„Jest pan komandorem Richardem Sterlingiem?” – powtórzyłam jak półgłówek, a słowa wylewały się ze mnie, jakbym zapomniała, jak funkcjonować. Musiałam wyglądać jak idiotka: z szeroko otwartymi oczami, rozchylonymi ustami, gapiąc się na niego.
Mężczyzna siedzący naprzeciwko mnie skinął głową z taką stanowczością, na jaką mógł zdobyć się tylko człowiek, który dowodził tysiącami. „Owszem” – powiedział
















