Zwykli ludzie trzęśliby się już teraz ze strachu, ale nie Serena.
"W porządku, skoro to ty tu rozdajesz karty," powiedział pan Hayes, mrużąc oczy. "Porozmawiajmy o Brancie. Ukradł materiały firmowe, sprzedał je, a to kradzież. Pobił też moich ludzi. Wiele zarzutów. Wydaje mi się to dość jasne."
"Brant jest niewinny. Jest zbyt prostolinijny, by zrobić coś takiego. Wrabiacie go!" Quinn nie mogła się powstrzymać od kłótni.
Tobias dodał: "Chcemy zobaczyć nagrania z monitoringu. To wszystko wyjaśni."
"Przykro mi, kamery nie działają," powiedział z uśmiechem pan Hayes. "Jeśli chodzi o kradzież i napaść – jest mnóstwo świadków. Zwłaszcza na napaść. Wiele osób to widziało."
"Ci wasi tak zwani świadkowie to wasi ludzie. Nie można im ufać!" odparował gniewnie Tobias. "Ty i Jace za tym stoicie. Zaplanowaliście to od samego początku!"
"Zaplanowaliśmy? Brant kogoś pobił. Nawet jeśli sprawa trafi do sądu, pójdzie do więzienia." Pan Hayes z powrotem przeniósł wzrok na Serenę z uniesioną brwią. "A ty, osoba rządząca? Nadal się nie odzywasz?"
Serena w końcu się odezwała, jej głos był spokojny, lecz stanowczy. "Czego oczekujesz za uwolnienie Branta?"
Pan Hayes uśmiechnął się z zadowoleniem. Czekał na ten moment. Wstał i podszedł do niej powoli.
Quinn i Tobias spięli się, zaniepokojeni tym, co może zrobić Serenie, ale Serena powstrzymała ich prostym gestem. Skrzyżowała z nim spojrzenie; wyraz jej twarzy był chłodny, nie dawała żadnego znaku, by miała zamiar się wycofać.
"Trzysta tysięcy dolarów," powiedział, a jego oczy błysnęły. "Trzysta tysięcy dolarów i jesteśmy kwita."
"Co? Próbujesz nas obrabować? Jace wciąż żyje, prawda?" warknęła wściekle Quinn. To była fortuna dla takiej rodziny jak ich. W żadnym razie nie było ich na to stać.
"Dobrze, nie ma pieniędzy? Zatem załatwimy to w inny sposób," powiedział pan Hayes, a jego głos ociekał tanim urokiem. "Muszę przyznać, że nieźle wyglądasz. Jeśli zechcesz spędzić ze mną jedną noc, zapomnimy o całym tym bałaganie."
Jego chciwe oczy błądziły po Serenie, gdy wyciągnął rękę w kierunku jej twarzy. Tobias wpadł w szał i rzucił się naprzód, odpychając pana Hayesa.
"Nie dotykaj mojej siostry! Jeśli masz jakiś problem, startuj do mnie!" Stanął między nimi jak obrońca.
"Startować do ciebie? Co ty, jakimś żartem jesteś?" wściekły pan Hayes wypluł z siebie słowa. Po prostu pstryknął palcami, a jego ochroniarze ruszyli naprzód, by obezwładnić Tobiasa.
"Puśćcie mnie!" Tobias walczył rozpaczliwie.
"Tobias!" Pięści Sereny zacisnęły się. Bez wahania zrzuciła kopnięciem dwóch ochroniarzy z Tobiasa. Zanim zdążyli zareagować, odlecieli w tył i poszybowali w powietrze.
"Ś-śmiesz bić moich ludzi?" pan Hayes wściekał się, czerwony na twarzy.
Serena zachowała spokój. "Panie Hayes, negocjujemy tu, a to twoi ludzie to zaczęli."
"W porządku. Porozmawiajmy w takim razie. Zobaczmy, jak zamierzasz się z tego wygadać!" Pan Hayes wybuchnął gniewem.
"Skoro przedstawiłeś swoje warunki, ja przedstawię swoje." Głos Sereny był niezachwiany. "Jeśli chodzi o obrażenia Jace'a, pokryjemy rachunki za leczenie. Nie został zbyt mocno ranny. Następnie dajmy temu spokój. Nie ma potrzeby robić więcej problemów."
"Myślisz, że zapłacenie marnego rachunku za leczenie wystarczy? Jakie to naiwne. Brant kradł z budowy, a potem kogoś pobił! Za to grozi więzienie!" Pan Hayes roześmiał się okrutnie.
"Więzienie?" Serena uśmiechnęła się, niewzruszona. "Pozwól, że ci coś pokażę."
Wyjęła telefon i wykonała kilka szybkich stuknięć. Ekran multimedialny na ścianie sali ożył z migotaniem, wyświetlając nagranie. Było to naprawione wideo z monitoringu.
"Nagrania z monitoringu... Co... Co się dzieje?" Oczy pana Hayesa rozszerzyły się, gdy spojrzał na swoich ludzi.
"Ja... nie wiem! Kamery już były zepsute..." wydukał jeden z nich.
"Pytam, skąd ona wzięła to nagranie!" warknął pan Hayes.
"Naprawdę nie mam pojęcia..." mężczyzna zadrżał.
"Zejdź mi z oczu!" ryknął pan Hayes.
Nagranie pokazywało Jace'a i innego mężczyznę, którzy zakradali się, biorąc rzeczy i kierując się w stronę miejsca odpoczynku Branta. Rozglądali się podejrzliwie, najwyraźniej coś knując.
"Brant nie ma szans, żeby z tego wyjść. Zostawimy skradzione rzeczy w jego pokoju. To jego bilet do więzienia," powiedział Jace z zadowoleniem.
Twarz pana Hayesa wykrzywiła się w maskę szoku. Nie wiedział, że nagranie zarejestrowało również ich rozmowę.
"Wiedziałam. Brant jest niewinny!" krzyknęła Quinn. "Został wrobiony przez Jace'a!"
Wideo pokazywało dalej, jak Jace prowokował Branta, oskarżając go o kradzież. Brant próbował odejść, jako że Lenora zawsze ostrzegała go, by nie sprawiał kłopotów, ale Jace i pozostali nie pozwolili mu na to.
Zagonili go w róg, a kiedy Brant w końcu nie wytrzymał, zaczął się bronić. Był tak silny, że nawet kilku potężnych mężczyzn nie zdołało go obezwładnić. Wymierzył Jace'owi brutalny cios. W końcu przyjechała policja, a pozostali twierdzili, że to Brant zaczął bójkę.
"Panie Hayes, czy to do pana dotarło? Po pierwsze, kradzież została ukartowana przez Jace'a.
"Po drugie, Brant po prostu się bronił. Z tym nagraniem, nawet w sądzie, Brant by wygrał. Oferujemy pokrycie kosztów leczenia Jace'a, co i tak już jest więcej niż wystarczające. Jesteś teraz usatysfakcjonowany?" Głos Sereny był ostry jak brzytwa.
"A jeśli chcesz dalej w to brnąć, my, rodzina Montell, będziemy z tobą walczyć do końca," dodała z przenikliwym spojrzeniem.
Pan Hayes kipiał ze złości. Trzask! Uderzył dłonią w stół.
"Ty mała gówniaro, grozisz mi!" krzyknął z furią w głosie.
Dźwięk uderzenia sprawił, że zarówno Tobias, jak i Quinn wzdrygnęli się. Serena jednak nie drgnęła. Stała w miejscu, a jej spojrzenie pozostało niezachwiane. Gdy pan Hayes pomyślał, że ją zastraszył, odgryzła się, uderzając dłonią w stół z jeszcze głośniejszym trzaskiem.
Huk!
"Przekraczasz granice! To ty śmiesz mi grozić!" odpowiedziała silnym głosem.
Teraz to pan Hayes był zaskoczony. Z kolei Tobias i Quinn byli oniemieli.
Zrozumieli, że obecność Sereny to coś zupełnie innego. Wcześniej całkowicie zdominowała to pomieszczenie.
"Serena Montell, zgadza się?" warknął pan Hayes przez zaciśnięte zęby. "Pożałujesz tego. Nie zapomnę ci tego."
"Panie Hayes, może lepiej zacznij się martwić o siebie," odparowała Serena, niewzruszona, a potem odwróciła się do Tobiasa i Quinn: "Chodźmy."
Ochroniarze ruszyli, by zablokować im drogę, ale po tym, jak byli świadkami siły Sereny, zawahali się. Widząc, że pan Hayes nic nie mówi, niechętnie odsunęli się na bok, ustępując im miejsca.
"Szlag by to!" mruknął pan Hayes, we frustracji poluzowując krawat.
"Panie Hayes..." Zająknął się jeden z jego ludzi.
"Czego znowu?" warknął pan Hayes.
"Panie Hayes, stół chyba jest złamany..." powiedział mężczyzna ostrożnie.
Pan Hayes spojrzał w dół i zobaczył, że stół jest rzeczywiście roztrzaskany. Właśnie w tym miejscu Serena uderzyła dłonią.
Następnie z głośnym hukiem stół konferencyjny całkowicie się zawalił.
Pan Hayes odskoczył w tył, przerażony.
'Stół był zrobiony z wysokiej jakości drewna, grubego i solidnego. Jak mógł się roztrzaskać od samego uderzenia dłonią?' pomyślał w szoku.
















