Zrujnuj mnie, panie Sterling: Kontrakt z moim najlepszym przyjacielem

Zrujnuj mnie, panie Sterling: Kontrakt z moim najlepszym przyjacielem

Autor: Rosemary

Rozdział 2
Autor: Rosemary
4 maj 2026
Rozdział 2: Zrujnujmy wesele. Nie zapukałam do drzwi, ja w nie załomotałam. Drzwi Victora otworzyły się kilka sekund później, ukazując go jedynie w oślepiająco białych bokserkach od Calvina Kleina i ze zwichrzonymi od snu włosami. Nie zrobiło to na mnie wrażenia. Victor zazwyczaj sypiał nago. – Fajne bokserki. Biją od ciebie bardzo... wibracje uduchowionego mnicha – powiedziałam, wchodząc pewnym krokiem do środka. Victor potarł oczy. – Jest pierwsza w nocy. Znowu coś podpaliłaś? Zatrzasnęłam za sobą drzwi kopnięciem, a mój obcas w końcu się poddał i ułamał u samej nasady. – Tylko moje życie. Victor westchnął i uklęknął, bez słowa pomagając mi zdjąć buty, jak miał w zwyczaju. – Victor, zrobiłam coś okropnego. Twarz Victora przybrała całkowicie poważny wyraz. Energicznym krokiem podszedł do okien, rozejrzał się na obie strony, po czym zatrzasnął je z trzaskiem, a następnie zrobił to samo z pozostałymi. – Jak bardzo jest źle? Muszę ukryć ciało czy wpłacić za ciebie kaucję? Bądź szczera – powiedział. – Moja siostra wychodzi za mąż – wykrztusiłam bez tchu. – Nie nadążam. – Za Caleba Mercera. Victor zmarszczył brwi. – Czekaj, tego Caleba Mercera? Kiwam głową. Zrobił pauzę. – Cholera. Wolno jej tak? Czy nie ma jakiegoś kodeksu, który tego zabrania? – Powiedziała mi to tak, jakby ogłaszała, że została wspólniczką w Vogue'u. Ubrana, kurde, w pastele. Victor przyciągnął mnie do siebie i przytulił. – Bardzo mi przykro, słońce. Zrobię popcorn i przyniosę lody. Obejrzymy „Krzyk”, a ty jutro weźmiesz w biurze urlop na żądanie – zasugerował. Obróciłam się dramatycznie, przyprawiając samą siebie o zawrót głowy. Victor instynktownie wyciągnął rękę, by mnie podtrzymać, kładąc dłoń na mojej talii. – Hazel – ostrożnie. Zawroty głowy? Padłam na kolana na środku jego kuchni, składając dłonie, jakbym błagała o cud. – Proszę, nie zabijaj mnie. Skłamałam. Zrobiłam coś bardzo, bardzo złego. Victor zmrużył oczy. – Co zrobiłaś? – Najpierw powiedz, że mi wybaczasz. – Hazel. – Powiedz to, Victor. Bo inaczej nigdy nie wstanę. Jęknął. – Dobra. Wybaczam ci. A teraz wstawaj, zanim będę musiał cię podnieść. Wstałam, otrzepałam się i wyrzuciłam z siebie: – Powiedziałam Piper, że jesteśmy zaręczeni. Victor zamrugał. – Że co? – Była taka zadowolona z siebie i błyszcząca, i machała tym swoim zaproszeniem jak kulą dyskotekową, a ja spanikowałam. Powiedziałam jej, że przez cały ten czas byliśmy w sobie potajemnie zakochani. Przejechał dłonią po twarzy, wypuścił powietrze i powiedział: – Zjawiłaś się tutaj o północy, żeby poprosić mnie o bycie twoim udawanym narzeczonym, ponieważ okłamałaś całą rodzinę, byle tylko dopiec własnej siostrze? – Tak. Oparł się o blat. – W przyszłym tygodniu miałem być w Toskanii. Są tam gorące modelki. Kluby. Imprezy. Koktajle. Masaże nad basenem. Wspaniałe miseczki D... Wiesz, co się dzieje w Toskanii. Zamrugałam rzęsami. – Nadal mógłbyś mieć modelki. Po prostu... dorzuć mnie do tego zestawu. Spojrzał na mnie wymownie. – Hazel. – Victor. – Nie mogłaś powiedzieć... no nie wiem, że to Toby z księgowości? – Jesteś jedynym, którego znają. – Słusznie. – Im więcej o tym myślę, tym bardziej absurdalnie to brzmi – powiedział, ruszając wreszcie do kuchni. – Wkręciłaś całej swojej rodzinie, że jesteśmy zaręczeni, żeby przyćmić siostrę, która wychodzi za twojego byłego, i teraz jedziemy do Valcrest, żeby zrealizować to epickie kłamstwo? Pokiwałam głową. – Okej, okej, kontroferta – oddam ci moją następną wypłatę. Tylko tę jedną. I może moją duszę. Victor parsknął. – Słońce, twoja wypłata nie starczyłaby nawet na moje sznurówki. W zeszłe święta kupiłem ci zimowy płaszcz, który kosztował sześciokrotność twojego czynszu. – I uwielbiam ten płaszcz – powiedziała słodko. – Widzisz? Jestem wdzięczna. Proszę, Victor... Nie przetrwam tygodnia w Valcrest bez ciebie u mego boku. Potrzebuję, żebyś pomógł mi walczyć z moją złą siostrą. Obserwował mnie, a jego spojrzenie złagodniało. – Masz szczęście, że jesteś moją najlepszą przyjaciółką. – Kocham cię! – pisnęłam. Victor westchnął. – Kiedy wyjeżdżamy do Valcrest? – Za dwa tygodnie. Przeczesał dłonią swoje potargane włosy. – Świetnie. Zrujnujmy wesele. Dosłownie rzuciłam mu się w ramiona, owijając wokół niego ręce i nogi niczym koala. – Dziękuję! Wiedziałam, że się zgodzisz! – Taa, tylko nie ekscytuj się za bardzo. Odetchnęłam i w końcu pozwoliłam sobie usiąść na jego kanapie. Victor zerknął na mnie, po czym ruszył do kuchni. – Wciąż robię popcorn. – Hę? – I lody też. Potrzebujesz i jednego, i drugiego. Najlepiej w tej samej misce. Uśmiechnęłam się, a serce urosło mi w piersi. – Jesteś najlepszym udawanym narzeczonym, o jakiego dziewczyna mogłaby prosić. Wrócił po kilku minutach z ogromną miską maślanego popcornu i drugą z waniliowymi lodami polanymi sosem czekoladowym i posypanymi pokruszonymi ciasteczkami Oreo. Wręczył mi łyżkę i opadł na kanapę obok mnie. – Chodź tu – powiedział, obejmując mnie ramieniem. – Nie zmusisz mnie, żebym przytulał się sam. Zmarszczyłam nos. – Jesteś w bieliźnie. – A mimo to wciąż jestem tym bardziej ubranym w naszej przyjaźni. Wtuliłam się w jego bok, wzdychając. – Naprawdę to dla mnie zrobisz? Victor pocałował mnie w czubek głowy. – Robię dla ciebie różne rzeczy od dnia, w którym się poznaliśmy. Ta po prostu wiąże się z lepszymi przekąskami. – Pod warunkiem, że zignorujesz Piper. – Będziemy musieli się całować? – zapytał Victor. Ta myśl uderzyła we mnie jak piorun, sprawiając, że w ułamku sekundy podskoczyłam jak oparzona. – O jasna cholera! Victor uśmiechnął się złośliwie. – Naprawdę pomyślałaś o wszystkim, z wyjątkiem tego? – Jak mogłam o tym zapomnieć? – Wybacz... Myślałaś, że narzeczeni na proszonych kolacjach strzelają do siebie z palców i przybijają żółwiki? – zażartował. – Cóż, nie sądziłam, że będziemy potrzebować pełnej strategii całowania! Ale teraz wyobrażam sobie nas stojących niezręcznie obok tortu jak współpracownicy, którzy przypadkiem potwierdzili obecność na tym samym weselu. – Skrzywiłam się na tę myśl. – Proponuję, żebyśmy poćwiczyli, Victor. Przysunął się bliżej, powoli, jak lew krążący wokół antylopy. – Poćwiczyli? – Tak! To jest kryzys wymagający użycia języka. Victor się roześmiał. – Jeden próbny pocałunek – upierałam się. – Symulacja. Dla dobra nauki. – Chcesz mnie pocałować... dla dobra nauki? – Nie rób z tego czegoś dziwnego. Victor zatrzymał się tuż przede mną. Dzielił nas teraz ledwie cal i nagle powietrze stało się inne – gęstsze, cieplejsze, niebezpieczne. Jego wzrok powędrował na moje usta. – W porządku, Thorne... Poćwiczmy. – Uśmiechnął się szeroko. – Muszę cię jednak ostrzec, jestem w tym swego rodzaju profesjonalistą. Wstrzymałam oddech, przechylając się w jego stronę. Bliżej. Moje oczy utonęły w jego spojrzeniu. Wargi Victora delikatnie się rozchyliły... A wtedy gwałtownie ścisnęłam nos palcem wskazującym i kciukiem, jakbym poczuła straszny smród. Victor zamrugał. Jego twarz była mieszanką konsternacji i szoku. – ...Wszystko w porządku? Wzięłam dramatyczny wdech, wciąż trzymając się za nos. – Moja woda kolońska jest za mocna? – Twoje ego. Dusi mnie. Musiałam upewnić się, że dam radę oddychać, zanim umrę w połowie pocałunku. – Zarechotałam. Victor tylko się na mnie gapił. Puściłam nos z dumną miną. – Naprawdę uznałaś, że to idealna okazja na żart? – zapytał Victor. – Mam prawny obowiązek utemperować cię raz w tygodniu. Uznaj to za swoją dawkę. Przeciągnął dłonią po twarzy. – Jesteś najbardziej chaotyczną udawaną narzeczoną na tej planecie. – Nie ma za co. Byliśmy w połowie filmu, kiedy Victor sięgnął po telefon i zaczął go machinalnie przewijać. Byłam akurat w połowie narzekania, że będę musiała sprzedać nerkę i samochód, żeby wyglądać odpowiednio do motywu przewodniego, sądząc po tym, jak Piper do przesady kładła nacisk na kolory i tkaniny na wesele, kiedy Victor nagle zamilkł. Aż nazbyt cicho. – Co jest? – zapytałam, zerkając na niego. Wyraz jego twarzy był nieodgadniony. Po chwili odwrócił ekran w moją stronę. To był Instagram... A dokładnie prośba o przyjęcie wiadomości. – Haze, dlaczego twój były chłopak, a zarazem szwagier, wysyła mi prośbę o kontakt?

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 2 – Zrujnuj mnie, panie Sterling: Kontrakt z moim najlepszym przyjacielem | Czytaj powieści online na beletrystyka