Zarówno Desmond, jak i Lenora byli oszołomieni.
Lenora, wciąż próbując w to uwierzyć, zapytała ponownie: – Sereno, czy powiedziałaś, że twój tata może wyzdrowieć?
Serena przytaknęła. – Tak, po prostu spróbujemy. Ale niczego nie mogę obiecać.
– Znasz się na medycynie? – zapytał Desmond, a jego oczy rozszerzyły się ze zdziwienia, gdy na nią spojrzał.
Serena wzruszyła ramionami. – Trochę. Uczyłam się przez jakiś czas u pewnej osoby. Od teraz to ja będę dbać o twoje nogi.
Dla małżeństwa Montellów brzmiało to aż nazbyt dobrze, by mogło być prawdziwe.
Odnaleźli biologiczną córkę, a ona w dodatku znała się na medycynie. Była prawdziwym wybawieniem dla tej rodziny.
W miarę upływu wieczoru rozmowa zeszła na lżejsze tematy.
Uradowana Lenora udała się do kuchni, by przygotować ucztę na cześć powrotu Sereny.
– Mamo! Mamo! Słyszałem, że moja młodsza siostrzyczka wróciła! Czy to prawda? – tubalny głos zabrzmiał z mocą, gdy do domu wparował mężczyzna, a jego ton przepełniony był ekscytacją.
Z kuchni wyszła Lenora i posłała mu zniecierpliwione spojrzenie. – Ucisz się, dobrze? Przestraszysz ją. Dopiero co tu dotarła.
Mężczyzna, jakby w ogóle jej nie słyszał, kontynuował z jeszcze większym entuzjazmem: – Gdzie jest moja siostra? Gdzie ona jest?
Jego oczy omiotły pokój, a kiedy spoczęły na Serenie siedzącej na kanapie, podbiegł i zamknął ją w potężnym niedźwiedzim uścisku.
– Wróciłaś, w końcu! Jestem taki szczęśliwy! – wykrzyknął, wręcz wibrując z ekscytacji.
Ściskając Serenę, co rusz poklepywał ją mocno po plecach.
– Khm, khm... – Serena wydała z siebie kilka cichych kaszlnięć.
Na całe szczęście była w niezłej formie, w przeciwnym razie miałaby kłopoty po tym, jak mocno w nią tłukł.
Lenora szybko go odciągnęła. – Uważaj! Ona jest delikatna. Nie jest taka jak ty – taka szorstka.
Odwróciła się do Sereny z nieco zawstydzoną miną. – Sereno, to twój starszy brat Brant. To twardziel, trochę szorstki, ale nie grzeszy inteligencją. Nie daj się zastraszyć.
– Cześć, Brant – powiedziała płasko Serena.
Brant zdecydowanie wyglądał na faceta od czarnej roboty.
Miał około metra osiemdziesięciu wzrostu, szerokie ramiona, sporą tuszę i ciemną karnację.
Patrząc na swoich rodziców, Serena widziała, że są atrakcyjni.
Lenora w szczególności była bardzo piękna, choć lata ciężkiej pracy sprawiły, że wyglądała starzej niż w rzeczywistości.
Ale Brant... jakimś cudem odziedziczył wszystkie wady i żadnej z dobrych cech po rodzicach.
Gdyby nie fakt, że jego oczy i brwi przypominały te Lenory, Serena nie uwierzyłaby, że należy do rodziny Montellów.
– Sereno, jeśli ktoś z tobą zadrze, przyjdź do mnie, do swojego starszego brata. Mam sporo mięśni i przepędzę ich dla ciebie – powiedział dumnie Brant, napinając bicepsy.
Serena wpatrywała się w niego zaniemówiwszy.
Był trochę nieokrzesany, ale nie mogła oprzeć się wzruszeniu.
Był szczery, znacznie bardziej niż ci pełni hipokryzji bracia, których miała w rodzinie Vance.
Wkrótce potem pojawili się drugi starszy brat Sereny i jej starsza siostra.
Tobias był przystojny, miał dobrą prezencję i bardzo zrównoważoną osobowość.
Serena słyszała od Lenory, że Tobias pracuje w firmie produkującej gry.
Jej starsza siostra, Quinn, pracowała jako dostawczyni pizzy i wciąż miała na sobie służbowy uniform.
– Sereno, to prezent dla ciebie. Mam nadzieję, że ci się spodoba – powiedział Tobias, starając się zadowolić ją uśmiechem.
Wyglądał na trochę zdenerwowanego, jakby bał się, że Serena go nie polubi.
– Dziękuję, Tobias – Serena uśmiechnęła się ciepło.
Wzięła prezent i otworzyła go, by odkryć uroczą małą figurkę królika, idealną na jej biurko.
Quinn podrapała się po głowie, nieco zakłopotana. – Sereno, przepraszam, że nie kupiłam ci czegoś tak wspaniałego jak Tobias. Właśnie skończyłam pracę i cała się spociłam. Mam nadzieję, że nie masz mi tego za złe.
Quinn, podobnie jak Brant, twardo stąpała po ziemi. Ciężko pracowała.
– Nic nie szkodzi – powiedziała łagodnie Serena.
To był dopiero jej pierwszy dzień w tej rodzinie i nie znała ich jeszcze dobrze, ale już mogła stwierdzić, że są prostymi, miłymi ludźmi.
– Chodźcie, chodźcie! Umyjcie się, kolacja gotowa. Dziś świętujemy powrót Sereny! – zawołała radośnie Lenora.
Stół był zastawiony potrawami – z których każda została przygotowana przez nią.
Desmond został wywieziony na wózku, by tego wieczoru dołączyć do rodziny na kolacji.
Zazwyczaj posiłki przynoszono mu do pokoju, ale dzisiaj nalegał, by być częścią spotkania.
Brant wziął kawałek steka i powiedział: – Sereno, spróbuj tego. To moje ulubione.
Tobias przyniósł miskę purée ziemniaczanego. – Sereno, ziemniaki mamy z sosem są niesamowite. Musisz ich spróbować.
Quinn wskazała na rybę. – Sereno, ta ryba jest naprawdę pyszna. Musisz spróbować.
Wkrótce talerz Sereny był po brzegi wypełniony jedzeniem.
Chociaż jej życie w rodzinie Vance nie było złe, nikt nigdy wcześniej nie okazał jej tak wielkiej troski.
– Dziękuję – powiedziała cicho Serena, a po jej sercu rozlało się ciepło.
– Szkoda, że twój młodszy brat, Felix, mieszka w internacie. Rzadko bywa w domu. A skoro dziś jest poniedziałek, i tak byś go nie zobaczyła – dodała Lenora z nutą żalu w głosie.
Po kolacji Serena miała pomóc w sprzątaniu stołu, ale rodzeństwo nalegało, by odpoczęła.
Lenora przygotowała dla niej mały pokój. Nie był duży, ale za to niesamowicie przytulny.
Serena stanęła przy oknie, wyciągając telefon, by wykonać połączenie.
– Witam, szefowo. W czym mogę pomóc? – z drugiej strony dobiegł pełen szacunku głos.
Ciepły wyraz twarzy Sereny szybko zmienił się w chłodny, gdy wydała rozkazy. – Od teraz wstrzymajcie wszelką współpracę z Grupą Vance.
Głos po drugiej stronie brzmiał na zadowolony. – Świetnie! Tak się cieszę, że podjęłaś decyzję. Przez te wszystkie lata traciliśmy pieniądze tylko po to, by wspierać rodzinę Vance.
– Ten stary drań Tiberius tak się do tego przyzwyczaił, traktując nas jak bankomat. Zachowuje się wręcz arogancko i robi awantury. Rodzina Vance? Powinni znać swoje miejsce...
Po rozłączeniu się, myśli Sereny przeniosły się na sprawę poćwiartowania. W jej piersi wezbrała nienawiść.
W tajemnicy robiła tak wiele dla rodziny Vance, tylko po to, by w końcu ją otruli i poćwiartowali.
Byli gorsi od zwierząt.
Skoro miała moc, by wynieść rodzinę Vance na szczyt, równie łatwo mogła ich z niego strącić.
*****
W międzyczasie Bianca z powodzeniem powróciła do rodziny Vance.
Gdy wpatrywała się w luksusową rezydencję, z jej miękkimi kaszmirowymi dywanami i pięknymi kryształowymi żyrandolami, była pełna podziwu.
Wszystko tutaj zapierało jej dech w piersiach.
Czuła się jak w bajce.
Miała wrażenie, jakby wkroczyła do marzenia ze swojego dzieciństwa.
Valeria oprowadzała ją po pokojach.
Idąc, mówiła: – Bianco, to jest twój pokój. Zleciliśmy specjalne udekorowanie go na pokój księżniczki. Podoba ci się?
Bianca wpatrywała się w niego oniemiała.
– Mamo, jest piękny! Ten pokój jest nawet większy niż dom, w którym mieszkałam wcześniej! – Oczy Bianki były szeroko otwarte ze zdumienia.
– A te ubrania... wszystko zostało przygotowane specjalnie dla ciebie – Darius kazał komuś wnieść ubrania, które dla niej zamówił.
Bianca nie mogła ukryć ekscytacji, patrząc na wspaniałe kreacje.
Zdecydowanie miała szczęście.
– Śmiało, przebierz się w coś nowego. Nie noś już tamtych ubrań – nalegała Valeria.
Bianca przytaknęła i wybrała sukienkę, po czym udała się do swojego pokoju.
W tym samym momencie Tiberius odebrał telefon.
– Co ty mówisz? Grupa Atlantis chce zerwać z nami współpracę? – głos Tiberiusa podniósł się, niemal się załamując.
Zamilkł na moment, po czym kontynuował: – Jak to w ogóle możliwe? Grupa Atlantis zawsze traktowała nas jak skarb, schlebiając nam na każdym kroku. Dlaczego mieliby przestać z nami współpracować? Musisz się mylić.
Osoba po drugiej stronie odpowiedziała, a głos Tiberiusa stał się jeszcze głośniejszy. – Brak pomyłki? W takim razie dlaczego się wycofują?
Jego asystent wahał się przez dłuższą chwilę, niepewny, jak odpowiedzieć.
– Na co czekasz? Wyduś to z siebie! Dlaczego zrywają współpracę? – krzyknął Tiberius, wpadając we wściekłość.
Asystent w końcu wyrzucił z siebie: – Powiedzieli, i tu cytuję... \"Ponieważ Tiberius Vance to idiota\".
Tiberius zakrztusił się, oszołomiony tymi słowami.
W następnej chwili, w przypływie szału, rzucił swoim telefonem.
– Kochanie, co się stało? – zapytała Valeria, a jej głos pełen był troski.
Tiberius potarł czoło, wyraźnie sfrustrowany. – Grupa Atlantis zerwała z nami współpracę. Te dranie wcześniej błagały, żeby z nami pracować, a teraz odwracają się do nas plecami.
– Dlaczego to zrobili? – Valeria była równie zszokowana.
Grupa Atlantis była potężną korporacją – znajdującą się daleko poza ich zasięgiem.
Kilka lat temu Grupa Vance była zaledwie małą, zmagającą się z problemami firmą bez żadnych szans na wejście na giełdę.
Ale pięć lat temu Grupa Atlantis nagle zechciała nawiązać z nimi współpracę, zapewniając finansowanie i pomagając Grupie Vance urosnąć w siłę.
Dzięki ich wsparciu Grupa Vance stała się jedną z czołowych firm w Kingsport. Ten sukces był fundamentem obecnej pozycji rodziny Vance.
Innymi słowy, rodzina Vance zawdzięczała swój awans społeczny Grupie Atlantis.
– Dopiero co sprowadziliśmy Biankę do domu, a teraz Grupa Atlantis zrywa z nami więzi... Czy ona przynosi pecha? – mruknął Tiberius, zaczynając się zastanawiać, czy Bianca była jakimś zwiastunem nieszczęścia.
















