Sienna Lockwood spędziła swoje poprzednie życie, błagając o okruchy uczuć ze strony swojej biologicznej rodziny, prestiżowych Lancasterów. Co dostała w zamian? Zdradę, wrobienie przez fałszywą dziedziczkę Chloe i okrutną śmierć. Kiedy Sienna otworzyła oczy, znów była w samym środku piekielnego programu survivalowego „Primal Survival” nadawanego na żywo. Jej brat, uwielbiany idol Declan, właśnie porzucił ją ze zmasakrowaną nogą w lodowatej szopie, przejmując się bardziej drobnym zadrapaniem na kolanie Chloe. Tym razem Sienna nie uroniła ani jednej łzy. Opatrzyła swoje rany dzikimi ziołami i przysięgła, że na zawsze zerwie więzi z tą toksyczną rodziną. Ale w dziczy nie była sama. Gael Montgomery — śmiertelnie chory miliarder i nietykalny król świata rozrywki — wyłonił się z ulewnego deszczu, oferując jej parasol. Świat uważał go za chłodnego, ascetycznego boga, lecz poza zasięgiem kamer przyparł Siennę do muru w mrocznej szopie z desperackim błaganiem: „Umieram, a tylko ty możesz mnie wyleczyć”. Sienna zgodziła się na ten niebezpieczny sojusz. Podczas gdy Lancasterowie czekali, aż przyczołga się do nich z płaczem, ona zdominowała ekstremalne wyzwania, obnażając żałosne kłamstwa Chloe w globalnej telewizji. Mając za tarczę przerażającą potęgę Gaela i ratując go swoimi cudownymi umiejętnościami medycznymi, wspólnie zamienili bezlitosną wyspę w swoje prywatne imperium. Zanim jej rodzina zorientowała się, że odrzuciła prawdziwą królową, było już o wiele za późno.

Pierwszy Rozdział

Nieznośny ból wyrwał Siennę Lockwood ze snu. Pulsujące rwanie promieniowało od dolnej połowy jej ciała, przykuwając ją do surowej, bezlitosnej rzeczywistości. Zamrugała ciężkimi powiekami, walcząc z tępym, szarym światłem sączącym się przez szpary zrujnowanej szopy. Zimna deszczówka kapała miarowo z gnijącego, drewnianego sufitu, rozbryzgując się na jej bladej skórze. Jednak jej uwaga natychmiast skupiła się na makabrycznym widoku własnej stopy. Surowa, ziejąca rana szpeciła jej ciało, a świeża krew nieustannie mieszała się z błotnistymi kałużami na nierównej podłodze. Przerażająca prawda przeniknęła do szpiku jej kości. Nie była martwa. Wspomnienia jej śmierci wciąż były paląco świeże. W poprzednim życiu ta sama rodzina, dla której wykrwawiała się, by ją zadowolić, odciągnęła jej zmasakrowane, umierające ciało na bok, by zadać jej kolejne męki. Jej biologiczna rodzina, prestiżowi Lancasterowie, zaaranżowała jej upadek ze względu na Chloe — fałszywą dziedziczkę, która ukradła jej prawowite miejsce. Sienna wpatrywała się w miarowy strumyk czerwieni. Została cofnięta w czasie dokładnie o rok po tym, jak po raz pierwszy przekroczyła próg pełnej przepychu rezydencji Lancasterów. Gorzki smak wypełnił jej usta, gdy rozmyślała o swojej żałosnej przeszłości. Każdą sekundę spędzała, płaszcząc się o najmniejszy okruch uznania ze strony rodziców i braci, tylko po to, by zostać zepchniętą w cień przez wykreowaną doskonałość Chloe. Ten desperacki pościg zakończył się jej brutalną śmiercią. Przez pełne dziewiętnaście lat Chloe cieszyła się luksusowym ciepłem i bezwarunkową ochroną rodziny Lancasterów. Kiedy Sienna w końcu wróciła, mając nadzieję na odnalezienie prawdziwych rodziców i braci, spotkała się z chłodną pogardą. Lancasterowie robili wszystko, by ją upokorzyć, traktując ją, jakby nie istniała, upewniając się, że Chloe nigdy nie poczuje się zagrożona. Ilekroć Chloe uknuła mizerną intrygę, by wrobić Siennę, rodzina stawała murem za fałszywą córką, zmuszając Siennę do przepraszania za błędy, których nigdy nie popełniła. Dopóki Chloe oddychała, Sienna była skazana na bycie zaledwie odskocznią do jej sukcesu. Jej mroczne olśnienie zostało nagle przerwane. Liche drzwi szopy otworzyły się z agresywną siłą. Przeszywający chłód przemoczonej deszczem dziczy wdarł się do małej przestrzeni, przynosząc ze sobą jej czwartego brata, Declana. Wkroczył w półmrok, ociekając wodą od ulewy. Był uderzająco przystojnym mężczyzną, idolem najwyższej klasy, znanym z niebezpiecznej prezencji scenicznej, ale w tej chwili jego twarz wykrzywiał grymas czystego oburzenia. Nie rzucił ani jednego spojrzenia na głęboką, krwawiącą ranę na nodze Sienny. Zamiast tego, wpatrywał się w nią z niezaprzeczalną wrogością. — Sienno! — warknął, a jego głos ostro przebił się przez bębniący deszcz. — Wcześniej zadbałem o to, byś nie wypadła źle przed kamerami. Ale ty zadrapałaś nogę Chloe. Dlaczego nie możesz po prostu przeprosić? I jeszcze śmiesz ukrywać się tutaj i dąsać? Sienna wpatrywała się w niego. To był Declan Lancaster. Ten sam człowiek, który w jej poprzednim życiu roztrzaskał jej głowę o betonową ścianę, gdy ledwo trzymała się przy życiu, tylko po to, by udowodnić, że Chloe była jedyną siostrą, która miała znaczenie. Właśnie znajdowali się w środku *Primal Survival*, transmitowanego na żywo reality show osadzonego na odosobnionej wyspie. Uczestnicy byli odcięci od świata zewnętrznego, zmuszeni do poszukiwania zapasów i znoszenia wyczerpujących wyzwań narzuconych przez producentów. Lancasterowie zaaranżowali to przedsięwzięcie, by podnieść status gwiazdy Chloe i ugruntować jej publiczny wizerunek. Declan, supergwiazda umiejąca śpiewać i tańczyć, został wciągnięty do programu, by stworzyć drużynę z Chloe, zapewniając jej maksymalny czas ekranowy. A Sienna? Została sprowadzona, by być ostatecznym, pechowym kozłem ofiarnym, wyraźnie po to, by Chloe mogła lśnić jeszcze jaśniej. Prawda kryjąca się za tak zwanym wypadkiem, który sprowadził ją do tej żałosnej szopy, była gorzką, pokręconą pigułką, którą przełknęła w swoim poprzednim życiu. Wcześniej tego dnia, podczas wyzwania na stromym terenie, Chloe złośliwie rzuciła się na Siennę, próbując zepchnąć ją w dół zdradliwego zbocza. Rozpoznając niebezpieczeństwo, Sienna zdała się na swój instynkt i uniknęła ataku. Ten manewr sprawił, że Chloe straciła równowagę. Potykając się w stronę krawędzi, fałszywa dziedziczka wpadła w panikę i chwyciła ramię Declana, grożąc pociągnięciem go ze sobą w dół po ostrych skałach. W tym ułamku sekundy zakorzeniony, głupi instynkt Sienny, by chronić biologicznego brata, przejął kontrolę. Nie mogła znieść myśli, że Declanowi stanie się krzywda. Rzuciła się naprzód, interweniując, by zamortyzować jego upadek. Zdołała szarpnąć go z powrotem w bezpieczne miejsce, ale pęd sprawił, że to ona zamiast niego stoczyła się po surowym, skalistym zboczu. Jej nagroda za uratowanie mu życia? Declan wpadł w ślepą furię, ponieważ Chloe podczas szamotaniny dorobiła się drobnego, powierzchownego zadrapania. Kiedy kamery zostały wyłączone, słownie zrównał Siennę z ziemią, oskarżając ją o celowe skrzywdzenie Chloe. Kiedy odmówiła przeprosin, Declan nadużył swojej władzy i wyraźnie zabronił ekipie medycznej produkcji opatrzenia poważnej rany Sienny. Zostawił ją w lodowatej szopie, by wykrwawiła się i zemdlała z przeraźliwego bólu. Teraz, patrząc na człowieka, który przedłożył zadrapanie nad jej strzaskane ciało, Sienna poczuła głęboką zmianę w swojej duszy. Desperackie ciepło, którym zawsze go darzyła, wyparowało, pozostawiając lodowatą pustkę. Powoli jej usta wygięły się w górę. Był to szeroki, niepokojący uśmiech, który nie dotarł do jej oczu. W oprawie ponurego światła i bezlitosnego deszczu, wyraz ten był wręcz upiorny; rodzaj uśmiechu, od którego krew krzepła w żyłach. Skończyła z byciem ofiarnym pionkiem rodziny Lancasterów. — Co w tym takiego zabawnego? — zażądał odpowiedzi Declan, a jego grymas się pogłębił. Wpatrywał się w Siennę, czując nieoczekiwane ukłucie niepokoju. Jej oczy były utkwione w nim, ale stały się pustymi, bezdennymi sadzawkami, pozbawionymi jakiegokolwiek znajomego uczucia. Czuł się tak, jakby wciągała go w lodowaty wir. Niewytłumaczalny, dławiący ucisk opanował jego klatkę piersiową. Próbował otrząsnąć się z tego uczucia, zastępując je irytacją. Co dawało tej potulnej, zdesperowanej dziewczynie prawo, by tak na niego patrzeć? Sienna przeniosła ciężar ciała, celowo podnosząc zranioną stopę bezpośrednio w jego pole widzenia. Jasnokarmazynowa krew pokrywała jej podbicie, stanowiąc makabryczny kontrast z jej bladą skórą i ciemnym błotem. — Oślepłeś? — Jej głos był lodowaty i wyzuty z emocji. — Nie widzisz, że to ja jestem tutaj prawdziwą ofiarą? Wyraz twarzy Declana zachwiał się na ułamek sekundy, gdy jego oczy w końcu zarejestrowały zmasakrowany stan jej ciała. Jednak jego zakorzeniony upór i głęboko osadzone uprzedzenia utrzymały się mocno, chroniąc go przed prawdziwą empatią. — Sama ściągnęłaś na siebie ten uraz — odparował bezdusznie. Sienna wydała z siebie zimny, pusty śmiech. Dźwięk odbił się od wilgotnych ścian, pozbawiony jakiegokolwiek humoru. — Może poukładasz sobie w głowie, zanim otworzysz usta? Spadłam, bo odciągnęłam cię od krawędzi. Gdybym nie zainterweniowała, to ty leżałbyś w tym błocie ze zrujnowaną nogą. Kim ty jesteś, by mówić, że na to zasłużyłam? Przerwała, a jej obojętne spojrzenie przebiło jego arogancką fasadę. — A po tym, jak uratowałam ci życie, odmówiłeś personelowi medycznemu zgody na moje leczenie. To ostateczna zdrada. Ludzie nazywają to kąsaniem ręki, która cię karmi. Mignięcie szczerego poczucia winy przemknęło przez przystojną twarz Declana. Zmienił nerwowo pozycję. W głębi duszy, pod warstwami swoich uprzedzeń, znał prawdę. Wiedział, że gdyby Sienna nie złapała go w porę, to on stoczyłby się po niebezpiecznym terenie. Ale był Declanem Lancasterem. Był przyzwyczajony do górowania nad Sienną, przyzwyczajony do jej niekończącego się płaszczenia i stawania dla niego na rzęsach. Jego duma nie pozwalała mu przyznać się do porażki przed kimś, kogo uważał za tak nieważnego. Zmusił swoją twarz do przybrania twardego wyrazu, grzebiąc poczucie winy pod obłudnym gniewem. — To odpłata za to, że uwzięłaś się na Chloe. Próbowałaś ją zranić pierwsza. Sienna spojrzała na niego z czystym, obojętnym sarkazmem. Nie miało sensu dyskutowanie na argumenty z człowiekiem, który już zdecydował, że to ona jest złoczyńcą. Lancasterowie zawsze uwierzą tylko Chloe. — Tak, naprawdę na to zasłużyłam — powiedziała Sienna. Na zewnątrz brzmiało to jak ustępstwo, ale wewnątrz te słowa niosły ze sobą ogromny ciężar. Wiedziała, że zasłużyła na ten nieznośny ból tylko za sprawą własnej głupoty. W jej poprzednim życiu ta głupota kosztowała ją wszystko. Znosiła ich niekończące się gierki psychologiczne, wierząc, że jeśli tylko wyleje przed nimi serce, będzie mogła ogrzać ich własne. Zasłużyła na ból przeszłości za pogoń za toksyczną iluzją. Ale tym razem nie zamierzała już nigdy zmarnować ani jednego ułamka nadziei na linię krwi Lancasterów. Declan spojrzał na nią z góry, spodziewając się zwyczajowych łez. Zamiast tego napotkał twarz wypraną z jakiegokolwiek wyrazu. Jej spojrzenie było równie zimne i odległe co spokojna woda, odarte z desperackiego ciepła, którym kiedyś go darzyła. To było spojrzenie skierowane na nieznajomego. Niewytłumaczalna, nagła panika ścisnęła klatkę piersiową Declana. Gdy wpatrywał się w jej martwe oczy, niepokojący instynkt ostrzegł go, że coś niezwykle ważnego cicho i bezpowrotnie wymyka się z jego życia. Marszcząc brwi, spróbował stłumić narastającą panikę, łagodząc ton. — Sienno, po prostu przeproś Chloe. Zrób to, a od razu każę komuś porządnie opatrzyć twoją stopę. Sienna nie mrugnęła. Po prostu patrzyła na mężczyznę, który oferował jej podstawową opiekę medyczną jako warunkową nagrodę za ugięcie kolan przed swoim oprawcą. Jej odpowiedzią była pojedyncza, jadowita komenda. — Spadaj. Twarz Declana natychmiast pociemniała. Miękki kompromis, który próbował zaoferować, wyparował, zastąpiony przez zranione ego i furię. — Nie bierz mojej dobroci za pewnik — ostrzegł, a jego głos zniżył się do groźnego rejestru. Spojrzał na nią wściekle, rzucając okrutne, ostateczne ultimatum. — Jeśli nadal będziesz zwlekać i zachowywać się uparcie, twojej stopy może nie dać się uratować. I pozwolę sobie postawić jedną sprawę jasno: prestiżowa rodzina Lancasterów nigdy nie zaakceptuje kaleki.

Odkryj więcej niesamowitych treści