W chwili, gdy Sloane się zawahała, Quincy wybiegł z prywatnej sali.
W Sloane znów zapłonęła wściekłość, ale gdy tylko miała rzucić się w pogoń, ktoś chwycił ją od tyłu i mocno przytrzymał.
„Puść mnie! Puszczaj!” – krzyczała, szarpiąc się desperacko, żyły na jej skroniach nabrzmiały. Wyglądała jak uwięziona bestia, kipiąca z niewyładowanej frustracji, która przeżerała jej nerwy.
„Już dobrze, Sloane
















