Minęło zaledwie kilka godzin, a mój telefon już eksplodował od połączeń i wiadomości od krewnych, wszyscy żądali zwrotu pieniędzy.
Rodzina mojej kuzynki od dawna szargała moją reputację. Więc wszyscy uwierzą im na słowo. Nikt nie zada sobie trudu, żeby posłuchać starej, małej mnie. Dla nich moja wersja historii nie miała znaczenia.
Więc ich wszystkich zablokowałam.
Następnego dnia Jasmine i moja ciotka pojawiły się w moim miejscu pracy, ciągnąc za sobą grupę krewnych. Wpadli jakby szukali krwi.
Gdy tylko Jasmine mnie zauważyła, upadła na kolana, jej oczy były czerwone i opuchnięte od płaczu. "Proszę, Kaelyn, błagam cię! Po prostu oddaj pieniądze na operację babci. Samochód możesz kupić zawsze, ale ona nie doczeka końca miesiąca, jeśli nie dostanie tej operacji!"
Zebrał się tłum współpracowników, zaciekawionych tą sceną.
Oczywiście, moi krewni nie tracili czasu na przekręcanie historii, wyolbrzymiając ją jak tyle razy wcześniej.
Koledzy, którzy byli ze mną przyjaźni, teraz rzucali mi spojrzenia podejrzeń i obrzydzenia, ich opinie zmieniły się w jednej chwili.
"Kto by pomyślał, że tak cicha dziewczyna może się tak nisko posunąć? Kraść pieniądze na operację własnej babci!"
"Kraść, żeby kupić samochód! Co to za człowiek?"
"Gdybym miała taką córkę, sprałabym ją na kwaśne jabłko."
"Mój pierścionek z diamentem zaginął jakiś czas temu. Założę się, że też go sprzątnęła!"
Ich szepty wlewały się w moje uszy jak szepty diabłów, przykuwając mnie do filaru wstydu.
Walczyłam, żeby utrzymać stabilny głos, gdy odparłam: "Tylko dlatego, że mówicie, że ukradłam pieniądze, to znaczy, że to prawda? Gdzie są wasze dowody?"
Jasmine dramatycznie pociągnęła nosem. "Po co mielibyśmy tu przyjeżdżać bez dowodów? Kamery bezpieczeństwa w domu nagrały, jak zabierasz pieniądze babci na operację. Nie chcieliśmy publicznie pokazywać tego nagrania. Staramy się cię oszczędzić."
Co za stek bzdur. Złodziejem na filmie była ona. W ten sposób rodzina dowiedziała się, że to ona je ukradła!
Zmierzyłam ją chłodnym spojrzeniem. "Nie obchodzi mnie oszczędzanie twarzy. Śmiało, pokażcie mi to nagranie, jeśli je macie."
"Nie mogę tego zrobić" – wymamrotała.
"Nie możesz? Czy po prostu go nie masz?"
Twarz Jasmine zaczerwieniła się, jakby z frustracji. Podniosła głos, jej oczy były czerwone: "Byłaś naga, kiedy ukradłaś te pieniądze! Jeśli wypuszczę ten film, jak spojrzysz w twarz swoim współpracownikom? Powstrzymuję się tylko dlatego, że nie chcę cię tak ranić!"
Moja ciotka splunęła mi pod nogi. "Ty bezwstydna mała złodziejko! Płać, albo pokażemy ten film wszystkim!"
"Mamo, proszę, nie rób tego" – błagała Jasmine, wyglądając żałośnie, gdy zwróciła się w moją stronę. "W końcu wciąż jest moją kuzynką." Potem, z błagalnym wyrazem twarzy, dodała: "Kaelyn, błagam cię, po prostu oddaj pieniądze. Nigdy nie były twoje."
"Tak, Kaelyn, po prostu to oddaj!"
"To ty jesteś w błędzie."
Chór głosów wtórował, wywierając na mnie presję z każdej strony.
Nie mogłam dorównać krokodylim łzom Jasmine i przekręconym słowom. Więc wyciągnęłam telefon, gotowa wezwać policję.
Zauważyła moje działania i zerwała się na równe nogi, gdy tylko wyczuła kłopoty. Sięgnęła po mój telefon, a w jej oczach błysnął panika. "Nie dzwoń do nich! Skończysz w więzieniu!"
Łatwo jej uniknęłam. Zanim zdążyłam wybrać numer, ręka wystrzeliła zza moich pleców i wyrwała mi telefon.
Odwróciłam się, by zobaczyć Joziaha, dyszącego, jakby przebiegł maraton. Krew mi się zagotowała. Mogłam go wtedy udusić.
"Oddaj mi mój telefon!" – warknęłam, tracąc cierpliwość.
"Jasmine ma rację. Dzwonienie na policję nie wchodzi w grę" – powiedział Joziah, trzymając mój telefon poza zasięgiem. "Kaelyn, tego nie da się już zamieść pod dywan. Ukradłaś dużo pieniędzy i nie mogę patrzeć, jak marnujesz swoje życie, kończąc w więzieniu. Pokryję te 300 tysięcy. Nie musisz się martwić."
Mój gniew wybuchnął i spoliczkowałam go mocno. "Kto prosił cię o pomoc? Oddaj mi mój telefon!"
Zignorował mnie, zwracając się do Jasmine. "Podaj mi numer swojego konta bankowego. Przelewam teraz pieniądze."
"Okej! O, Joziah, bardzo ci dziękuję. Czułabym się winna, gdyby naprawdę wezwała policję i trafiła do więzienia."
Byli już gotowi do sfinalizowania przelewu.
Zacisnęłam zęby, desperacko próbując ich powstrzymać. Niestety, moi krewni i współpracownicy mnie powstrzymywali.
"Kaelyn, nie bądź niewdzięczna."
"Tak, powinnaś się uważać za szczęściarę, że masz chłopaka jak pan Roach, który jest gotów cię wyciągnąć. Jesteś mu bardzo winna."
"Przynajmniej rodzina twojej kuzynki nie wniosła oskarżenia. Powinnaś być za to wdzięczna."
Zawsze tak było. Jasmine rzucała błoto na moje imię, a potem grała rolę łaskawej ofiary. Tymczasem Joziah wpadał, biorąc na siebie winę w moim imieniu, a następnie spłacając szkody jak święty. Potem był chwalony przez wszystkich wokół.
A ja? Zawsze byłam oskarżana, strofowana i pogardzana.
Obserwowałam, jak ich usta otwierają się i zamykają, wypluwając na mnie jadowite słowa. Jednak czułam tylko ten narastający strach, jakbym utknęła w ruchomych piaskach. Im ciężej walczyłam, tym głębiej się zapadałam. Nie minie dużo czasu, zanim ziemia połknie mnie w całości, tłumiąc mój oddech i dusząc powietrze w moich płucach.
Nagle dwóch policjantów wdarło się w tłum, przebijając się przez zamieszanie.
Młodszy, wyższy, wysunął się do przodu i zapytał: "Kto wzywał policję?"
















