Thea Rowland była zaręczona z mężczyzną, z którym spotykała się przez siedem lat. Ostatnią rzeczą, której się spodziewała, było przyłapanie go na seksie z kochanką, ubraną w jej suknię ślubną. Co więcej, nie okazywał skruchy. Wręcz zażądał, by zaakceptowała obecność kochanki i przekazała jej awans i zasługi w pracy. Rodzina Thei nie udzieliła jej wsparcia. Odmówili sprzeciwienia się bezwstydnej parze i zażądali, by ślub odbył się zgodnie z planem. To nie był pierwszy raz, kiedy nie stanęli po jej stronie. Jej rodzina rozpieszczała jej siostrę, Emmalie, do tego stopnia, że byli ślepi na wszystko, co Emmalie wyprawiała. I z jakiegoś powodu Emmalie była zdeterminowana, by doprowadzić do upadku Thei. Zdesperowana, Thea mogła zwrócić się tylko do jedynej osoby, która pojawiała się w samą porę, by jej pomóc. Nicolas Hendrix był wujem jej narzeczonego i potężnym biznesmenem, którego wielu podziwiało i bało się. Nie wiedziała, że Nicolas od dawna miał ją na oku…

Pierwszy Rozdział

[Panno Rowland, twoja suknia ślubna na zamówienie właśnie dotarła do hotelu. Daj znać, jeśli będziesz czegoś potrzebować.] Thea Rowland skakała z radości, gdy dostała SMS-a ze sklepu z sukniami ślubnymi. Za tydzień miała poślubić swojego chłopaka, z którym była od ośmiu lat. Sala zarezerwowana, zaproszenia wysłane i wszystko szło jak z płatka. Po wyjściu z pracy Thea była gotowa, by ruszyć do hotelu i po drodze rzucić okiem na ich nowe propozycje menu. Ale w momencie, gdy weszła, pojawił się kierownik hotelu, obdarzając ją tym dziwnym, nerwowym uśmiechem. "Panno Rowland, nie spodziewałem się pani! Wszystko w porządku? Czegoś pani potrzebuje?" Thea, wciąż unosząca się na fali euforii, powiedziała żwawo: "Hej, moja suknia ślubna już tu jest, prawda? Nie mogę się doczekać, żeby ją przymierzyć." "Och, tak, dotarła jakieś pół godziny temu" – zdołał powiedzieć kierownik, ale w jego uśmiechu było coś niepokojącego. "Przy okazji, mamy kilka nowych dań, które chcieliśmy, żeby pani spróbowała. Jeśli pani zasmakują, możemy dodać je do pani menu. Bez dodatkowych opłat." "Zostawmy to do czasu po przymierzeniu sukni" – powiedziała Thea, kierując się prosto do windy. "Panno Rowland!" – zawołał kierownik, podążając za nią. "Mamy dziś również zespół recytatorski. Może warto ich posłuchać i sprawdzić, czy pasują do pani planów?" Wtedy w Thei zapaliła się lampka ostrzegawcza. "Chwileczkę, czy z suknią jest jakiś problem?" – zapytała, a uśmiech zniknął z jej twarzy. "Cóż..." – zająknął się kierownik, wyglądając, jakby miał się rozpłynąć. To w zasadzie przesądziło sprawę dla Thei. Coś zdecydowanie było nie tak. Unikając prób spowolnienia jej przez kierownika, ruszyła prosto do sukni. "Nie..." – Dopiero gdy dotarła do drzwi, usłyszała niejednoznaczne dźwięki dochodzące z wnętrza pokoju. Kobieta mówiła zalotnie, przeplatane jękami mężczyzny. Thea spojrzała na wiadomość tekstową w telefonie i potwierdziła numer pokoju. Była we właściwym pokoju. "Jake, to nie jest w porządku. Co jeśli nas złapią?" "Madelyn, czy masz pojęcie, jak pięknie teraz wyglądasz? Nie mogę się doczekać!" Jęki i ciężkie oddechy przeplatały się z fragmentami rozmowy. Mózg Thei zaczynał odmawiać posłuszeństwa. Czuła, że się dusi, a w jej głowie zrobiło się pusto. Zapomniała, jak otworzyła drzwi, żeby wejść do środka. Thea nie mogła powstrzymać drżenia, czując ten przeszywający ból w sercu, gdy zobaczyła chaotyczną scenę wewnątrz. Łzy natychmiast napłynęły jej do oczu. Musiała wbić paznokcie w dłonie, żeby powstrzymać się od upadku i krzyku. W pokoju dwa ciała były splecione ze sobą. Narzeczony Thei, Jake Hendrix, który miał być w delegacji, całował się w tym momencie z inną kobietą. Spojrzenie kobiety było czułe, jej ramiona były odsłonięte, a warstwy wspaniałego dołu sukni ślubnej Thei były niedbale pod nią podwinięte. Na pierwszy rzut oka Thea rozpoznała w kobiecie nikogo innego jak Madelyn Terell, asystentkę Jake'a. Zdradzali ją, a Madelyn miała na sobie jej suknię ślubną. Jej chłopak od ośmiu lat, w przeddzień jej ślubu, zadał jej okrutny cios. Uderzyło ją to jak grom z jasnego nieba. Thea z trudem łapała oddech, przytłoczona lawiną emocji i czując zawroty głowy, musiała oprzeć się o framugę drzwi, żeby utrzymać się na nogach. Słysząc hałas, Jake oderwał się od Madelyn jakby po namyśle, nie zapominając o szybkim naciągnięciu kołdry na zaskoczoną Madelyn. Thea zacisnęła zęby i patrzyła na nich tak, jakby patrzyła na dwa kawałki gówna. "Panie Hendrix, widzę, że dobrze się pan bawi." Jej oddech był nieco niestabilny i powstrzymywała łzy. "Chce pan, żebym uwieczniła tę wspaniałą chwilę?" Najmniejszy cień winy przemknął przez oczy Jake'a, bardziej z powodu bycia przyłapanym. Jake po prostu spuścił głowę, nie siląc się nawet na zaprzeczenie. "Cóż, prawdopodobnie lepiej, że dowiedziałaś się teraz. I tak zamierzałem ci to powiedzieć prędzej czy później. Thea, szczerze mówiąc, mam tego wszystkiego po prostu dość. Jesteś bardzo kontrolująca i cały czas trzymasz mnie na dystans. Jestem mężczyzną z potrzebami fizycznymi." "Po prostu bądź sprytna, a nasz ślub odbędzie się bez zakłóceń. Kiedy już będziemy po ślubie, oficjalnie zostaniesz moją żoną. Aha, i tylko ostrzegam, Madelyn zostanie z nami." Thea poczuła, że zaraz zwymiotuje. Mieszanka gniewu i zażenowania robiła spustoszenie w jej zdrowiu psychicznym. Podbiegła do Jake'a i dała mu solidnego policzka, praktycznie w amoku. "Naprawdę myślisz, że po tym wszystkim nadal chciałabym za ciebie wyjść?" Jake szybko przesunął językiem po wewnętrznej stronie policzka, nie mając nawet okazji, by się odezwać, zanim Madelyn, z łzami spływającymi po twarzy, rzuciła się do przodu, by chwycić Theę za rękę. "Panno Rowland, całe to zamieszanie jest z mojej winy. Nie złość się na Jake'a. Uklęknę nawet i będę błagać, jeśli będzie trzeba, dobrze? A co do sukni ślubnej, noszenie jej nigdy nie było moją intencją. To wszystko…" – tłumaczyła Madelyn. Thea poczuła dreszcz irytacji. Wyrwała dłonie Madelyn, przerywając jej: "Zachowaj te wyczyny dla kogoś, kto w to uwierzy!" Madelyn zatoczyła się do tyłu, jej stopa zahaczyła o brzeg sukni ślubnej i uderzyła głową o róg stołu. Jake szybko podbiegł, odepchnął Theę na bok i wyciągnął rękę, by pomóc Madelyn wstać z wielką troską. Spojrzał na Theę, a w jego oczach płonęła głęboka czerwień, i powiedział lodowatym tonem: "Spójrz na siebie teraz, Thea. Jesteś wariatką. To obrzydliwe!" Widząc obrzydzenie w jego oczach, Thea zdołała zachować zaskakujący spokój, choć jej ręce lekko drżały, ukryte za plecami, gdzie nikt nie mógł ich zobaczyć. Po ośmiu latach spędzonych razem, Jake na pożegnanie nazwał ją obrzydliwą, co sprawiło, że zastanawiała się, kto tu tak naprawdę jest obrzydliwy. Nagle wpadł kierownik, wyglądając na całkowicie przerażonego. "Panie Hendrix, mamy problem. Na zewnątrz jest cała masa reporterów i zaraz tu wejdą." Nastrój w pokoju natychmiast się zmienił. Jake zareagował błyskawicznie, a jego wyraz twarzy stał się burzliwy, gdy podszedł i złapał Theę za nadgarstek. "Thea, naprawdę narobiłaś zamieszania, prawda?" Thea poczuła, że kręci jej się w głowie. 'Dlaczego do cholery mieliby tu być reporterzy?' – zastanawiała się. Nawet gdy słowa Jake'a do niej dotarły, Thea nie mogła powstrzymać się od riposty, a w jej głosie, mimo poczucia słabości, brzmiało wyzwanie. "Cóż, może powinieneś był o tym pomyśleć, zanim mnie zdradziłeś. To twoja wina, nie moja." "Ty suko!" – zaklął Jake i popchnął ją na dół, a jego głos był zimny i wyraźny. "Jeśli ktokolwiek dowie się o dzisiejszym dniu, porozmawiam z twoim starszym bratem. I uwierz mi, jeśli mój dzień zostanie zrujnowany, ty pójdziesz ze mną na całość, cokolwiek się wydarzy." Po tych słowach szybko wyszedł z Madelyn. Serce Thei zabiło szybciej, ogarnęło ją to aż nazbyt znajome uczucie uwięzienia. Po spędzeniu tak dużo czasu razem Jake dokładnie wiedział, jak jej zajść za skórę. Nagle fala wyczerpania uderzyła w nią jak grom z jasnego nieba. Pragnienie, by po prostu się położyć i pozwolić łzom płynąć, było przytłaczające. Ale oczywiście życie nie miało zamiaru dać jej przerwy, by po prostu usiąść i taplać się w żalu. Głębokim wdechem i zaciśniętą szczęką podniosła się z ziemi i wyszła z pokoju, tylko po to, by wpaść na grupę paparazzi gotowych do robienia zdjęć. Thea nie straciła ani chwili – unikała i lawirowała, uciekając sprintem. Kilku reporterów próbowało dotrzymać jej kroku. Za nią kroki próbowały zmniejszyć dystans, a odległe głosy błagały ją, by zaczekała. Przez przypadek wpadła w męskie ramiona. Od razu uderzył ją chłodny, odświeżający zapach mięty pieprzowej zmieszany z nutą nikotyny. Pomimo ciepła bijącego od ciała mężczyzny, Thea nie mogła pozbyć się uczucia chłodnego spojrzenia utkwionego w nią. Za nią reporterzy zatrzymali się, a ktoś westchnął, zszokowany. Zamarła na miejscu Thea zdołała wydusić z siebie drżące błaganie. "Proszę pana, proszę mi pomóc." Ten obszar był przeznaczony dla apartamentu prezydenckiego. Goście tutaj musieli być albo bogaci, albo utytułowani. Thea liczyła na swoje szczęście. Papieros między palcami mężczyzny wciąż się palił, a dym sprawiał, że jego i tak już uderzający, mroźny wygląd wydawał się jeszcze bardziej intensywny. Spojrzał na Theę. Jej dłonie były przyciśnięte do piersi, jej oczy szeroko otwarte i pełne dojmującego smutku, jak u sarny złapanej w reflektory. Mężczyzna zatrzymał się, dając subtelne mrugnięcie swojemu asystentowi, a jego spojrzenie zwęziło się bardzo nieznacznie. Asystent podszedł, uśmiechając się na zewnątrz, ale emanując aurą, której trudno było się oprzeć. "Hej, czy wy robicie zdjęcia mojemu szefowi?" Kilku dziennikarzy pokręciło głowami, a ich uwaga niechętnie przeniosła się z powrotem na Theę. "Oddajcie kartę pamięci z waszego aparatu, zanim znikniecie" – powiedział asystent, a jego uśmiech zniknął. Odgłos odchodzących reporterów ucichł. Thea wydała ciche westchnienie ulgi, nawet gdy usłyszała ochrypły głos mężczyzny, chłodny i obojętny. "Zaprzyjaźniacie się?" – zapytał. Cofając się o kilka kroków, Thea trzymała głowę nisko, zbyt przerażona, by spojrzeć mężczyźnie w oczy. Mężczyzna strzepnął popiół z papierosa do popielniczki na stoliku bocznym i zgniótł go, a jego zainteresowanie Theą wyraźnie osłabło. "Wyprowadźcie ją stąd." Zbliżając się do Thei, asystent wykonał przyjazny gest. "Panno Rowland, załatwię kogoś, kto panią wyprowadzi." 'Panno Rowland? Skąd ten przypadkowy facet wie, kim jestem?' – nie mogła powstrzymać się od zastanowienia Thea. Pytanie go o to wydawało się zbyt ryzykowne, prawie tak, jakby zbyt mocno starała się wspiąć po jego drabinie. Po przejściu kawałka nie mogła się powstrzymać i obejrzała się za siebie. Facet wciąż tam stał, wysoki i wyprostowany z taką gracją. W tym przebłysku Thea poczuła dziwne poczucie znajomości. Gdy wyszła z hotelu, nie mogła powstrzymać się od przewrócenia oczami na widok roju reporterów przy wejściu, wyglądających jak z filmu o zombie. Wspominając żenującą scenę w pokoju hotelowym, wszystkie te mieszane uczucia znów się w niej nagromadziły. Próbując pozbyć się tego obrzydliwego uczucia, chwyciła za telefon i wybrała numer. "Hej, Darwinie, w sprawie ślubu z Jake'em w przyszłym tygodniu… tak, po prostu odwołajmy to wszystko."

Odkryj więcej niesamowitych treści