Zbuntowana żona miliardera playboya

Zbuntowana żona miliardera playboya

Autor: Winston. W

2
Autor: Winston. W
18 cze 2026
Rozdział drugi •SEBASTIAN• – Ssij tak mocno, jak na taką zdzirę przystało – jęknąłem, gdy blondynka między moimi nogami brała mnie głęboko do gardła. Chwyciłem ją za włosy i przytrzymałem jej głowę, upewniając się, że nie drgnie, dopóki nie skończę. Jęknąłem z rozkoszy, a moje ciało przeszły dreszcze. Czułem, że orgazm jest tuż-tuż i byłem gotów dać mu upust. Byłem już w siódmym niebie, kiedy dzwonek telefonu sprowadził mnie na ziemię. Zignorowałem go, pozwalając mu dzwonić dalej, bo nie miałem zamiaru przerywać sobie tej ekstazy z powodu jakiegoś połączenia. – Chyba powinieneś odebrać – powiedziała blondynka, wyjmując mojego członka z ust z charakterystycznym mlaśnięciem. Mruknąłem coś niezadowolony, po czym sięgnąłem po telefon, który leżał obok. Kolejne połączenie nadeszło zaraz po tym, jak go podniosłem – na ekranie wyświetliło się imię mojej matki. Czego ona znowu chce? Mam szczerą nadzieję, że to nie to, o czym myślę. Odebrałem i przyłożyłem aparat do ucha. – Słucham, matko – powiedziałem. – Cześć, synku. Co u ciebie? – zapytała. – Wszystko w porządku, a u ciebie? – U mnie też świetnie – odpowiedziała, po czym w słuchawce na kilka sekund zapadła cisza. Westchnąłem, bo wiedziałam, że nie dzwoni tylko po to, by pytać o moje samopoczucie. Miała coś innego na sercu. – Dobra, mamo... Wyduś to wreszcie – rzuciłem niecierpliwie, a ona zachichotała nerwowo. – Seb... Kiedy w końcu przyprowadzisz jakąś kobietę, żeby poznała mnie i ojca? – zapytała, a z moich ust wyrwało się ciężkie westchnienie. Wiedziałem, że o to zapyta. – Mamo, już to przerabialiśmy... Ile razy będziemy o tym dyskutować? – zapytałem z irytacją. – Nie planuję się żenić! Ani w tym życiu, ani w następnym. – Ciągle to powtarzasz! – odparowała, a w jej głosie wyczułem złość. – Czy uważasz, że sypianie z niezliczoną ilością kobiet to właściwy styl życia? To jest po prostu złe! – To moje życie, mamo. Nie mów mi, jak mam je przeżyć – wymruczałem, zaciskając zęby, by nie powiedzieć czegoś chamskiego, czego później bym żałował. – Poza tym, po co zadowalać się jedną kobietą, skoro można mieć wiele? – Nie będziemy się o to kłócić – odetchnęła głęboko. – Przyjedź do rezydencji, ojciec i ja musimy z tobą pilnie porozmawiać. – Czy to o małżeństwie i ustatkowaniu się? Bo jeśli tak, to noga moja tam szybko nie postanie – zapytałem wprost. – Nie, chodzi o interesy – odrzekła krótko, a ja wypuściłem powietrze. – Dobra... Będę za chwilę – rzuciłem i rozłączyłem się. Mój fiut już zdążył oklapnąć przez tę rozmowę, a dziewczyna, której imienia nawet nie raczyłem poznać, wciąż klęczała na podłodze między moimi nogami. – Kontynuujemy? – zapytała, patrząc na mnie uwodzicielskimi zielonymi oczami i przygryzając czerwone, pełne usta. – Nie, już nie mam nastroju – odparłem gderliwie i wstałem. Jej uwodzicielskie spojrzenie natychmiast zmieniło się w smutek, a na moje usta wypłynął drwiący uśmieszek. – Nie bądź smutna. I tak się więcej nie zobaczymy – powiedziałem z rozluźnionym uśmiechem, na co zmarszczyła brwi. – Poważnie? – parsknęła, a ja skinąłem głową. – Słyszałam o twojej reputacji playboya, ale myślałam, że mnie potraktujesz inaczej. Jaka ja byłam głupia. – Taa, wyjątkowo głupia, jeśli myślałaś, że ustatkuję się przy tobie, skoro jest tyle innych, które jeszcze nie miały okazji mnie skosztować – przytaknąłem jej, a ona posłała mi wściekłe spojrzenie. – Ty durny palancie... Wychodzę! – warknęła w złości i zerwała się na równe nogi. Pozbierała swoje ubrania rozrzucone na podłodze mojego gabinetu i zaczęła je pośpiesznie wkładać. – Może chociaż weźmiesz trochę grosza? – zapytałem, a ona zmierzyła mnie morderczym wzrokiem. – Wsadź sobie te pieniądze w dupę, skurwysynu! – syknęła i wypadła z gabinetu. Wzruszyłem ramionami, patrząc, jak wychodzi. Wszedłem do przylegającej sypialni, którą wybudowałem, bo większość czasu spędzałem w biurze. Udałem się prosto do łazienki na szybki prysznic. Nie chciałem śmierdzieć seksem, jadąc do rodziców. Gdy skończyłem, ubrałem nowy garnitur i poprawiłem fryzurę. Gotowy, zabrałem telefon i wyszedłem z biura. Skierowałem się prosto do windy, która zawiozła mnie na parter. Pracownicy kłaniali mi się, a ja zaszczycałem ich jedynie paroma skinieniami głowy w ramach powitania, po czym wyszedłem z budynku. Na parkingu od razu dostrzegłem swój samochód. Zapukałem w szybę od strony kierowcy, która po sekundzie zjechała w dół, ukazując twarz mojego szofera. – Otwórz drzwi, wyjeżdżamy – poleciłem, a on przytaknął. – Otwarte, proszę pana – powiedział Sawyer. Otworzyłem tylne drzwi i wślizgnąłem się do środka. – Dokąd jedziemy, szefie? – zapytał, odpalając silnik. – Do rezydencji rodziców – odparłem, a on skinął głową i wyjechał z terenu firmy. Jakieś dwadzieścia minut później Sawyer zatrzymał samochód. – Jesteśmy na miejscu, szefie – oznajmił, a ja westchnąłem. Wysiadłem i rozejrzałem się po dobrze znanej okolicy, w której dorastałem. To miejsce przywoływało mnóstwo wspomnień z dzieciństwa. Minęło kilka miesięcy, odkąd ostatnio odwiedziłem rodziców. Odizolowałem się we własnej rezydencji, by uniknąć ich gadek o małżeństwie, zwłaszcza matki, która wykorzystywała każdą okazję, by przypomnieć mi o żeniaczce i o tym, że się starzeje i chciałaby zobaczyć wnuki przed śmiercią. Idąc w stronę drzwi wejściowych, zauważyłem, że służby, która zazwyczaj krząta się po posiadłości, nie ma na posterunku. Rodzice musieli wysłać ich do domu na weekend. Otworzyłem drzwi i wszedłem bez pukania czy dzwonienia. Przeszedłem do salonu i zastałem matkę i ojca siedzących na kanapie, jakby już na mnie czekali. – Cześć, staruszki! – zawołałem, podchodząc do nich i ściskając ich mocno. – Cześć, synku. Jak się czujesz? Dobrze jesz? Nie przepracowujesz się jak zwykle? Wyglądasz mi na mizernego... Nakarmię cię porządnie, zanim wyjedziesz – matka natychmiast zasypała mnie pytaniami, lustrując moją twarz i sylwetkę, a ja tylko jęknąłem na ten jawny pokaz matczynej czułości. – Wszystko gra, mamo. Przestań mnie traktować jak niemowlaka! – jęknąłem. – Oj, ucisz się. Dla mnie zawsze będziesz dzieckiem, nieważne ile będziesz miał lat – ucięła, a ja mruknąłem coś niezrozumiałego pod nosem. W tym momencie usłyszałem za sobą cichy chichot. Natychmiast się odwróciłem, by sprawdzić, kto to. Zobaczyłem starsze małżeństwo, mniej więcej w wieku moich rodziców, siedzące na innej kanapie i przyglądające się tej scenie między mną a matką. Nawet ich nie zauważyłem, kiedy wszedłem. – Kto to jest? – szepnąłem do ojca, który stał obok. – Sebastianie, poznaj Eleanor i Alistaira Hollowayów. Eleanor, Alistairze, to Sebastian – przedstawił nas ojciec, po czym wszyscy uścisnęliśmy sobie dłonie. – Dobra, mamo, tato... Co to za pilna sprawa, o której mieliśmy rozmawiać? – zapytałem, gdy już usiedliśmy. – Cóż... Wychodzisz za mąż – powiedział ojciec, a ja spojrzałem na niego, jakby mówił w jakimś obcym języku. Parsknąłem rozbawiony i niedowierzający, czując pokusę, by wybuchnąć śmiechem. – Żartujesz, prawda? – zachichotałem. – Nie przypominam sobie, bym przyprowadzał tu jakąś kobietę i ogłaszał ją swoją żoną. – To dlatego, że to my wybraliśmy kobietę, z którą się ożenisz – wtrąciła matka, a ja gapiłem się na nich, jakbym widział ich pierwszy raz na oczy. – Oboje sobie stroicie żarty, tak? Nie możecie wybrać mi żony; jestem dorosłym facetem i sam podejmuję decyzje! – krzyknąłem, wstając. – To nie XVIII wiek, żebyście wybierali partnerów dla swoich dzieci! – Nie podnoś na nas głosu, młody człowieku! – uciął ojciec, również wstając, a ja niechętnie zamknąłem usta. Gniew ojca nie był czymś, co miło się oglądało. – Od dłuższego czasu zachowujesz się nieodpowiedzialnie i to już wymyka się spod kontroli! – oświadczył. – Mamy tego dość! Ożenisz się z dziewczyną, którą dla ciebie wybraliśmy, albo będziemy zmuszeni odebrać ci firmę. Moje oczy rozszerzyły się z szoku na te słowa. – Nie możecie mi odebrać firmy – prychnąłem, a na jego twarzy pojawił się drwiący uśmieszek. – Jeśli nie pamiętasz, to ci przypomnę. Nie masz pełnej własności nad tą firmą, dopóki się nie ożenisz i ja nie podpiszę odpowiednich dokumentów. Czy to jasne?! – rzucił, a moje ramiona opadły w poczuciu klęski. Miał rację. – To nie fair... To w ogóle nie jest fair! – powiedziałem spokojnie, choć w środku gotowałem się z wściekłości. – Proszę cię... Trzeba było coś zrobić, synu. Inaczej twoja rozwiązłość doprowadziłaby nas do ruiny – stwierdziła matka. – Powinieneś być wdzięczny, że znaleźliśmy ci porządną i odpowiedzialną dziewczynę. Może ona zdoła sprawić, że przestaniesz zachowywać się jak gówniarz. Zachichotałem na to stwierdzenie. Żadna kobieta nie mogła mnie zmienić. Ślub z tą dziewczyną nie powstrzyma mnie przed pieprzeniem się na boki. – Cóż, skoro twierdzicie, że się ożenię, to gdzie jest moja wybranka? Nie widzę tu żadnej młodej kobiety – powiedziałem po kilku sekundach ciszy. Pani Holloway otworzyła usta, by coś powiedzieć, ale przerwało jej otwarcie drzwi wejściowych. W tym momencie do środka weszła olśniewająca kobieta, a ja oniemiałem z zachwytu nad jej urodą. Wyglądała jak prawdziwa bogini. Na jej widok dosłownie opadła mi szczęka. – Cześć! Przepraszam za spóźnienie, coś mnie zatrzymało – zawołała melodyjnym głosem. Przysięgam, jej głos coś we mnie poruszył. Do jasnej cholery! – Świetnie! Jesteś w samą porę... Cóż, synu, to jest dziewczyna, z którą się ożenisz.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

2 – Zbuntowana żona miliardera playboya | Czytaj powieści online na beletrystyka