Sam w cieniu

Sam w cieniu

Autor: Emilyyyyy

Chapter 3
Autor: Emilyyyyy
11 kwi 2025
Nakładające się głosy dudniły mi w głowie, tworząc kakofonię, od której mózg pulsował. Fala słabości przeszyła moje nogi, elektryczne odrętwienie wspinało się wzdłuż kręgosłupa i zbierało u podstawy czaszki. Czułam, że ciało zaraz mnie zawiedzie. Nie miałam siły, by kontynuować rozmowę z Waynem przez telefon. "Jestem zajęta. Rozłączam się. Dziękuję," wykrztusiłam płaskim, wyczerpanym głosem. "Przyjdę do ciebie—" Zakończyłam połączenie. Dźwięki zniknęły nagle, pozostawiając po sobie próżnię, wypełnioną jedynie tykaniem zegara mieszającym się z nieustępliwym łomotaniem mojego serca. Łup, łup, łup. "Administracja budynku, proszę pani. Czy mogłaby pani otworzyć drzwi?" Kolejna fala paniki uderzyła we mnie, ostra i pochłaniająca. Wstrzymałam oddech, wrosłam w podłogę, nie chcąc wydać z siebie żadnego dźwięku. Po chwili odzyskałam trochę opanowania i, poruszając się ostrożnie, przycisnęłam twarz do wizjera. Na zewnątrz ktoś stał zbyt blisko, bym mogła rozpoznać jego twarz - jedynie smuga szarości i żółci. "Czy panowie są z administracji?" zapytałam, starając się utrzymać równy ton pomimo burzy wewnątrz. "Tak, proszę pani," padła odpowiedź. "Przyszliśmy towarzyszyć pani podczas sprawdzania okien samochodów." Postać cofnęła się o krok, ukazując cały uniform. Ulga zalała mnie, rozluźniając mocny splot strachu w piersi. Cokolwiek Wayne, ten mężczyzna i kobieta planowali, nie wyobrażałam sobie, żeby próbowali czegoś w obecności dwóch innych mężczyzn. Chwytając parasolkę, przygotowałam się do otwarcia drzwi. Ale gdy tylko moja ręka sięgnęła do zamka, ogarnęło mnie dziwne uczucie. Działając instynktownie, zerknęłam jeszcze raz przez wizjer. I wtedy to zauważyłam. Na zewnątrz szalała ulewa, a ich ubrania były zupełnie suche. Ani jedna kropla nie splamiła materiału - wyglądało to tak, jakby dopiero co założyli je w domu. Moja ręka zamarła na zamku. Powoli oparłam się o framugę drzwi, biorąc głęboki oddech, by uspokoić nerwy. "Och, chwileczkę," zawołałam, starając się o swobodny ton. "Muszę się najpierw przebrać." Odeszłam od drzwi i skierowałam się do łazienki. W środku szybko wybrałam numer do biura administracji budynku. Tym razem odebrali niemal natychmiast. W tle słychać było chaos, taki gwar, jaki panuje tylko w ruchliwym biurze. "Halo, czy wysłali już państwo kogoś?" zapytałam, starając się utrzymać neutralny ton. "Halo? Och, to pani," powiedział mężczyzna w słuchawce, brzmiąc na rozkojarzonego. "Przepraszam, mieliśmy tu nagły wypadek. Może trochę potrwać, zanim do pani dotrzemy." Nie wysłali nikogo. Więc kto stał za moimi drzwiami? Moje serce ścisnęło się, imadło zaciskało się coraz mocniej, aż nacisk stał się nie do zniesienia. Waliło o żebra, dziko i bez opamiętania, jakby chciało uciec. Łup, łup, łup. Pukanie rozległo się ponownie, tym razem ostrzej, z nutą irytacji przebijającej się przez dźwięk. "Pani, ile to jeszcze potrwa? Czy mogłaby się pani pospieszyć?" Ten głos - brzmiał jak Wayne.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 13

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Powiązane Powieści

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Chapter 3 – Sam w cieniu | Czytaj powieści online na beletrystyka