Evelina
Podniosłam wzrok znad ekranu komputera, gdy rozległ się dźwięk windy. Kobieta w czerwonej sukience pewnym krokiem ruszyła w moją stronę, a jej obcasy stukały o marmurową podłogę niczym zegar odliczający czas do chaosu.
„Przyszłam do Alarica”. Oparła wypielęgnowane dłonie na moim biurku, pochylając się z uśmiechem, który nie sięgał jej oczu.
„Czy jest pani umówiona?”
„Nie potrzebuję zaproszenia. Mamy... wspólną przeszłość. Po prostu powiedz mu, że przyszła Seraphina”.
„Przykro mi, ale pan Sterling przyjmuje tylko umówionych gości. Mogę pomóc pani wyznaczyć termin na przyszły tydzień...”
„Posłuchaj no, sekretareczko” – przerwała mi. „Jestem Seraphina Beaumont. Spędziłam z Alaricem noc w zeszły weekend i nie wyjdę stąd, dopóki go nie zobaczę”.
„Tak jak wspomniałam, bez umówionego spotkania lub wyraźnej zgody pana Sterlinga...”
„Za kogo ty się uważasz? Tylko dlatego, że stoisz przy nim cały dzień, przynosisz mu kawę i robisz notatki, myślisz, że jesteś wyjątkowa?”
„Proszę pani, muszę poprosić panią o wyjście...”
„Jesteś żałosna. Bawisz się w strażniczkę, udając, że coś znaczysz. Założę się, że fantazjujesz o tym, by cię zauważył, co? Skarbie, nawet gdybyś rozłożyła nogi na tym biurku, nie zaszczyciłby cię drugim spojrzeniem. On potrzebuje prawdziwej kobiety, a nie zdesperowanej asystentki przebranej w tani żakiet z Targetu”.
„W razie potrzeby ochrona panią wyprowadzi”.
„Nie odważyłabyś się. Czy ty wiesz, kim jest mój ojciec? Jednym telefonem mogłabym sprawić, że stracisz pracę”.
„A ja jednym przyciskiem mogłabym usunąć panią z budynku”. Położyłam dłoń w pobliżu alarmu pod biurkiem. „Wybór należy do pani, panno Beaumont”.
Twarz Seraphiny wykrzywiła się z wściekłości. Jednym płynnym ruchem chwyciła dzbanek z wodą z mojego biurka i wylała jego zawartość na moją głowę. Lodowata woda zmoczyła moje włosy, makijaż i nowiutką bluzkę – dla jasności, wcale nie była z Targetu.
„Ups”. Uśmiechnęła się złośliwie, z hałasem upuszczając pusty dzbanek na moją klawiaturę. „Wygląda na to, że komuś przydałby się ręcznik”.
Zanim jednak zdążyłam wykonać jakikolwiek ruch, winda znów zadzwoniła.
Alaric Sterling wyszedł z niej, wypełniając lobby swoją obecnością niczym nadciągająca burza. Jego pewny krok zachwiał się, gdy ogarnął wzrokiem scenę – mnie wyglądającą jak zmokła kura, Seraphinę puszącą się niczym kot, który dobrał się do śmietanki, oraz wodę rozlewającą się po moim biurku i drogim sprzęcie.
„Cóż”. Jego głos przeciął napięcie. „To z pewnością nie jest powitanie, jakiego się spodziewałem”.
Twarz Seraphiny rozpromieniła się. „Alaric, kochanie! Właśnie...”
„Atakowałaś moją asystentkę i niszczyłaś mienie firmy?” Podszedł do nas w trzech krokach. „Odważna strategia”.
„Po prostu rozmawiałam z twoją asystentką”. Jej głos ociekał miodem, podczas gdy jej oczy wbijały we mnie sztylety. „Odmówiła mi spotkania z tobą”.
„Ponieważ to jej praca”. Alaric podał mi swoją chusteczkę z monogramem. Jego dotyk wywołał niechciane mrowienie w moim ramieniu. „Panna Thorne przestrzega moich protokołów co do joty. Dlatego jest nieoceniona”.
Otarłam twarz, wdzięczna, że użyłam dziś wodoodpornego tuszu. Chusteczka pachniała jego wodą kolońską – szczegół, na którym wcale nie chciałam się skupiać.
„Ale kochanie” – Seraphina podeszła bliżej Alarica, kołysząc biodrami. „Po naszej magicznej wspólnej nocy...”
„Masz na myśli galę charytatywną, na której wypiłaś za dużo szampana, a ja wezwałem ci taxi? To trudno nazwać magicznym, choć słyszałem, że opowiadasz w mieście zupełnie inną wersję”.
Przygryzłam wargę, by ukryć uśmiech.
„Ja...” Seraphina otworzyła usta niczym ryba wyciągnięta z wody.
„A teraz” – dłoń Alarica spoczęła na moim ramieniu, a ja modliłam się, by nie poczuł, jak skoczyło mi tętno – „właśnie zaatakowałaś moją ulubioną pracownicę i prawdopodobnie zniszczyłaś sprzęt wart około dziesięciu tysięcy dolarów. Chcesz, bym wezwał ochronę czy policję?”
Poczułam, jak pieką mnie policzki na dźwięk słów „ulubiona pracownica”. On zawsze taki był – szarmancki, flirtujący, sprawiający, że każdy czuł się wyjątkowo. To nic nie znaczyło.
„Nie odważyłbyś się”. Jednak pewność siebie Seraphiny zachwiała się.
„Sprawdź mnie. Chronię swoich ludzi, zwłaszcza tych, dzięki którym moje życie toczy się gładko. Właściwie powinienem całkowicie zakazać ci wstępu do budynku. Jak pani uważa, panno Thorne?”
„Uważam, że to brzmi rozsądnie, panie Sterling”. Zachowałam profesjonalizm, mimo że jego dotyk mnie rozgrzewał.
Twarz Seraphiny przybrała wszystkie odcienie czerwieni. „To niedorzeczne. Pożałujecie tego. Oboje”.
„Jedyne, czego żałuję, to że nie wyciągnąłem telefonu, by nagrać ten napad szału. Ochrona jest już w drodze. Sugeruję wyjść, zanim dotrą”.
„Mój ojciec się o tym dowie!”
„Jestem pewien, że tak. Pozdrów ode mnie Bartholomewa. Powiedz mu, że akcje jego firmy wyglądają ostatnio dość niepewnie”.
Gdy tylko drzwi windy zamknęły się przed jej wściekłą twarzą, dłoń Alarica opuściła moje ramię, a ja natychmiast zatęskniłam za jej ciepłem – myśl tę szybko zepchnęłam do folderu „nie analizować” w moim mózgu.
Wstałam z krzesła, a woda kapała na podłogę.
„Wszystko w porządku?” Alaric zmarszczył brwi, oceniając szkody. „Nie zraniła cię, prawda?”
„Tylko moją dumę. I być może elektronikę”. Dotknęłam zalanej klawiatury, która odpowiedziała niepokojącą iskrą.
„Zostaw to. Każę IT przynieść zamienniki”. Wyciągnął telefon. „Silas podwiezie cię do galerii w piętnaście minut. Użyj karty służbowej i kup wszystko, czego potrzebujesz – ubrania, makijaż, kosmetyki do włosów”.
„Dziękuję, panie Sterling, ale to nic takiego. Moja zmiana kończy się za godzinę, a po pracy mam już plany”.
„Zamierzasz siedzieć w mokrych ubraniach przez kolejną godzinę?”
„Poradzę sobie” – upierałam się z uśmiechem. „Ale doceniam propozycję”.
Posłał mi spojrzenie mówiące, że mi nie wierzy, ale mimo to skinął głową.
Pchnęłam drzwi restauracji, gotowa na relaksującą kolację z Phoebe po moim katastrofalnym dniu. Hostessa poprowadziła mnie w stronę naszej stałej narożnej loży, ale nagle się zatrzymałam. Zamiast samej mojej najlepszej przyjaciółki, obok niej siedział mężczyzna.
„Eve!” Phoebe podskoczyła, machając tak, jakbym mogła jej nie zauważyć w na wpół pustej restauracji. „Udało ci się! Poznaj Bradleya!”
Zmusiłam się do uśmiechu i usiadłam naprzeciwko nich. Oczywiście, Phoebe musiała mnie wciągnąć w niespodziewaną randkę w ciemno po takim dniu.
„Eve, to jest Bradley. Jest analitykiem finansowym, poznałam go na tym obozie jogi w zeszłym miesiącu”. Oczy Phoebe lśniły swatkowską radością. „Bradley, to moja najlepsza przyjaciółka, Evelina”.
„Miło mi”. Bradley błysnął idealnie wybielonymi zębami. „Phoebe tyle mi o tobie opowiadała”.
Powstrzymałam chęć kopnięcia Phoebe pod stołem. „Mam nadzieję, że same dobre rzeczy?”
Przeszliśmy przez niezręczną rozmowę o pogodzie i specjałach restauracji, dopóki Bradley nie przeprosił i nie wyszedł do łazienki.
Gdy tylko znalazł się poza zasięgiem słuchu, Phoebe zaatakowała. „Czy on nie jest marzeniem? Te ramiona! I odnosi takie sukcesy – powinnaś zobaczyć jego apartament w centrum”.
„Phee...”
„Daj spokój, kiedy ostatnio byłaś na prawdziwej randce? Za dużo pracujesz, kochana. Każdy potrzebuje kogoś, na kim może się oprzeć”.
„W tej chwili radzę sobie sama. Przy leczeniu mamy i całej reszcie...”
„Jak ona się czuje?” Wyraz twarzy Phoebe złagodniał.
„Bez zmian. Nowe leki są drogie, ale...” Wzruszyłam ramionami.
„A ten twój brat nadal zaginiony w akcji?” Twarz Phoebe pociemniała. „Co za samolubny palant, zostawił cię ze wszystkim samą”.
„Nie chcę o nim rozmawiać. Mama pracowała na trzy etaty, żeby nas wychować. Pomoc jej to najmniejsza rzecz, jaką mogę teraz zrobić”.
Bradley wsunął się z powrotem do loży, poprawiając swój markowy krawat. „Przepraszam za to. Więc, na czym skończyliśmy?”
„Evelina właśnie opowiadała nam o swoim dniu w pracy” – zaszwiergotała Phoebe.
„Ach, racja – pracujesz jako sekretarka czy coś w tym stylu?” – zapytał Bradley.
„Asystentka osobista Alarica Sterlinga w Sterling Global”.
„Alarica Sterlinga? Tego CEO?” Pochylił się do przodu, opierając łokcie na stole. „To musi być całkiem... wymagające stanowisko”.
„Słucham?”
„Daj spokój, wszyscy wiemy, jak to działa”. Puścił do mnie oko. „Piękna młoda kobieta, potężny szef – jestem pewien, że znalazłaś sposoby, by stać się nieocenioną dla firmy”.
Phoebe opadła szczęka. „Bradley!”
„Co? Po prostu mówię to, co wszyscy myślą, widząc takie układy”. Wykonał nieokreślony gest w moją stronę. „Bez oceniania. Dziewczyna musi używać swoich atutów”.
„Jesteś skończoną świnią”. Twarz Phoebe spłonęła czerwienią. „Wynoś się”.
„Hej, jestem po prostu szczery. Nie trzeba od razu przechodzić do defensywy...”
„Wypad!” Phoebe wstała, wskazując na drzwi. „Już!”
„Dobra, dobra. Widzę, że niektórzy nie potrafią znieść prawdy”. Wysunął się z loży, poprawiając marynarkę. „Zadzwoń do mnie, kiedy będziesz gotowa na szczerość”.
Patrzyłyśmy, jak lawiruje między stolikami w stronę wyjścia. Phoebe opadła na siedzenie, upokorzona.
„Mój Boże, Eve. Tak strasznie cię przepraszam. Nie mogę uwierzyć, że uważałam go za przyzwoitego człowieka. Na jodze wydawał się taki miły!”
„Cóż, przynajmniej dowiedziałyśmy się, że to śmieć, zanim podali przystawki”. Chwyciłam menu, zdeterminowana, by uratować nasz wieczór. „A teraz, co z tymi nachosami, które zawsze zamawiamy...”
„Ale mimo wszystko! To, co powiedział o tobie i panu Sterlingu!” Pokręciła głową. „Czuję się okropnie”.
„Zapomnij o nim. Poważnie”. Przywołałam kelnera. „Nachosy i dwie margarity, poproszę. Dla mnie podwójną”.
Phoebe rozpromieniła się złośliwie. „Chociaż, może Bradley miał w czymś rację. Nie w tym, że jesteś... no wiesz... ale w tym, że pan Sterling cię lubi. Widziałam, jak na ciebie patrzy”.
Zakrztusiłam się wodą, prychając. „Co? Nie! To... to niemożliwe. On jest moim szefem!”
„Dlaczego nie? Jesteś inteligentna, przepiękna, a on wyraźnie jest zainteresowany”.
„Przestań!” Chwyciłam serwetkę, by wytrzeć brodę. „To zupełnie nie tak”.
Phoebe wybuchnęła śmiechem. „Wyluzuj, żartuję! Wszyscy wiedzą, że Alaric Sterling to najsłynniejszy playboy w Zenith. Co tydzień inne supermodelki, imprezy na jachtach w Monako”. Pochyliła się. „Tylko uważaj, dobrze? Nie daj się zwieść tej ładnej buzi i urokowi. Tacy mężczyźni jak on nie wchodzą w związki – oni kolekcjonują trofea”.
„Uwierz mi, dokładnie wiem, kim on jest”. Mój telefon zawibrował.
Wyciągnęłam go, by sprawdzić wiadomość. Na ekranie mignęło nazwisko Alarica.
„325 Park Avenue, Penthouse. Przyjdź natychmiast”.
Żadnych wyjaśnień, żadnego kontekstu. Typowy Alaric.
„Wszystko w porządku?” Phoebe zajrzała mi przez ramię.
„Praca”. Chwyciłam torebkę, już wysuwając się z loży. „Przełożymy te nachosy?”
„Znowu? To się robi niedorzeczne. Jest prawie ósma wieczorem!”
„Wiem, wiem. Ale...”
„Żadne ale! Nie jesteś jego osobistą służącą. Ty też masz życie. Co może być aż tak pilne?”
„Pewnie kolejne spotkanie networkingowe na ostatnią chwilę. Czasem to robi – zaprasza potencjalnych inwestorów na drinka. Ktoś musi skoordynować catering i zająć się listą gości”.
„I tym kimś zawsze musisz być ty?”
„To moja praca”.
„Twoja praca skończyła się trzy godziny temu”. Głos Phoebe złagodniał. „Martwię się o ciebie, wiesz?”
„Wiem, że się martwisz. Ale ta praca – świadczenia, pensja – to pomaga mamie walczyć. Nie mogę ryzykować jej utraty”.
„Tylko uważaj na siebie, dobrze?”
Skinęłam głową, będąc już w połowie drogi do drzwi. Chłodne nocne powietrze uderzyło mnie w twarz, gdy zatrzymywałam taksówkę.
Taksówka kluczyła przez błyszczące ulice Zenith. Rachunki medyczne mamy prześladowały mnie, rosnąc z każdym miesiącem. Nie mogłam tego zepsuć. Nie teraz, gdy mnie potrzebowała.
Budynek przy 325 Park Avenue wyrósł przed nami, lśniąc szkłem i stalą pnącą się ku nocnemu niebu. Odźwierny skinął głową, gdy przechodziłam przez marmurowe lobby do prywatnej windy. Mój palec zawahał się nad przyciskiem penthouse’u. Coś wydawało się... nie tak.
Zazwyczaj, gdy Alaric organizował spontaniczne spotkania, lobby tętniło życiem – obsługa cateringu wnosiła zapasy, goście przyjeżdżali w markowych garniturach i sukniach koktajlowych. Dziś panowała cisza.
Moje obcasy stukały o marmurową posadzkę, gdy wyszłam z windy, a dźwięk niosł się echem po pustej przestrzeni. Ciepłe światło rozlewało się po nowoczesnych meblach i sięgających od podłogi do sufitu oknach, ukazując blask miasta w dole.
„Panie Sterling?”
Brak odpowiedzi. Tylko cichy szum klimatyzacji.
Włoski na karku mi dęba stanęły. Zdecydowanie coś było nie w porządku.
Za moimi plecami skrzypnęła podłoga.
Odwróciłam się gwałtownie z tłukącym się sercem. Alaric stał tam, opierając się swobodnie o framugę drzwi.
Ruszył naprzód, pokonując dystans między nami w trzech długich krokach. Zanim zdążyłam zareagować, zapędził mnie w kozi róg pod ścianą, opierając jedną rękę tuż obok mojej głowy.