Plotki kreowały Alfę Kaelena z Watahy Żelaznej Krwi na makabrycznego, naznaczonego wojennymi bliznami potwora. Dla dwudziestoletniej Cressidy – późno dojrzewającej, nieprzemienionej wilczycy, maltretowanej i odrzuconej przez własnego ojca – przymusowe małżeństwo z nim miało być wyrokiem śmierci. Ale mężczyzna stojący przed nią w gabinecie Alfy wcale nie jest bestią. Jest niebezpiecznie przystojny, potężnie zbudowany i absolutnie wściekły z powodu królewskiego dekretu. Przesuwa po masywnym, mahoniowym biurku bezduszną umowę. – Publicznie będziemy zachowywać pozory. Ale za zamkniętymi drzwiami nic nas nie łączy – rzucił z pogardą Kaelen, a pod wpływem jego ciemnego spojrzenia zamarła w bezruchu. – Nigdy cię nie naznaczę. Nigdy cię nie dotknę. I z całą pewnością nigdy nie wezmę cię do swojego łóżka. Spodziewając się, że dziewczyna zacznie płakać i błagać o swoją pozycję, Kaelen jest kompletnie zbity z tropu, gdy Cressida wzdycha z głęboką ulgą. *Dzięki niech będą Bogini.* Wciąż może zachować czystość dla swojego prawdziwego, przeznaczonego partnera! Jednakże jej całkowity brak zainteresowania zdaje się budzić w lodowatym Alfie niebezpieczny, terytorialny instynkt. Zażądał, aby trzymali się od siebie z daleka, a jednak kiedy nocne koszmary zmuszają ją do spania na zimnej podłodze swojego odizolowanego pokoju, Cressida w tajemniczych okolicznościach budzi się bezpiecznie otulona pościelą na środku jego luksusowego łóżka. Drzwi łączące ich sypialnie nie są zamknięte na klucz. A w jej snach potężny, zimowoszary wilk skrada się coraz bliżej, podczas gdy jego zaborczy głos odbija się echem w jej umyśle: *„Idę po ciebie”*.

Pierwszy Rozdział

POV Cressida Dudniące wycie wilków zbliżało się ze wszystkich stron, uderzając o kruche żebra Cressidy, gdy pędziła na oślep przez wilgotny, mroczny las. Mokre gałęzie chłostały jej ramiona i twarz, drapiąc delikatną skórę i szarpiąc zniszczoną sukienkę. Jej długie, brązowe włosy łopotały dziko wokół niej, wyswobodziwszy się z niedbałego koka, którego pospiesznie związała przed desperacką ucieczką. Jej stare, gumowe buty niebezpiecznie ślizgały się na śliskim mchu i mokrych liściach. Jej płuca płonęły przy każdym kroku, chwytając chrypliwie lodowate nocne powietrze, lecz odmawiała zatrzymania się. Mając dwadzieścia lat, była całkowicie bezbronna. Większość samców wilków doświadczała swojej pierwszej przemiany w bestię w wieku dwudziestu lat, lecz wilczyce musiały czekać bolesny, dodatkowy rok, aż do swoich dwudziestych pierwszych urodzin. Uwięziona w bezbronnym ludzkim ciele, była pozbawiona pazurów, kłów i brutalnej siły fizycznej, by móc obronić się przed ścigającymi ją potworami. Mogła polegać jedynie na czystej, buzującej adrenalinie swojej linii krwi alfa, by uciec przed swoim nędznym losem. Jej pierś unosiła się ciężko. Grzmiące łapy wojowników z watahy jej ojca doganiały ją, a ziemia złowieszczo wibrowała pod jej stopami. Słyszała, jak przedzierają się z trzaskiem przez gęste zarośla, skracając dystans. Miodowe oczy Cressidy rozszerzyły się w absolutnym przerażeniu, gdy zerknęła przez ramię, widząc mroczne cienie starożytnych drzew kołyszących się gwałtownie za nimi. Jej nadzieje na ucieczkę z terytorium watahy kruszyły się z każdym ciężkim uderzeniem łap. Właśnie gdy zmuszała piekące mięśnie do wyrwania się naprzód, potężny, nieunikniony głos nagle odbił się złowrogim echem pośród starożytnych drzew, przecinając dźwięki nocy. – Wracaj tu, Cressido! – Głos uderzył ją jak fizyczny cios. – Rozkazuję ci! Zostań w miejscu! Słuchaj swojego alfy! To był jej ojciec, Alfa Roderick Vance. W tej samej chwili, gdy zalał ją rozkaz alfy, jej ciało natychmiast uległo jego absolutnej władzy. Krew ścięła jej się w żyłach. Niewidzialny ciężar jego rozkazu wypchnął powietrze z jej płuc. Jej kolana całkowicie osłabły, uginając się pod jej ciężarem. Nie mogła zrobić ani kroku naprzód. Rozpęd sprawił, że poleciała głową w dół, gwałtownie staczając się po wilgotnym, błotnistym zboczu. Ostre kamienie i połamane korzenie bezlitośnie drapały jej skórę, gdy koziołkowała całkowicie poza kontrolą, krzycząc z bólu, podczas gdy brutalny upadek poniewierał jej poobijane ciało. Kiedy w końcu uderzyła o dno, chwyciła łapczywie powietrze. Panika ścisnęła jej gardło. Gorączkowo drapała mokrą ziemię, zdoławszy wgramolić się na nogi, dysząc i drżąc niekontrolowanie. Ale było już o wiele za późno. Alfa Roderick górował nad nią złowieszczo. Tuż obok niego stał jej okrutny przyrodni brat, Draven, oraz oddział ciężko uzbrojonych wojowników watahy. Ich oczy płonęły drapieżną satysfakcją, gwarantując, że nie było absolutnie żadnej drogi ucieczki. Całkowicie załamana, Cressida opadła z powrotem na kolana w brud. Wola walki z niej uleciała, zastąpiona przez przytłaczającą, obezwładniającą rozpacz. Płakała niekontrolowanie, a łzy rzeźbiły ścieżki w błocie rozsmarowanym na jej policzkach. Spojrzała w górę na potężnego mężczyznę, który miał ją bezwarunkowo chronić, błagając każdą uncją swojej zdruzgotanej duszy. – Proszę, ojcze – błagała, a jej głos łamał się z czystej desperacji. – Nie oddawaj mnie. Będę ciężej pracować dla watahy. Zrobię wszystko, co mi każesz. Po prostu... po prostu mnie nie oddawaj! Przez lata była bezlitośnie odzierana ze wszystkich podstawowych przywilejów przez swoją własną rodzinę. Z radością ją zniewolili, zmieniając prawowitą córkę alfy w podrzędną służącą, która gotowała, szorowała podłogi i uwijała się bezustannie, by spełnić każdy poniżający rozkaz wymyślony przez jej ojca i przybraną rodzinę. A teraz, jakby te codzienne tortury nie wystarczały, ten mężczyzna oferował ją jako ofiarę – oblubienicę dla notorycznie bezlitosnego alfy. Wyraz twarzy Rodericka pozostał kamienny i nieugięty. Ani jedna iskierka ojcowskiej litości nie złagodziła jego surowych, kanciastych rysów. Patrzył na nią, klęczącą w błocie, z zimną obojętnością, podchodząc bliżej, by szybko usprawiedliwić swoją ostateczną zdradę. – Nie rozumiesz, Cressido. Nasza wataha będzie w niebezpieczeństwie – oznajmił Roderick, a jego głos pozbawiony był jakiegokolwiek ciepła. – To rozkaz króla alf! Chcesz, żeby twoja rodzina cierpiała? Ja? Twoja macocha i twoje rodzeństwo? Oboje wiemy, że żądania króla są ostateczne. Nie ma mowy o sprzeciwieniu się mu! Z głośnym warknięciem, jej ojciec rozkazał swoim ludziom ją zabrać. Chwilę później Cressida została siłą zaciągnięta z powrotem do domu watahy i gwałtownie wrzucona na zakurzony, ciasny strych. Ta przestrzeń służyła za jej samotne więzienie od trzech bolesnych lat. Uderzyła o twardą, drewnianą podłogę z bolesnym głuchym łoskotem, kaszląc gwałtownie, gdy w półmroku uniosły się kłęby stęchłego kurzu. Gdy leżała bezradnie na deskach podłogowych, walcząc o oddech, padł na nią mroczny cień. Jej przyrodni brat Draven górował nad jej powaloną sylwetką. Jego oczy wędrowały wzdłuż jej odsłoniętych nóg, ciężkie od mrocznego, drapieżnego pożądania. Zrobił groźny krok bliżej, a jego oddech stawał się płytki i ciężki, gdy napawał się jej całkowicie bezbronnym stanem. Cressida rzuciła mu gniewne spojrzenie. Jej ciało drgnęło mimowolnie w czystym przerażeniu, kurcząc się przed jego obrzydliwą obecnością, lecz jej duch pozostał zaciekle nieugięty. Wiedziała dokładnie, co zamierzał jej zrobić. Rzuciła mu wyzwanie z pogardą, a jej oczy płonęły nienawiścią. – No dalej! Wykorzystaj mnie, to zginiesz! Draven uśmiechnął się szyderczo, podchodząc bliżej, gotów przetestować tajemniczy, śmiertelny ból, który zawsze w niewytłumaczalny sposób udaremniał jego napaści na nią. Ostatnim razem, gdy próbował siłą położyć dłonie na jej ciele, dręczący, niewytłumaczalny ból ścisnął jego klatkę piersiową, powstrzymując go przed jej zaatakowaniem. Zanim Draven zdążył wykonać ruch, by ponownie rzucić wyzwanie tej śmiercionośnej obronie, na korytarzu rozległ się tupot ciężkich butów. Roderick wparował wściekle do pokoju na strychu. – Co ty, kurwa, robisz?! – ryknął Roderick. Widząc Dravena pochylonego nad Cressidą, rzucił się naprzód, łapiąc go mocno za gardło. Jego knykcie pobielały całkowicie, gdy wbił pasierba z powrotem w szorstką, drewnianą ścianę. – Wiesz, że jest przeklęta! – zaryczał Roderick, zaciskając uścisk. – Trzymaj się od niej z daleka! Będzie oblubienicą Alfy Kaelena, a my nie chcemy jej teraz skrzywdzić! Roderick fizycznie wyrzucił Dravena przez drzwi strychu, pchając go mocno na wąski korytarz, po czym przeniósł wściekłe spojrzenie z powrotem na drżącą córkę. Poprawił kołnierzyk, ogłaszając swój ostateczny, absolutny wyrok. – Jutro beta Alfy Kaelena będzie tutaj, aby cię zabrać – powiedział chłodno Roderick. – Wyjdziesz za Alfę Kaelena, czy ci się to podoba, czy nie. Pozostawiona w samotnej udręce na twardej podłodze, Cressida poczuła, jak zalewa ją świeża fala niekontrolowanego bólu. Wpatrywała się w mężczyznę stojącego w drzwiach. Miażdżące wspomnienia uderzyły w jej umysł — wspomnienia ojca, który kiedyś czule całował ją w czoło do snu, który cierpliwie uczył ją, jak się bronić, który pieszczotliwie nazywał ją swoją córeczką. Te piękne wspomnienia roztrzaskały serce Cressidy na milion nienaprawialnych kawałków. Gdzie podział się ten kochający ojciec? Wyciągając do niego drżącą, zabrudzoną ziemią dłoń, błagała choćby o strzęp zrozumienia. – Tato, proszę – załkała, a jej głos odbił się echem od skośnego sufitu strychu. – Czy w ogóle ci na mnie nie zależy? Zlituj się nade mną. Byłeś ojcem, który kiedyś mnie kochał. Co ja zrobiłam?! Jak mój ojciec mógł potraktować mnie w ten sposób?! Łapczywie chwytała powietrze przez ciężki szloch. – Odkąd stałeś się wobec mnie oziębły, pragnęłam poczuć ojcowską miłość. Dlaczego, tato? Proszę, pozwól mi to zrozumieć! Jestem twoją córką, twoją własną krwią i ciałem! A jednak traktujesz moje przybrane rodzeństwo lepiej niż mnie! Roderick zamarł w drzwiach. Jego masywne ramiona napięły się, a dłonie zacisnęły mocno w pięści u jego boków. Przez ulotną sekundę bolesna cisza rozciągnęła się między nimi. Wtedy zimna, brutalna prawda w końcu wylała się z jego ust niczym jad. – Przez ciebie opuściła mnie twoja matka – warknął Roderick, a jego głos zniżył się do niebezpiecznego, pełnego nienawiści rejestru. – Przez ciebie zginął mój najlepszy przyjaciel. Cressida zamarła, a powietrze gwałtownie uleciało z jej płuc. Roderick podszedł bliżej, a jego oczy płonęły latami tłumionej urazy. – Musiałem znosić trzymanie cię w tej watasze przez te wszystkie lata, ponieważ była to moja święta obietnica złożona twojej matce. Abyś pozostała żywa i bezpieczna, dopóki ona nie wróci. – Wypuścił gorzkie, kpiące westchnienie. – Ale nigdy nie przyszła. Przysięgała, że wróci, ale nas porzuciła. Gdyby cię kochała, już by wróciła. Miałem nadzieję, ale los znalazł inny sposób, by otworzyć mi oczy. Spojrzał na nią z czystym obrzydzeniem. – Nie było ci pisane zostać w tej watasze. I być może twoja matka nigdy nie zamierzała po ciebie wrócić. Roderick wyprostował się, mocno zaciskając szczęki. – Z rozkazu Króla Valeriusa poślubisz Alfę Kaelena, i to jest twoje przeznaczenie. Z wściekłym warknięciem wyszedł z pokoju i zatrzasnął ciężkie, drewniane drzwi za nią. Metaliczny dźwięk zatrzaskującego się zamka odbił się echem z przerażającą ostatecznością, oficjalnie przypieczętowując jej zgubny los. Cressida znów pogrążyła się w duszącym mroku. Sama. Miażdżący ciężar jadowitych słów jej ojca dusił ją. Zwinęła się w kłębek, wylewając łzy na zakurzone deski podłogowe. Jej matka ją zostawiła. To była bolesna rzeczywistość, z którą żyła od ośmiu długich lat, ale usłyszenie tego wprost z ust ojca sprawiło, że rana znów zaczęła obficie krwawić. Czy jej matka naprawdę ją porzuciła? Czy nigdy nie planowała wrócić? Czy to naprawdę była wina Cressidy? I to brutalne oskarżenie dotyczące Bety Edmunda... jej szczęki zacisnęły się, gdy klatkę piersiową ścisnęła nowa udręka. Jak jej ojciec mógł tak niesprawiedliwie winić ją za nagłą śmierć swojego najlepszego przyjaciela? Była tylko dzieckiem, kiedy to się stało. Nawet nie do końca rozumiała, co się wydarzyło tamtej strasznej nocy. A jednak jej ojciec wykorzystał tę nieznaną tragedię, by usprawiedliwić odebranie jej swojej miłości, zamieniając jej życie w prawdziwe piekło. – Dlaczego miałby obwiniać o to mnie? – szepnęła w ciemność swoim chrypliwym, całkowicie złamanym głosem. – Jak to była moja wina? Nawet nie wiedziałam, co się stało Becie Edmundowi! Czy on nigdy mi nie uwierzył? Leżała tak w zimnie przez wiele godzin, czując wściekłość i beznadzieję. Nie wiedziała dokładnie, jak długo płakała, ale w końcu jej niekończące się łzy wyschły, pozostawiając jej oczy piekące i opuchnięte. Głęboka cisza nocy ciężko napierała na jej uszy. Zbierając absolutnie ostatnie resztki sił fizycznych, Cressida powoli powlokła swoje wyczerpane, poturbowane ciało po szorstkich, drewnianych deskach. Podciągnęła się na parapecie małego, brudnego okna na strychu. Zimne szkło przycisnęło się do jej czoła, gdy wyjrzała na zewnątrz. Ponad ciemnymi, strzelistymi sylwetkami leśnych drzew rozciągało się bezkresne, rozgwieżdżone nocne niebo. Jasny, świetlisty blask księżyca rzucał blade promienie na jej zalaną łzami twarz. Wpatrując się w niebiańskie światło, poczuła, jak w jej żołądku ciężko osiada głębokie, przerażone oczekiwanie. Jutro zostanie wyciągnięta z jedynego piekła, jakie znała. Jutro zostanie przekazana watasze, która słynęła ze swojej absolutnej brutalności. Szepnęła rozpaczliwie w cichą, zalaną blaskiem gwiazd pustkę: – Bogini, czy mnie opuściłaś? Dlaczego oddajesz mnie mężczyźnie, który podobno jest przerażający i okrutny? Czy to moje przeznaczenie?

Odkryj więcej niesamowitych treści