Następny dzień nadszedł szybko.
Rodzice Sereny i jej pięciu braci przygotowywali się na nadchodzący dzień.
Dzisiaj planowali wymienić Serenę na prawdziwą dziedziczkę.
Serena milczała. Widziała już wystarczająco dużo okrucieństwa ze strony swoich przybranych rodziców i braci, by zrozumieć ich prawdziwą naturę.
– Sereno, nie miej nam za złe, że jesteśmy okrutni. W końcu twoi prawdziwi rodzice to nie MY. Powinnaś być z NIMI – Valeria próbowała ją pocieszyć, wyczuwając jej milczenie.
– Tak, nie jesteście moimi prawdziwymi rodzicami – mruknęła Serena.
\"Właśnie dlatego, że nie jestem ich biologiczną córką, mogli zaplanować coś tak potwornego\" – pomyślała z goryczą Serena.
Ta rodzina była gniazdem żmij.
Teraz Serena zdała sobie sprawę, że całe swoje życie spędziła w otoczeniu wściekłych bestii.
W jej piersi płonęła nienawiść.
Darius zobaczył torbę, którą niosła, i szybko powiedział: – Sereno, żadna z rzeczy rodziny Vance nie należy do ciebie. Nie możesz niczego ze sobą zabrać.
Serena rzuciła mu torbę. – Proszę bardzo, sprawdź ją.
Otworzył ją i znalazł tylko kilka ubrań na zmianę, kilka książek i stare, zużyte miedziane lusterko.
Nic, co miałoby rzeczywistą wartość.
Tiberius, widząc, że nie wzięła nic ważnego, próbował załagodzić sytuację.
Powiedział: – Dariusie, bądź co bądź, Serena przez tyle lat była twoją siostrą. Co za różnica, jeśli weźmie kilka rzeczy? Nie będziemy robić z tego afery.
Darius prychnął: – To wcale nie jest takie pewne. Jej prawdziwi rodzice są biedni jak myszy kościelne. Słyszałem, że hodują świnie gdzieś na prowincji.
Serenę zatkało.
Wkrótce Serena i rodzina Vance byli już w drodze. Po kilku godzinach jazdy dotarli na wieś.
Rodzina Montellów mieszkała na obrzeżach miasta, gdzie deweloperzy jeszcze nie dotarli.
Było to miejsce w połowie wiejskie, w połowie podmiejskie.
Bianca Montell, wciąż prosta dziewczyna z prowincji, wkrótce miała stać się panną Vance i damą z miasta.
Na samą myśl o tym Bianca nie mogła opanować ekscytacji. Prychnęła i w napadzie złości kopnęła stojącą obok paszę dla świń.
– Bianco, co ty robisz? – zapytała jej wkrótce \"była matka\", Lenora Montell, obserwując ją.
Bianca powiedziała, a jej głos ociekał pogardą: – Hmph. Moi prawdziwi rodzice wkrótce po mnie przyjadą. Jestem prawdziwą dziedziczką. Całe bogactwo i luksus, które powinny należeć do mnie, zostały zabrane przez kogoś innego.
– Podejrzewam, że celowo zamieniłaś mnie w szpitalu, abym ja cierpiała, podczas gdy twoja córka cieszyła się wszystkimi przywilejami.
Kiedy już myślała, że nigdy nie będzie w stanie odmienić swojego życia, powiedzieli jej, że jest dzieckiem podmienionym przy narodzinach z bogatej rodziny.
Od tego momentu nastawienie Bianki uległo całkowitej zmianie. Stała się pełna pychy.
Lenora nie odpowiedziała od razu. Te słowa mocno ją uderzyły.
Wiedziała, że Bianca cierpiała, ale słuchanie oskarżeń córki sprawiało, że czuła się bezradna i rozgoryczona. Nie potrafiła wyjaśnić, dlaczego taki dziwny los spotkał jej rodzinę.
Po chwili zastanowienia Lenora uświadomiła sobie, że gniew Bianki był uzasadniony. W końcu, jeśli jej biologiczna córka tak długo żyła w biedzie, to naturalne, że i ona by się tak czuła.
Wkrótce potem przyjechała rodzina Vance.
Valeria, widząc otoczenie, była wyraźnie zszokowana.
Zakrzyknęła dramatycznie: – Dobry Boże. Naprawdę istnieje wciąż tak biedne i obskurne miejsce? Drogi są pełne dziur i żwiru. Przez co, u licha, musiała przechodzić moja córeczka przez te wszystkie lata?
Reszta rodziny Vance również okazywała oznaki współczucia dla swojej prawdziwej córki, wyrażając swoje zaniepokojenie.
Serena jednak milczała.
– Mamo, dojechaliśmy. To tutaj – powiedział Darius, parkując samochód.
Cała rodzina Vance wysiadła z auta.
– Kochanie, moja droga córeczko, tak mi przykro z powodu tego wszystkiego – wykrzyknęła Valeria, podbiegając do Bianki i zamykając ją w szczelnym uścisku.
Dotknęła twarzy Bianki drżącymi dłońmi. Nos, oczy i usta – każdy rys był tak znajomy.
Valeria natychmiast wiedziała, że to jej biologiczna córka.
Nagle wszystko stało się dla niej jasne – zawsze uważała, że Serena w ogóle jej nie przypomina.
Oczy Bianki zaiskrzyły na widok prawdziwych rodziców.
Luksusowy samochód, cała ta scena – to wszystko ją przytłoczyło, a po jej policzkach zaczęły płynąć łzy.
Zaszlochała: – Tato, mamo, w końcu po mnie przyjechaliście. Mam dość tego miejsca, łaaaa...
Bracia Vance wystąpili naprzód, by przywitać swoją prawdziwą siostrę.
– Bianco, od teraz jesteś Vance, już nie Montell. Nie masz już żadnych powiązań z rodziną Montellów – powiedział Tiberius, a jego głos był pełen współczucia.
Bianca skinęła głową, wypuszczając z ust długie westchnienie, gdy po raz ostatni spojrzała na miejsce, które wkrótce opuści.
Serena, obserwując to radosne spotkanie rodzinne, nie czuła nic poza głęboką goryczą i palącą nienawiścią.
– Bianco, kochanie, tak bardzo wycierpiałaś. Nie martw się. Od teraz wszystko ci wynagrodzimy. Będziesz miała wszystko, czego zapragniesz – powiedziała Valeria, pełna smutku.
Z tymi słowami zabrali Biankę do samochodu.
– Bianco, moja córko... – krzyknęła Lenora, biegnąc za nimi.
Widząc, jak jej córka, z którą była przez osiemnaście lat, odchodzi w ten sposób, Lenora poczuła głęboką, bolesną stratę.
Bianca posłała jej ostre spojrzenie. – Nie nazywaj mnie tak. To jest moja prawdziwa mama – warknęła.
Valeria, nie tracąc rytmu, dodała: – Twoja córka została ci już przywieziona. Przestań nękać Biankę.
I po tych słowach luksusowy samochód odjechał z piskiem opon.
Lenora odwróciła się w stronę Sereny z ciężkim sercem. Serena wyglądała teraz równie chłodno jak Bianca.
Dla Lenory Serena była teraz jak obca osoba. Miało to sens, biorąc pod uwagę, że nigdy się nie spotkały.
Nie mogąc się dłużej powstrzymać, Lenora podeszła do Sereny i objęła ją ramionami.
– Masz na imię Serena, prawda? Tak mi przykro. Powinnam była lepiej o ciebie dbać... – głos Lenory łamał się podczas mówienia, przytłoczony emocjami.
To był pierwszy raz, kiedy spotkała swoją biologiczną córkę, a jednak ta chwila wydawała się dziwnie znajoma, jakby ich więź już tam była, pomimo lat rozłąki.
Serena spojrzała w dół na test na ojcostwo, który dała jej rodzina Vance, i bez cienia wątpliwości wiedziała, że to prawda.
– Mamo... – wyszeptała cicho Serena.
Lenora otarła łzy i uśmiechnęła się do niej. – Dobra dziewczynka. Chodź ze mną do środka.
Lenora delikatnie pociągnęła Serenę do domu.
Serena rozejrzała się po budynku i musiała przyznać, że był w złym stanie.
Był to stary dom, miał ponad dwadzieścia lat i gdyby miała go opisać w trzech słowach, brzmiałyby one: brudny, zagracony i obskurny.
Lenora, zauważając wahanie Sereny, odezwała się z nutą zażenowania. – Sereno, muszę być z tobą szczera co do naszej sytuacji.
– Wiem, że wcześniej żyłaś w luksusie, ale spójrz na nas teraz... tak właśnie wygląda nasz dom.
– Masz dwóch starszych braci i starszą siostrę. Jesteś czwartym dzieckiem w rodzinie. Po tobie jest jeszcze młodszy brat, który wciąż uczy się w szkole średniej. Nasza rodzina... w niczym nie przypominamy rodziny Vance.
– Yhm, rozumiem – powiedziała Serena, a jej głos był spokojny i kojący. – Proszę, nie martw się. Nie uważam, by z tym miejscem było coś nie tak.
Powiedziała to, żeby pocieszyć Lenorę, chociaż prawdę mówiąc, dopiero co przybyła i nie zdążyła jeszcze nawiązać żadnej więzi emocjonalnej z tą rodziną.
Ale w głębi serca Serena złożyła już przysięgę.
Sprawi, że rodzina Vance pożałuje swoich czynów. Zmusi ich, by zapłacili za to, co zrobili.
Jeśli chodzi o rodzinę Montellów, upewni się, że będą mieli lepsze życie.
Na szczęście tak dobrze ukryła swoją drugą tożsamość, że rodzina Vance nigdy jej nie odkryła.
Gdyby wiedzieli, nigdy nie pozwoliliby jej opuścić tamtego domu.
– Lenoro, Lenoro, czy Bianca już wyjechała? – dobiegł nagle z wnętrza domu męski głos.
Lenora zamyśliła się na chwilę, po czym poprowadziła Serenę do środka.
– Bianca wyjechała – odpowiedziała Lenora.
Mężczyzna westchnął, a jego głos zabrzmiał smutno. – Nawet nie przyszła się pożegnać...
Lenora sama wypuściła długie tchnienie, śmiejąc się gorzko. – Nawet o tym nie myśl. Odeszła, by wieść lepsze życie.
– Przed chwilą jej biologiczni rodzice przyjechali luksusowym samochodem, by ją odebrać. Nie mogła się doczekać, żeby się od nas odciąć. Osiemnaście lat... mam wrażenie, że wychowywaliśmy ją na próżno.
Następnie Lenora spojrzała na Serenę. – Ale na szczęście nasza prawdziwa córka wróciła. Spójrz, to jest Serena, nasza córka.
Wskazała na mężczyznę leżącego w łóżku. – Sereno, to twój ojciec. Miał wypadek i został sparaliżowany od pasa w dół. Od tamtej pory jest przykuty do łóżka.
Teraz Serena rozumiała, dlaczego Bianca tak bardzo nienawidziła tego miejsca.
Nietrudno było zgadnąć.
Ta rodzina borykała się z problemami – jej ojciec był sparaliżowany i w porównaniu z luksusowym stylem życia rodziny Vance, nic dziwnego, że Bianca wolała to drugie.
– Cześć, tato – powiedziała cicho Serena.
Desmond Montell, widząc po raz pierwszy swoją biologiczną córkę, był wyraźnie wzruszony.
Wyciągnął do niej dłoń.
Serena podeszła i ujęła jego rękę.
– Moja droga... wróciłaś. Ale... – głos Desmonda zadrżał – nasza sytuacja nie jest dobra. Jestem sparaliżowany i stałem się ciężarem. Mam tylko nadzieję, że nie będziesz się nas wstydzić...
Serena pokręciła głową, uśmiechając się łagodnie. – Nie, tato, wcale tak nie myślę. Czy mogę zobaczyć, co stało się z twoimi nogami?
Desmond był zaskoczony i nie odpowiedział od razu.
Lenora szybko wtrąciła: – To dobra dziewczyna. Pozwól jej sprawdzić.
Lenora podniosła koc, a Serena ostrożnie nacisnęła na nogę Desmonda.
– Czy czujesz coś tutaj? – zapytała delikatnie Serena.
Desmond spróbował coś poczuć, ale pokręcił głową. – Nie.
Serena dumała przez chwilę, po czym przesunęła dłoń w inne miejsce. – A tutaj?
Brwi Desmonda drgnęły nieznacznie. – Tylko trochę... odrobinę.
– Jakie to uczucie? – zapytała Serena. Kontynuowała naciskanie różnych części jego nóg, a Desmond cierpliwie z nią współpracował.
*****
Po chwili Serena wstała i powiedziała z przekonaniem: – Dobrze, już wiem. Tato, wciąż jest szansa, by twoje nogi wyzdrowiały. Nie trać nadziei.
















