Sloane Vance
Leniwie wygramoliłam się z ciepłego, przytulnego łóżka, gdy usłyszałam dźwięk cudownego budzika.
Wyczujcie ten sarkazm.
Uderzyłam dłonią w ten głupi budzik, który wrzeszczał na mnie, że czas iść do szkoły. Czuję się dzisiaj taka leniwa. Kogo ja oszukuję? Czuję się leniwa dosłownie każdego dnia. Zwinęłam się w kłębek i wślizgnęłam pod kołdrę, wtulając głowę w wygodną poduszkę.
Wydając z siebie pełne dezaprobaty jęknięcie, w końcu podniosłam się z łóżka. Po ogarnięciu pokoju powlokłam się do łazienki, trzaskając drzwiami. Odkręciłam prysznic, poczekałam, aż woda nabierze odpowiedniej temperatury, po czym zdjęłam piżamę, wskoczyłam pod strumień wody i ostatecznie ogoliłam nogi. Dwadzieścia minut później wyszłam z mokrymi włosami i uśmiechem słodkim jak wanilia.
Wybrałam niebieski kombinezon sięgający do połowy uda, z kokardą w talii, bo chciałam się wyróżniać. Nałożyłam na twarz krem nawilżający, potem odrobinę eyelinera, żeby podkreślić moje niebieskie oczy, a na usta nałożyłam truskawkowy błyszczyk. Moje blond włosy średniej długości związałam w kucyk, wyciągając kilka pasemek po obu stronach twarzy. Włożyłam czarne baleriny i wyszłam z pokoju do kuchni, żeby zrobić sobie kawę, dodając dwie porcje francuskiej śmietanki karmelowej i dwie łyżeczki cukru.
Pycha.
Wróciłam do pokoju po telefon i czarną torebkę, w której miałam kawę. Sprawdziłam godzinę i zobaczyłam, że jest już 9:00, a zajęcia zaczynam o 10:00. Wypiłam kawę w pośpiechu, chwyciłam jabłko i zaczęłam je jeść. Nie zawracałam sobie głowy pukaniem do pokoju Sienny, bo wiedziałam, że będzie już w szkole, skoro miała dziś rano wczesne zajęcia.
Wychodząc z domu, zgarnęłam kluczyki do samochodu z blatu. Otworzyłam auto, szybko wsiadłam, zapięłam pasy i odpaliłam silnik. Włączyłam radio i podgłośniłam, gdy usłyszałam moją ulubioną piosenkę Ariany Grande, „Positions”. Wyjechałam z podjazdu i skierowałam się w stronę uniwersytetu.
Znalazłam idealne miejsce do parkowania. Szybko wysiadłam z samochodu i wyjęłam telefon, żeby sprawdzić godzinę, tylko po to, by odkryć, że jest prawie 10:00. Schowałam telefon z powrotem do torebki, po czym pobiegłam do szkoły, by zdążyć na moje pierwsze dzisiejsze zajęcia.
♧♧♧
— Hej mała, jak tam dzisiaj w szkole? — zapytała Sie, gdy weszłam do naszego mieszkania. Przyjaźnimy się od zawsze, a teraz chodzimy do tego samego college’u. Jestem naprawdę wdzięczna Sie i jej rodzinie. Po śmierci moich rodziców w wypadku samochodowym, gdy miałam szesnaście lat, rodzice Sie przygarnęli mnie i traktowali jak własną córkę. Nie wiem, gdzie bym była bez nich. Są dla mnie jak druga rodzina.
— Pani Ward potrafi być tak cholernie irytująca. Nie wiem, dlaczego zawsze się mnie czepia — poskarżyłam się, opadając na kanapę obok niej i opierając plecy o oparcie.
— Nadal jest dla ciebie taką suką? — zapytała, na co przytaknęłam. — Poważnie, babka musi się w końcu przespać z kimś porządnym. Wątpię, żeby jej mąż dobrze wywiązywał się z zadania, skoro ona zawsze przychodzi taka zrzędliwa — odparła Sie. Skrzywiłam się, wcale nie zdziwiona jej odpowiedzią. — A skoro mowa o spaniu z kimś, jest piątek. Chodźmy do klubu.
— Nie ma mowy, mam zadanie do zrobienia, a kluby to nie moja bajka — powiedziałam.
— No weź, będzie fajnie, obiecuję — błagała — a ty naprawdę musisz spuścić trochę pary.
— Nie, nie muszę.
— Proszę, proszę, proszę. — Odwróciłam się, by na nią spojrzeć, a ona zrobiła swoje najlepsze maślane oczy, wiedząc doskonale, że nie potrafię się im oprzeć.
— No dobra — westchnęłam, wywołując u niej pisk radości.
— Świetnie! Wychodzimy o siódmej. — Obie wstałyśmy i rozeszłyśmy się do swoich pokoi.
Poszłam do łazienki wziąć szybki prysznic, by zmyć z siebie stres całego dnia. Wybełtałam się ręcznikiem i spojrzałam na zegarek; była już 18:00. Miałam nadzieję na krótką drzemkę przed wyjściem z Sie. Nie spiesząc się, wysuszyłam włosy suszarką.
Kiedy skończyłam, weszłam do garderoby tylko po to, by odkryć, że nie mam się w co ubrać. Rzadko chodzę do klubów, więc miałam tylko spodnie dresowe, dżinsy i kardigany. Zaczęłam się zastanawiać, czy w ogóle iść, ale pukanie do drzwi wyrwało mnie z zamyślenia.
Sienna weszła do mojego pokoju z dwiema sukienkami w rękach, które niewiele pozostawiały wyobraźni.
— Sie, dokąd my tak naprawdę idziemy? — zapytałam z ciekawości.
— Dobra, przejrzałaś mnie. Jest taki ekskluzywny klub dla sławnych, bogatych i potężnych ludzi, a tak się składa, że zdobyłam dwie wejściówki — odpowiedziała podekscytowana.
— Sie, nie sądzę, żeby to był dobry pomysł. Mówimy o klubie, do którego potrzebne są przepustki — powiedziałam jej, nie będąc do tego przekonaną.
— Nie martw się, nic złego się nie stanie — zapewniła mnie. — A teraz siadaj i pozwól mi się wyszykować.
W co ja się wpakowałam?
Po godzinie bycia upiększaną i dopracowywaną przez Sie, podała mi czarną krótką sukienkę i szpilki, w których bez wątpienia będę miała trudności z chodzeniem. Włożyłam najpotrzebniejsze rzeczy do maleńkiej torebki, którą mi dała, i muszę przyznać, że naprawdę przeszła samą siebie; wyglądałam olśniewająco.
— Jesteś pewna, że to ja, a nie ktoś inny? — zapytałam oszołomiona, wpatrując się w swoje odbicie w lustrze.
— To ty, Slo. Po prostu podkreśliłam to piękne rysy, które masz z natury — odparła. — A teraz chodźmy, nie chcemy się spóźnić. — Chwyciła mnie za rękę i wyciągnęła z pokoju w stronę drzwi wejściowych.
Niech noc się zacznie.