W dniu, w którym Xylia Schultz została pierwszą tancerką, wrobiono ją w winę za prawdziwą dziedziczkę, Tessę Schultz, i spędziła trzy miesiące w piekle. Kiedy wyszła, nogi, które mogły jej dać międzynarodowy tytuł, były zgruchotane, a ścięgna rąk, które kiedyś trzymały skalpel, przecięte. Jej mąż, Connor Ford, przysiągł, że zmusi Tessę do zapłaty, bez względu na koszty. Nawet jej zwykle opanowany, dojrzały trzyletni syn, Sonny Ford, po raz pierwszy za nią płakał. Ale później podsłuchała rozmowę Sonny'ego z Connorem. Sonny powiedział: "Zwaliliśmy to na mamę, żeby Tessa mogła wyjść na wolność. Nawet opóźnialiśmy jej operację, aż została kaleką. Czy to nie było zbyt daleko posunięte?" A Connor odpowiedział: "Była to winna Tessie." Z sercem lodowatym, Xylia wykonała jeden telefon za granicę. "Jestem gotowa wrócić" - powiedziała. Rok później żyła w luksusie w jednej z najpotężniejszych rodzin w kraju, rozpieszczana przez czterech starszych braci. Jej byli rodzice pojawili się z Tessą. "Ze względu na te wszystkie lata razem, czy możesz to puścić w niepamięć?" - błagali. Jej szmaciarz były mąż, Connor, tonął w żalu. "Obwiniaj mnie, ile chcesz, tylko... wybacz mi." Nawet jej zdradziecki syn Sonny uczepił się jej, szlochając. "Źle zrobiłem." Xylia dała jasno do zrozumienia - nie ma mowy, żeby kiedykolwiek im wybaczyła.

Pierwszy Rozdział

W dniu, w którym Xylia Schultz opuściła więzienie, wyniesiono ją na noszach. Była tak wychudzona, że ledwo przypominała człowieka. Jej prawe ramię zwisało bezwładnie, pozbawione sił, a obie nogi pokryte były krwią. Trzy miesiące wcześniej ktoś wrobił Xylię, sfałszował zeznania i wtrącił ją do więzienia w miejsce prawdziwej córki Schultzów, Tessy Schultz. W środku przecięto jej ścięgna w dłoni, w której kiedyś trzymała skalpel. Nogi, które niegdyś nosiły ją na międzynarodowe mistrzostwa, były bite tak długo, aż ledwo mogła na nich stać. Xylia była gotowa poddać się całkowicie, dopóki jej mąż, Connor Ford, nie poruszył nieba i ziemi, by ją stamtąd wyciągnąć. Kiedy Connor zobaczył ją w takim stanie, zamarł na sekundę, po czym wybiegł chwiejnie z samochodu i otulił ją ramionami. – Xylio, to wszystko moja wina. Przybyłem za późno. – Głos Connora drżał, gdy podążał za ratownikami do karetki. Ten mężczyzna, który zazwyczaj był uosobieniem chłodnego opanowania, naprawdę płakał. Xylia widziała jego łzy tylko dwa razy wcześniej – raz w dniu ich ślubu i raz, gdy urodził się ich syn, Sonny Ford. Ta łza spadła na twarz Xylii i jej własne emocje w końcu pękły. Nie płakała, gdy ją bito. Nie płakała, gdy przecinano jej dłoń. Ale teraz nie mogła się powstrzymać. Xylia wtuliła się w pierś Connora, wdychając ten jedyny zapach, który zawsze ją uspokajał. Pomyślała: „Przynajmniej wciąż mam męża, syna, rodzinę, która mnie kocha”. Oczy Connora zaczerwieniły się, gdy trzymał ją mocno i przysięgał, a jego głos był chropowaty: – Xylio, znajdę tego, kto cię wrobił. Oczyszczę twoje imię. Przyciśnięta do jego piersi, słuchając drżenia w jego głosie, zdruzgotane serce Xylii nieco zmiękło. Mając męża i syna, którzy tak bardzo ją kochali, nie dbała o to, że rodzina Schultzów miała oczy tylko dla Tessy, ani o to, że jej były narzeczony ją zostawił. Nic z tego nie miało już znaczenia. Connor opuścił głowę, a w każdym jego słowie brzmiało poczucie winy. – Gdybym nie poprosił cię o wyjazd tego dnia, nie mieliby na ciebie haka. Nie mieliby jak oskarżyć cię o ucieczkę z miejsca wypadku. Xylia pokręciła głową. Pomyślała: „Jak to może być jego wina? Wszyscy wiedzieli, że Connor jest jednym z najlepszych mężów na świecie. Po ślubie nigdy nie pozwolił mi kiwnąć palcem. Rozpieszczał mnie pod każdym względem. Nawet martwił się, że pracuję zbyt ciężko, ciągle powtarzał, żebym rzuciła pracę, mówił, że się mną zaopiekuje. Dziedzic rodziny Fordów, a kochał mnie w ten sposób. Wszyscy mi zazdrościli. Ale teraz... po tym, co mnie spotkało, czy w ogóle jeszcze na niego zasługuję?”. Głos Xylii załamał się, gdy szepnęła: – Boję się, że już nigdy nie będę mogła trzymać skalpela. Boję się, że już nigdy nie zatańczę. Oczy Connora znów wezbrały łzami. Jego głos drżał, gdy próbował ją pocieszyć. – Jeśli nie będziesz mogła trzymać skalpela, będę się tobą opiekował do końca naszego życia. – Jeśli nie możesz tańczyć, to nie tańcz. Szczerze mówiąc, i tak zawsze byłem zazdrosny, gdy inni mężczyźni się na ciebie gapili. Xylia wymusiła gorzki, mały uśmiech. Connor zawsze kochał jej nogi, a teraz były one niczym więcej niż zbiorem blizn. Nawet gdy rany się zagoją, wciąż będą wyglądać na zrujnowane. Uznała, że w końcu zmęczy go patrzenie na nie. W szpitalu Xylia w końcu zobaczyła Sonny'ego. Chłopiec rzucił się do jej łóżka i wybuchnął płaczem. – Mamo, przepraszam. Nie wiedziałem, że to, co powiedziałem, skończy się jako zeznanie. To wszystko moja wina. Źle zapamiętałem. Gdybym mógł oddać swoje nogi za twoje, zrobiłbym to. Myśli Xylii powróciły do wydarzeń sprzed trzech miesięcy, kiedy oskarżono ją o potrącenie pieszego i ucieczkę. Sonny, wezwany jako świadek, powiedział, że pamięta, jak tego dnia wychodziła z domu. Sonny zawsze był dzieckiem, które słuchało, które zachowywało się o wiele dojrzalej niż wskazywałby na to jego wiek. Ta mała, dorosła strona sprawiała, że czasem wydawał się nieco zdystansowany. Ale teraz płakał tak mocno, że jego twarz była cała mokra od kataru i łez. Wyglądał żałośnie. Mimo całej swojej wczesnej dojrzałości, był tylko dzieckiem. Dzieciom myliły się różne rzeczy. Serce Xylii stopniało, gdy pogłaskała go po włosach. – Nie jestem na ciebie zła. Przez szloch Sonny wykrztusił: – Więc pozwól mi być twoimi nogami. Będę biegał dla ciebie. Będę oglądał świat dla ciebie. To ukłuło serce Xylii. Pomyślała: „Mam szczęście. Mój syn i mąż nie odeszli. Jeśli już, traktują mnie nawet lepiej. Nie otrzymałam zbyt wiele miłości od rodziny, w której się urodziłam, ale rodzina, którą sama zbudowałam, okazała się ciepła”. ***** Po operacji Xylia wciąż nie czuła dłoni ani nóg. W ustach miała sucho i próbowała kogoś zawołać, ale wtedy usłyszała głos Sonny'ego za drzwiami. – Tato, mama wygląda teraz tak żałośnie. Wciąż może stać, ale już nigdy nie zatańczy. Lekarz powiedział, że nie będzie też mogła pewnie trzymać skalpela – powiedział Sonny. Klatka piersiowa Xylii bolała tak bardzo, że chciała się załamać. Wiedziała, że to prawdopodobne, ale usłyszenie tego na głos wciąż było bolesnym ciosem. Wtedy Sonny dodał: – Tato, czy nie posunęliśmy się za daleko, składając fałszywe zeznania, by wrobić mamę, tylko po to, by chronić Tessę? Xylia zamarła. Pomyślała, że musiała się przesłyszeć. Jej oczy otworzyły się szeroko w szoku. Odpowiedź Connora nadeszła zaraz potem, zimna i płaska. – Tessa jest pierwszą solistką baletu. Jej kartoteka nie może mieć ani jednej skazy. – Jeśli chodzi o Xylię, przez te wszystkie lata kradła miejsce Tessy jako prawdziwa córka rodziny Schultzów i pozwoliła, by Tessa dorastała jako sierota. To jest jej dług. A poza tym, wyszła za mnie, prawda? Czego więcej mogłaby chcieć? Xylia przygryzła wargę tak mocno, że prawie popłynęła krew, zmuszając się do milczenia. Pomyślała: „A więc to byli oni. To oni mnie wrobili. Ale podmieniono mnie przy urodzeniu, nie miałam w tym żadnego udziału. Jak mogą nazywać to kradzieżą miejsca Tessy? I Connor... jak mógł się tak zmienić? Czy te wszystkie przysięgi, ta cała miłość, to były tylko kłamstwa?”. Sonny westchnął i powiedział z aprobatą: – Mama ciągle wszczynała kłótnie z Tessą. Już czas, żeby dostała nauczkę. Wynagrodzimy jej to później. Xylia pomyślała: „Później? Jakie »później« mi w ogóle zostało?”. Każde ich słowo docierało wyraźnie do uszu Xylii. Ból wbijał się w jej klatkę piersiową, gorszy niż cokolwiek, przez co przeszło jej ciało. Łza spłynęła z kącika jej oka, zanim w ogóle to zauważyła. A więc to byli oni. Jej mąż i jej własny syn. To oni zrujnowali jej ciało, to oni ją wrobili, by ratować Tessę. W ich oczach istniała tylko Tessa. Głos Sonny'ego złagodniał, brzmiąc niemal winnie. – Ale tato, przeciągnęliśmy jej operację. Dlatego jej ręka i nogi skończyły w takim stanie. Jeśli ona się kiedyś dowie, czy nie postrada zmysłów? „Więc gdyby pozwolili lekarzom działać od razu, moja ręka i nogi mogłyby się zagoić? I mimo to zwlekali?” Ciężka rozpacz przygniotła klatkę piersiową Xylii, niemal ją dusząc. Connor odpowiedział ze znużonym zniecierpliwieniem, mówiąc tak, jakby wykładał racjonalne argumenty. – I co z tego, jeśli się dowie? Nie może wrócić do rodziny Schultzów. Ze zrujnowanym ciałem i tak nas nigdy nie zostawi. Wtedy jego ton nagle się zmienił, stał się lżejszy, niemal rozbawiony. – Sonny, lubisz Tessę, prawda? Teraz, gdy Xylia zeszła z drogi, nie będzie ci już zabraniać spotykać się z Tessą. Czy to nie dobra wiadomość? – Oczywiście, że tak. Mama zawsze była taką zrzędą. Pewnie tak to jest, gdy ktoś nigdy naprawdę nie chodził do szkoły. Wszystko, na czym jej zależało, to rywalizacja z innymi kobietami. – I ciągle suszyła mi głowę o rozmawianie z Tessą. Doprowadzało mnie to do szału. – Głosik Sonny'ego brzmiał tak niewinnie, ale słowa, które wypowiadał, cięły głęboko. Oczy Xylii rozszerzyły się, gdy łzy spływały po jej twarzy, a ucisk w klatce piersiowej sprawił, że ledwo mogła oddychać. Pomyślała: „Sonny powiedział mi, własnymi słowami, że nie lubi Tessy. Dlatego ciągle mu odmawiałam w jego imieniu. Jak to wszystko zostało przekręcone, że stało się moją winą?”.

Odkryj więcej niesamowitych treści