logo

beletrystyka

Mój szef przeczytał moją powieść erotyczną.

Mój szef przeczytał moją powieść erotyczną.

Autor: Vivian_G

Rozdział 3
Autor: Vivian_G
21 sty 2026
Leah Kilka dni po wizycie Caleba jestem na moich nocnych zajęciach plastycznych. Malowanie to coś, co koi moją duszę, i chociaż moja nauczycielka jest dziwna, jest też wspaniała. Naprawdę dobrze się dogadujemy, ale niestety dzisiaj jej tu nie ma. Zamiast tego kazała nam malować do muzyki, którą wybrała na czas swojej nieobecności, ale trójka moich wrogów wyłączyła ją, gdy tylko ją włączyłam, i teraz się ze mnie nabijają. – O mój Boże! Spójrzcie na obraz tej małej, pożal się Boże, autorki bestsellerów. Czy ona naprawdę myśli, że to wygląda dobrze?! Staram się jak mogę ignorować najgorszą z trzech dręczycielek, Annę, ale ona ma talent do zachodzenia mi za skórę. Sprawia, że żałuję, iż nie zostałam w domu. Lubię moje nocne zajęcia plastyczne, ale kiedy Anna i jej dwie koleżanki od znęcania się, Angelica i Doris, postanawiają się pojawić, nienawidzę swojego życia. Gdyby moja nauczycielka tu była, trzymałaby je w ryzach, ale pod jej nieobecność dziewczyny są bardziej wredne niż kiedykolwiek, a inni artystyczni kujoni zbytnio boją się cokolwiek powiedzieć. Cieszą się po prostu, że to ja jestem ofiarą. – Pfft! Obraz, który maluje, jest absolutnie horrendalny. Co to w ogóle ma przypominać? Banana czy penisa? – pyta Doris, co sprawia, że Anna i Angelica wybuchają śmiechem. – Penisa… – Anna aż płacze ze śmiechu. – Naprawdę myślisz, że to właśnie rysuje, skoro jest dziewicą, która nigdy w życiu żadnego nie widziała? – Może tak być! – wykrzykuje Angelica. – Skoro jest dziewicą, może marzyć o penisach i myśleć, że tak właśnie powinny wyglądać! – O mój Boże, Angelica. Ten komentarz to złoto! Kiedy wszystkie trzy dziewczyny zaczynają rzęzić i trzymać się za brzuchy, krzywię się na swój obraz. Próbuję narysować banana, ale teraz zaczynam się martwić, że może on faktycznie przypominać penisa… Z głębokim westchnieniem zaczynam poprawiać swój obraz, dodając bananowi więcej krzywizn i więcej szczegółów na skórce. Nawet gdy poruszam pędzlem z nową determinacją, wciąż słyszę Annę i jej popleczniczki szepczące i chichoczące w tle. – Hej, patrzcie! – wskazuje Doris. – Dodaje mu teraz więcej krzywizn! Musiała nas usłyszeć. Wybucha kolejna salwa śmiechu, a ja zaciskam zęby. Wiem, że po prostu próbują mnie dopaść, zaleźć mi za skórę, ale cholera, udaje im się to. – Wygląda na to, że dodaje mu teraz zmarszczek – wtrąca Anna między napadami śmiechu. – Może myśli, że to sprawi, iż będzie bardziej wyglądał jak banan! Nawet nie ważę się spojrzeć w ich stronę, świadoma, że jakakolwiek reakcja tylko podsyci ich rozbawienie. Skupiam się więc z zaciekłą intensywnością na moim obrazie, zmuszając się do wiary w swoje zdolności artystyczne, mimo że wszelka pewność siebie wydaje się teraz odległym wspomnieniem. – Właściwie – mówi nagle Angelica głosem znacznie cichszym niż wcześniej – zaczyna wyglądać dobrze… jak na penisa! Wszystkie śmieją się jak stado hien i to jest ten moment, w którym pękam. Odkładam ołówek i żeby wyglądać na zajętą, podnoszę telefon, który zawibrował sekundy temu. Jest wiadomość od Caleba. Manipulujący Szefuncio: Rozważyłaś moją ofertę? Chciałabyś dla mnie pracować? Przygryzam dolną wargę. Moi rodzice zawsze wyjeżdżają razem na wakacje latem, co oznacza, że będę w domu sama. Mogłabym widywać Caleba często bez ich wiedzy i chociaż jest dupkiem, wolałabym uprawiać z nim seks niż zostać dziewicą na zawsze. – Myślicie, że Leah kiedykolwiek kogoś znajdzie? – pyta nagle Anna swoje przyjaciółki rozbawionym głosem. – To znaczy, spójrzcie na nią: jest niską kujonką i nie ma za grosz gustu. I nie zapominajmy, że nie potrafi nawet namalować banana! – Szczerze mówiąc, nawet gdyby ktoś był zdesperowany, byłby zbyt przerażony wizją obudzenia się w łóżku obok niej. Jest brzydka. – Aha, te sztuczne rzęsy, których używa? Wyglądają tak nienaturalnie. – Włosy też ma brudne… Łzy napływają mi do oczu. Wcale nie jestem brzydka. Wiem to na pewno, ale te dziewczyny zdecydowanie wiedzą, jak dobić kobietę, która już leży. Majstruję przy telefonie, palce mi drżą, gdy wystukuję pospieszną odpowiedź do Caleba. Ja: Tak, przyjmę tę pracę. – Hej, co to? – Doris mruży na mnie oczy z drugiego końca sali. – Piszesz do swojego wyimaginowanego chłopaka? Trio hien wybucha kolejną salwą śmiechu. Zmuszam się do nonszalanckiego wzruszenia ramionami, przełykając gulę w gardle i modląc się, by nie widziały, jak moja twarz robi się purpurowa. Telefon znów brzęczy, a dziewczyny parskają. – Może pisze do tego grubego przegrywa z biblioteki, z którym zawsze gada! – sugeruje Anna, co sprawia, że moja twarz piecze nieprzyjemnie. Urban to mój przyjaciel i czytelnik. Często bywa w bibliotece i tak, podkochuje się we mnie, ale nie jest moim chłopakiem ani niczym w tym rodzaju! Ugh, podnoszę telefon i wpatruję się w wiadomość, którą właśnie przysłał mi Caleb. Manipulujący Szefuncio: Jeszcze nie śpisz? Chcesz, żebym przyjechał i odebrał cię na twoją pierwszą lekcję? Mam ochotę na trochę zabawy. Puls wali mi na szyi. Pozwolenie Calebowi na odebranie mnie stąd sprawiłoby, że dziewczyny pomyślałyby, iż jest moim chłopakiem, zwłaszcza gdybym była na tyle odważna, by go pocałować! Pytanie brzmi: czy Caleb wściekłby się na mnie, gdybym okazała mu uczucia publicznie? Jestem od niego dużo młodsza, a on jest w końcu szefem mojego taty. Waham się przez chwilę, zanim wystukuję odpowiedź. Wizja samochodu Caleba podjeżdżającego pod szkołę artystyczną wydaje się kuszącą fantazją, ale wkrótce stanie się rzeczywistością. Ja: Tak, proszę przyjedź po mnie. Manipulujący Szefuncio: Jesteś w domu? Ja: Nie, mam nocne zajęcia plastyczne i jestem tam teraz. Możesz mnie stąd odebrać. To na rogu Greene i Slater Street. Caleb nie odpowiada od razu i przez gorącą minutę martwię się, że zmienił zdanie. Ale wtedy telefon wibruje kolejną wiadomością. Manipulujący Szefuncio: Będę za dziesięć minut. – Masz gorącą randkę dzisiaj wieczorem, Leah? – drażni się Anna, podczas gdy jej przyjaciółki chichoczą. Pewnie spodziewają się, że przyjedzie po mnie kolejny kujon, ale czeka je niespodzianka. Wstaję i zaczynam chować swoje przybory, zerkając ostatni raz na mój obraz banana-czy-penisa, wzruszam ramionami i zostawiam go, kierując się do wyjścia. – Uciekasz? – woła Anna, gdy otwieram drzwi. – Nie uciekam – odpowiadam, nie odwracając się – wychodzę. Mój telefon znów wibruje. Manipulujący Szefuncio: Jestem na zewnątrz. Gdy wychodzę ze szkoły artystycznej, widzę samochód Caleba zaparkowany po drugiej stronie ulicy – lśniący, czarny, luksusowy samochód sportowy, który sprawia, że nawet nocne latarnie uliczne wyglądają efektownie. Rodzaj samochodu, jakiego spodziewałabyś się po elitarnym prezesie takim jak Caleb. Za sobą słyszę, jak moje trzy dręczycielki wciągają powietrze. Wygląda na to, że wszystkie wyszły za mną, a Doris odzywa się pierwsza. – Spójrzcie na ten samochód! – wykrzykuje z zachwytem. – Leah nie żartowała, że ma dzisiaj randkę. Słyszę Annę dodającą z drwiną: – Jasne, jakby mogła złowić kogokolwiek, kto jeździ taką furą! Czyżby? Z zadowolonym uśmiechem podchodzę do samochodu Caleba, ale zastygam, gdy ten wysiada od strony kierowcy, zanim zdążę do niego dotrzeć. Jest ubrany nienagannie w czarny, szyty na miarę garnitur, a jego czarujący, lecz figlarny uśmiech skierowany jest w moją stronę. – Zajęcia plastyczne, co? Czyżby po to, żebyś mogła pewnego dnia wydać jedną ze swoich sprośnych książek z obrazkami? – pyta, wyglądając na rozbawionego. Zaciskam zęby, by na niego nie warknąć. Wierzcie mi, chcę to zrobić, ale Anna i jej popleczniczki nas obserwują, a ja słyszę ich rozmowę. – Nie ma mowy, to ten facet, do którego pisała. On jest… on jest… – jąka się Doris. – Bogaty i gorący – kończy Angelica, a jej głos wypełniony jest podziwem i nutą zazdrości. – I wysoki – dodaje Anna, a jej zwykła arogancja ustępuje miejsca łagodnemu tonowi szoku. – Bardzo wysoki. – Musi być znajomym czy coś w tym stylu – parska Angelica. – Ten facet wygląda jak ktoś, kto mógłby być na okładce magazynu GQ. Jest o wiele za gorący i zbyt dobrze ubrany dla takiego nikogo jak Leah Foster. Spojrzenie Caleba przesuwa się w stronę, gdzie stoją dziewczyny, a ich szeroko otwarte oczy śledzą każdy nasz ruch. Jego kąciki ust drgają ku górze w czymś, co można opisać jedynie jako diabelski uśmieszek. – Cóż – przeciąga, przyciągając ich uwagę jeszcze bardziej. – Nie idziesz? Z ostatnim spojrzeniem na gapiące się dziewczyny, robię krok w stronę Caleba pewnie – nawet jeśli moje serce potajemnie wali o klatkę piersiową jak młot pneumatyczny. – Oczywiście – mówię lekko, splatając swoje ramię z muskularnym ramieniem Caleba. Następnie, w bezpośrednim wyzwaniu rzuconym Annie i jej kumpelem, staję na palcach, odchylam głowę, by napotkać wzrok Caleba i chwytam jego twarz wolną ręką. Zaskoczenie błyska w jego oczach i zdaję sobie sprawę, że teraz albo nigdy. Jeśli dam mu sekundę na myślenie, nie będę w stanie go pocałować, więc robię to szybko. Moje usta łączą się z jego, a stłumione westchnienia za nami są jak muzyka dla moich uszu. …teraz mam tylko nadzieję, że Caleb nie wścieknie się na mnie za całowanie go w miejscu publicznym.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki