Perspektywa Charlotte
"Podejdź tu." Głos Laysona Romanova był niski i stanowczy, nie pozostawiał miejsca na odmowę.
W luksusowym apartamencie na jachcie powietrze wydawało się duszne. Rozpięty kołnierzyk koszuli Laysona wyglądał niechlujnie. Kilka guzików było rozpiętych, odsłaniając jego mocną klatkę piersiową. Jego zwykle głębokie i spokojne zielone oczy płonęły teraz żarem pożądania.
W poprzednim życiu kusił mnie w ten sam sposób.
Teraz po prostu stałam i patrzyłam na tego mężczyznę, który normalnie był tak szlachetny i niedostępny.
Kiedyś wierzyłam, że mogę stać się jego największą miłością. Nie zważałam na to, że był przyjacielem mojego ojca, ani na to, że był ode mnie starszy o dwadzieścia lat, ani nawet na szyderstwa mojej rodziny. Rzuciłam się w wir bycia jego tak zwanym „antidotum”.
Kochałam go całym sercem, a w zamian dostałam tylko tragiczną śmierć – umarłam razem z moim nienarodzonym dzieckiem. Nawet miłość stała się luksusem, na który nie mogłam sobie już pozwolić.
Tuż przed śmiercią dowiedziałam się, że Layson potajemnie kochał się w swojej osobistej sekretarce, Grace Parker.
Od dawna darzyli się uczuciem. Byłam tylko intruzem, który wdarł się do ich romansu i zajął należne Grace miejsce, stając się dla niego ciężarem.
Być może Bogini Księżyca zlitowała się nade mną, bo dała mi drugą szansę na życie.
W tym życiu chciałam tylko jednego: żeby byli razem.
Bez chwili wahania wyjęłam telefon i wybrałam numer Grace.
Dziesięć minut później Grace przybyła w pośpiechu, a jej spojrzenie było pełne ostrożności.
"Charlotte, w co ty grasz? Nie podoba ci się Jego Wysokość? Dlaczego wzywasz mnie, zamiast wykorzystać okazję?"
Kiedy to usłyszałam, nie mogłam powstrzymać się od gorzkiego śmiechu.
W poprzednim życiu wszyscy wiedzieli, że uczepiłam się Laysona. Gdziekolwiek szedł, ja pojawiałam się u jego boku.
Wtedy myślałam, że naprawdę mnie kocha. Kiedy mojego ojca nie było na wojnie przez pięć lat, Layson zabierał mnie do swojego zamku, opiekował się mną troskliwie i spełniał wszystkie moje życzenia.
Byłam na tyle naiwna, by myśleć, że dzieliły nas tylko różnice w statusie i wieku. Inaczej dlaczego tak powściągliwy mężczyzna jak on pobłażałby wszystkim moim kaprysom?
Ale rzeczywistość jasno pokazała, że mnie nie kochał.
Więc tylko pokręciłam głową. "Już go nie lubię. Nigdy go nie polubię. Ty i on dorastaliście razem i zawsze się lubiliście. Brakuje wam tylko szansy na bycie razem. Dzisiejszy wieczór to idealny moment."
Właśnie wtedy z pokoju dobiegł stłumiony dźwięk, pełen stłumionego bólu.
"Zaraz go obezwładni narkotyk. Jeśli nie wejdziesz, może nie przeżyć."
Grace wciąż się wahała.
Po prostu odsunęłam się na bok i wepchnęłam ją do pokoju. Nie dałam jej szansy na wycofanie się i natychmiast zamknęłam drzwi.
Niedługo potem usłyszałam urywany oddech Laysona i ciche jęki Grace. Ich odgłosy namiętności stawały się coraz wyraźniejsze, jeden po drugim, jak ostre ostrza tnące moje serce.
Więc tak się czuje złamane serce. Tak jakby wydrążono mnie w środku. Opadłam na podłogę tuż przy drzwiach.
Moje łzy płynęły bez kontroli, a jednak poczułam dziwną ulgę. W końcu uwolniłam się od losu z mojego poprzedniego życia.
Pobiegłam z powrotem do swojego pokoju i spędziłam całą noc bezsenność.
O świcie zadzwonił mój ojciec, Arthur Winston, punktualnie.
"Charlotte, załatwiłem ci już miejsce w Silvermoon City. Tam zbierają się wszystkie młode elity z każdej watahy. Chcesz jechać?"
Przez ostatnie kilka lat mój ojciec był zajęty rozszerzaniem swojego terytorium i nie mógł się mną zajmować, więc powierzył mnie swojemu dobremu przyjacielowi, Laysonowi, władcy Północy. W końcu zostałam pod opieką Laysona przez kilka lat.
Głupio wierzyłam, że jego życzliwość dla mnie, jego ochrona, a nawet sporadyczne spojrzenia były jakąś formą szczególnej sympatii. Teraz w końcu zrozumiałam, że Grace była prawdziwą miłością, którą zawsze pielęgnował.
"Tak, chcę jechać" – powiedziałam.
Po moich słowach mój ojciec wydawał się chwilowo zaskoczony po drugiej stronie linii, a następnie jego ton stał się podekscytowany.
"Kochanie, w końcu się zdecydowałaś. W Silvermoon City możesz studiować i odkrywać, a nawet poszukać partnera. Skontaktowałem się już z Carlsonem Bennettem z watahy Blazing Sun. Ma silną linię krwi i jest w twoim wieku, a oboje będziecie uczęszczać do tej samej akademii.
"Charlotte, nie ma nic złego w pragnieniu romansu. Ale właściwa osoba ma znaczenie. Daj sobie nową szansę."
Słysząc słowa mojego ojca, moje łzy znów popłynęły.
W moim poprzednim życiu on również próbował mnie przekonać, ale nie słuchałam. W końcu zmarnowałam swoje życie.
Uszczypnęłam się w dłoń, pozwalając tępemu bólowi paznokci wbijających się w skórę oczyścić mój umysł.
W tym życiu nigdy nie pozwolę, bym pozostała uwięziona w cieniu Laysona.
"Tato, zrobię wszystko, co powiesz. Jadę do Silvermoon City. Później załatwię pozwolenie na wjazd."