Sophia Evans poczuła, jak jej świat zaczyna pękać w chwili, gdy usłyszała tę wiadomość – kobieta, o której jej mąż, Lucas Westwood, nigdy nie zapomniał, wróciła.
Kiedy Sophia dotarła do apartamentu VIP w hotelu z prezentem w ręku, zastała pierwszą miłość Lucasa – Emily Evans – poniżaną przez jego przyjaciół z dzieciństwa.
– Zliż wino z mojego buta, Emily. Dam ci trzydzieści tysięcy dolarów – powiedział jeden z nich.
Emily została zmuszona, by uklęknąć na podłodze; w jej pełnych buntu oczach lśniły łzy, gdy ze wstydem patrzyła na Lucasa.
Lucas obserwował to z mrocznym wyrazem twarzy, nic nie mówiąc, choć z trudem panował nad gniewem.
Sophia zatrzymała się w pół kroku, uderzona bolesną znajomością tej sceny.
Trzy lata temu, gdy po raz pierwszy została przyjęta do rodziny Evansów, ci sami uprzywilejowani młodzi mężczyźni dręczyli ją w dokładnie ten sam sposób, by zyskać przychylność Emily.
Ale wtedy Lucas nie miał na twarzy tego wyrazu absolutnego złamanego serca.
– Tu jesteś – powiedział Lucas, gdy tylko dostrzegł Sophię, obejmując ją w pasie w geście intymności.
Tylko Sophia czuła desperacki uścisk jego dłoni – nieme świadectwo bólu, który próbował ukryć.
Przyjaciele z dzieciństwa Lucasa zarezerwowali cały lokal na jego urodziny.
Ale Sophia nigdy nie spodziewała się, że pojawi się tu Emily.
Wszyscy wiedzieli, że Lucas ożenił się z Sophią tylko po to, by zrobić na złość Emily.
Trzy lata temu wyszło na jaw, że Emily jest fałszywą dziedziczką. Zerwała wtedy z Lucasem i zostawiła rodzinę Evansów.
Lucas pojechał za nią na lotnisko, wszedł na pokład samolotu i zmusił maszynę, która już wystartowała, do zawrócenia.
Tam, na pokładzie tego samolotu, oświadczył się Emily.
Ku jego całkowitemu zaskoczeniu, Emily bez wahania odmówiła, oświadczając, że zaaranżowane małżeństwo powinno zostać zawarte z prawdziwą dziedziczką rodziny Evans.
Upokorzony i działający z zemsty, Lucas ożenił się zamiast tego z Sophią.
Przez trzy lata Sophia żyła jako zastępstwo Emily. Wszyscy szeptali, że jeśli Emily kiedykolwiek wróci, Lucas porzuci Sophię bez chwili wahania.
Sophia kiedyś też w to wierzyła, ale w ciągu ostatnich sześciu miesięcy coś się zmieniło – wydawało się, że Lucas naprawdę się w niej zakochuje.
Wygłaszał w prasie wielkie deklaracje miłości, zasypywał ją luksusowymi domami i samochodami, a nawet zastąpił wiśnię, którą posadził dla Emily, ogrodem pełnym czerwonych róż.
W ich najczulszych chwilach szeptał jej do ucha: „Miejmy dziecko, Sophie. Mam nadzieję, że będzie miało twój uśmiech”.
Ręka Sophii bezwiednie powędrowała w stronę brzucha, gdy mocniej ścisnęła pudełko z prezentem.
W środku znajdował się pozytywny test ciążowy – miał to być urodzinowy prezent dla Lucasa. Ale teraz moment na wręczenie go wydawał się zupełnie nieodpowiedni.
– Wciąż myślisz, że jesteś księżniczką rodziny Evans, Emily? Lucas ma teraz oczy tylko dla Sophii. Dlaczego nie będziesz ze mną? Taka ślicznotka jak ty zasługuje na dobre traktowanie – zadrwił jeden z przyjaciół Lucasa, Ryan Shaw.
Wciągnął Emily na swoje kolana, a jego dłonie już błądziły po jej ciele.
– Zabieraj ode mnie łapy! – krzyknęła Emily, walcząc z uściskiem Ryana, podczas gdy upokorzenie paliło ją od środka.
Jej opór tylko podsycił podniecenie Ryana. Jednym szybkim ruchem pchnął ją na kanapę, przygniatając swoim potężnym ciałem.
Przerażona, że Ryan napastuje Emily na oczach Lucasa, Sophia zerwała się, by go powstrzymać, ale została odepchnięta na bok, gdy Lucas rzucił się do akcji.
Potykając się, instynktownie sięgnęła rękami w stronę ramienia Lucasa, ale on brutalnie ją strząsnął.
Z impetem uderzyła o podłogę, a ostry ból przeszył ją od kości ogonowej prosto do łona.
Przez mgłę bólu widziała, jak Lucas chwyta Ryana za kołnierz, ściąga go z Emily i okłada jego twarz brutalnymi, bezlitosnymi pięściami.
– Posunąłeś się za daleko, Ryan. Emily jest moja. Nawet jeśli ją odtrącę, nigdy nie będzie twoja, byś mógł jej dotykać – warknął Lucas.
Jego słowa zawisły w powietrzu, a cały pokój zamilkł, jakby zamarł w czasie.
Sophia patrzyła na Lucasa z niedowierzaniem, zastanawiając się, gdzie jest jej miejsce w jego życiu, skoro teraz otwarcie uznał Emily za swoją kobietę.
Wszystkie oczy w pokoju skierowane były na tę scenę. Niektórzy patrzyli ze złośliwą satysfakcją, inni byli po prostu zafascynowani rozgrywającym się dramatem.
Zgięta z bólu Sophia poczuła ciepłą wilgoć rozlewającą się pod nią. Jej twarz zbladła, a zimny strach ścisnął jej serce.
– Kochanie, boli mnie brzuch – zwróciła się instynktownie do Lucasa. – Proszę, zabierz mnie do szpitala.
Nawet na nią nie patrząc, Lucas zdjął marynarkę i delikatnie okrył nią ramiona Emily.
Wtulając się w jego objęcia, Emily szepnęła drżącym głosem: „Lucas, boję się. Proszę, zabierz mnie stąd”.
– Nie martw się – mruknął, tuląc ją mocno. – Nie pozwolę nikomu cię skrzywdzić.
Biorąc Emily na ręce, Lucas wyniósł ją z pokoju, całkowicie ignorując zwijającą się z bólu Sophię, drżącą na podłodze.
Siedząc wygodnie na jego ramieniu, Emily spojrzała w dół na leżącą na podłodze Sophię, a na jej ustach błąkał się triumfalny uśmiech.
Widzowie szeptali między sobą, wciąż delektując się dramatem, którego właśnie byli świadkami.
– Emily to zdecydowanie ta jedyna dla Lucasa. Nie spuszczał z niej wzroku przez cały wieczór.
– Sposób, w jaki Lucas na nią patrzy... Myślałem, że to nienawiść, ale to wyraźnie coś zupełnie innego.
– Kto mógłby się oprzeć komuś takiemu jak ona? Ja na pewno nie potrafiłbym się gniewać.
– Biedna Sophia. Była tylko postacią drugoplanową w ich historii miłosnej.
Na dźwięk imienia Sophii tłum jednocześnie przypomniał sobie o jej obecności, a uwaga przeniosła się tam, gdzie siedziała.
Sophia cierpiała katusze i była oblana zimnym potem, dopóki ktoś w końcu nie zauważył jej stanu i szybko nie pomógł jej wstać.
– Wszystko w porządku? – zapytał mężczyzna.
Chwyciła go mocno za ramię, gdy pokój wirował wokół niej. – Proszę, zabierzcie mnie do szpitala. Mój brzuch strasznie boli – błagała. Potem wszystko pociemniało, gdy zemdlała.
Przez mgłę półświadomości w jej uszach odbijały się odległe krzyki o krwi.
Kiedy Sophia odzyskała przytomność, leżała w sali szpitalnej.
W powietrzu unosił się ostry zapach środków antyseptycznych, gdy leżała sama na cichym oddziale.
Pielęgniarka opatrująca jej bandaże zauważyła, że się budzi. – Obudziła się pani – powiedziała cicho.
Głos Sophii był słaby i pełen lęku. – Moje dziecko... Czy z moim dzieckiem wszystko w porządku?
– Pani dziecko ma się dobrze – uspokoiła ją pielęgniarka. – Ale będzie pani musiała o siebie szczególnie dbać. Te pierwsze miesiące są wyjątkowo delikatne w pani stanie.
Ulgę przyniosła Sophii fala wdzięcznych łez. – Dziękuję – szepnęła, wzruszona, że jej dziecko jest bezpieczne.
Pośród emocjonalnego zamętu pierwszą myślą Sophii było natychmiastowe podzielenie się nowiną z Lucasem. Ocierając łzy, sięgnęła po telefon i wybrała jego numer.
Telefon dzwonił kilka razy, zanim Lucas w końcu odebrał. Jego głos był podszyty zniecierpliwieniem, gdy odpowiedział: „Nie wracam dziś do domu. Nie czekaj...”
– Lucas, moje włosy zaplątały się w ten zamek – przerwał mu głos Emily, płynący przez linię. – Mógłbyś mi pomóc?
Knykcie Sophii zbielały na telefonie.
– Już idę – powiedział.
Połączenie zakończyło się, zanim Sophia zdążyła sformułować odpowiedź.
Z dnia na dzień relacje między nią a Lucasem wróciły do stanu sprzed sześciu miesięcy.
Wtedy traktował ją chłodno i szorstko. Nawet w ich najbardziej intymnych chwilach traktował ją jak kolejną potrzebę do zaspokojenia.
Dla niego mogłaby równie dobrze być nieznajomą – lub co gorsza, po prostu wygodnym ciałem.
Więc kiedy w końcu opuścił gardę, była tak wdzięczna za ciepło, że zakochała się mocniej, niż kiedykolwiek zamierzała.
Myślała, że jej lata tęsknoty w końcu się opłaciły. Ale rzeczywistość uderzyła ją z całą mocą, gdy Lucas wybrał bezpieczeństwo Emily zamiast życia ich własnego dziecka.
Po wypisaniu ze szpitala Sophia złapała taksówkę do domu. W połowie drogi jej telefon zawibrował powiadomieniem z Twittera.
To był tweet od Emily: [Powiedziałeś mi, że będziesz trzymał mnie za rękę i nigdy nie puścisz – przez całe nasze życie.]
Dołączone zdjęcie przedstawiało Emily ubraną jak księżniczka, w komplecie z małą koroną, jej dłoń splecioną mocno z większą, elegancką dłonią.
Wokół nadgarstka owinięta była bransoletka z koralików modlitewnych – ta sama, o którą Sophia modliła się w kościele w zeszłym roku, gdy Lucas płonął w gorączce.
Tego dnia uścisnął jej dłoń i wyszeptał obietnicę, że nigdy jej nie opuści.