„Nie mam pojęcia, o czym mówisz”.
Słowa wylewają się ze mnie szybko, ostrzej, niż zamierzałam, a ja odwracam twarz w stronę okna. Gdziekolwiek, byle nie na niego.
„Haze”. Jego głos jest opanowany i niespieszny. Zakłada nogę na nogę, uosobienie spokojnego autorytetu, które sprawia, że tętno mi przyspiesza. „Być może nie rozumiesz, co się dzieje”.
Nagle czuję się, jakbym stawała przed sądem za morde
















