Nietknięta oblubienica Żelaznego Alfy

Nietknięta oblubienica Żelaznego Alfy

Autor: Aeliana Moreau

Alfa Kaelen Thorne
Autor: Aeliana Moreau
24 lip 2026
POV Cressida. Surowe, poranne światło przebiło się przez brudne okno na strychu, oficjalnie zwiastując początek końca. Stałam w absolutnej ciszy na środku ciasnego pokoju, odrętwiałymi palcami gładząc znoszony, wyblakły materiał sukienki z drugiej ręki, którą zmuszono mnie włożyć. Kiedyś była to elegancka kreacja, może wiele lat temu, ale należała do czasów, zanim moje życie zamieniło się w istny koszmar. Teraz była to tylko kolejna rzecz, którą moja przyrodnia siostra zamierzała wyrzucić, a którą rzucono mi jak ochłap bezpańskiemu psu. Ciężkie kroki odbiły się echem na drewnianych schodach, zakłócając ciszę mojej izolacji. Drzwi otworzyły się z rozmachem, a do pokoju wkroczyła dumnym krokiem moja przyrodnia siostra, Hesper. Zmierzyła mnie od góry do dołu, a jej twarz natychmiast wykrzywiła się w podłym, jadowitym uśmiechu, od którego przewracało mi się w żołądku. – Gratulacje, siostrzyczko – zakpiła Hesper, podchodząc bliżej. Jej głos ociekał złośliwą rozkoszą, przecinając zakurzone powietrze. – Słyszałam, że twój przyszły mąż jest niezwykle bezwzględny. Mówią, że to mężczyzna pełen wojennych blizn, z twarzą tak przerażającą i brzydką, że posikasz się w jego obecności. Przełknęłam ślinę, nie odrywając wzroku od desek podłogowych. Odmawiałam jej satysfakcji z zobaczenia mojego strachu, ale to nie był koniec. Hesper pochyliła się, a jej oczy błysnęły czystą złośliwością. – Słyszałam, że wpadł w furię z powodu tego przymusowego małżeństwa. Może obwini ciebie. – Z jej ust wyrwał się ostry, okrutny śmiech. – Może wylądujesz, umierając żałośnie z jego rąk. Nawet twoja klątwa cię nie ocali. Dreszcze natychmiast przebiegły mi po plecach na makabryczny obraz, jaki jej słowa namalowały w moim umyśle. Zimne przerażenie osiadło głęboko w moich kościach. *Czy to małżeństwo będzie moim faktycznym końcem?* – zastanawiałam się w duchu. *To z pewnością byłoby spełnienie ich marzeń.* – Idziemy! – warknął głos z korytarza. To był mój przyrodni brat, Draven, ściskający pojedynczą, żałosną torbę, która zawierała tych kilka nielicznych rzeczy, jakie faktycznie posiadałam. Nie dano mi czasu, żeby cokolwiek przemyśleć. Poprowadzono mnie na dół i wypchnięto przez frontowe drzwi na szczypiące, poranne powietrze. Podjazd był żwirowy i zimny. Mój ojciec, Alfa Roderick, stał, czekając przy eleganckim, masywnym, czarnym pojeździe. Posiadał serce z czystego kamienia. Kiedy się zbliżyłam, celowo odwrócił wzrok, nie okazując absolutnie żadnej troski o własną córkę. Patrzył na mnie tak, jakbym była tylko nieudanym interesem, od którego w końcu umywał ręce. Przekazywał mnie potężnemu, masywnemu mężczyźnie o ciemnoblond włosach. Nieznajomy miał brutalny ślad po pazurach wyżłobiony na lewym policzku, wyraźny dowód na to, że w przeszłości zranił go zajadły wróg. To był Beta Jarek, zastępca watahy Żelaznej Krwi. – Beto Jarek – powiedział mój ojciec gładko, choć jego ton pozostał martwy i chłodny. – To moja córka, Cressida Vance. Proszę przekazać Alfie Kaelenowi, że powierzamy mu naszą córkę. Hipokryzja w jego słowach przyprawiała mnie o mdłości. Nie obchodziło go powierzanie mnie komukolwiek; po prostu chciał, żebym zniknęła. Stałam tam, lekko drżąc pod przytłaczającym ciężarem sytuacji. Z trudem spojrzałam Becie Jarkowi w oczy. Był zaprawionym w bojach wojownikiem, stworzonym do onieśmielania i niszczenia. Ale gdy cisza się przedłużała, wiedziałam, że muszę się odezwać. Musiałam wiedzieć, co mnie czeka. Zbierając każdą uncję odwagi, jaka mi została w wyczerpanym ciele, powoli spojrzałam w górę na potężnego, mocno pokrytego bliznami wojownika stojącego przede mną. Mój głos drżał straszliwie, gdy zapytałam: – Czy... czy zrobicie mi krzywdę? Beta Jarek był wyraźnie zaskoczony załamanym, dociekliwym charakterem mojego pytania. Twarde rysy jego twarzy drgnęły w zdziwieniu. Odchylił się lekko, unosząc gęstą brew, podczas gdy jego bystre oczy przepatrywały moją kruchą, obronną postawę. Po długiej, ciężkiej sekundzie odpowiedział stanowczym, całkowicie poważnym tonem. – Nie, dopóki będziesz przestrzegać zasad. – Wskazał gestem na otwarte drzwi pojazdu. – Wsiadaj do samochodu. Odwróciłam się, by po raz ostatni spojrzeć na mojego ojca. Utrzymywał idealnie pustą pokerową twarz. Jego oczy nie okazywały absolutnie żadnej miłości, żadnego żalu i żadnego zaniepokojenia przerażającym losem, na który mnie skazywał. – Żegnaj, ojcze – powiedziałam głuchym głosem. Alfa Roderick jedynie skinął sztywno głową na znak przyjęcia tego do wiadomości. Obok niego stała moja macocha, Myrna, i Hesper. Odegrały przyprawiająco o mdłości, fałszywe, radosne pożegnanie na użytek goszczącego Bety. Machały rękami entuzjastycznie, a ich uśmiechy były szerokie. Były wyraźnie wniebowzięte, że wreszcie się mnie pozbyły, całkowicie odrzucając mnie do potwornego alfy. Wspięłam się na tylne siedzenie, wstrzymując oddech, gdy ciężkie drzwi się zatrzasnęły, zamykając mnie w środku. Zgodnie z absolutnym i niekwestionowanym dekretem Króla Alf Valeriusa, zostałam zmuszona do poślubienia Alfy Kaelena Thorne'a. Był powszechnie znany jako najbardziej groźny i niebezpieczny przywódca Teyrnas. Powód, dla którego to mnie wybrano, pozostawał przerażającą, nierozwiązaną zagadką w moim umyśle. Nie byłam wyjątkowa. Nie byłam potężna. Dlaczego Król miałby rozkazać taki przerażający związek? Silnik zaryczał, ożywając, i pojazd zaczął odjeżdżać od domu watahy. Kiedy jechaliśmy znanymi, polnymi drogami, zbliżając się do zewnętrznych granic watahy, nagła, duszna desperacja ścisnęła moją klatkę piersiową. Nie mogłam oddychać. Nie mogłam tak po prostu odjechać bez prawdziwego pożegnania. Spojrzałam przez okno i zobaczyłam dwie postacie biegnące gorączkowo wzdłuż linii drzew, wznoszące tumany kurzu, gdy goniły samochód. To byli Dalton i Calista, moi dwaj najlepsi przyjaciele. Łzy natychmiast napłynęły mi do oczu. Pochyliłam się do przodu, moimi dłońmi zaciskając się na oparciu fotela kierowcy. – Proszę – błagałam ze łzami w oczach Betę Jarka. – Czy mogę się pożegnać? Choć przez minutę. Jarek westchnął ciężko i chropowato, ale samochód zwolnił i w końcu zatrzymał się tuż na krawędzi granicy. Wygramoliłam się z pojazdu, rzucając się w otwarte ramiona Daltona i Calisty. Dalton przytulił mnie mocno, dysząc ciężko po sprincie. Odsunął się, a jego dłonie zaciskały się na moich ramionach, gdy desperacko ofiarował mi znikomą iskrę nadziei. – Moja matka powiedziała, że ojciec spróbuje porozmawiać z królem – wyrzucił z siebie w pośpiechu, a jego pierś unosiła się ciężko. – Może uda ci się z tego wyplątać. Znajdziemy jakiś sposób. Wzięłam głęboki wdech, kręcąc głową, podczas gdy surowa rzeczywistość zmiażdżyła jego optymizm. – Nie wiem, Dalton. Nie chcę, żeby twoi rodzice wpakowali się przez mnie w kłopoty. Nie można sprzeciwić się Królowi. Calista naciskała dalej, chwytając moje dłonie. Jej twarz była blada z powodu głębokiego, dręczącego niepokoju. – A co, jeśli... co jeśli powiemy im o twojej... – Ciii – uciszyłam ją natychmiast i stanowczo, ucinając niebezpieczne zdanie, zanim zdążyło się w pełni uformować w otwartej przestrzeni. Ścisnęłam jej dłonie, niemo błagając, by przestała. Cokolwiek było ze mną nie tak, jakiekolwiek straszne rzeczy moja wataha szeptała o mnie za zamkniętymi drzwiami, musiało to pozostać tajemnicą. Absolutnie nie chciałam, by zwykłe spekulacje i złośliwe plotki o tym, że jestem przeklęta, podążyły za mną na obce, wrogie terytorium. – Sama o tym zdecyduję – szepnęłam cicho, ale stanowczo. – Nie chcę tego pełnego odrazy spojrzenia ze strony ludzi... zwłaszcza w nowej watasze. Proszę, obiecajcie mi to. Łzy zaszczypały mnie w oczy, gdy patrzyłam na nich po raz ostatni. Przytuliłam oboje raz jeszcze, chowając twarz w ich ramionach. – Zaopiekujcie się ciocią Corą i wujkiem Aldenem – płakałam cicho. – Zaopiekujcie się Lorelei i Jace'em. – Wymieniłam imiona ich rodzin, jedynych ludzi, którzy kiedykolwiek traktowali mnie, jakbym należała do ich grona. – Musimy już jechać, Cressido – warknął nagle surowy, nieugięty głos Bety Jarka. Stał obok masywnego pojazdu, a jego górująca sylwetka zmusiła mnie do odsunięcia się od jedynych ludzi, którzy kiedykolwiek okazali mi szczerą miłość. – Będę za wami tęsknić. Żegnajcie – wykrztusiłam. Powlokłam się ciężko z powrotem do samochodu i wsiadłam do środka. Gdy odjeżdżaliśmy, wyrywając mnie z mojego domu na zawsze, odwróciłam się, by spojrzeć przez tylne okno. Patrzyłam, jak moi przyjaciele maleją w oddali, aż gęsty las pochłonął ich w całości. Poczułam, jak więź z watahą się napina, powoli zanikając, pozostawiając tylko tępy ból w klatce piersiowej. Wyczerpująca podróż na rozległe terytorium watahy Żelaznej Krwi zajęła dwa długie, pełne udręki dni. Siedziałam sztywno na tylnym siedzeniu, otoczona przez milczących wojowników. Przez te czterdzieści osiem godzin mój umysł bezustannie pędził, wypełniony przerażającymi, mrożącymi krew w żyłach opowieściami o moim przyszłym mężu. Alfa Kaelen Thorne był powszechnie znany jako zimnokrwisty zdobywca, który rządził swoją ogromną watahą żelazną ręką. Został Alfą w wieku dwudziestu lat, tocząc brutalne wojny i masakrując wrogów swojego narodu bez cienia litości. Opowieści głosiły, że jego twarz i ciało rzekomo były zeszpecone makabrycznymi, ohydnymi bliznami z bitew. Mówiono, że wyglądał upiornie, był na wskroś okrutny i całkowicie wyzuty z emocji. Wpatrywałam się przez okno w przesuwające się, rozmyte kształty drzew, cicho modląc się do Bogini Księżyca. *Proszę* – błagałam nocne niebo – *pozwól mi być po prostu żoną tylko z nazwy*. Nie obchodziło mnie, czy ma kochanki. Nie dbałam o to, czy kiedykolwiek na mnie spojrzy. Desperacko pragnęłam tylko cicho wtopić się w tło, stać się niewidzialną i uciec przed jego legendarnym gniewem. Po dwóch dniach niekończącej się jazdy krajobraz radykalnie się zmienił. Rzadkie lasy mojej dawnej watahy ustąpiły miejsca strzelistym, prastarym sosnom, które wyznaczały rozległe granice watahy Żelaznej Krwi. Terytorium było oszałamiająco wielkie, emanujące onieśmielającą, agresywną potęgą, od której cierpła mi skóra. Pojazd w końcu przejechał przez potężne bramy, chrzęszcząc na żwirowym podjeździe rozległego frontowego trawnika. Spojrzałam w górę i dech zaparło mi w piersi. Dom watahy nie był zwykłym domem; to była masywna, imponująca, czteropiętrowa posiadłość z czerwonej cegły, przypominająca raczej mocno ufortyfikowaną twierdzę. W chwili, gdy samochód się zatrzymał, nie dano mi absolutnie żadnego czasu na odpoczynek ani ukojenie zszarpanych nerwów. Beta Jarek otworzył mi drzwi i natychmiast poprowadził po wielkich, kamiennych schodach. Przemaszerowaliśmy prosto przez ogromne, przepastne hole rezydencji. Cisza panująca wewnątrz była ogłuszająca, a powietrze gęste od napięcia i dyscypliny. Jarek poprowadził mnie prosto do masywnych, ciemnych drewnianych drzwi. Prywatnego biura Alfy. Pchnął drzwi, otwierając je, a ja weszłam do środka. Pokój był przestronny i przeraźliwie cichy. Na drugim końcu biura stał szeroki w ramionach mężczyzna. Stał do mnie całkowicie odwrócony swoimi szerokimi plecami, bezgłośnie wyglądając przez duże okno z widokiem na posiadłość. Miał na sobie nieskazitelnie białą koszulę, która opinała się ciasno na jego niewiarygodnie szerokich, muskularnych plecach. Rękawy miał podwinięte do łokci, odsłaniając grube, muskularne przedramiona gęsto pokryte skomplikowanymi, ciemnymi tatuażami, które wiły się po jego skórze. – Alfo, Cressida przybyła – oznajmił Jarek z szacunkiem, a jego głęboki głos odbił się lekkim echem w dużym pomieszczeniu. Żołądek podszedł mi do gardła. Nadeszła ta chwila. Zacisnęłam pięści tak mocno, że paznokcie wbiły mi się we wnętrza dłoni. Przygotowując się na stanięcie twarzą w twarz z ohydnym, mocno pokrytym bliznami potworem, mocno zacisnęłam oczy i wciągnęłam ciężki, drżący oddech. Przygotowywałam swój umysł na zdeformowane rysy, na przerażające oblicze bezlitosnego mordercy, którego obiecała mi Hesper. Powietrze w pomieszczeniu nagle zgęstniało. Stało się niewiarygodnie ciężkie, dusząc mnie surową, przytłaczającą mocą alfy. Moja skóra mrowiła od elektryczności statycznej. Usłyszałam delikatną zmianę jego postawy. Odwracał się. Kiedy Kaelen w końcu odwrócił się w moją stronę, powoli, ze strachem otworzyłam oczy, całkowicie gotowa na spotkanie ze swoim przeznaczeniem. Zamiast tego moje oczy zderzyły się bezpośrednio z jego palącym, intensywnym spojrzeniem. Moje serce natychmiast zaczęło szaleńczo uderzać o żebra, wybijając gorączkowy, ogłuszający rytm w moich uszach. Nagła fala gorąca zalała mi twarz, a moje blade policzki oblały się głębokim, piekącym karmazynem. Szczęka mi opadła, a mój umysł stał się całkowitą pustką w wyrazie czystego, obezwładniającego szoku. Mężczyzna stojący przede mną przeczył każdej przerażającej plotce, która nawiedzała każdą moją świadomą chwilę. Przerażająca, obrzydliwa bestia, na którą się przygotowałam, w ogóle tu nie istniała. Zamiast tego mężczyzna, który odwzajemniał moje spojrzenie, miał niezwykle zniewalający, niebezpiecznie przystojny wygląd, który kradł dech z moich płuc. Moje wewnętrzne myśli wirowały całkowicie poza kontrolą w absolutnym niedowierzaniu. „To jest… Alfa Kaelen Thorne?”

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Alfa Kaelen Thorne – Nietknięta oblubienica Żelaznego Alfy | Czytaj powieści online na beletrystyka