Rozdział sześćdziesiąty szósty
• VIVIENNE •
Po godzinie jazdy Benson wjechał na szkolny parking i zaparkował samochód. Wypuściłam głośno powietrze, siedząc na tylnym siedzeniu.
— Dojechaliśmy, proszę pani — odezwał się Benson, widząc, że nie wykonuję żadnego ruchu, by wysiąść.
— Tak. Dzięki za podrzucenie, Benson — odpowiedziałam, biorąc torbę.
— Życzę udanego pierwszego dnia w szkole, pani Thorne
















