Valerie Hastings została podmieniona po urodzeniu i skazana na wegetację, podczas gdy córka służącej, Sienna, opływała w luksusy. Trzy lata po przeżyciu niemal śmiertelnego wypadku samochodowego, który zaplanowała Sienna, Valerie ma w końcu wyjść za mąż za Tristana Vance'a. Jednak gdy przyłapuje swojego narzeczonego na odgrywaniu roli troskliwego opiekuna „ciężarnej” Sienny w gabinecie ginekologicznym, odmawia bycia tragiczną ofiarą. Tristan chce przełożyć ślub? W porządku. Ona odwołuje go całkowicie. Chce wysłać ją za granicę? Ona drze tę propozycję i rzuca mu ją w twarz. Na publicznym parkingu wrzuca fałszywą dziedziczkę do fontanny, pozostawiając oszołomionego, niewiernego pana młodego własnemu losowi. Gdy jej najlepsza przyjaciółka, była dziennikarka, nagłaśnia skandal przed milionami odbiorców, Valerie odbiera swoją koronę – i nie spocznie, dopóki nie rzuci obu rodzin na kolana.

Pierwszy Rozdział

Stojąc przed lustrem, Valerie Marchetti przyglądała się swojemu odbiciu, a jej usta rozciągnęły się w łagodnym uśmiechu. „Olśniewająca” – wymruczała zaledwie szeptem. Suknia opinała jej wąską talię i spływała w dół spódnicą, która kojarzyła się z czymś żywcem wyjętym z bajki. Jej twarz, wciąż pozbawiona makijażu, w naturalnym świetle wyglądała równie delikatnie i urzekająco. Kierowniczka salonu poprawiała plisy sukni. Nie mogła się powstrzymać od uwagi: „Dlaczego nie ma tu z panią pana Vance’a? Wie pani, mężczyźni i kobiety mają zupełnie inny gust”. Cień uśmiechu błąkał się w kąciku ust Valerie. Spojrzała na kierowniczkę i wzruszyła ramionami. „Sama pani wie, jacy są mężczyźni. Zajęty pracą. Nie może się urwać”. W tym momencie na pobliskiej ladzie zawibrował jej telefon. Valerie zerknęła na identyfikator dzwoniącego, po czym odebrała: „Chloe”. W słuchawce rozbrzmiał szybki, niemal pozbawiony tchu głos Chloe Barlow: „Val, widziałam Siennę i Tristana!”. Na dźwięk tych imion palce Valerie zacisnęły się na telefonie tak mocno, że aż pobielały jej kłykcie. Uśmiech, który do tej pory błąkał się na jej twarzy, powoli zgasł, ustępując miejsca chłodowi w oczach. Tristan Vance – jej narzeczony – miał się z nią ożenić już za tydzień. A Sienna Hastings – na samo brzmienie tego nazwiska Valerie zbierało się na mdłości. Valerie spojrzała na kierowniczkę salonu, która natychmiast skinęła głową ze zrozumieniem. Milczącym gestem kierowniczka wyprowadziła personel z pomieszczenia. Gdy pokój opustoszał, Valerie przeniosła wzrok na swoje idealnie wypielęgnowane paznokcie. „Gdzie ich widziałaś?” – zapytała od niechcenia. Głos Chloe załamał się z przejęcia: „W szpitalu. Na oddziale położniczo-ginekologicznym”. Valerie uniosła brew, a z jej ust wyrwał się cichy śmiech. „Cóż za szczególne miejsce” – wymruczała, a na jej twarz wypełzł ledwo maskowany sarkazm. Mężczyzna i kobieta na ginekologii? Valerie nie musiała się zastanawiać, co to oznacza. Chloe, wciąż roztrzęsiona, kontynuowała: „Ta Sienna to wyrachowana suka, a Tristan to idiota. Nie powinnaś za niego wychodzić!”. Podczas gdy Valerie zachowywała spokój, w Chloe aż wrzało ze wściekłości. Valerie, niewzruszona, upiła łyk wody ze stojącego na stoliku kubka. „Za każdym razem, gdy ona coś kalkuluje, to ja mam kłopoty. Dlaczego to ty tak się denerwujesz?”. Kiedy dwa lata temu wyjeżdżała, Sienna ze łzami w oczach błagała Valerie o wybaczenie. A teraz wróciła i znowu rzuciła się na Tristana. „Czy jestem popychadłem? A może po prostu zbyt dobra?” – pomyślała Valerie. Chloe nie odpuszczała: „Wybiera idealny moment – tuż przed waszym ślubem. Ewidentnie coś kombinuje”. Spojrzenie Valerie wyostrzyło się, a jej uścisk na telefonie mocniej się zacisnął. „Rozłączam się” – rzuciła beznamiętnie. W głosie Chloe brzmiała panika: „Co zamierzasz zrobić?”. Usta Valerie wygięły się w wąskim uśmiechu. „Ktoś się przeliczył. Nauczę ją liczyć”. Po tych słowach zakończyła połączenie, a cisza, która zapadła, ciążyła w powietrzu niczym ołów. Wpatrując się w swoje odbicie v lustrze, Valerie uniosła dłoń i dotknęła gorsetu sukni. Jednym nagłym, gwałtownym szarpnięciem rozdarła suknię na pół, a jej kawałki rzuciła na podłogę. Odgłos rozrywanego materiału poniósł się echem po cichym salonie. Ekspedientki wstrzymały oddech z przerażenia, szeroko otwierając oczy. Jednak widząc lodowatą wściekłość malującą się na twarzy Valerie, żadna nie odważyła się poruszyć ani odezwać. Gdy przebrała się w swoje ubrania, jej telefon znów zawibrował. Zerknęła na ekran – na wyświetlaczu widniało imię Tristana. Bez słowa odebrała, a ze słuchawki natychmiast dobiegł jego stanowczy, oschły głos: „Gdy skończysz przymiarki, przyjedź do biura”. Przez ostatnie dwa lata Tristan zawsze był łagodny i troskliwy. Gdy Sienna wróciła, nagle stał się chłodny. Ta nagła zmiana tonu sprawiła, że w i tak już chłodnym pomieszczeniu zrobiło się jeszcze zimniej. W oczach Valerie błysnął cień sarkazmu. Nie miała ochoty odpowiadać. Bez wahania się rozłączyła. ***** Pół godziny później... Valerie weszła do gabinetu Tristana. Stał przy sięgającym od podłogi do sufitu oknie i rozmawiał przez telefon. Skąpany w słońcu, uosabiał elegancję i łagodność. Trudno było zignorować jego nienagannie wyrzeźbiony profil – miał twarz, od której po prostu nie dało się oderwać wzroku. Jego uroda była tak niepospolita i nieskazitelna, że większość mieszkańców West Harbor City mogła o takiej jedynie pomarzyć. Zauważywszy jej obecność, Tristan szybko wymruczał do telefonu: „Nie dam rady zjeść dziś z tobą lunchu. Przepraszam. Pa”. Rozłączył się, podszedł do pobliskiej skórzanej kanapy i opadł na nią z cichym skrzypieniem poduszek. Ciepło bijące z jego rozmowy telefonicznej ulotniło się w ułamku sekundy, ustępując miejsca lodowatej srogości, która ściągnęła mu twarz. Utkwił wzrok w Valerie, a jego głos stał się szorstki, gdy rozkazał: „Chodź tu”. Valerie wytrzymała jego spojrzenie, nie ruszając się z miejsca. Napięcie między nimi było tak gęste, że niemal wisiało w powietrzu. Wbrew zwyczajowi nie usiadła obok niego. Zamiast tego wybrała miejsce naprzeciwko, zachowując dystans, który odzwierciedlał panujący między nimi chłód. Oczy Tristana zwęziły się, a chłód jeszcze się pogłębił. Kliknięcie – w ciszy rozległ się dźwięk zapalniczki. W powietrzu uniósł się słaby zapach benzyny. Poirytowana Valerie machnęła ręką, by rozgonić zapach, lekko marszcząc nos. Tristan, niewzruszony, zaciągnął się papierosem i powoli wypuścił dym. Potem, z lekkim wahaniem, odezwał się: „Sienna wróciła”. Przez ułamek sekundy w jego oczach mignęło poczucie winy, ale zniknęło niemal tak szybko, jak się pojawiło. Wtedy padły słowa, które zmroziły jej krew w żyłach. „Nasz ślub... musimy go przełożyć”. Valerie spodziewała się tego po rozmowie z Chloe. „Co masz na myśli?” – zapytała zimno. Ich ślub nie powinien mieć nic wspólnego z Sienną. Tristan wypuścił kolejną chmurę dymu i wyjaśnił spokojnym tonem: „Jest chora. To coś okropnego”. Mówiąc to, podał jej teczkę i dodał: „Decyzja o przyjęciu na Uniwersytet Saint Jude. Powinnaś tam studiować”. W jego głosie brzmiała niemal protekcjonalna nuta, jakby wydawał jej rozkaz. Valerie rzuciła okiem na trzymaną przez niego teczkę, ale po nią nie sięgnęła. Lekki, przekorny uśmieszek błąkał się w kąciku jej ust. „Wysyłasz mnie za granicę? Chcesz się mnie pozbyć?” – zapytała głosem ociekającym sarkazmem. Twarz Tristana spochmurniała, a szczęki mu się zacisnęły. „Czy to nie jest uczelnia, na którą zawsze chciałaś iść? Masz teraz okazję...” „Tristan Vance!” – przerwała mu ostro, a jej głos przeciął napięcie niczym nóż. Nie czekając, aż skończy, Valerie wyciągnęła rękę, wyrwała mu kopertę i rozdarła ją na strzępy. Kawałki koperty rozsypały się po podłodze, a ostatni skrawek przywarł do jej dłoni. Bez namysłu cisnęła go prosto w twarz Tristana. Wyraz jego twarzy się zmienił, a z oczu wyparowało całe ciepło. Valerie nie zaszczyciła go już ani jednym spojrzeniem. „Przełożyć ślub? Nie trudź się. Jest odwołany”. Pozwoliła tym słowom zawisnąć w powietrzu, a ich ostateczność przecięła pokój. Przełożenie? Nie wyobrażała sobie tego. Odwołanie było prostsze.

Odkryj więcej niesamowitych treści