Wygnany i ukoronowany: Zemsta tajnego szefa

Wygnany i ukoronowany: Zemsta tajnego szefa

Autor: Isla Harrington

6.Rozdział 6 Niżej niż bezpański pies
Autor: Isla Harrington
25 lip 2026
Ta okazja nadarzyła się szybciej, niż Serena się spodziewała. Tego dnia nie poszła do szkoły, wcześniej biorąc urlop. Zamierzała spotkać się z mężczyzną i przekonać się, jaki jest naprawdę. Tuż przed wyjściem zadzwonił jej telefon. Widząc identyfikator dzwoniącego, jej serce zamarło na moment. – Mistrzu. – Głos Sereny zadrżał, a jej oczy zaszły mgłą. Jej mistrzem był Magnus Thorne. Jako że żyła swoim drugim życiem, dźwięk głosu kogoś, komu naprawdę na niej zależało, poruszył głęboką strunę w jej sercu. – Sereno, czy wszystko już u ciebie w porządku? – zapytał łagodnie jej mistrz. – Mam się dobrze – odpowiedziała Serena, zdezorientowana pytaniem. – Dlaczego pytasz? – Potrzebuję, żebyś coś dla mnie zrobiła – powiedział Magnus. – Oczywiście – odpowiedziała Serena bez wahania. – Czego potrzebujesz? – Chcę, żebyś kogoś znalazła... to Declan Mercer. Odszukaj go i pomóż mu – polecił jej mistrz, a jego ton był niezwykle poważny. – Declan? – powtórzyła Serena, marszcząc brwi. To imię nic jej nie mówiło. – Kto to jest? Głos jej mistrza nosił nutę tajemniczości. – Przekonasz się, kiedy go spotkasz. Ten człowiek zrobił dla ciebie coś ważnego. Zakłopotanie Sereny się pogłębiło. Nikt o imieniu Declan nie przychodził jej do głowy, a co dopiero ktoś, kto jej pomógł. Wyczuwając jej wątpliwości, Magnus dodał: – Sereno, wiem, że się odrodziłaś, że doświadczyłaś życia i śmierci. Twoje odrodzenie jest z nim związane. Czy to nie wystarczający powód, by mu pomóc? Serena zamarła w szoku. Magnus wiedział o jej odrodzeniu. – O... o co w tym wszystkim chodzi? – wydukała, a jej głos drżał. Jej mistrz pozostał enigmatyczny. – Z czasem wszystko się wyjaśni. Na razie po prostu wykonaj to zadanie dla mnie. Serena przygryzła wargę i przytaknęła. – Dobrze, rozumiem. Po zakończeniu rozmowy w jej umyśle kłębiły się pytania bez odpowiedzi. Wierzyła, że jej odrodzenie było tylko i wyłącznie jej sekretem. Świadomość, że Magnus o tym wiedział, głęboko ją zaniepokoiła. \"Co wydarzyło się po mojej śmierci?\", zastanawiała się. Rozmyślała nad tym przez długi czas, ale nie potrafiła poskładać tego w całość. Zdecydowana odwiedzić Magnusa osobiście, gdy nadarzy się okazja, Serena odepchnęła na bok swoje pytania. – Sereno, wkrótce musimy wyjść na spotkanie z twoim narzeczonym. Przygotuj się – powiedziała Lenora, wchodząc do pokoju. – W porządku – odparła Serena, wychodząc za swoją przybraną matką za drzwi. Kiedy szły, Lenora nie mogła przestać mówić. – Biedny Declan – zaczęła – jest całkowicie sparaliżowany, a jego stan jest znacznie gorszy niż twojego ojca. To taka tragedia. Kiedyś był paniczykiem z bogatej rodziny, a teraz skończył w taki sposób... – Czekaj, mamo. Co właśnie powiedziałaś? Declan? Jak brzmi jego pełne imię i nazwisko? – przerwała jej Serena, nagle ożywiona. – Declan Mercer – odpowiedziała Lenora. – To dziecko z rodziny Mercerów. To imię uderzyło Serenę jak piorun. To było to samo nazwisko, o którym wspominał jej mistrz. Jej myśli mknęły z prędkością światła. Declan. Magnus poprosił ją, by pomogła komuś o imieniu Declan. Jej mistrz powiedział, że Declan był powiązany z jej odrodzeniem. Ale w jej poprzednim życiu nigdy nie spotkała nikogo o tym imieniu. \"To nie może być prawda\", pomyślała Serena. Jej narzeczony też miał na imię Declan. \"Czy to naprawdę ten sam facet?\", zastanawiała się. Nie wyglądało to na zbieg okoliczności – czuła, że to przeznaczenie. – Sereno, wszystko w porządku? – zapytała Lenora, zauważając milczenie córki. Serena pokręciła głową, na razie odpychając myśli na bok. – W porządku, mamo. Idźmy dalej. Jak daleko to jest? Lenora zachichotała cicho. – Niedaleko. Nasza wioska nie jest taka duża. Zaledwie z jednego końca na drugi. ***** Wewnątrz zrujnowanego domu chrapliwy głos zawołał słabo: – Wody... wody... Brendo, przynieś mi wody. Kobieta w średnim wieku z gniewnym grymasem spojrzała na przykutego do łóżka mężczyznę, po czym niechętnie ruszyła, by przynieść wodę. Jej narzekaniom nie było końca. – Niewiarygodne – przewróciła oczami i kontynuowała: – Co ja takiego zrobiłam, że skończyłam jako twoja opiekunka? Jedyne, co robisz, to leżysz i brudzisz łóżko, jakby to był jakiś kibel. Nie możesz jeść i pić trochę mniej? Smród, jaki tu panuje, jest obrzydliwy. Brenda wróciła z kubkiem wody, ale nie zadała sobie trudu, by pomóc mu się normalnie napić. Niechlujnie wylała ją w powietrze, zmuszając go do łapania ustami tego, co tylko zdoła. Declan był w stanie wypić tylko kilka łyków, zanim woda rozlała się po jego twarzy i przemoczyła koc pod nim. – Jak śmiesz mnie tak traktować! – warknął Declan, a jego gniew wezbrał. Próbował zacisnąć pięści, ale okazało się, że jego ręce były zbyt słabe, by w ogóle się poruszyć. Uwięziony w swoim bezużytecznym ciele, czuł się jak zwykły trup. Brenda prychnęła. – Jak śmiem? A co ty zamierzasz z tym zrobić? Bądź wdzięczny, że w ogóle dostałeś wodę. – Myślisz, że nadal jesteś jakimś paniczykiem? Jesteś teraz gorszy niż bezpański pies. Nawet nie próbuj zgrywać przy mnie twardziela. – Wynoś się! Wynoś się stąd! – krzyknął Declan, a jego głos drżał ze wściekłości. Brenda parsknęła. – Gdyby mi nie płacili, myślisz, że zmarnowałabym chociaż sekundę w tym pokoju? Jesteś żałosny, bezwartościowy kaleka. Odwróciła się, by wyjść, o mało nie zderzając się z Sereną i Lenorą w progu drzwi. – Kogo szukacie? – zapytała Brenda, a jej ton był krótki i podejrzliwy. Lenora wystąpiła naprzód z uprzejmością. – Proszę pani, przyszłyśmy zobaczyć się z panem Mercerem. Oczy Brendy zwęziły się, gdy obrzuciła je wzrokiem. Odwiedzający do Declana? Ten pomysł wydawał się wręcz śmieszny. Była tutaj od okrągłego roku i bardzo niewielu ludzi w ogóle tu przychodziło. – Kim jesteście i dlaczego tu przyszłyście? – zapytała ostro. Lenora odpowiedziała spokojnie: – To narzeczony mojej córki. Przyszłyśmy sprawdzić, co u niego. Brenda mgliście przypominała sobie, że słyszała o tych zaręczynach, ale nie mogła stłumić w sobie litości, zerkając na Serenę. Cóż za nieszczęście dla tej młodej dziewczyny być uwiązaną do mężczyzny w tak pożałowania godnym stanie. – Dobra, wchodźcie – powiedziała obojętnie Brenda, zapraszając je gestem do środka. Gdy Serena i Lenora weszły, smród zgnilizny i zaniedbania uderzył je jak ściana. Instynktownie zasłoniły nosy. – Dlaczego tu tak potwornie śmierdzi? – zapytała Lenora, zdezorientowana i przerażona. Jej mąż, Desmond, był sparaliżowany, ale zawsze dbała o to, by jego pokój był czysty i by unosił się w nim przyjemny zapach. – Wynoś się! Mówiłem ci, żebyś stąd wyszła! – gniewny głos Declana zagrzmiał z głębi, z góry zakładając, że to znów Brenda. Lenora wzdrygnęła się na ten dźwięk, wahając się w drzwiach. – Dobry Boże, cóż za temperament! Brzmi na... niezbyt sympatycznego – wymamrotała nerwowo. Ale Serena nie zawahała się. Spokojnym krokiem weszła głębiej do pokoju, by stanąć twarzą w twarz z mężczyzną na łóżku. Declan stanowił opłakany widok. Jego koścista sylwetka, zapadnięte policzki i tłuste, zaniedbane włosy sprawiały, że wyglądał bardziej jak duch niż człowiek. Lata zaniedbań przylgnęły do niego niczym całun. Mimo to jego głos wciąż brzmiał silnie, co było znakiem, że coś w nim odmawiało poddania się. Gdy Serena weszła w jego pole widzenia, obraz Declana zamazał się. Światło zachodzącego słońca okalało jej sylwetkę. Wyglądała, jakby właśnie zstąpiła z niebios. Przez moment był wprost oszołomiony. Declan pomyślał: \"Czy mam halucynacje? Czy to naprawdę ktoś inny niż Brenda stoi tuż przede mną?\" – Jesteś Declan? – łagodny głos Sereny przeciął ciszę. Declan zamrugał, zdając sobie sprawę, że była prawdziwa. Jego spojrzenie wyostrzyło się, a na jego twarz wkradła się podejrzliwość. – Kim jesteś? Czego chcesz? – zażądał. Lenora weszła do środka, starając się rozładować napięcie. – Panie Mercer, to jest moja córka, Serena. Jest osobą, z którą jest pan zaręczony. Oczy Declana zwęziły się jeszcze bardziej, a jego głos uniósł się buntowniczo. – Nie próbujcie robić ze mnie idioty! Wasza córka była tu wcześniej i wcale tak nie wyglądała! Rok temu Bianca w tajemnicy odwiedziła Declana. Kiedy zobaczyła go w sparaliżowanym stanie, jej słowa przesiąknięte były okrucieństwem. Przeklinała go, życzyła mu śmierci i bezlitośnie z niego szydziła. Nazwała go głupcem bujającym w obłokach i przysięgła, że nigdy za niego nie wyjdzie. Declan nigdy nie zapomni tamtego dnia. Ta jadowita kobieta, którą wtedy spotkał, w niczym nie przypominała spokojnej, opanowanej dziewczyny stojącej teraz przed nim. Lenora szybko wtrąciła, by to wyjaśnić. – Panie Mercer, dziewczyna, którą pan poznał, nie była naszą biologiczną córką. Doszło do pomyłki w szpitalu, kiedy przyszły na świat. – To była Bianca i powróciła do swojej prawdziwej rodziny. A to jest Serena, nasza prawdziwa córka, z którą jest pan właściwie zaręczony. Declan wysłuchał jej wyjaśnień z obojętnym wyrazem twarzy, a jego zainteresowanie ich melodramatyczną historią rodzinną było zerowe. – Czego ode mnie chcecie? – zapytał chłodno. – Przyszłyście mnie ostrzec? Kazać mi się wycofać i przestać miewać urojenia o tych zaręczynach? Serena wytrzymała jego lodowate spojrzenie bez mrugnięcia okiem, a jej głos brzmiał spokojnie, ale stanowczo. – Przyszłam, żeby cię uratować. – Uratować mnie? – Declan został zaskoczony. Jeszcze nie zdążył przetworzyć jej słów, kiedy Serena niespodziewanie wyciągnęła rękę i uniosła okrywający go koc. – Co ty wyrabiasz? – ryknął, a jego wściekłość wybuchła na nowo. Jednak Serena pozostała cicha i niewzruszona jego wybuchem. – Ratuję cię – powiedziała rzeczowym tonem. – Jak mogę ci pomóc, jeśli nie rzucę okiem?\

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

6.Rozdział 6 Niżej niż bezpański pies – Wygnany i ukoronowany: Zemsta tajnego szefa | Czytaj powieści online na beletrystyka