Lily, niech ją Bóg błogosławi, nie mogła się powstrzymać, by nie wtrącić się i wziąć w obronę Scarlett. Otworzyła usta, próbując zbagatelizować sprawę. "No weźcie, ile tak naprawdę mogą być warte te materiały do gry? Sama słyszałaś – Joyce mówiła, że musiała na nie farmić w grze, a nie je kupiła."
"Przykro mi to mówić, ale oto wycena. Te materiały do gry są warte 5000 dolarów."
Wsunęłam im przed nos elektroniczny dokument, a mój głos był zimny jak zimowy poranek.
Ten raport, przygotowany przez mojego kolegę gracza na oficjalnej platformie handlowej, pochodził z renomowanej agencji krajowej i był prawnie wiążący.
Urzędnik wziął raport i przez chwilę go studiował, po czym skierował wzrok na Scarlett. "Scarlett, na podstawie tej kwoty grozi pani proces. Kradzież mienia o wartości powyżej 5000 dolarów podlega karze od trzech do dziesięciu lat więzienia oraz grzywnie. Jednak wszystkie panie jesteście studentkami, więc sugeruję, aby spróbowały panie załatwić to polubownie. Prywatne rozwiązanie byłoby najlepsze."
Twarz Scarlett pobladła, gdy urzędnik przemawiał, a potem – ot tak – zerwała się z krzesła, podbiegła do mnie, złapała mnie za rękę i padła przede mną na kolana. Płakała, rozpaczliwie pragnąc przebaczenia.
"Joyce, wiem, że źle zrobiłam! Proszę, nie pozwól mi iść do więzienia!"
Zauważyłam, że Jasmine patrzy na Scarlett z litością w oczach. Kiedy odwróciłam się, by popatrzeć na Scarlett, bezradną i zapłakaną, pomyślałam o jej skromnym pochodzeniu i poczułam ukłucie litości w sercu.
W obecności urzędnika niechętnie podpisałam ugodę. Scarlett zgodziła się zwrócić 5000 dolarów, które straciłam, i sprawa została zamknięta.
Gdy wychodziłyśmy z komisariatu, Scarlett ściskała moją rękę, szlochając i obiecując, że mi spłaci dług. Dziękowała mi w kółko za to, że byłam taka miłosierna.
Chociaż nadal czułam się trochę nieswojo, danie jej szansy na przemyślenie swoich czynów wydawało się właściwe.
Z westchnieniem ulgi wzięłam Jasmine za rękę i ruszyłyśmy z powrotem na uniwersytet – nieświadome, że tuż za rogiem zbiera się burza.
Następnego ranka Jasmine obudziła mnie z krzykiem. "Joyce, wstawaj! Musisz to zobaczyć! Scarlett obgadała cię na forum uniwersyteckim!"
Przetarłam oczy i sprawdziłam telefon. Tam, na forum uniwersyteckim, pojawił się post, który zajął pierwsze miejsce: [Biedna dziewczyna ze wsi pyta, czy naprawdę sprawiedliwe jest bycie winną 5000 dolarów po przypadkowym pograniu w grę współlokatorki.]
Scarlett namalowała niezły obrazek, dodając własną wersję wydarzeń i publikując podstemplowaną ugodę. Słowa "5000 dolarów" zostały zakreślone na jaskrawoczerwono, podkreślając tę sumę, jakby była jakąś bronią.
[Jestem tylko biedną dziewczyną ze wsi. Z ciekawości pograłam trochę w grę współlokatorki, wydałam jej diamenty i materiały, a ona wezwała policję, żądając, żebym oddała 5000 dolarów. Nie chodzi o to, że nie chcę zapłacić, ale ta kwota to więcej niż koszty utrzymania naszej rodziny przez trzy lata! Zastanawiam się tylko – czy ta gra naprawdę tyle kosztuje?]
W ciągu kilku chwil gracze, którzy rozumieli sytuację, stanęli w mojej obronie, wyjaśniając, że dobrze utrzymane konto może z łatwością być warte co najmniej kilka tysięcy dolarów. Nic dziwnego.
Ale potem pojawiły się komentarze, które wrzuciły mnie w ogień opinii publicznej.
[To nie jest w porządku. Niektórzy ledwo dają radę na uniwersytecie, zmagając się z każdym groszem, podczas gdy inni beztrosko wydają tysiące na grę.]
[Tak, to obrzydliwe. Wiedzą, że jest biedna, a i tak chcą, żeby zapłaciła tak dużo. Bogaci nigdy nie wiedzą, jak być wdzięcznymi.]
Spostrzegawczy internauci, jak zawsze drobiazgowi, zdołali wydobyć moje imię i nazwisko oraz numer dowodu osobistego z zamazanej mozaiki. Zanim się zorientowałam, negatywne opinie przeniosły się z samego incydentu na mnie, osobiście.
Wyskoczyłam z łóżka, z sercem łomoczącym w piersi, i wcisnęłam telefon w twarz Scarlett.
"Czy ty to opublikowałaś? Podpisałam ugodę, a teraz robisz to za moimi plecami?"
Scarlett odepchnęła moją rękę, patrząc na mnie zaskakująco spokojnie, bez cienia paniki w wyrazie twarzy.
"Co w tym takiego? Jestem ze wsi i tego wszystkiego nie rozumiem, więc zapytałam. To znaczy, 5000 dolarów to dużo. Musiałam się dowiedzieć, czy ta gra naprawdę tyle kosztuje, prawda?"
Zrobiła pauzę, po czym odwróciła się, odmawiając patrzenia na mnie, a w jej głosie było coś więcej niż tylko odrobina kpiny. "Dlaczego jesteś taka zdenerwowana? Co w tym złego? Przecież oni nie kłamią, prawda? Wydałaś tysiące na tę grę, prawda?"
Jej całkowity brak skruchy mnie oszołomił. Zaśmiałam się gorzko.
"Tak, wydałam tyle, ale ty to wszystko zmarnowałaś! Teraz jesteś mi winna, a ty za moimi plecami siejesz zamęt. Naprawdę nie mogę się doczekać, jak uniwersytet to załatwi."
Z trzęsącymi się rękami zebrałam swoje materiały i wybiegłam z pokoju, kierując się prosto do dziekanatu.
















