Z tą myślą podniosłam Holly, która tak się przestraszyła krzyków, że nie mogła wydobyć z siebie słowa. Posłałam reszcie lodowate spojrzenie.
– Gdybyście poświęcili chwilę, żeby się przyjrzeć, wiedzielibyście, że to obraz upamiętniający zmarłego – powiedziałam, a mój głos przeciął napięcie. – Mój mąż nie żyje. Czy ojciec Tobiasza też umarł?
W pokoju na chwilę zapadła cisza.
Matka Tobiasza, oszołomi
















