Elowen Vane to „bezwilczy odmieniec” z Watahy Borealnej, zaledwie cień swojej idealnej siostry, Selene. Kiedy Selene zostaje znaleziona martwa, ojciec Elowen zmusza ją do małżeństwa z lodu i krwi z Alfą Kaelenem Thorne’em – mężczyzną, który kochał jej siostrę, a teraz przysięga, że zamieni życie Elowen w piekło na ziemi. Związana okrutną przysięgą i otumaniana lekami przez ojca skrywającego morderczą tajemnicę, Elowen jest więźniem we własnym domu. Jednak w chwili słabości w Akademii Cerulean Zenith cisza w jej umyśle zostaje przerwana. Jej wilczyca, Kallisto, budzi się, wyjawiając prawdę, która spali watahę do fundamentów: Kaelen nie jest tylko jej dręczycielem; jest jej przeznaczonym. Teraz Elowen musi prowadzić niebezpieczną grę, ukrywając swoje przebudzenie przed mężem, który nią gardzi, i ojcem, który wolałby widzieć ją martwą niż potężną. Gdy trucizna zawarta w lekach przestaje działać, a tajemnica śmierci Selene powoli wychodzi na jaw, Kaelen zaczyna wyczuwać zapach, którego tak bardzo mu brakowało. Lecz zanim zorientuje się, że to Elowen jest jego prawdziwą partnerką, ona może być już poza jego zasięgiem.

Pierwszy Rozdział

*Elie* — Tato, proszę, nie każ mi tego robić — załkałam, wpadając do gabinetu ojca. Moja suknia ślubna ciągnęła się za mną, zahaczając o nogę krzesła. — Selene jeszcze nie ostygła w grobie, a ty zmuszasz mnie do wyjścia za jej chłopaka! — Nie mów tak o swojej siostrze! — syknął ojciec, a jego przenikliwe oczy zapłonęły nienawiścią i irytacją. Zawsze wiedziałam, że wolał Selene. W końcu była jego „złotą dziewczynką”. A nie bękartem kobiety, której nigdy nie kochał. Widziałam to w jego spojrzeniu — żałował, że to nie ja leżałam martwa w lesie tydzień temu. — Wiesz, że nie mam dziedzica — powiedział, podnosząc głos. — Musisz wyjść za Kaela, żeby po przejęciu roli Alfy mógł władać obiema watahami i utrzymać władzę w naszej rodzinie. Chociaż raz w życiu na coś się przydaj! — Ale co, jeśli on jest okrutny? — znów zapłakałam, gdy jeden ze starannie ułożonych loków wysunął się z koka i przykleił do mojego wilgotnego policzka. — Tato, proszę. W przyszłym tygodniu zaczynam naukę w Akademii Cerulean Zenith. Tam mogę stać się kimś! Zerwał się zza biurka tak szybko, że nie zdążyłam zareagować. Chwycił mnie za szyję, a jego żelazny uścisk odciął mi dopływ powietrza, gdy przybliżył swoją twarz do mojej. Jego oddech był gorący, a słowa jadowite. — Oto, kim się staniesz, ty niewdzięczny szczeniaku! Gdyby nie moja opieka, już dawno byś nie żyła. Słyszysz mnie? Nie żyła! Puścił mnie, a ja zatoczyłam się do tyłu, chwytając się za gardło. Łzy mazały mi obraz, ale nie pozwoliłam im popłynąć. Wycierając twarz z resztkami godności, jakie mi pozostały, wychrypiałam: — Czy mogę już iść? — Jeszcze nie. — Jego głos zatrzymał mnie w miejscu. Usłyszałam szelest, a potem zobaczyłam, jak podchodzi z dobrze mi znaną fiolką ciemnego płynu. Na ten widok wywróciło mi się w żołądku. — Wzięłaś dzisiaj lekarstwo? — Tak, tato, wzięłam — powiedziałam, spuszczając głowę w geście uległości, a mój głos się załamał. — Nie wierzę ci. Weź jeszcze trochę — powiedział, wpychając mi fiolkę do ręki. — Nie, tato, przysięgam! Wzięłam je zaledwie dwie godziny temu! — błagałam, gwałtownie kręcąc głową. Ale on nie słuchał. Jego dłoń zacisnęła się na moim podbródku, zmuszając mnie do otwarcia ust, po czym wlał mi śliski płyn do gardła. Zakrztusiłam się, tak jak zawsze. Dwa lata tej rutyny, a ja wciąż nie mogłam się do tego przyzwyczaić. — Gotowe. — Cofnął się, wyglądając na usatysfakcjonowanego. — Idź. Ktoś po ciebie zaraz przyjdzie. Już kręciło mi się w głowie, ale wiedziałam, że lepiej nie zwlekać w gabinecie ojca po tym, jak mnie odprawił. Wyszłam na korytarz i ledwie rejestrowałam, co się dzieje, zanim wpadłam w czyjeś silne ramiona, gdy moje oczy pociemniały. Wiedziałam, że tak będzie. Mój ojciec zawsze przedawkowywał mi lek w ważne dni, takie jak ten, kiedy wyraźnie nie chciał, by mój mózg pracował prawidłowo. — Co u diabła? — wymamrotał mężczyzna, gdy osunęłam się na niego. — To musi być jakiś żart – pijana panna młoda w dniu ślubu. Zanim zdążyłam przetworzyć jego słowa, zostałam odepchnięta. Nogi ugięły się pode mną, ale pochwyciły mnie inne ramiona. Te nie były tak silne ani ciepłe, ale trzymały mnie stabilnie. — Hej, spokojnie — powiedział nowy głos, wyraźnie rozbawiony. — Trochę za dużo się wypiło, co? — Lekarstwo... za dużo... muszę odpocząć — zdołałam wybełkotać. — Idź porozmawiać z Alfą Varkasem, Kael — powiedział mężczyzna do pierwszego głosu. — Ja zabiorę tę tutaj na kanapę na dole. Kael. To imię brzmiało znajomo, gdy mężczyzna mnie wynosił. Moje oczy zamknęły się, kiedy kładziono mnie na kanapie, a mój umysł płynął w mrocznej mgle przedawkowania. Tylko godzina. Tyle potrzebowałam, a byłabym w stanie przetrwać ten przeklęty ślub. *** Głowa pulsowała mi z bólu, gdy szłam do ołtarza, ledwo będąc w stanie utrzymać się na nogach lub otworzyć oczy. Spałam godzinę na kanapie, zanim ojciec przyszedł, wrzeszcząc na mnie, żebym wstawała, i wyzywając mnie od hańby, która przyniosła mu wstyd przed Alfą Kaelem i jego Betą. Czułam lekkie zażenowanie na myśl, że głos mężczyzny, który słyszałam, należał do mojego przyszłego męża i byłego chłopaka mojej zmarłej siostry. Ale nie miałam czasu, by to przetworzyć, bo krzyki ojca nie ustawały. Próbowałam mu powiedzieć, że wzięłam za dużo leku i nie mogę się dobudzić, ale nie pozwolił mi dojść do słowa. Po prostu przekazał mnie szoferowi niczym przesyłkę do dostarczenia i pojechał innym samochodem do sali watahy. Teraz, gdy prowadził mnie do ołtarza, zachowując opanowanie, jak to miał w zwyczaju, ceremonia była dla mnie jedynie rozmytą plamą. Świat wciąż lekko wirował, ale skupiłam się na tym, by stać prosto. Suknia wydawała się ciężka, a pomieszczenie duszące. Ojciec przekazał mnie Kaelowi, ale nie wcześniej niż wyszeptał ostatnie ostrzeżenie: — Zachowuj się. Bo pożałujesz. To ostre ostrzeżenie przebiło się przez mgłę w moim mózgu, nieco mnie trzeźwiąc. Spojrzałam na mojego pana młodego. Nawet przez otumanienie widziałam, jak powalająco przystojny był Kaelen Thorne. Jego mocna szczęka, idealnie zmierzwione ciemne włosy i przenikliwe niebieskie oczy mogłyby należeć do greckiego boga. W skrojonym na miarę garniturze emanował siłą i autorytetem, a jego szerokie ramiona były wyprostowane i dumne. Ale jego wyraz twarzy był zimny, szczęka zaciśnięta, a on sam odmawiał spojrzenia na mnie. Ceremonia trwała, choć ledwie słyszałam wypowiadane słowa. Wzrok mojego ojca z pierwszego rzędu wbijał się we mnie, przypominając o konieczności zachowania pozorów. W końcu głos prowadzącego zabrzmiał wyraźnie: — Możesz teraz pocałować pannę młodą. Kael odwrócił się do mnie, a jego lodowate, błękitne oczy spotkały się z moimi. Przez chwilę myślałam, że naprawdę mnie pocałuje. Ale tego nie zrobił. Zamiast tego przyciągnął mnie brutalnie do swojej piersi, pochylając się tak, że jego usta znalazły się zaledwie centymetry od mojego ucha. Jego głos był niski, jadowity. — Wiem, że to ty zabiłaś Selene, żeby za mnie wyjść, ty mała wiedźmo. I sprawię, że twoje życie przez to stanie się piekłem.

Odkryj więcej niesamowitych treści