Bailey z zakłopotaniem obserwowała, jak Luke taksuje wzrokiem nieznajomego. Ciemnowłosy mężczyzna, nieco wyższy i szerszy w barach od Luke’a, wydawał się niewzruszony faktem, że Luke wypiął klatkę piersiową. Nieudana próba zdominowania sytuacji.
„Kim jesteś?” – zapytał szorstko Luke, wychodząc z sypialni i stając za plecami Bailey. Położył dłoń na jej ramieniu. Bailey musiała się powstrzymać, by nie wzdrygnąć się pod tym dotykiem. Starała się utrzymać uprzejmy uśmiech wobec człowieka, który przyszedł spotkać się z jej ojcem.
Terytorialne zachowanie nie zrobiło wrażenia na nieznajomym, który wyglądał na swobodnego nawet w obliczu groźnego spojrzenia Luke’a. „Jestem kuzynem Bailey, przyjezdnym.” Uśmiechnął się do Bailey tak, jakby znali się od lat. Bailey przechwyciła spojrzenie i natychmiast zdecydowała się podjąć grę, choćby po to, by nie musieć zostawać sam na sam z Lukiem.
Nieznajomy kontynuował: „Przejeżdżałem tylko, żeby się przywitać. I mam trochę zaległości do nadrobienia z jej ojcem.”
Luke zerkał to na mężczyznę, to na Bailey, czekając na jej potwierdzenie tej nowej informacji. Wiedziała, że dla tego człowieka może się to źle skończyć, jeśli jego kłamstwo wyjdzie na jaw, biorąc pod uwagę temperament Luke’a. To musiało brzmieć wiarygodnie.
Bailey przywołała na twarz ekscytację, jakby właśnie go rozpoznała. „Prawie cię nie poznałam, minęło tyle czasu!” Nieznajomy nie pozwolił, by jakiekolwiek zdziwienie jej chęcią współpracy przemknęło przez jego twarz.
Rozłożyła ramiona i podeszła, by go uścisnąć, strącając przy tym rękę Luke’a ze swojego ramienia. Miała nadzieję, że nieznajomy nie poczuje jej galopującego serca, wciąż roztrzęsionego tym, co się stało – co prawie się stało – chwilę temu. Jego ciało zastygło przy nagłym kontakcie i Bailey zastanawiała się, czy to był zły pomysł. Jego ramiona przez krótką chwilę pozostawały nieruchomo wzdłuż boków, a potem ostrożnie ją objęły.
Dotknął jej lekko i nawet przy tak nikłym kontakcie uczucie, które przepłynęło przez Bailey, było dziwne. Uczucie bezpieczeństwa. Może wynikało z wydarzeń tego wieczoru. Z tego, że nieznajomy znalazł się we właściwym miejscu o właściwym czasie. Puściła go i cofnęła się, a powitalny uśmiech wciąż był przyklejony do jej twarzy. Kąciki ust nieznajomego drgnęły lekko, gdy cofnął się po uścisku.
„Może wejdziesz i poczekasz, aż tata wróci?” – zaproponowała Bailey, mając nadzieję, że się zgodzi. I że Luke zrozumie aluzję i wyjdzie.
„Dziękuję, byłoby idealnie. Mamy wiele do nadrobienia.” Niebieskoszare oczy wymownie spojrzały na Bailey, a uprzejmy uśmiech w końcu powrócił na jego przystojną twarz.
Twarz Luke’a wykrzywiła się w grymasie, gdy nieznajomy przekroczył próg. Jego irytacja była wyraźna, gdy powiedział: „Byliśmy w trakcie czegoś, więc to może nie być najlepszy moment.”
Nieznajomy zatrzymał się, unosząc brew w stronę Bailey, której twarz była purpurowa. Jej spojrzenie stwardniało, gdy patrzyła na ciemnowłosego mężczyznę. „Nie, nie byliśmy. Proszę, zostań. Tata powinien wkrótce wrócić.”
Czuła teraz gniew bijący od Luke’a. Przez jej oczywiste zlekceważenie go. Nieznajomy skinął głową, a potem spojrzał na Luke’a, który wyglądał, jakby za sekundy miał go rozszarpać. Ciemnowłosy mężczyzna wyciągnął rękę do Luke’a. „Jestem Tony, jestem pewien, że wkrótce znów na siebie wpadniemy.” Kolejne wyraźne zlekceważenie; Bailey przygryzła wargę, czekając na odpowiedź Luke’a.
Ku jej zaskoczeniu, opanował się. Cóż, w pewnym sensie. Luke przeszedł obok jego wyciągniętej dłoni, nawet nie nawiązując z nim kontaktu wzrokowego, i mruknął: „Luke”. Zerknął na Bailey po raz ostatni; zastanawiała się, czy miał nadzieję, że poprosi go, by został.
Rozkazał: „Zadzwoń do mnie, kiedy on wyjdzie”. Jego usta wywarczyły słowo „on”, po czym odwrócił się do nich plecami.
Szybko zamknęła drzwi, przekręcając zamek szybkim ruchem. Nie kłopotała się odpowiedzią, wiedząc, że nie zadzwoni do niego tej nocy. Skrzywiła się, słysząc głuchy odgłos dochodzący z zewnątrz, wiedząc, że Luke uderzył pięścią w jeden z drewnianych filarów ganku.
Odwróciła się do Tony’ego stojącego w przedpokoju. „Przepraszam, on bywa… intensywny.” Odeszła od drzwi, dystansując się zarówno fizycznie, jak i emocjonalnie od przytłaczającej obecności Luke’a. Na samą myśl o nim, o jego nieustannym naciskaniu, żołądek podchodził jej do gardła. Byli ze sobą od lat, kochała go, a on mówił, że kocha ją. Ale ktoś, kto ją kochał, nie zrobiłby–
Bailey przerwała tę myśl, nie będąc do końca gotowa, by się z nią teraz zmierzyć. Fala ulgi zalała ją na myśl, że Luke’a już nie ma. Nawet z nieznajomym w domu, mężczyzną, którego nigdy nie spotkała, a który podawał się za jej kuzyna, coś w środku podpowiadało jej, że będzie z nim bezpieczna.
„Może poczekamy w gabinecie taty?” – zaproponowała Bailey, teraz ciekawa prawdziwych intencji niezapowiedzianego gościa.
Jego uprzejme oczy znów stały się stalowe, gdy zapytał: „Czy w czymś przeszkodziłem?”
Bailey otworzyła usta, by odpowiedzieć, po czym zamknęła je ponownie. Ważyła słowa, zanim wprost powie mu, co się stało. „Właściwie to jestem wdzięczna, że przyszedłeś. Luke bywa czasem trochę… nieustępliwy.” Zmarszczyła brwi na to słabe wyjaśnienie. Nigdy nie zdawała sobie sprawy, jak trudno opisać mniej korzystne zachowania Luke’a.
Tony pokiwał powoli głową, lekko zaciskając szczękę. „Nie brzmi jak dobry chłopak.”
Nikt wcześniej nie powiedział tego Bailey; większość dziewczyn w wiosce marzyłaby o randkowaniu z synem Alfy. Nawet bez tytułu Luke zawsze był popularny. Wszyscy zawsze sprawiali wrażenie, że to Bailey ma szczęście, będąc z nim. Nigdy nie brała pod uwagę, że może być odwrotnie. Albo że nie powinna z nim być. Jeśli już, myślała, że to Luke z nią zerwie. Zwłaszcza, że nie dawała mu tego, czego chciał.
„Ostatnio jest pod wpływem dużego stresu” – odpowiedziała Bailey bez przekonania. Chciała uciec od tego tematu, pomyśleć o czymkolwiek innym. „Mogę podać ci wodę? Albo jedzenie? Mamy resztki, które mogę odgrzać, jeśli chcesz.”
Tony zrozumiał aluzję i uśmiechnął się. „Chętnie napiję się wody.”
Poszła do kuchni, napełniła dwie szklanki i wróciła do niego do przedpokoju. „Możesz iść za mną, gabinet jest tędy.” Podała mu szklankę, a ich palce zetknęły się przelotnie, gdy ją od niej odbierał.
„Dziękuję” – powiedział Tony. Bailey posłała mu szczery uśmiech, wdzięczna za wyraźny kontrast jego uprzejmości w porównaniu z zachowaniem Luke’a.
Zaprowadziła go do drugiego pokoju, próbując wymyślić pytania, które nie byłyby zbyt wścibskie. Usiadł w miękkim fotelu naprzeciwko biurka jej ojca. Ciemnozielone ściany były w większości zasłonięte drewnianymi regałami pełnymi książek. Jej rodzice byli najmądrzejszymi ludźmi, jakich znała. Jeśli nie zajmował się sprawami watahy, jej tata zazwyczaj siedział z nosem w książce, w okularach do czytania.
Bailey uśmiechnęła się na to ciepłe wspomnienie, zajmując miejsce obok Tony’ego, na pękatym, rubinowym fotelu. Skrzyżowała nogi na szerokim siedzisku, biorąc długi łyk wody, by zniwelować niezręczną ciszę między nimi.
Tony poszedł za jej przykładem, przełykając wodę, zanim zapytał: „Jak myślisz, kiedy twój ojciec wróci?”
„Och, racja.” Fala zażenowania przepłynęła przez nią na wspomnienie kłamstwa, że będą w domu lada chwila. „Cóż, właściwie może im to trochę zająć. Późne spotkanie watahy i tak dalej. Przepraszam, że powiedziałam, że zaraz będą, po prostu nie chciałam zostać sama z…” Zawiesiła głos. Wiedziała, że Tony domyśli się, o kim mówiła, bez konieczności wypowiadania jego imienia.
Tony posłał jej uspokajający uśmiech. „W porządku, nie mam nic przeciwko czekaniu.”
Cisza znów wypełniła pokój i Bailey miała właśnie zapytać go o to, dlaczego podał się za jej kuzyna. Zastanawiała się, czy może był dalekim krewnym, którego jej jeszcze nie przedstawiono. Ale gdy otworzyła usta, usłyszała swój znajomy dzwonek telefonu. Spojrzała na Tony’ego, jakby pytając o pozwolenie na odebranie, a on po prostu skinął głową.
Pobiegła do sypialni, by zobaczyć, kto to; mdłości powróciły na myśl, że to może być Luke, dzwoniący już do niej. Strach ustąpił, gdy na ekranie rozbłysło imię jej najlepszej przyjaciółki, Polly.
Bailey ledwo zdążyła się przywitać, zanim Polly przeszła do szczegółowego planu znalezienia sukienki na dwudzieste pierwsze urodziny Bailey. Jej przyjaciółka z ekscytacją wymieniała wszystkie możliwości kolorystyczne, kroje, buty do pary. Bailey starała się włączyć w rozmowę najlepiej jak potrafiła, by utrzymać tę samą energię, którą miała wcześniej na temat imprezy. Zanim przyszedł Luke.
Gdy Polly przeszła do dodatków i fryzur, Bailey poczuła, że jej myśli odpływają z powrotem do przystojnego mężczyzny w gabinecie. Do tajemnicy, która go otaczała. Uświadomiła sobie, że nie może się doczekać, by dowiedzieć się o nim czegoś więcej.
















