Jego Odrzucona Brzemienna Luna

Jego Odrzucona Brzemienna Luna

Autor: Vivian_G

Rozdział 6
Autor: Vivian_G
9 lut 2026
Dimitri: Przesunąłem palcami po włosach Charlotte, która leżała na mojej piersi. Jej klatka piersiowa unosiła się i opadała z każdym oddechem, a ja nie mogłem powstrzymać uśmiechu, widząc, jak spokojnie wyglądała. – Dajesz mi spokój – powiedziałem, a ona spojrzała na mnie z małym uśmiechem na ustach, odwracając się w moją stronę. Przesunęła dłonią po mojej piersi, leżąc na brzuchu, a ja zacieśniłem uścisk na jej plecach. Minął miesiąc od „łączenia” i na szczęście od tamtej pory nie zaaranżowano żadnych spotkań, byśmy we dwoje mogli cieszyć się naszym „pierwszym miesiącem”. Ale teraz, gdy dobiegł on końca, wiedziałem, że nawet czas mój i Charlotte zostanie ukrócony. – Cieszę się, że jestem w czymś dobra, przynajmniej – powiedziała, a ja uśmiechnąłem się złośliwie. – Jesteś dobra w wielu rzeczach – odparłem, patrząc, jak przygryza dolną wargę. Położyłem palec na jej ustach, a ona westchnęła, kręcąc głową. – Ale jeśli będziesz tak gryźć wargę, skończymy z problemem. – Runda czy dwie nie byłyby problemem – stwierdziła, a ja uśmiechnąłem się, po czym obróciłem ją na plecy. Mój kutas był już twardy między nogami; rozszerzyłem jej uda prawym kolanem, po czym usadowiłem się między nimi. Jej oczy napotkały moje, a ja wydałem z siebie cichy warkot, zanim wepchnąłem żołądź w jej wnętrze. Rozchyliła usta, a ja oparłem czoło o jej czoło. Nie byłem w nastroju na grę wstępną i wiedziałem, że Charlotte nie ma nic przeciwko, gdy nie chcę tracić czasu. – Myślę, że to będzie więcej niż runda czy dwie, Lotte. – Dopóki oderwie to twoje myśli od tego, co cię dręczy… Pukanie do drzwi przerwało naszą rozmowę, a ja zmarszczyłem brwi. Nikt nie pukałby o tej porze, chyba że w nagłym wypadku. Wiedząc o tym, poczułem narastające znużenie, gdy wstawałem. Owinąłem prześcieradło wokół bioder i patrzyłem, jak Charlotte zakrywa się, zanim otworzyłem drzwi. Moje oczy napotkały jednego z Gamm, Lyova, a ja pokręciłem głową pytająco. – Lepiej, żeby ktoś umierał. – Luna Aurora została właśnie złapana na próbie ucieczki z posiadłości – zameldował, a ja zawarczałem. Ostatnią rzeczą, jakiej potrzebowałem, było więcej kłopotów, a wyglądało na to, że ta mała suka kombinowała więcej, niż się wydawało. – Gdzie ona jest? – zapytałem, wychodząc z pokoju i zostawiając Charlotte leżącą w łóżku. – PUŚĆ MNIE! – usłyszałem krzyk Aurory, próbującej wyrwać rękę z uścisku Ivana, mojego Bety. Jego oczy spotkały się z moimi z daleka i skinąłem mu, by ją puścił. Chciała uciec, ale złapałem ją za dłoń, zaciskając uścisk na jej nadgarstku. – Gdzie, do kurwy nędzy, myślałaś, że idziesz? – Alfo? – zapytała, przełykając ślinę i patrząc na mnie. Jej serce waliło, a ja zawarczałem ostrzegawczo, nie chcąc, by myślała, że się z tego wywinie. Ostatnią rzeczą, z jaką chciałem się użerać, były problemy jakiejś suki omegi, ale wyglądało na to, że ona miała inne plany. – Zadałem pieprzone pytanie i, kurwa, sugeruję, żebyś na nie odpowiedziała – rzuciłem, dając jej ostrzeżenie. Jej serce łomotało; spojrzała na chwilę na prześcieradło, po czym cofnęła się o krok, próbując wyrwać się z mojego uścisku. – ODPOWIADAJ! Zarówno Ivan, jak i Lyov spojrzeli na kobietę, a potem na mnie, po czym spuścili wzrok. Usta Aurory zadrżały, a szloch wyrwał się z jej gardła, zanim zdołała go powstrzymać. Jej serce biło jak szalone, a ja zmarszczyłem brwi, widząc, jak jej oczy uciekają w głąb czaszki. Objąłem ją, łapiąc, zanim jej głowa uderzyła o ziemię; cichy warkot wydobył się z moich ust na ten widok. – Lepiej, żeby to nie była jedna z twoich chorych gierek, omego – mruknąłem, biorąc ją na ręce. Mężczyźni patrzyli na mnie przez chwilę, a ja wziąłem głęboki oddech, patrząc na kobietę. – Wezwijcie medyków do jej pokoju. Chcę, żeby ją zbadali. Lyov skinął głową i cofnął się, a ja ruszyłem w stronę jej sypialni, podczas gdy Charlotte otworzyła drzwi mojego pokoju. – Dimitri? – zapytała, marszcząc brwi w dezorientacji, a ja przewróciłem oczami, co sprawiło, że się wzdrygnęła. Ivan potrząsnął głową. – Co to znaczy, że straciła przytomność? Ivan podążył za mną, nie kłopocząc się odpowiedzią, po czym pośpieszył za mną, biegnąc do jej drzwi. Otworzył je i patrzył, jak wchodzę i kładę ją na łóżku. – Co teraz zrobisz? – zapytał, a ja prychnąłem. – Zobaczymy, w jaką grę pogrywa tym razem, i dopiero wtedy ukarzę ją za próbę ucieczki, kiedy dobrze wie, że nasze obowiązki wkrótce się zaczną – powiedziałem, piorunując kobietę wzrokiem. Patrzył na nią przez chwilę, po czym spojrzał z powrotem na mnie. – Idź i zostań z Charlotte. Znam ją i wiem, że zacznie robić zamieszanie, a ostatnią rzeczą, z jaką chcę się użerać, jest kolejna histeria kobiety. Ivan skinął głową i cofnął się, odwracając do drzwi, by wyjść, a ja zwróciłem uwagę na Aurorę, której klatka piersiowa unosiła się i opadała z każdym oddechem. Jej serce wciąż biło szybko; przewróciłem oczami, gdy drzwi się otworzyły, ukazując lekarkę stada. – Alfo? – Sprawdź ją – powiedziałem, kiwając głową na Aurorę. Kobieta przytaknęła i podeszła do niej, a ja cofnąłem się o krok. Zobaczmy, w jaką gównianą grę próbujesz grać tym razem…

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 6 – Jego Odrzucona Brzemienna Luna | Czytaj powieści online na beletrystyka