jest nie tak – ale szybko stłumił swój niepokój, zaciskając usta w wąską linię, pisząc do mnie list. "Jeśli to widzisz, kiedy wrócisz, powinnaś wiedzieć, jak bardzo jestem wściekły, że wracam do domu i widzę taki brud. Ucieczka niczego nie rozwiąże, Diana. Jeśli nadal będziesz ze mną igrać, to tylko czekaj, aż cię odrzucę." Odrzucenie? To byłoby miłe. Gdybym wcześniej zdała sobie sprawę, że nigdy mnie nie kochał, nie umarłabym tak nieszczęśliwą śmiercią. Wezwał członka watahy, aby dostarczył list. W tym samym czasie posłaniec przyniósł wieści o Julii. "Powiedziała, że zostawiła coś w ambulatorium. Chce, żebyś to dla niej odebrał." Royce od razu się zgodził. Przekraczając próg, zawahał się przez chwilę, spoglądając na pusty dom. Ale to krótkie zawahanie nie wystarczyło, żeby cokolwiek zmienić. I tak wyszedł. Był gotów wyjść w środku nocy, żeby odebrać coś dla Julii, a nawet nie zapytał, gdzie ja jestem. W ambulatorium wpadł na asystenta uzdrowiciela. Asystent ten był kiedyś głównym uzdrowicielem, dopóki Royce nie pozbawił go tego tytułu. Moja śmierć z powodu tojadu udowodniła, że nie kłamał. Złożył wniosek o powrót do ambulatorium, ale teraz był tylko asystentem. Kiedy zobaczył Royce'a, jego wyraz twarzy natychmiast stał się chłodny. "Teraz przypomniałeś sobie o swojej martwej Lunie?" zakpił. "Jej ciało już zabrano. Nie ma potrzeby, żebyś się fatygował, żeby je odebrać." Royce zamarł. Jego oczy zaczęły nerwowo błądzić, po czym zatrzymały się na uzdrowicielu. "Powiedziałeś, że kto nie żyje?" Asystent przewrócił oczami. "Twoja Luna. Diana. Oczywiście, jeśli już ją odrzuciłeś, udawaj, że nic nie powiedziałem. "Tojad dotarł do jej kości, a ty i tak zabrałeś antidotum, które ona ryzykowała życiem, żeby znaleźć. Jeśli chciałeś nowej partnerki, mogłeś po prostu to powiedzieć, zamiast posuwać się tak daleko."

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 8

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki