Ocalić jej duszę

Ocalić jej duszę

Autor: Joooooe

Zadzwoń do mnie
Autor: Joooooe
13 cze 2026
Harrison Lekarka spojrzała na Maisie i na mnie, po czym gestem zaprosiła nas do środka. — Wolno wam przekroczyć próg. Zerknąłem ponownie na zegarek. Wiedziałem, że muszę już odwozić Maisie do szkoły, ale ona ciągnęła mnie już za rękę, żebyśmy mogli z bliska przyjrzeć się psu. — Bardzo się cieszę, że znajdę temu maluchowi dom — wyjaśniła mi weterynarz. — Mam kontakty ze schroniskami w całym mieście. Będą w stanie znaleźć kogoś, kto chętnie go przygarnie. — Ale my możemy go przygarnąć — zaprotestowała Maisie, a ja znów się skrzywiłem. Chciałem jej powiedzieć, że po prostu nie możemy, ale nie miałem serca, by uciszyć ją tak obcesowo. Lekarka uśmiechnęła się do mnie ze współczuciem. — Może wyjdziesz na zewnątrz i przywitasz się z którymś z kotów? — zaproponowała Maisie. Maisie natychmiast skorzystała z okazji. Weterynarz zwróciła się ponownie do mnie i pogłaskała psa po głowie. Zwierzę zdawało się uspokajać już pod wpływem samej jej obecności. Pomyślałem, że przy takiej pracy, jaką wykonywała, musiała mieć właśnie taki wpływ na zwierzęta. — Jest mnóstwo miejsc, do których możemy go zabrać, a ja współpracuję wyłącznie ze schroniskami, które nie uśmiercają zwierząt — wyjaśniła. — Wydaje się być w całkiem dobrym stanie. Zatrzymamy go tutaj na noc, żeby upewnić się, że nie dolega mu nic ukrytego, a potem zajmiemy się szukaniem dla niego miejsca, jeśli jest pan pewien, że nie chce go pan zatrzymać. — Jestem pewien — odpowiedziałem, choć w głębi duszy wcale nie byłem. Dorastając, nigdy nie miałem psa, a zawsze o nim marzyłem. Ten mały gość wpadł w nasze życie tak, jakby wiedział, że przyda nam się trochę dodatkowej miłości, i część mnie po prostu chciała go chwycić i powiedzieć, że może zostać. Ale ostatnio i tak było już wystarczająco dużo zmian, a nie chciałem, żeby Maisie przywiązała się do psa tylko po to, byśmy musieli się go pozbyć, bo nie dalibyśmy sobie rady w przyszłości. — Jak pan uważa — powiedziała. — Dobrze pan zrobił, przywożąc go tutaj. Wielu ludzi po prostu by go zignorowało, czyniąc z niego czyjś inny problem. — Tak, myślę, że moja siostrzenica nie pozwoliłaby mi na to — odparłem. Roześmiała się, rozbawiona tym komentarzem. — Rozumiem to — powiedziała. — Dzieci bywają czasem o wiele bardziej współczujące niż dorośli, prawda? — Chyba tak — odrzekłem. — Choć przez to jej współczucie spóźnię się teraz do pracy. — Zrobił pan już wszystko, co było trzeba — powiedziała. — Może pan spokojnie iść. — Dzięki — odpowiedziałem, a ona szybko wręczyła mi wizytówkę, zanim skierowałem się do wyjścia. — Proszę dzwonić, jeśli znajdzie pan inne bezpańskie psy kręcące się pod tylnymi kołami samochodu — zasugerowała. — Przydałoby się więcej takich ludzi jak pan, których w tym mieście naprawdę obchodzi los zwierząt. — Tak zrobię — obiecałem, a ona uśmiechnęła się do mnie szeroko, gdy wychodziłem. Spojrzałem na wizytówkę, którą mi dała. Rowan Vance. To imię jakoś do niej pasowało, było takie miłe i bliskie naturze. — Hej, Maisie — zawołałem, gdy spędzała czas z kotami przy recepcji. — Musimy już lecieć, dobrze? Muszę cię zawieźć do szkoły. — A co z psem? — zapytała z nadzieją. Pokręciłem głową. — Lepiej mu będzie tutaj — odparłem. — Oni wiedzą, co dla niego najlepsze. Zrobiła imponującą, nadętą minę, na co tylko pokręciłem głową, zaśmiałem się i wziąłem ją za rękę, by zaprowadzić z powrotem do samochodu. Takie zagrywki mogły na mnie podziałać raz na jakiś czas, ale zaczynałem już łapać, jak próbuje nagiąć moją wolę, i wiedziałem, że na dłuższą metę pies by się nie sprawdził. Mimo to przez całą drogę do szkoły stosowała metodę cichych dni, a nawet wtedy, gdy wchodziliśmy do sekretariatu, bym mógł wyjaśnić pani w okienku, dlaczego jesteśmy spóźnieni. Przerwała milczenie dopiero wtedy, gdy zacząłem mówić. — Uratowaliśmy psa! — wyjaśniła radośnie z wielkim uśmiechem na twarzy. Rozczochrałem jej włosy i odprawiłem do klasy. Najwyraźniej cieszyła się, że ma fajną historię do opowiedzenia rówieśnikom. To sprawi, że będzie o niej głośno na placu zabaw, a właśnie takiego odwrócenia uwagi potrzebowała od tego wszystkiego. Pojechałem do pracy, ciesząc się, że tam nie będę musiał się tak tłumaczyć. Nikogo tak naprawdę nie obchodziło, o której godzinie pojawię się w biurze. Sloane oczywiście mnie ochrzani, ale tylko dlatego, że nie było mnie w pobliżu, by przynieść jej kawę, którą zawsze pije o tej porze. A kiedy powiem jej, dlaczego się spóźniłem, wiedziałem, że uzna to za urocze i mi odpuści. Wyjąłem klucze z kieszeni i zacisnąłem palce na wizytówce, którą lekarka dała mi przed wyjściem z gabinetu. Wyciągnąłem ją i spojrzałem na nią z uśmiechem. Wiedziałem, że nic z tego nie będzie, ale co z tego? Miałem prawo cieszyć się, że dostałem numer do pięknej kobiety. Była miła, seksowna i miała chyba najpiękniejszy uśmiech, jaki widziałem w życiu. A po tym całym porannym pośpiechu uznałem, że należy mi się odrobina przyjemności w postaci tej najmniejszej na świecie miłostki.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Zadzwoń do mnie – Ocalić jej duszę | Czytaj powieści online na beletrystyka