Jej Dwóch Obrońców

Jej Dwóch Obrońców

Autor: Agnieszka Nowak

Rozdział 6: Starlight Pack
Autor: Agnieszka Nowak
3 maj 2025
Toby Star Toby wrócił do Watahy Gwiezdnego Światła następnego ranka, gdy słońce zaledwie wychyliło się zza odległych gór. Opuścił dom na tyle wcześnie, że Bailey jeszcze się nie obudziła. Kiedy jednak próbował wymknąć się niepostrzeżenie, w kuchni czekał na niego Roger. Siedział z kubkiem mocnej, parującej kawy postawionym przed nim na stole, a tuż obok leżała nietknięta książka. Widok ten wydawał się z pozoru niewinny. Dopóki Toby nie uświadomił sobie, że Roger miał z nim do omówienia coś jeszcze. Warunek jego pomocy w poszukiwaniach kopalni księżycowej rudy. Toby widział, że czuł się niekomfortowo, prosząc o to, o co prosił. I że nawet gdyby Toby odmówił, Roger najprawdopodobniej i tak przystałby na ich początkowy pakt. Rozumiał jednak aż nadto dobrze, że dobro Watahy zawsze stawia się na pierwszym miejscu. Mimo tej prośby, poczuł do Rogera nowo odkryty szacunek. W duchu podziękował rodzicom za przekonanie go do sojuszu z Rogerem. Gdy tylko wrócił, jego brat, Rex, zwołał zebranie Watahy. Nie po to, by omówić sprawę księżycowej rudy, ale by poprowadzić dyskusję na temat budowy nowego centrum eventowego, które wznosili w samym środku miasteczka. Miejsca, które miało pełnić funkcję serca ich wioski. Miejsca, w którym wszyscy mogliby się gromadzić na przyszłe świętowanie. W ciągu ostatnich kilku miesięcy ich Wataha skupiała się na zjednoczeniu, na wzmocnieniu wzajemnych relacji. A centrum eventowe miało pełnić również funkcję nowego ośrodka szkoleniowego. Był to celowo utajniony sposób na to, by z entuzjazmem zachęcić wszystkich do treningów, nieświadomie przygotowując ich do walki, gdyby poszukiwania kopalni księżycowej rudy nie poszły zgodnie z planem. Przez całe spotkanie temat centrum eventowego znajdował się nisko na liście priorytetów Toby'ego. Znał jego wagę i znaczenie szkolenia Watahy, ale jego myśli wciąż krążyły wokół rozmów z Rogerem. Wokół kopalni i jej poszukiwań. Ich Beta, Eric, który był jedyną oprócz nich osobą na zebraniu, nie miał pojęcia o księżycowej rudzie. Toby pragnął jedynie przekazać Rexowi nowe informacje i opracować plan współpracy z Watahą Jasnej Gwiazdy. „...plany są gotowe, teraz potrzebujemy tylko ochotników, by rozpocząć budowę centrum. Eric, zostawiam to tobie” – powiedział Rex. Jak na kogoś nowego w tej roli, Toby musiał przyznać, że Rex świetnie radził sobie z delegowaniem zadań. Wyglądało to tak, jakby Rex robił to – dowodził – od dłuższego czasu. Eric przystał na to i zadawał kolejne pytania o budowę, ale Toby wyłączył się z rozmowy. Nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo stres związany z jego własnymi myślami malował się na jego twarzy, dopóki Rex nie rzucił: „Eric, wrócimy do tego później. Wygląda na to, że mój brat woli rozmyślać, zamiast pomóc w organizacji.” Eric stłumił chichot, gdy zobaczył mordercze spojrzenie, jakie Toby posłał Rexowi, i szybko się oddalił. Rex leniwie odwrócił się do Toby'ego: „Dobra, wścibskie uszy zniknęły. O co chodzi z tym zmartwieniem na twojej twarzy? Znowu odrzuciła cię jakaś dziewczyna?” Toby posłał mu zniecierpliwione spojrzenie. Nie był dziś rano w nastroju do żartów. „Spotkałem się wczoraj z Rogerem. Był tak samo zaskoczony rudą jak my, a może nawet bardziej.” Rex skinął głową. „Więc to oznacza, że Jasne Niebo nie wie o kopalni, a to dobra wiadomość.” „Dobra, ale to też cofa nas do punktu wyjścia. Roger nie jest pewien, gdzie ta kopalnia mogłaby się znajdować, mówił, że inne zostały zniszczone” – powiedział Toby. „Zgodził się nam pomóc i utrzymać to w tajemnicy przed swoją Watahą.” „Nawet przed swoim Alfą?” – zapytał Rex, unosząc brwi. „Tak, wygląda na to, że on też nie przepada za Robertem Turnerem.” „Mądry człowiek” – zadumał się Rex. „Więc, co teraz?” „Na wyrzutku nie było żadnych oznaczeń, więc myślę, że można śmiało założyć, iż działał sam. Prawdopodobnie natknął się na kopalnię albo może ukradł rudę innej Watasze.” Toby potarł kark. „Pytał o wyrzutka, którego znaleźliśmy. Powiedziałem mu wszystko, co wiemy. Martwię się jednak, że ten wyrzutek był częścią Watahy, o której nie wiemy. Ale będziemy się tym martwić, gdy nadejdzie czas.” „Na wyrzutku nie było żadnych oznaczeń, więc myślę, że można śmiało założyć, iż działał sam. Prawdopodobnie natknął się na kopalnię albo może ukradł rudę innej Watasze” – zasugerował Rex. „Racja, i dlatego powiedziałem mu, że musi przygotować swoją Watahę. Rozpocząć treningi na wypadek, gdyby wyrzutki i rywalizujące Watahy dowiedziały się, lub już wiedziały, o rudzie” – Toby zamilkł na chwilę. „Jest tylko jeden haczyk. Zanim wyszedłem, poprosił mnie o przysługę. Albo raczej postawił warunek swojej pomocy.” Rex wyglądał na zaskoczonego i otworzył usta, ale Toby kontynuował, zanim tamten zdążył się odezwać: „Podobno Jasne Niebo ma ogromne długi. Głównie przez rozrzutność ich Alfy. Roger powiedział, że jeśli udzielimy im pożyczki, by pomóc złagodzić zadłużenie, on pomoże nam szukać rudy.” Rex roześmiał się. „Wcale mnie to nie dziwi. Ich Alfa nieźle ich załatwił, co?” Toby skinął głową na potwierdzenie. „Obiecał, że nam zwrócą, ale powiedziałem mu, że pomoc w poszukiwaniach rudy jest wystarczającą zapłatą. Poza tym, z kopalnią nie musielibyśmy martwić się o pieniądze, tylko o...” „Chciwe wyrzutki i rywalizujące Watahy” – Rex dokończył za niego zdanie, unosząc brwi. Toby skrzyżował ramiona, a między jego brwiami pojawiła się zmarszczka. „Dokładnie. Plan na teraz jest taki, że będziemy działać wewnątrz Jasnego Nieba, mają tam prawie wszystkie zachowane teksty o historii kopalni. I łatwiej będzie mieć oko na wszystko, działając wewnątrz obu Watah. Dowiemy się, jeśli jacyś wyrzutkowie wejdą na którekolwiek z terytoriów albo o interesach z pobliskimi wioskami.” „I będziemy mogli poznęcać się nad tym ich Alfą” – Rex uśmiechnął się szeroko na tę myśl. „Nie po to to robimy” – przypomniał mu Toby. Rex zawsze lubił walkę, udowadnianie swojej siły. Ale to nie był na to czas ani miejsce. „Jesteśmy z nimi teraz w sojuszu, nawet jeśli zawarliśmy go z ich Betą. Wykonamy naszą robotę, znajdziemy kopalnię i to wszystko.” „Wiesz, mógłbyś czasem pozwolić sobie na odrobinę dobrej zabawy” – droczył się Rex. Myśli Toby'ego na krótko powróciły do Bailey. Część jego samego czuła się winna, że nie pożegnał się z nią tamtego ranka, chociaż przypominał sobie, że nie miał ku temu powodu. Nic jej nie był winien, a ona jemu. Mimo to, w drodze powrotnej jej jasne, szmaragdowe oczy wciąż tkwiły w jego umyśle, tak samo jak jej uśmiech. Niezręczne spotkanie w pokoju gościnnym. To nie był czas, by o tym myśleć. „Możesz chociaż raz w życiu zachować się dojrzale?” – zapytał Toby. „Wracamy w sobotę i musimy się wtopić w tłum, być pełni szacunku. Nawet wobec Roberta.” Podkreślił ostatnie słowo, wiedząc, że pomimo zdolności przywódczych Rexa, szacunek był jego jedyną słabością. Rex rzucił mu mordercze spojrzenie. „Wobec Rogera? Tak. Wobec niewinnych ludzi w Watasze? Zdecydowanie. Ale Robert...” Odwrócił wzrok, a na jego twarzy pojawił się szelmowski uśmiech. Toby uderzył go lekko w ramię, a w jego oczach pojawiła się powaga. „Mówię serio. Robert, ze wszystkich tam obecnych, musi pozostać w niewiedzy. Mógłby to wszystko zepsuć. Jeśli nie będziemy ostrożni, to na nas spadnie za to wina. Mama i tata byliby wściekli.” Na wzmiankę o rodzicach diabelskie nastawienie Rexa opadło. To był jego jedyny czuły punkt i Toby o tym wiedział. „Dobra, dobra” – Rex podniósł ręce w obronnym geście, udając niewinny uśmiech. „Będę bardzo grzeczny.” „Uwierzę, jak zobaczę” – odparował Toby. Rex przewrócił oczami. „Miej wiarę w swojego brata, swojego Alfę.” „Ja też jestem Alfą, mógłbym ci powiedzieć to samo” – zripostował Toby. „Chyba tak” – mruknął Rex, po czym wyprostował się i spojrzał na Toby'ego. „Więc jak zamierzamy zinfiltrować Jasną Gwiazdę, żeby niczego nie podejrzewali? Co jest w tę sobotę?” Toby wyciągnął z kieszeni zaproszenie, które zgarnął z kuchni Bailey. Zaproszenie na przyjęcie z okazji jej dwudziestych pierwszych urodzin. Rex uniósł brew, pod wrażeniem. Wyrwał zaproszenie z rąk Toby'ego i dramatycznie przeczytał je na głos: „Masz zaszczyt być zaproszonym na przyjęcie z okazji 21. urodzin Bailey Harris.” Rex spojrzał na Toby'ego z chytrym uśmiechem na twarzy. „Bailey Harris? Ładna jest?” Toby odebrał mu zaproszenie. „To córka Rogera. A jej chłopak to syn Alfy.” „Cóż, bracie, muszę to przyznać. Jestem pod wrażeniem” – na twarzy Rexa malował się kpiący wyraz dumy. „Spójrz tylko, rujnujesz przyjęcie młodej dziewczyny dla własnych, osobistych korzyści.” Toby zmarszczył brwi na te słowa. W jego głowie pojawiła się twarz Bailey. Nie mógł zaprzeczyć, że była piękna. I miła. I że jej chłopak traktował ją okropnie, przynajmniej z tego, co zdążył zauważyć. Nie zasługiwała na to, by jej przyjęcie, ani jakakolwiek część jej życia, została zrujnowana przez sprawy Watahy. „To wcale nie jest tak i dobrze o tym wiesz” – powiedział Toby, przewracając oczami na widok uśmiechniętej twarzy brata. „To okazja do zebrania informacji. Do prywatnej rozmowy z Rogerem bez wzbudzania większych podejrzeń. A jeśli ich wataha jest w tak wielkich długach, jak twierdzi Roger, dowiemy się dokładnie, co ich Alfa robi nie tak.” „Przeniknięcie od wewnątrz” – uśmiechnął się Rex z aprobatą. „Podoba mi się twój styl, bracie.”

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki