Tony i jej tata poszli do gabinetu, a ona czekała przez chwilę w salonie. Jej mama poszła do swojej sypialni na noc, gdy tylko obaj weszli do gabinetu, dając Bailey szybki całus w czoło na dobranoc.
Przez zamknięte drzwi słyszała tylko przytłumione głosy i wciąż zastanawiała się nad prawdziwą tożsamością Tony’ego. Jaki interes mógł być tak pilny, że jej ojciec poszedł prosto ze spotkania Watahy na kolejne długie spotkanie? W roztargnieniu przeskakiwała po kanałach w telewizorze, grając na czas, aż Tony lub jej ojciec wyjdą.
Miała pytania do nich obu, ciekawość zżerała ją od środka. O to, kim był Tony, ale także o troskę, którą wyraźnie wyczytała z twarzy ojca. Jeśli coś działo się z ich Watahą, chciała wiedzieć. Wahała się, czy zadzwonić do Luke’a; nie po to, by omawiać to, co wydarzyło się wcześniej, ale by sprawdzić, czy on coś wie.
Jej dłoń zawisła nad telefonem, ale wiedziała, że nie może do niego zadzwonić. Wyszedł tak wściekły, a ona nie była gotowa na rozmowę, jeśli wciąż był na nią zły. Gdy wpatrywała się w telefon, ten zaczął dzwonić ponownie. Znów imię Polly rozjaśniło ekran.
Bailey odebrała i zażartowała: „Niech zgadnę, zapomniałyśmy porozmawiać o makijażu na moją imprezę?”
Polly zaśmiała się lekko po drugiej stronie. „Bardzo śmieszne, Bailey. Nie, dzwonię… w innej sprawie.”
Bailey usiadła nieco wyżej, wyczuwając napięcie w głosie Polly. „Czy wszystko w porządku?”
„Tak! Wszystko w porządku” – powiedziała Polly nieco zbyt szybko. „Po prostu, no wiesz, że jakby się szło od twojego domu do Luke’a, to nie mijałoby się mojego domu, prawda?”
Żołądek Bailey fiknął koziołka na dźwięk imienia Luke’a. „Tak…” Nie do końca pewna, do czego zmierzała Polly.
„Cóż, po prostu wyglądałam przez okno, pilnując własnego nosa–”
„Polly, kiedy ty kiedykolwiek pilnowałaś własnego nosa?”
„Mówię poważnie!” – wykrzyknęła Polly po drugiej stronie, a Bailey trzymała język za zębami, czekając na ciąg dalszy. „Okej, jak mówiłam, wyglądałam przez okno i zobaczyłam Luke’a idącego ulicą.”
„To nie ma sensu” – odpowiedziała Bailey, próbując wymyślić powód, dla którego miałby iść w tamtą stronę.
„No wiem, nie?! Dlatego do ciebie dzwonię” – powiedziała Polly.
„O której go widziałaś?”
„Godzinę temu, i jeszcze nie widziałam, żeby wracał. Nie spędzaliście dziś czasu razem? Myślałam, że wspominałaś coś o tym, że ma przyjść.”
Bailey policzyła w głowie; to było mniej więcej w czasie, gdy wyszedł z jej domu. Przygryzła wargę. „Tak, był dziś wieczorem… ale pokłóciliśmy się. Tak jakby.” Nie była jeszcze gotowa na tę rozmowę z Polly i miała nadzieję, że ta nie będzie naciskać.
„O nie, myślałam, że u was wszystko dobrze. Co się stało?”
Bailey milczała. Próbowała wymyślić, co powiedzieć. Nie lubiła okłamywać Polly. Zawsze mówiły sobie wszystko. Ale to było… upokarzające. I nie była to rozmowa na telefon.
„To była drobnostka, ale wiesz, jak on potrafi świrować z błahych powodów. Jest okej, po prostu potrzebowaliśmy chwili oddechu” – skłamała swobodnie Bailey. Nie wspomniała też o Tonym, przystojnym nieznajomym wciąż przebywającym w jej domu. Wiedziała, że Polly zadałaby milion pytań na jego temat, a Bailey nie miała wiele do powiedzenia. Poza jego oczami i tą uprzejmością w nim. Zmusiła myśli do powrotu do bieżącej rozmowy.
„Hm… no może po prostu poszedł na spacer, pomyślałam tylko, że to dziwne” – rozważała Polly po drugiej stronie.
Bailey zgodziła się: „To jest dziwne, ale tak, pewnie po prostu poszedł na spacer.”
Mimo że Luke nigdy nie był znany z robienia sobie niezobowiązujących przechadzek po okolicy. Ale głuchy odgłos uderzenia w ganek odtworzył się w głowie Bailey, sprawiając, że znów przeszły ją dreszcze. Jeśli był tak wściekły, może nie chciał od razu wracać do domu. Jego temperament był kolejnym problemem, jaki z nim miała; czuła się, jakby zawsze musiała tłumaczyć jego zachowania, bronić go.
„Och, przy okazji, chyba zostawiłam moją szczęśliwą gumkę do włosów w pokoju gościnnym, jak spałam u ciebie w zeszłym tygodniu, możesz ją dla mnie znaleźć?” – zapytała Polly.
„Serio? Gumkę do włosów?”
„Daj spokój, wiesz, przez ile rzeczy przeprowadziła mnie moja szczęśliwa gumka” – odpowiedziała defensywnie Polly.
Bailey zaśmiała się z niedorzeczności tego stwierdzenia, ale rozumiała. Polly zawsze była trochę przesądna w takich sprawach. Wstała z kanapy i poszła do pokoju gościnnego. Rozejrzała się, wciąż wisząc na telefonie z Polly.
„Nigdzie jej nie widzę, gdzie ją ostatnio widziałaś?” – zapytała Bailey, przetrząsając pokój.
„Może pod łóżkiem? Och–” Przerwało jej na moment, a Bailey przestała szukać, stając w miejscu i czekając na Polly. Mając nadzieję, że ta magicznie przypomni sobie, gdzie ją zostawiła.
„– przepraszam, mama chce ze mną rozmawiać, muszę kończyć! Gumka powinna gdzieś tam być!”
Telefon się rozłączył, a Bailey omiotła wzrokiem pokój. Szukała w najłatwiejszych miejscach. Pokój gościnny był mniej więcej tej samej wielkości co jej, z łóżkiem w rogu i drewnianą szafką nocną obok. Zajrzała pod komodę, łóżko, szafkę. Brak gumki.
Usiadła na łóżku, próbując wymyślić, gdzie mogła się ukryć. Usłyszała szum prysznica i założyła, że to jej tata zmywa z siebie troski dzisiejszej nocy. Tony musiał już wyjść, a Bailey poczuła, jak serce jej nieco opada. Jej ciekawość nim tylko wzrosła, odkąd ostatni raz widziała go rozmawiającego z tatą. By uciszyć gonitwę myśli, zaczęła znów szukać gumki do włosów.
Bailey była tak skupiona, że prawie nie usłyszała otwierających się drzwi. Prawie. Odwróciła się, na wpół spodziewając się, że to mama albo tata zapytają, co robi. Jej policzki zapłonęły, gdy zobaczyła Tony’ego stojącego w drzwiach jedynie w szortach do spania, wyraźnie pożyczonych od taty, owiniętych wokół bioder. Jego długie, ciemne włosy lśniły od tego, co jak sobie uświadomiła, było prysznicem, który słyszała.
Wyglądał na równie zaskoczonego widokiem jej w pokoju gościnnym, co bez kontekstu, jak zdała sobie sprawę Bailey, musiało być dla niego dziwne. Jego umięśniona klatka piersiowa wciąż była wilgotna po prysznicu i Bailey musiała odwrócić wzrok, by się nie gapić. Poczuła mrowienie przebiegające przez ciało na widok jego siły. Na to, jak bardzo uważała go za atrakcyjnego.
„Przepraszam, ja tylko… moja przyjaciółka coś tu zostawiła i właśnie tego szukałam, nie wiedziałam, że tu zostajesz” – wydukała. Wypowiadając te słowa, dostrzegła szczęśliwą gumkę Polly wciśniętą między materac a ramę łóżka. Uniosła ją, by udowodnić swoje wyjaśnienie obecności w pokoju. Jej oczy powędrowały z powrotem do niego, po czym próbowała odwrócić wzrok. Nieco zawstydzona uczuciami, które w niej narastały za każdym razem, gdy napotykała jego spojrzenie.
Tony zastygł w drzwiach, jego oczy ani na chwilę nie opuszczały Bailey. „Nie, w porządku, nic się nie stało” – plątał się w słowach. „Właśnie wziąłem prysznic, nie sądziłem, że ktoś jeszcze nie śpi.” Przeczesał dłonią włosy, z niezręcznym uśmiechem na twarzy.
Bailey wyprostowała się. „Więc zostajesz na noc?”
„Twój tata zaproponował, wyjeżdżam jutro rano” – został w progu, wciąż trzymając w rękach swoje wcześniejsze ubrania.
Bailey nie mogła się powstrzymać: „Wyjeżdżasz z powrotem gdzie?”
„Do mojej Watahy, to nie jest bardzo daleko stąd, ale podróż jest łatwiejsza za dnia” – odpowiedział Tony. Bailey zauważyła, że nie wymienił nazwy swojej watahy.
Skinęła głową. „Cóż, cieszę się, że mogłam cię zobaczyć, zanim wyjedziesz.” Natychmiast pożałowała tych słów i wyjaśniła: „Nie w ten sposób, mam na myśli, po prostu jako naszego gościa i w ogóle. Wiesz… gościnność.” Skrzywiła się lekko na swoje kiepskie słowa, które wylewały się z jej ust.
Jej serce zabiło jeszcze mocniej, gdy Tony powiedział: „Ja też cieszę się, że mogłem cię zobaczyć.”
Zaczęła wychodzić z pokoju, po czym zatrzymała się, zdając sobie sprawę, że będzie musiała go minąć. I jego półnagie ciało. Umięśnione i silne, ale wciąż dające ukojenie. Jej myśli powędrowały do ich pierwszego uścisku, uczucia bezpieczeństwa, jakie czuła w ramionach zupełnie obcego człowieka.
„Cóż, powinnam chyba iść spać.” Czuła gorąco bijące od jej twarzy i wiedziała, że jaskrawa czerwień jej policzków jest dla niego widoczna. Co zawstydzało ją jeszcze bardziej. Niezręcznie poszurała w stronę drzwi, a on przesunął się nieco, by ją przepuścić.
Zatrzymała się przed nim, tuż przed przekroczeniem progu korytarza. „Dziękuję, tak przy okazji. Za wcześniej i za to, że nic nie powiedziałeś rodzicom.”
Stalowe oczy Tony’ego złagodniały na jej słowa. Uniósł dłoń, jakby miał zamiar musnąć palcami jej policzek, a Bailey wstrzymała oddech. Zdała sobie sprawę, że ich twarze były zaledwie cale od siebie, oboje trwając w drzwiach. Opuścił rękę i posłał jej szczery uśmiech. „Nie ma za co. Dobranoc, Bailey.”
Uśmiechnęła się i wyszła na korytarz. „Dobranoc, Tony.”
















