~ Victoria ~
W ekskluzywnym, luksusowym apartamencie Victoria czytała Genevieve bajkę na dobranoc. W tym czasie dziewczynka rozglądała się po pokoju z szeroko otwartymi ze zdumienia oczami.
Victoria była zadowolona. W końcu to ona przygotowała ten pokój dla Genevieve.
Łóżko było duże i puszyste, z jasnymi zasłonami zwisającymi z okna. Na ścianach wisiały plakaty ulubionego girlsbandu Genevieve. Jej ulubione książki leżały starannie ułożone na stoliku nocnym.
Victoria postarała się ze wszystkich sił, jakby robiła to dla kogoś, na kim głęboko jej zależało.
Dlaczego? Ponieważ zależało na tym Genevieve. To właśnie sprawiło, że tak łatwo było ją rozpieścić... tak łatwo zdobyć.
Victoria dyskretnie obserwowała ją przez ostatnich kilka miesięcy, zauważając, jak twarz Genevieve rozjaśniała się pod wpływem uwagi i prezentów oraz jak łagodniała pod wpływem dobroci. A w miarę jak Seraphina powoli zacierała się w myślach Genevieve, Victoria nie musiała mówić wiele.
Drobny komentarz tutaj, cichy uśmiech tam... Wystarczyło.
Czasami miłości się nie kradnie. Po prostu delikatnie się ją zastępuje.
A Victoria wiedziała, jak to zrobić – zwłaszcza w przypadku dziecka, które wciąż wierzyło, że świat jest pełen dobroci.
"Koniec", powiedziała ciocia Victoria, zamykając książkę.
"Ciociu Victorio, ten dom, w którym mieszkasz, wygląda na bardzo nowy i drogi", zauważyła Genevieve.
"Twój tata go dla mnie kupił. Aż tak bardzo mu na mnie zależy", odpowiedziała Victoria.
"Dlaczego tatusiowi nie zależy na mamusi?" zapytała Genevieve. "Gdyby tylko o nią dbał i pojawił się w domu, by świętować moje urodziny".
Victoria wzruszyła ramionami i stwierdziła: "Zależy nam na kimś, nie można tego wymusić".
Nie wiedziała, czy Genevieve to zrozumie, ale miała taką nadzieję. W końcu Sterlingowi nigdy nie zależało na Seraphinie. Byli małżeństwem, ale nigdy nie było między nimi prawdziwego związku.
W najlepszym razie Seraphina była jedynie surogatką.
"Ale mamusia mnie kocha", powiedziała Genevieve ze skonfliktowanym wyrazem twarzy.
"Och, moje biedne maleństwo". Victoria objęła ją i przytuliła. "Wiem, że mama cię kocha. Ale czasami miłość to za mało, żeby utrzymać rodzinę razem".
"Jesteś pewna co do jutra? Ciocia Victoria i twój tatuś zawsze mogą usunąć się w cień dla twojej mamusi", zasugerowała Victoria.
Genevieve pokręciła głową. "Nie, chcę być z tobą i z tatusiem w moje urodziny".
Na twarzy Victorii wykwitł triumfalny uśmiech. Była cierpliwa, ale wiedziała, że to już nie potrwa długo. Biorąc pod uwagę wszystko, co się działo, Seraphina z pewnością się złamie.
Gdy Genevieve usnęła, Victoria się uśmiechnęła. Wróciła do gabinetu, w którym Sterling pracował na laptopie.
Wcześniejsze spotkanie z Seraphiną było niespodziewane. Miała wrócić dopiero w przyszłym tygodniu.
Szczerze mówiąc? Victoria obawiała się, że Seraphina popsuje przyjęcie urodzinowe, które zaplanowała dla Genevieve, ale ku jej zaskoczeniu, córka Sterlinga wcale nie chciała tam swojej matki!
Było idealnie. Jej plan posuwał się naprzód szybciej, niż zakładała.
"Genevieve śpi", poinformowała Sterlinga Victoria.
"Dobrze", odparł krótko Sterling, podczas gdy jego palce nadal stukały w klawiaturę.
"Myślę, że całkowicie ją do siebie przekonałam", oznajmiła Victoria, podchodząc do niego i siadając mu na kolanach. "Nie wierzyłeś, że dam radę, prawda?".
Sterling przerwał to, co robił i objął ją ramionami. "Hmm. Dobrze się spisałaś".
Victoria pocałowała Sterlinga, a w ciągu kilku minut powietrze wypełniły zmysłowe jęki.
W duchu się radowała. Nie było słodszego zwycięstwa niż owinąć sobie wokół palca najbogatszego człowieka w mieście.
***
~ Seraphina ~
"Cześć? Jak masz na imię?" przywitała się z uśmiechem czternastoletnia Seraphina. Uczestniczyła w przyjęciu urodzinowym Winstona Harringtona. Na widok Sterlinga natychmiast do niego podeszła.
Oczywiście Seraphina doskonale wiedziała, kim on jest. Rodziny Harringtonów i Vance'ów od lat mieszkały naprzeciwko siebie.
"Sterling", odparł młody dziedzic rodu Harringtonów. Pokręcił głową, jakby już wiedział, że przedstawianie się jest zbyteczne.
"Możemy się zaprzyjaźnić, Sterling?" zapytała.
On tylko wzruszył ramionami, co Seraphina potraktowała jako zgodę.
Był taki czas, kiedy Seraphina i Sterling dogadywali się świetnie. Ich rodziny były zżyte, a będąc sąsiadami, Seraphina obserwowała jego sukcesy i zaczęła go podziwiać.
Owszem, Sterling był przystojnym mężczyzną. Był wysoki, wysportowany, miał brązowe włosy i przenikliwe niebieskie oczy. Ale Seraphina nie zakochała się tylko w jego wyglądzie. Kochała emanującą z niego spokojną siłę. Niewiele mówił, ale kiedy to robił, ludzie słuchali. W młodym wieku przejął rodzinną firmę, i już wtedy zachowywał się z powagą kogoś znacznie starszego.
Życie jednak lubiło wywracać wszystko do góry nogami.
Jedna brzemienna w skutki noc zmieniła wszystko, zmuszając ich do małżeństwa.
To właśnie wtedy Sterling zaczął nienawidzić Seraphiny. Był święcie przekonany, że to ona zaaranżowała wydarzenia, które doprowadziły do jej ciąży.
Seraphina miała nadzieję, że uda jej się zdobyć serce Sterlinga. W końcu była młoda, bystra i atrakcyjna. Odznaczała się anielską urodą, miała długie, brązowe włosy opadające falami na plecy i skórę jasną jak kość słoniowa. Nie musiała nosić mocnego makijażu ani prowokacyjnych ubrań, żeby się wyróżniać. Niezależnie od jej naturalnych atrybutów, rodzice Sterlinga wprost ją uwielbiali.
Jednakże przez cały czas trwania ich małżeństwa Sterling traktował ją z pogardą. Ignorował ją, a co najgorsze – pozwalał swoim przyjaciołom patrzeć na nią z góry. A teraz afiszował się z kochanką, nawet nie mrugnąwszy okiem.
Nie było z tego innego wyjścia. Seraphina musiała wybrać siebie, w przeciwnym razie stałaby się bezwartościową osobą, za jaką uważali ją przyjaciele Sterlinga.
Seraphina spędziła ostatnie dni w domu, pakując swoje rzeczy. Można by pomyśleć, że mimo jej nieobecności mąż zadzwoni lub wykaże jakieś zaniepokojenie – ale nie. Nigdy nie zadzwonił, ani nie napisał.
Sterlinga to nie obchodziło.
Nie świętowali rocznic. Sterling nigdy nie bywał na obchodach jej urodzin, a ona nigdy nie była zapraszana na jego urodziny, chyba że przyjęcie odbywało się w posiadłości Harringtonów.
Genevieve również nie odpowiedziała na żadną z jej wiadomości, być może ze strachu, że popsuje jej świętowanie urodzin.
Seraphina zadzwoniła już do wujka. Przeprowadzała się do nich do Blackwood, pobliskiego miasta. Jej wujek przeniósł się tam kilka lat temu. Tylko ona została, żeby być z Genevieve.
Tuż przed wyjściem zostawiła pokojówce podpisane dokumenty rozwodowe. Powiedziała jej: "Proszę, przekaż to Sterlingowi. To papiery rozwodowe, które podpisałam. Powiedz mu, że wysłałam mu wiadomość. Jeszcze jej nie przeczytał".
Martha, pokojówka, która od dawna służyła u nich jako niania Genevieve, przełknęła ślinę. "Czy jest pani pewna, pani Harrington?" zapytała.
"Spójrz na mnie, Martho. Są urodziny mojej córki, a ona nawet mnie nie zaprosiła", rzekła Seraphina, wymuszając uśmiech. "Tak będzie najlepiej".
Uściskała Marthę i dodała: "Dziękuję ci za wszystko, Martho. Zostawiam teraz opiekę nad córką w twoich rękach".
"Pani Harrington", zaszlochała Martha. "Wiem, gdzie odbywają się urodziny Genevieve. Nie powinnam była pani mówić. To w The Queen's Pastry".
Seraphina przytaknęła. "Dzięki, że mi powiedziałaś. Chyba mogę tam po prostu wpaść i popatrzeć. Obiecuję, że nie powiem, skąd wiem".
Jej matczyne serce wciąż nie mogło tego tak zostawić. Chciała przynajmniej z daleka złożyć córce życzenia z okazji urodzin. Ruszyła więc w stronę The Queen's Pastry.
Seraphina myślała, że jest przygotowana na to, co tam zobaczy, ale się myliła. Bardzo się myliła.
***
"Sto lat, sto lat, niech żyje, żyje nam..."
Seraphina obserwowała rozwój wydarzeń w ukryciu, zza drzwi.
Balony unosiły się leniwie na wietrze. Śmiech niósł się niczym muzyka po ogrodowej części kawiarni.
A w samym środku tego wszystkiego znajdowała się Genevieve, w cudzych ramionach.
Victoria trzymała Genevieve na rękach, a Sterling klaskał. Tłum wiwatował, gdy ta trójka zdmuchiwała świeczkę na gigantycznym torcie pokrytym lukrem plastycznym.
Genevieve nawet nie lubiła takich tortów, ale wyglądała na szczęśliwą.
Wokół nich zgromadziło się środowisko Sterlinga, jego bogaci przyjaciele i dwoje kuzynów.
"Genevieve, cieszysz się, że obchodzisz urodziny z Victorią?" zapytała Beatrice, kuzynka Sterlinga.
"Tak, oczywiście! Uwielbiam być z ciocią Victorią!" odpowiedziała Genevieve, obejmując ją ramionami z promiennym uśmiechem. "Nawet moi koledzy z klasy lubią ciocię Victorię".
"Cieszymy się twoim szczęściem, Genevieve!" odezwał się ktoś.
"Cieszymy się z waszego szczęścia!" kuzyn Sterlinga wzniósł kieliszek, w kierunku Genevieve, Victorii i Sterlinga.
Ze swojego miejsca w ukryciu Seraphina słyszała wszystko.
Seraphina po raz kolejny zwątpiła w swoje życiowe wybory i poświęcenia, jakich dokonała dla rodziny. 'Czy było warto?'.
W tej chwili wcale nie miała takiego poczucia.
Gorycz Seraphiny potęgował jeszcze fakt, jak ciepło Victoria została przyjęta przez przyjaciół Sterlinga.
Sterling nigdy nie zabrał Seraphiny na żadne spotkanie ze znajomymi. O wiele łatwiej było mu jednak afiszować się w ich obecności z Victorią.
Seraphina znów poczuła ukłucie bólu, tak silne, że położyła dłoń na klatce piersiowej. Po doświadczeniu wystarczającej dawki emocjonalnych tortur odwróciła się na pięcie, ale robiąc to, wpadła na ulicy na wysokiego, apodyktycznego mężczyznę.
"Co ty tu robisz? Nie stwarzaj problemów. Są urodziny Genevieve!" ostrzegł. Tym mężczyzną był Alistair Davenport, jeden z przyjaciół Sterlinga, wybitny biznesmen w pobliskim Blackwood. Podobnie jak Sterling, Alistair odznaczał się lodowatą charyzmą i nieomylną aurą bogactwa.
Słysząc uwagę Alistaira, Seraphina odparowała: "Stwarzać problemy? Ja? Dlaczego miałby pan tak pomyśleć, panie Davenport? Dobrowolnie zgodziłam się, by mnie nie zapraszano na urodziny własnej córki. Jako matka chciałam ją po prostu zobaczyć. Czy to przestępstwo?".
Widziała, że Alistair był oszołomiony ripostą Seraphiny.
"Wiem. Wiem. Myślicie, że to ja jestem ta zła? Ale czy wy naprawdę myślicie, że ja tego chciałam?" warknęła Seraphina. Nie mogła się powstrzymać. Wszyscy przyjaciele Sterlinga ocenili ją w chwili, gdy zaszła w ciążę z Genevieve. "Wciąż mam dwadzieścia sześć lat. Wyszłam za mąż w wieku dziewiętnastu lat i odrzuciłam swoje życie oraz karierę dla Sterlinga i Genevieve!".
"Wszyscy mnie ocenialiście, ale nigdy tak naprawdę nie próbowaliście poznać prawdy". Seraphina zacisnęła szczęki. "W porządku. Niech ja będę tą złą! To nie ma znaczenia. Już mnie to nie obchodzi".
Odwróciła się plecami do Alistaira i pomaszerowała do swojego samochodu. Wsiadłszy, zadzwoniła do wujka Arthura. "Wujku. Wyjeżdżam do Blackwood. Widzimy się za niecałe dwie godziny".
"A... Seraphino, co z Genevieve?" zapytał wujek.
Seraphina zamyśliła się przez chwilę, po czym odpowiedziała: "Genevieve... ona – ona już mnie nie potrzebuje".
















