Podbiegłam tam. Leżał twarzą do dołu. Odwróciłam go z całych sił. Jego ręce i nogi były wygięte pod dziwnymi kątami, a nos wyglądał na złamany. Sprawdziłam puls.
– Żyje! – ogłosiłam dosłownie nikomu. Rozejrzałam się i zobaczyłam, że Corbin oraz czterej futboliści wracają już do szkoły. Wszyscy „koledzy” uciekli. Zostawili nawet zioło.
– Mam powiedzieć pielęgniarce, żeby sprawdziła go na tym śniegu
















