Valerie miała jedną szansę na przeżycie, odmierzającą czas linię życia na dłoni i rodzinę pięciu słynnych braci-miliarderów, którzy szczerze nią gardzili. Kiedy w jej poprzednim życiu padł strzał z pistoletu porywacza, poznała brutalną prawdę: jej biologiczni rodzice, uwielbiani przez tłumy bracia, a nawet ukochany z dzieciństwa zawsze wybiorą jej fałszywą, przybraną siostrę zamiast niej. Śmierć okazała się jedynie przystankiem. Po cofnięciu się w czasie Valerie uświadamia sobie, że musi zdobyć szczerą sympatię publiczności, aby kupić sobie więcej punktów życia. I z pewnością nie zamierza już strzępić sobie języka na Sterlingów. Rzuca im w twarz ich pieniędzmi, pakuje walizki i na zawsze opuszcza ich toksyczną rezydencję. Wpisana na czarną listę przez własnego brata-magnata? Zakłada własne imperium rozrywkowe. Publicznie linczowana przez zaślepionych fanów swojego byłego? Dominuje na ekranach w najbardziej brutalnym reality show w branży – autentyczna i bez cenzury. Uzbrojona w zniewalającą urodę i bezwzględny talent, Valerie błyskawicznie pnie się na szczyty międzynarodowej sławy, lśniąc jaśniej, niż jej przybrana siostra mogłaby kiedykolwiek pomarzyć. Gdy jej wpływy zaczynają przyćmiewać imperium Sterlingów, jej toksyczna rodzina i zdradziecki eks zdają sobie sprawę z katastrofalnego błędu, jaki popełnili. Przypełzają z powrotem na kolanach, oferując wszystko, by odzyskać swoją prawdziwą gwiazdę. Ale Valerie tylko uśmiecha się drwiąco w blasku fleszy. „Nie jestem waszą siostrą i z pewnością nie jestem waszą opcją rezerwową. Patrzcie, jak rządzę”.

Pierwszy Rozdział

Valerie Sterling powoli otworzyła oczy, omiatając wzrokiem pokój, w którym się znajdowała. Wyglądał dokładnie tak, jak go zapamiętała, w najdrobniejszych szczegółach. Serce zabiło jej mocniej – naprawdę cofnęła się w czasie. Sięgnęła po telefon leżący na szafce nocnej i przesunęła palcem po ekranie, by sprawdzić datę. Na jej twarzy wykwitł powolny, pełen satysfakcji uśmiech. Wyczucie czasu było wręcz idealne. Ostre pukanie do drzwi wyrwało ją z zamyślenia. Z westchnieniem Valerie podniosła się z łóżka i podeszła do wyjścia. Gdy otworzyła drzwi, stanęła twarzą w twarz ze swoim drugim bratem, a zarazem menedżerem, Dorianem Sterlingiem. Wyglądał równie surowo, co zawsze. – Dzwoniłem do ciebie przez całe cholerne rano. Dlaczego, do diabła, nie odbierałaś? – Głos Doriana był napięty z irytacji. Valerie tylko wzruszyła ramionami, a jej wyraz twarzy pozostał spokojny i obojętny. – Nie miałam ochoty. Brwi Doriana zmarszczyły się; wyraźnie nie spodziewał się takiej odpowiedzi. Jego cierpliwość była na wyczerpaniu. – Mówisz poważnie? Możesz chociaż raz dać sobie spokój? Valerie uniosła brew, a na jej ustach zagościł drwiący uśmieszek. – No weź, musisz się bardziej postarać. Ta cała śpiewka pod tytułem „daj sobie spokój” jest już cholernie nudna. Może ty wciąż czujesz dreszczyk emocji, kiedy to mówisz, ale ja powoli tracę zmysły od ciągłego słuchania tego samego. Odkąd wróciła do rodziny Sterlingów, miała wrażenie, że wszyscy – od jej matki, Miriam, po pięciu braci – jechali na autopilocie, rzucając ten sam wyświechtany frazes. „Daj sobie spokój”, jakby to miało magicznie naprawić wszystko. Dorian stał przez chwilę oniemiały, zanim w końcu wybuchnął. – Czy bycie tak cholernie trudną to twoja życiowa misja? Giselle po prostu chce tego miejsca w programie. Czy korona by ci spadła z głowy, gdybyś chociaż raz odpuściła? Czy ze wszystkim musisz z nami do cholery walczyć? Drwiący uśmiech Valerie zniknął, a jej oczy stwardniały jak lód. Odważnie stawiła czoła jego spojrzeniu. – Zapracowałam na to miejsce i nie oddam go tylko dlatego, że ty chcesz ułatwić jej życie. Nie podoba ci się to? To twój problem, nie mój. Valerie nie dorastała w jakiejś ciepłej, idealnej z obrazka rodzinie. Kiedy miała zaledwie cztery lata, zgubiła się podczas rodzinnej wycieczki, ponieważ jej starszy brat, Kaelen Sterling, nie pilnował jej wystarczająco uważnie. Niedługo potem rodzina adoptowała inną dziewczynkę w tym samym wieku – która przejęła nawet jej pierwotne imię: Giselle Sterling. Mijały lata i dopiero około rok temu rodzina Sterlingów w końcu ją odnalazła i sprowadziła z powrotem do miejsca, które od początku powinno być jej domem. Ale do tego czasu wszystko się zmieniło. Ich serca zwróciły się w inną stronę. Rozpieszczali adoptowaną Giselle, traktując ją jak prawdziwą córkę, podczas gdy Valerie sprawiano, że czuła się jak intruz we własnej rodzinie. Kiedykolwiek wybuchał konflikt, nie miało znaczenia, kto zawinił – to Valerie zawsze ponosiła winę. Dla nich to ona była tą, która wywoływała problemy, zawsze winną, zawsze tą nierozsądną. Mimo to Valerie przez ponad rok walczyła zębami i pazurami w przemyśle rozrywkowym, zaczynając od absolutnego zera. Wywalczyła sobie pozycję podrzędnej gwiazdki. Jednak w momencie, gdy wydawało się, że jej rodzina wreszcie docenia jej ciężką pracę, zastosowali klasyczny manewr. Zmusili ją, by porzuciła dotychczasowy kontrakt i dołączyła do ich rodzinnej firmy rozrywkowej – twierdząc, że to po to, by „lepiej się nią zaopiekować”. A najgorsze? Chcieli, by to Dorian został jej nowym menedżerem. Tymczasem Giselle, która do tej pory skupiała się wyłącznie na swojej karierze muzycznej, nagle odkryła w sobie głęboką „pasję” do show-biznesu i bardzo dogodnie podpisała kontrakt z tą samą firmą, trafiając prosto pod skrzydła Doriana. Przez cały rok Giselle dostawała wszystko podane na tacy. Zgarniała najlepsze kontrakty na lewo i prawo, pnąc się w górę od nikomu nieznanej dziewczyny do wschodzącej gwiazdy branży. Jeśli chodzi o Valerie, Dorian rzucał jej jedynie ochłapy po tym, jak Giselle wybrała już to, co najlepsze. Było oczywiste, wobec kogo był lojalny. Jednak w zeszłym miesiącu do Valerie uśmiechnęło się wreszcie szczęście. Uratowała żonę znanego reżysera, co zapewniło jej miejsce w wyczekiwanym programie rozrywkowym. I oczywiście, Giselle również miała na niego chrapkę. Niezbyt subtelnie zasugerowała Dorianowi, że chciałaby wziąć w nim udział. Lista gości była już jednak zamknięta i nawet przy rosnących wpływach Giselle wciśnięcie jej tam nie byłoby łatwe. Dorian i reszta rodziny zasugerowali więc, by Valerie po prostu „zrezygnowała” ze swojego miejsca ze względu na Giselle. Nie była głupia. Valerie przejrzała grę Giselle na wylot. Dziewczyna próbowała po raz kolejny ukraść jej szansę. Dlatego tym razem Valerie postawiła na swoim i stanowczo odmówiła. Jej rodzina wpadła w szał. Nazywali ją samolubną, niewdzięczną, nierozsądną – używali wszystkiego, co przyszło im do głowy, by wpędzić ją w poczucie winy. Ale nie ugięła się. Po godzinach zaciekłych kłótni, kipiąc z gniewu, uciekła do swojego pokoju. Teraz, widząc ponownie Doriana, nie miała wątpliwości, że Giselle nie odpuściła tematu. Zapewne odegrała przed nim rolę uroczej, bezradnej ofiary, a on przyszedł tu, by pokazać Valerie, gdzie jest jej miejsce. Dorian wziął głęboki oddech, próbując zachować spokój. – Posłuchaj, po prostu pozwól Giselle wziąć udział w tym programie. Załatwię ci coś o wiele lepszego. Valerie parsknęła śmiechem, a jej głos ociekał sarkazmem. – Coś lepszego? Daruj sobie te bzdury. Zachowaj je dla swojej idealnej małej siostrzyczki. – Z tymi słowami trzasnęła mu drzwiami przed nosem, kończąc rozmowę na własnych warunkach. Dorian zamrugał, wpatrując się w zamknięte drzwi, całkowicie zbity z tropu. Nigdy wcześniej nie potraktowała go w tak obcesowy sposób, odkąd wróciła. Jego twarz pociemniała, gdy mruknął do siebie: – Niech to szlag, Valerie, przestań być wreszcie tak cholernie uparta! Zapukał ponownie, ale było jasne, że Valerie mu nie otworzy. Sfrustrowany i pozbawiony innych opcji, odwrócił się na pięcie i odszedł, przeklinając pod nosem. Wewnątrz Valerie poczuła, jak ogarnia ją niespodziewany spokój. Przed swoją podróżą w czasie robiła wszystko, by po powrocie do rodziny zaskarbić sobie ich uczucia. Gotowała im pyszne posiłki, robiła masaże, ćwiczyła z nimi kwestie, a nawet trenowała taniec – wszystko po to, by ich uszczęśliwić. Czegokolwiek by nie pragnęli, stawała na głowie, by rozgrzać zimne serca Sterlingów. Jednak bez względu na to, co robiła, pozostawali niewzruszeni. A potem nadeszło porwanie. Zarówno ona, jak i Giselle zostały uprowadzone, i kiedy przyszło co do czego, każdy z nich, z wyjątkiem jej nieobecnego w życiu ojca, Victora, bez wahania zdecydował się ocalić Giselle. Porzucona przez wszystkich, spotkała brutalny koniec z rąk porywaczy. W tych ostatnich, strasznych chwilach, wreszcie wyzbyła się wszelkiej nadziei co do Sterlingów oraz desperackiego pragnienia ich miłości. Ale jej historia się na tym nie skończyła. Zamiast tego odkryła, że została związana z mistycznym elfem, który zabierał ją do małych światów, z których każdy niósł za sobą nową misję. Każde zadanie przynosiło jej punkty życia, i po nie-wiadomo-ilu wyzwaniach udało jej się wreszcie wrócić tutaj. Valerie otworzyła prawą dłoń, wodząc palcem po krótkiej, niewyraźnej linii życia na wnętrzu dłoni. Wskazywała ona, że zostało jej niecały rok – kończąc się dokładnie w tym samym momencie, w którym jej życie zostało przerwane poprzednim razem. Gdy elf ją uwolnił, przekazał jej jedną ostatnią informację: jeśli chciała przedłużyć swoje życie, musiała zdobyć autentyczne uczucie ze strony innych ludzi. Bez względu na to, czy pochodziłoby ono z dobroci okazywanej jej, czy z jej pomocy innym, to uczucie miało zostać przekształcone w dodatkowy czas – przypominało to zamianę wiary na punkty życia. Na szczęście nie odbierało to niczego tym, którzy okazywali jej dobroć, a ona przysięgła, że nigdy nie skrzywdzi nikogo tylko po to, by się uratować. W tej chwili zależało jej tylko na przetrwaniu. Dramaty rodziny Sterlingów były ostatnią rzeczą, na którą miała jeszcze energię. Zaczęła się pakować, przebierając swoje rzeczy i zostawiając wszystko, co dostała od Sterlingów. Po zsumowaniu każdego wydatku, jaki poniosła odkąd do nich dołączyła, wyciągnęła kartę bankową, którą wręczył jej Victor przy ich pierwszym spotkaniu, odczuwając ulgę, że nie wydała z niej ani grosza. Niosąc ciężką walizkę, Valerie pchnęła drzwi i zaczęła schodzić po schodach. W salonie rodzina Sterlingów siedziała zesztywniała, z twarzami pełnymi dezaprobaty, obserwując, jak schodzi ze swoim bagażem. Miriam wlepiła w nią mordercze spojrzenie, a jej głos był ostry i protekcjonalny. – Co ty znowu wyprawiasz? Odkąd wróciłaś, sprawiasz tylko problemy. Valerie wydała z siebie gorzki śmiech. – Ach, no tak. Bo przecież błagałam, by tu wrócić? Nie, to wy mnie tu ściągnęliście. A teraz ja jestem tą, która robi zamieszanie, tylko dlatego, że Giselle chce tego, co moje, a ja nie mam zamiaru jej tego oddać? Jej głos stwardniał. – Jeśli mamy wytykać kogoś palcami, to ona jest prawdziwym problemem. I wy wszyscy, którzy jej na to pozwalacie. Miriam na moment zaniemówiła, ale szybko odzyskała swój gniewny grymas. – Giselle po prostu chce wystąpić w tym programie, a ty jesteś Sterlingiem. Ona straciła rodowe nazwisko – nie uważasz, że jesteś jej coś dłużna? – I czy twój brat nie obiecał ci jeszcze lepszej okazji? Po co walczyć o tę jedną? Jej trzeci brat, Caleb, wtrącił się, kręcąc głową. – Po prostu żywisz urazę, bo nigdy nie lubiłaś Giselle. Teraz wyładowujesz to wszystko na niej. Jej czwarty brat, Silas, będący już na granicy wytrzymałości, wydał z siebie zirytowane westchnienie. – Jezu, Valerie, czy możesz chociaż raz przestać być takim wrzodem na tyłku i zachowywać się jak prawdziwa członkini rodziny Sterlingów? Dawniej ich słowa raniłyby ją do żywego. Ale teraz nawet jej nie drasnęły. Valerie wydała z siebie gorzki, niemal kpiący śmiech. – Wow, więc fakt, że staję w swojej obronie, czyni mnie złoczyńcą? Niewiarygodne. Wy naprawdę macie talent do przekręcania faktów tak, by pasowały pod waszą narrację. To wręcz imponujące, w taki chory, wypaczony sposób. Jej głos stał się twardszy, a słowa bardziej dobitne. – Ustalmy coś. Po pierwsze, nigdy nie pragnęłam niczego od Giselle. Ona żyje na moim miejscu, prowadzi życie, które miało być moje, a wy wszyscy zachowujecie się, jakby to nie był żaden problem. – Po drugie, nie zapominajmy, że to wy mnie zgubiliście. Nie jestem jej nic winna. Cholera, nie jestem nic winna żadnemu z was. Więc nie, nie będę stawać na rzęsach, by naprawiać to, czego to wcale nie ja na samym początku nie spieprzyłam. Miriam otworzyła usta, by odpowiedzieć, ale Valerie ucięła jej słowa ostrym, lekceważącym machnięciem ręki. – A co do bycia członkiem rodziny Sterlingów? Może sobie wziąć ten tytuł. Gówno mnie on obchodzi. Miriam wpatrywała się w nią, wyraźnie wstrząśnięta. – Co to ma znaczyć? Spojrzenie Valerie stało się lodowate, a jej głos wyprany z emocji i kategoryczny. – Znaczy dokładnie to, co słyszysz. Skończyłam z tą rodziną. Od teraz jesteśmy dla siebie obcymi ludźmi – zupełnie jak dawniej. Zaśmiała się z goryczą i dodała z ostrym tonem w głosie: – Kiedy tylko stąd wyjdę, wasza cenna Giselle znów będzie mogła być w centrum waszego małego, idealnego świata. Nie będziecie musieli się martwić, że zabiorę jej cokolwiek – lub komukolwiek z was. Potraktujcie to jako mój ostatni prezent dla was.

Odkryj więcej niesamowitych treści