Ślepe odrzucenie Alfy: Powrót królowej hybrydy

Ślepe odrzucenie Alfy: Powrót królowej hybrydy

Autor: Annalise

Rozdział 5: Okrutna rzeczywistość
Autor: Annalise
4 maj 2026
POV Avy To słowo zawisło w dusznej, ciężkiej atmosferze między nami, gęstsze niż drobiny kurzu tańczące w ciemności. *Mate. Moja przeznaczona.* Moja wewnętrzna wilczyca wydała z siebie krótki, radosny skowyt, rzucając się na ściany mentalnej klatki, w której więziłam ją od lat. Chciała się podporządkować. Chciała odsłonić szyję przed potężnym, dominującym drapieżnikiem stojącym zaledwie centymetry dalej. Magnetyczne przyciąganie więzi przeznaczonych — ta pierwotna, niezaprzeczalna nić tkana przez samą Boginię Księżyca — wskoczyła na swoje miejsce, kotwicząc moją duszę bezpośrednio w jego. Ale nie mogłam się poruszyć. Moje płuca całkowicie zapomniały, jak przetwarzać tlen. Pierś Iana falowała przy mojej. Pierwotny głód emanujący z niego był niemal namacalnym ciężarem. Słyszałam bicie jego serca, głośne i nierówne, będące idealnym echem mojego własnego. Przez jedną zawieszoną w czasie, przerażającą sekundę pochylił się bliżej, a jego usta rozchyliły się, jakby zamierzał mnie znów pocałować. Jakby ciemność miała mu pozwolić ulec temu odurzającemu instynktowi krzyczącemu w naszych żyłach. Wtedy jego ręka wystrzeliła w górę. Jego palce szukały czegoś po omacku w powietrzu nad naszymi głowami, aż natrafiły na cienki sznurek. Szarpnął go. *Klik.* Pojedyncza, goła świetlówka na niskim suficie zamrugała i ożyła, zalewając mały schowek ostrym, bezlitosnym, chorobliwie żółtym światłem. Mrużąc oczy, uniosłam rękę, by osłonić twarz przed nagłym blaskiem. Bez moich grubych szkieł krawędzie pomieszczenia były lekko rozmazane, ale twarz Iana widziałam porażająco wyraźnie. Wpatrywał się we mnie. Jego klatka piersiowa unosiła się i opadała w gwałtownych, rwanych oddechach. Krwisty blask w jego oczach wciąż migotał, walcząc o dominację, ale gdy ostre światło oświetliło każdy detal mojej twarzy, moje rozczochrane włosy i bezkształtny szary sweter, który niemal mnie pochłaniał, wilk w jego oczach zaczął się cofać. Widziałam, jak to się dzieje w czasie rzeczywistym. Widziałam, jak surowy, rozpaczliwy głód zmienia się w dezorientację, potem w szok, by w końcu osiąść w zimnym, paraliżującym przerażeniu. — Ty — wydyszał, a to słowo wypadło z jego ust niczym przekleństwo. Zabrał ręce z mojej talii, jakby moja skóra nagle zmieniła się w płynną lawę. Cofnął się potykając, a jego szerokie ramiona uderzyły w metalowy stojak ze starymi piłkami do siatkówki z głośnym brzękiem. Nagła utrata ciepła jego ciała sprawiła, że zadrżałam, ale to wyraz jego twarzy sprawił, że krew naprawdę mi zamarzła. To była czysta, niczym niezmącona odraza. — Ian... — szepnęłam, a to imię smakowało na moim języku jak popiół. — Zamknij się — warknął, przeczesując drżącą dłonią ciemne włosy. Rozglądał się dziko po małym pomieszczeniu, niczym uwięzione zwierzę szukające drogi ucieczki. Jego wzrok spoczął z powrotem na mnie, a ciemne oczy były całkowicie pozbawione ciepła czy pożądania, które czułam jeszcze przed chwilą. — To jakiś żart — wymamrotał Ian, a jego głos przybrał niebezpieczny, lodowaty ton. — Jakiś chory, popierdolony żart. Znów postąpił krok w moją stronę, ale tym razem nie było żadnego magnetycznego przyciągania. Była tylko dusząca presja wściekłego Alfy, którego duma właśnie została roztrzaskana w drobny mak. — Zaplanowałaś to, prawda? — oskarżył mnie, wykrzywiając górną wargę w okrutnym uśmiechu. Gestem wskazał na moją szyję. — Oblałaś się rano tymi ohydnymi, tanimi perfumami tylko po to, by ukryć swój zapach? Udawałaś żałosne, niewidzialne zero, tylko po to, by zapędzić mnie w kozi róg w ciemnym korytarzu? Szczęka mi opadła z niedowierzania. Bezczelność jego oskarżenia wznieciła pożar w mojej piersi, wypalając resztki mgły wywołanej więzią przeznaczonych. — Zaplanowałam to? — odparowałam, a mój głos był zadziwiająco stabilny mimo chaotycznego drżenia rąk. — To *ty* mnie tu wciągnąłeś, ty arogancki dupku! Od lat robię wszystko, by schodzić ci z drogi! Myślisz, że *chciałam*, by Bogini Księżyca związała mnie z gnębicielem, który rzuca w ludzi piłkami dla zabawy? Ian drgnął, bo prawda moich słów do niego dotarła, ale jego potężne ego natychmiast zadziałało jak tarcza. Przyszły Główny Alfa Watahy Mistycznego Cienia nie popełniał błędów, a już na pewno nie przepraszał Omeg. — Nie schlebiaj sobie, kujonko — syknął, skracając dystans, aż nade mną górował, wykorzystując każdy centymetr swojego wzrostu, by mnie zastraszyć. — Bogini Księżyca nie popełnia błędów, co oznacza, że to jakaś twoja sztuczka. Iluzja czarnej magii. Nie ma takiego wszechświata, w którym słaba, tchórzliwa mała Omega jak ty miałaby zostać moją Luną. Te słowa uderzyły mnie niczym fizyczne ciosy, tnąc prosto przez żebra i przebijając serce. Moja wewnętrzna wilczyca wydała z siebie zdruzgotany skowyt i wycofała się w najdalszy, najciemniejszy kąt mojego umysłu. *Słaba. Tchórzliwa. Omega.* Tym dla niego byłam. Rangą. Symbolem statusu, którego się wstydził. Całe życie spędził w otoczeniu przepięknych, wysokich rangą samic Beta i Delta, szkolony do tego, by oczekiwać u swojego boku królowej wojowniczek. A nie Avy Adler. Nie dziewczyny, która służyła wszystkim za worek treningowy. Poczułam znajome, piekące łzy pod powiekami. Obraz jeszcze bardziej mi się rozmazał, ale wbiłam paznokcie w dłonie tak mocno, że skóra pękła. Przygryzłam wnętrze policzka, aż poczułam smak żelaza. *Nie będę płakać* — rozkazałam sobie, prostując drżące kolana. — *Nie dam mu satysfakcji z patrzenia, jak mnie łamie*. Uniosłam podbródek, zmuszając się do spojrzenia w jego zimne, pełne pogardy oczy. Nie szukałam okularów. Nie próbowałam schować się za włosami. — Masz rację — powiedziałam, a mój głos opadł do martwego, głuchego szeptu, który poniósł się echem w ciasnym schowku. — Jestem Omegą. Nie mam wysokiej rangi ani władzy. Ale mam w sobie dość szacunku do samej siebie, by wiedzieć, że zasługuję na kogoś lepszego niż złośliwy, powierzchowny chłopak, który ocenia ludzi tylko przez pryzmat statusu. Szczęka Iana zacisnęła się tak mocno, że mięsień przy jego skroni drgnął. Przez ułamek sekundy w jego oczach błysnął autentyczny konflikt. Jego wilk wrzeszczał na niego, by rościł sobie do mnie prawo, by przeprosił, by przyciągnął mnie z powrotem do piersi. Czułam tę bolesną wojnę, która rozdzierała go od środka. Ale Ian Dawson był niewolnikiem własnej dumy. — Zasługujesz dokładnie na to, czym jesteś — powiedział Ian cichym, okrutnym i zabójczym szeptem. — Na nic. Nie czekał na odpowiedź. Odwrócił się na pięcie i z furią kopnął ciężkie metalowe drzwi. Zamek pękł z ogłuszającym trzaskiem. Drzwi wyleciały na zewnątrz, uderzając o ceglaną ścianę korytarza i odbijając się z zgrzytem torturowanego metalu. Ostre, oślepiające światło korytarza zalało mroczny schowek. Ian wypadł na zewnątrz, nie oglądając się za siebie. Wzięłam drżący oddech, wychodząc z cienia w próg drzwi. W momencie, gdy moje oczy przyzwyczaiły się do jasności, serce podjechało mi do gardła. Nie byliśmy sami. Hałas, który towarzyszył Ianowi wciągającemu mnie do środka, a potem odgłos roztrzaskanych drzwi, przyciągnął tłum. Połowa uczniów z młodszych i starszych roczników stała w szerokim półkolu na korytarzu, z wyciągniętymi telefonami i oczami pełnymi chorobliwej ciekawości. Patrzyli to na morderczą twarz Iana, to na moje rozczochrane włosy, wypieki na policzkach i brak okularów. Natychmiast zaczęły się szepty, wściekłe bzyczenie plotek. Ale mój wzrok nie skupił się na tłumie. Utkwił w dziewczynie, która gwałtownie przepychała się na przód. Nova. Córka Bety. Najpiękniejsza, najpopularniejsza dziewczyna na kampusie i ta, o której wszyscy myśleli, że nieuchronnie zostanie Luną Iana. Miała na sobie nieskazitelną, markową czerwoną sukienkę, ale jej twarz wykrzywiała się w masce czystej, niczym niezmąconej nienawiści. Jej oczy przeskakiwały z klatki piersiowej Iana, gdzie bez wątpienia wciąż unosił się mój zapach, na moje niechlujne włosy. — Ty nędzna, mała suko! — wrzasnęła Nova, a jej głos odbił się piskliwym echem od szafek. Zanim zdążyłam zareagować, rzuciła się na mnie. Uniosła rękę, a jej idealnie wypielęgnowane paznokcie błysnęły w świetle świetlówek, gdy brała szeroki zamach, celując prosto w moją twarz.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 5: Okrutna rzeczywistość – Ślepe odrzucenie Alfy: Powrót królowej hybrydy | Czytaj powieści online na beletrystyka