Bianca obudziła się pierwszego ranka w rezydencji Vance'ów, na wpół przekonana, że wciąż śni.
Uszczypnęła się mocno i skrzywiła. Nie, to działo się naprawdę.
Weszła do ogromnej garderoby i wybrała olśniewający strój. Następnie przyozdobiła się każdą sztuką biżuterii, którą podarowała jej Valeria i jej bracia – naszyjnikami, bransoletkami, pierścionkami.
Przez chwilę pieściła każdy z elementów, jakby posiadał wyjątkową moc.
– Panno Vance, czy życzy panienka sobie teraz zjeść lunch? – zapytał ją z szacunkiem służący.
– Nie, wychodzę coś zjeść na mieście – odpowiedziała Bianca oschle, ale zatrzymała się w połowie kroku.
Odwracając się, posłała służącemu wyniosłe spojrzenie. – Pozwól, że o coś cię zapytam. Kto jest ładniejszy – ja, czy ta fałszywa córka, Serena?
Służący zawahał się, po czym wyjąkał: – To... to panienka. Jest panienka najpiękniejszą z pań.
Bianca uśmiechnęła się z satysfakcją. – Dokładnie. Ja też tak myślę. Fałszywka zawsze będzie fałszywką. To ja jestem prawdziwą dziedziczką! Ukradła mi osiemnaście lat życia, które powinnam była mieć, zostawiając mnie, abym cierpiała na jej miejscu. Co za tupot!
Jej wyraz twarzy pociemniał, gdy jej myśli nabrały tempa, a zgrzytanie zębów stało się wyraźnie słyszalne.
Służący poczuł dreszcz.
Bianca tak bardzo różniła się od Sereny, która zawsze była miła i delikatna, a obsługę traktowała z ciepłem.
Bianca w przeciwieństwie do niej wydawała się wulgarna, a nawet wredna.
– W porządku, powiedz mamie, że wychodzę na chwilę – powiedziała Bianca przed wyjściem.
Rodzina Vance zapewniła jej osobistego szofera i luksusowy samochód warty fortunę.
– Panno Vance, dokąd życzy panienka sobie pojechać? – zapytał kierowca z szacunkiem.
Chytry uśmieszek zaigrał na ustach Bianki. – Zabierz mnie do rodziny Montellów. Chcę zobaczyć, jak radzi sobie ta złodziejka.
W końcu Bianca żyła życiem, do którego – jak wierzyła – została stworzona – wystawnym, uprzywilejowanym i godnym pozazdroszczenia.
Nie mogła się doczekać, by obnosić się z tym przed swoimi starymi sąsiadami.
Gdy samochód sunął przed siebie, zrobiła sobie selfie i wrzuciła na Instagrama.
Następnie udostępniła je na X i TikToku.
Reakcje były natychmiastowe.
Osoby, które znała wcześniej, nie mogły uwierzyć własnym oczom, widząc jej drogie ubrania i wypasioną furę.
\"Bianca, czy to naprawdę ty? Rozbiłaś bank!\"
Dawni koledzy ze szkoły i dawni znajomi, którzy kiedyś ją ignorowali, teraz gorączkowo próbowali nawiązać z nią kontakt.
Bianca czuła się, jakby była na szczycie świata.
\"Jestem prawdziwą dziedziczką\", pomyślała. \"Po osiemnastu latach walki wreszcie żyję życiem, na które zasługuję\".
Niedługo potem samochód zatrzymał się przed skromnym domem rodziny Montellów.
W chwili, gdy Bianca wysiadła z auta, stała się tematem numer jeden we wsi.
– Czy to nie jest Bianca? – wyszeptał ktoś oszołomiony. – Wygląda teraz tak efektownie. I ma kierowcę!
Ktoś inny dodał ze znawstwem: – Nie słyszeliście? Odnalazła swoich prawdziwych rodziców. Okazuje się, że ona i córka Montellów zostały zamienione przy narodzinach.
Młoda kobieta westchnęła z zazdrością. – Jej rodzina musi obrzydliwie bogata. Tylko spójrz na jej strój – jest nieskazitelny!
Jej przyjaciółka się z nią zgodziła: – Ależ ona ma szczęście. Wyobraź sobie, że jesteś zaginioną córką bogatej rodziny.
*****
Pod ciężarem ich pełnych zawiści spojrzeń Bianca pewnym krokiem podeszła do domu Montellów.
Lenora rozpromieniła się na jej widok.
Pomyślała, że Bianca tak bardzo ich kochała, że już zaczęła za nimi tęsknić.
– Bianco, wróciłaś, żeby się z nami zobaczyć! – oczy Lenory zaszkliły się łzami radości.
– Błąd. – Ton Bianki był lodowaty. – Przyszłam zobaczyć, jak radzi sobie ta fałszywa dziedziczka. Kradła moje życie przez tak długi czas – teraz, gdy tkwi w tej norze, musiałam zobaczyć to na własne oczy.
Lenorę na moment zatkało, nie potrafiła znaleźć odpowiednich słów.
Nigdy nie wyobrażała sobie, że dziewczyna, którą wychowała, może stać się tak jadowita.
W tym momencie Serena wynurzyła się z chlewu, niosąc wiadro pomyj.
Pomagała, karmiąc świnie, co było zadaniem, z którym Lenora nie mogła sobie już radzić ze względu na chory kręgosłup.
Widząc Serenę z wiadrem, Bianca dramatycznie zmarszczyła nos i zasłoniła go dłonią.
– O mój Boże, co za smród! To nie do zniesienia! Brudni ludzie tacy jak wy nadają się tylko do brudnej roboty – wykrzyknęła, a jej ton był przerysowany i ociekał pogardą.
– Bianco, jak możesz tak mówić? Czy wcześniej sama nie karmiłaś świń? – Lenora szybko zainterweniowała, próbując stanąć w obronie Sereny.
Nie mogła pojąć, w jaki sposób Bianca stała się tak okrutna.
Odpowiedzią Bianki był wściekły krzyk: – Nie nazywaj mnie Bianca! Zwracaj się do mnie panno Vance. Nazwisko Montell to hańba. Nie jestem twoją córką – ten nieudacznik nią jest! – Wskazała palcem na Serenę.
– Ty... ty... – wyjąkała Lenora, a jej głos drżał z gniewu.
Zanim Lenora zdążyła kontynuować, Serena spokojnie sięgnęła do wiadra i nabrała garść pomyj.
Następnie cisnęła nimi prosto w twarz Bianki.
– Aaaah! – wrzasnęła Bianca.
Ohydna mieszanka kuchennych resztek i pomyj rozsmarowała się na jej starannie wypielęgnowanej twarzy, rujnując kosztowny zabieg pielęgnacyjny, któremu poddała się tego ranka.
Jej drogie kosmetyki pielęgnacyjne i makijaż!
Jej szofer podbiegł, gorączkowo próbując oczyścić ją chusteczką.
Głos Bianki drżał ze wściekłości. – Sereno, ty podła wiedźmo! Jak śmiesz? To ja jestem teraz prawdziwą dziedziczką – ty jesteś tylko oszustką!
Wyraz twarzy Sereny pozostał spokojny i obojętny. – W takim razie wynoś się, bo za chwilę mogę wyrzucić cię prosto do chlewu.
Bianca oparła ręce na biodrach, nadymając się z oburzenia. – Nie odważyłabyś się! Czy wiesz, kim ja jestem?
– Rodzina Vance jest bogata i potężna. Ty jesteś nikim. Och, i czy ktoś ci w ogóle powiedział? Masz teraz narzeczonego. Hahaha!
Bianca dramatycznie zatrzęsła się ze śmiechu.
Na wzmiankę o narzeczonym Serena zamarła, marszcząc brwi.
Odwróciła się do Lenory, szukając wyjaśnień.
Lenora unikała jej spojrzenia, a jej twarz wyrażała ciężkie poczucie winy.
Bianca uśmiechnęła się kpiąco z wyraźną rozkoszą. – Och, nie chce ci powiedzieć? Dobrze, sama to zrobię. Twój narzeczony mieszka tu, w tej samej wiosce.
– Idź i zobacz na własne oczy! To jest przeznaczenie, Sereno. Narzeczony, który miał poślubić mnie, jest twój, a twój jest teraz mój, a co do tego przeznaczonego tobie? Powodzenia z nim!
Rodzina Vance zaaranżowała zaręczyny Bianki lata temu.
Teraz, gdy córki zostały podmienione, te zaręczyny naturalnie przeszły na Biankę.
Ale nikt jej nie powiedział, że rodzina Montellów również zaaranżowała dla niej małżeństwo.
– Ugh. Dom pełen żałosnych biedaków. Wracam cieszyć się moim luksusowym życiem. Możecie tu zostać i gnić w biedzie – nigdy z niej nie uciekniecie. – Z tymi słowami Bianca odeszła dumnym krokiem, powiedziawszy to, co chciała, i napawając się ich dyskomfortem.
Serena nie trudziła się nawet, by odpowiedzieć komuś tak małostkowemu i toksycznemu.
Jej myśli były już zajęte tymi rzekomymi zaręczynami.
Lenora westchnęła ciężko. – Sereno, tak mi przykro. O tych zaręczynach... nie mieliśmy wyboru.
– Kilka lat temu potężna rodzina Mercerów zgłosiła się do nas znikąd. Chcieli zaaranżować małżeństwo dla swojego syna i wybrali Biankę.
– Ale... – Lenora zająknęła się, a jej głos przepełniony był żalem.
– Mężczyzna, za którego chcieli, by wyszła za mąż... jest niepełnosprawny. Sparaliżowany od pasa w dół i przykuty do łóżka od lat. Został porzucony tu, w wiosce.
– Nie chcieliśmy się zgodzić, ale zaoferowali ogromną sumę pieniędzy. W tamtym czasie stan twojego ojca się pogarszał, a my desperacko potrzebowaliśmy pieniędzy na opłacenie jego leczenia. Więc powiedzieliśmy tak.
– Patrząc na to z perspektywy czasu, głęboko tego żałuję. Tak mi przykro, Sereno. Nie miej też za złe Biance, że ma do nas pretensje – byliśmy po prostu zbyt biedni, by odmówić. A rodzina Mercerów jest zbyt potężna, by się jej sprzeciwić.
Kończąc, Lenora zaciągnęła się głęboko powietrzem. – Teraz, kiedy Bianki już nie ma, zaręczyny automatycznie spadają na ciebie.
– Powiedzieli, że ślub odbędzie się, gdy skończysz osiemnaście lat, a to wypada w tym roku. Byliśmy tacy pełni niepokoju z tego powodu...
Słysząc to, Serena powoli wypuściła powietrze.
Życie w rodzinie Montellów okazywało się bardziej skomplikowane i chaotyczne, niż się spodziewała.
Mimo to opanowała się. Zdecydowała, że będzie musiała poznać tego tak zwanego narzeczonego, by osobiście ocenić sytuację.
















