Nietknięta oblubienica Żelaznego Alfy

Nietknięta oblubienica Żelaznego Alfy

Autor: Aeliana Moreau

Lepiej niż w domu
Autor: Aeliana Moreau
24 lip 2026
~Cressida~ Siedząc w ciepłym, zalanym słońcem salonie na rozległym, górnym poziomie domu watahy, Cressida wpatrywała się z pewnym otępieniem w gruby stos pergaminu najwyższej jakości, spoczywający na mahoniowym stole przed nią. Jasne poranne światło wlewało się przez wysokie okna od podłogi do sufitu, rzucając złoty, optymistyczny blask na obszerną listę gości weselnych, którą Runa skrupulatnie rozłożyła. – Oto ostateczna lista gości, którzy wezmą udział w ceremonii zaślubin – wyjaśniła Runa chłodnym, profesjonalnym tonem, wodząc palcem po długich kolumnach eleganckiego pisma. – Musisz znać te nazwiska. Dołączyłam krótki profil niektórych bardziej prominentnych osobistości — odwiedzających Alfów, przedstawicieli Betów i wysłanników królewskich. Chociaż Alfa Kaelen został zmuszony do tego małżeństwa dekretem Króla, kategorycznie odmawia bycia upokorzonym przed sobie równymi. Jego surowym poleceniem jest, abyście mieli przyzwoitą, nieskazitelnie przeprowadzoną ceremonię. Cressida skinęła w milczeniu głową, a jej palce lekko musnęły brzeg pergaminu, gdy odkładała długą listę na mały stolik obok swojego krzesła. Przełknęła utrzymującą się gulę niepokoju w gardle, przenosząc uwagę z powrotem na starszą kobietę. – Więc, co będziemy dzisiaj robić? – zapytała, mając nadzieję oderwać się od zbliżającej się rzeczywistości jej wymuszonych zaślubin. – Zacznijmy od właściwego oprowadzania cię po wspaniałym domu watahy – zasugerowała Runa z delikatnym, zachęcającym uśmiechem. – Po południu poszukamy dla ciebie sukni ślubnej i zdecydujemy o ostatecznych kompozycjach kwiatowych. Oraz, oczywiście, zabiorę cię również na rynek miasteczka. Ważne, żebyś poznała niektórych członków watahy. Ich pierwszym punktem w planie podróży był powolny, niespieszny spacer przez prywatną część mieszkalną rodziny Thorne, strategicznie zlokalizowaną dokładnie na tym samym, wystawnym piętrze, co nowo przydzielony pokój Cressidy. Kiedy spacerowały po szerokich, cichych korytarzach, oczy Cressidy przyciągały ogromne, ozdobne portrety olejne wiszące na ścianach, przedstawiające poprzednie pokolenia rodziny Thorne, które z mocą przewodziły watasze. – To jest Kaleb Thorne, ojciec Kaelena – opisywała Runa, zatrzymując się przed szczególnie okazałym portretem surowego, ale wyglądającego życzliwie mężczyzny. Uśmiechnęła się miękko, z nutą głębokiej nostalgii w oczach. – Był najdłużej panującym Alfą, jakiego widziało nasze stado. Uratował moją rodzinę. Sprowadził nas z sąsiedniego terytorium, kiedy cierpieliśmy okropnie z powodu biedy i głodu. – To piękny uczynek – zauważyła Cressida, czując krótkie trzepotanie ciepła w klatce piersiowej. – Musiał być bardzo życzliwym i honorowym Alfą. Czy jabłko spadło daleko od jabłoni? W chwili, gdy słowa prześlizgnęły się przez jej usta, Cressida natychmiast ich pożałowała. Zdając sobie sprawę, jak głęboko obraźliwie brzmiało porównanie obecnego lodowatego okrucieństwa Kaelena do życzliwości jego ojca, pospiesznie zacisnęła usta. – Bardzo przepraszam – zająknęła się nerwowo. – Nie miałam nic złego na myśli. Runa po prostu zachichotała, kręcąc głową, a jej głos zniżył się do ponurego, tajemniczego szeptu. – Nie winię cię za te wątpliwości. Ale jego też nie mogę winić. Alfa Kaelen przeszedł przez więcej, niż większość mężczyzn mogłaby kiedykolwiek znieść. W miarę jak kontynuowały swoją powolną wycieczkę wystawnym korytarzem, Runa w końcu wyjawiła mroczną, krwawą historię, która ukształtowała notorycznie kamienną postawę Kaelena. – Jego rodzice zginęli tragicznie, gdy miał zaledwie dziesięć lat. Jego wuj tymczasowo przejął watahę, działając jako regent, dopóki Kaelen nie osiągnie pełnoletności i nie będzie gotów do rządzenia. Jednak wraz z upływem lat, Kaelen w końcu odkrył przerażającą prawdę. Dowiedział się, że jego własny wuj był tą samą osobą, która złośliwie zorganizowała brutalną śmierć dawnego Alfy i Luny w podłym spisku mającym na celu uzurpację tytułu. Jego wuj nigdy nie zamierzał przekazać władzy Kaelenowi. Cressidzie zaparło dech w piersi, gdy wpatrywała się szeroko otwartymi oczami w Runę w absolutnym przerażeniu. – Uzurpator ostatecznie zginął z gołych rąk Kaelena – wyjawiła ponuro Runa, a ciężar przeszłości ciążył w jej tonie. – Zabił go, by odzyskać swoje prawo urodzenia i pomścić rodziców. Szokująca ilość zdrady, jakiej doświadczył od własnej krwi i kości, całkowicie go zrujnowała. Zmieniła jego serce w kamień, dosłownie. Runa przerwała, odwracając się do Cressidy z głęboko poważnym wyrazem twarzy. – Ale czy pamiętasz, co powiedziałam ci wczorajszego wieczoru? Cressida skinęła powoli głową, a jej umysł wirował od brutalnych obrazów młodego, wściekłego Kaelena walczącego o życie. – Tak. Że nie jest do końca tym, kim się wydaje? Więc jednak nie jest całkowicie zrobiony z kamienia? Choć, z mojej perspektywy z pewnością tak to wygląda. Runa westchnęła ciężko, po czym przywołała na twarz uspokajający, matczyny uśmiech. – Po prostu już nie ufa nikomu łatwo, jeśli chodzi o jego prawdziwe ja. Raz jeszcze gorąco radzę ci być cierpliwą. Jesteś tu całkowicie nowa, kimś, kto niespodziewanie stał się niewiadomą w jego starannie ułożonych planach. Rób absolutnie wszystko, co w twojej mocy, aby mu się nie sprzeciwiać ani nie przekraczać jego granic, a będziesz miała tu stosunkowo harmonijne życie. Z nagłym, drobnym grymasem, Runa dodała trzeźwiące przypomnienie: – Nawet jako zwykła żona z kontraktu. *** Późnym popołudniem ciężki mrok domu watahy uległ tymczasowemu rozproszeniu, gdy Runa zabrała Cressidę na zwiedzanie tętniącego życiem rynku. Tętniąca życiem energia watahy była zaraźliwa. Ku swojemu całkowitemu zaskoczeniu, Cressida została ciepło i entuzjastycznie przyjęta przez członków stada. Ulice wypełniały bogate zapachy świeżych wypieków i pieczonych mięs, a wszędzie tam, gdzie spojrzała, ludzie się uśmiechali. Za każdym razem, gdy uprzejmie ją przedstawiano, Cressida witała się z szacunkiem, przybierając swój absolutnie najlepszy, najjaśniejszy uśmiech. – Czy to nasza przyszła Luna? Król wybrał tak wspaniale. Jest tak piękna jak wiosenny kwiat! – zachwycała się starsza kobieta, splatając dłonie. – To zaszczyt panią poznać, nasza przyszła Luno – wtrącił krzepki kowal, z szacunkiem pochylając głowę. – Jest córką Alfy, prawda? Nic dziwnego, że jest taka elegancka i dobrze wychowana – szeptał głośno ktoś inny do swojego sąsiada. Kiedy grupa ciekawskich, chichoczących dzieci nerwowo do niej podeszła, Cressida natychmiast kucnęła i zaoferowała im swój ciepły uścisk. Niewinny kontakt sprawił, że przypomniała sobie młodsze rodzeństwo Daltona i Calisty w jej dawnym stadzie, przez co poczuła się bezradnie wzruszona i zaciekle opiekuńcza w stosunku do młodych, radosnych wilczków. – Cześć, jestem Clara. Jesteś taka, taka piękna! – zaszczebiotała młoda dziewczynka, a jej oczy lśniły czystym uwielbieniem. – Chcę być tak piękna jak ty, kiedy dorosnę! Słodkie, niefiltrowane słowa młodego wilczka sprawiły, że szczery uśmiech Cressidy dotarł do jej oczu. Uklękła bliżej maleństwa i powiedziała łagodnie: – Jesteś równie piękna, Claro. Absolutnie uwielbiam twoje warkocze. – Dzięki! Moja mama je zrobiła! – dziewczynka uśmiechnęła się promiennie z dumą, wskazując małym palcem na biegnącą do nich kobietę. Matka Clary okazała się być dobrze znaną w miasteczku, radosną akuszerką. Nazywała się Myla. Podchodząc z jasnymi, chętnymi oczami, Myla skłoniła głowę na powitanie przyszłej Luny. – To błogosławieństwo móc cię poznać, moja pani – zasugerowała entuzjastycznie Myla. – Kiedy w końcu zajdziesz w ciążę z dzieckiem Alfy, osobiście i starannie zaopiekuję się twoimi ciążami. Będzie to dla mnie najwyższym zaszczytem! Ten niespodziewany, intymny komentarz sprawił, że Cressida wściekle się zarumieniła, a głęboki karmazyn pomalował jej policzki. Obok niej Runa nie mogła powstrzymać się od zakrycia ust dłonią, by stłumić lekki chichot. Cressida posłała radosnej akuszerce uprzejmy, nieco wymuszony uśmiech, lecz głęboko w sercu ciążył jej ogromny smutek. Wiedziała z absolutną pewnością, że taki dzień nigdy nie nadejdzie. Była tylko żoną z kontraktu, politycznym pionkiem, a Kaelen nigdy nie zabierze jej do swojego łóżka. Co więcej, desperacko tego pragnęła. W głębi duszy, pod strachem i wymuszoną uległością, wciąż desperacko trzymała się kruchej nadziei, że będzie mogła zachować swoją czystość dla swojego prawdziwego, przeznaczonego partnera — gdziekolwiek by był. Udając jasny uśmiech, by ukryć swój wewnętrzny zamęt, odpowiedziała: – To byłoby wspaniałe, Mylo. Miło było poznać ciebie i Clarę. Wszyscy sprawiliście, że poczułam się dzisiaj tak niewiarygodnie jak w domu. Szczerze mówiąc, znacznie lepiej niż w moim prawdziwym domu. *** Ciepła, przyjazna atmosfera długiego dnia natychmiast wyblakła, zmieniając się tego wieczoru w duszący lód. Po godzinach chodzenia po miasteczku Cressida pragnęła tylko wycofać się do swojego pokoju i dać odpocząć obolałym stopom. Kiedy Runa w końcu przeprosiła, by dostarczyć raport do gabinetu Kaelena, Cressida sama pospieszyła w górę po wielkich, rozłożystych schodach. Gdy tylko dotarła na wystawne najwyższe piętro, temperatura powietrza wokół niej nagle spadła. Słyszała za sobą ciężkie, apodyktyczne i szybkie kroki potężnego mężczyzny. Nie musiała się nawet odwracać, by rozpoznać, kto ją śledzi. Ciężka, lodowata aura Kaelena nagle pochłonęła ją całkowicie, sprawiając, że drobne włoski na karku stanęły jej dęba. Przestraszona jego potężną, przytłaczającą obecnością, serce Cressidy zaczęło szaleńczo bić w klatce piersiowej. *Szybciej, Cressido! Szybciej!* – nakazała sobie, praktycznie truchtając wzdłuż korytarza. Kiedy w końcu dotarła do swojej nowej sypialni, szybko chwyciła wypolerowaną mosiężną klamkę, desperacko gotowa schować się w środku. – Stój! Uznaj swojego Alfę! – głęboki, dudniący głos Kaelena przetoczył się przez korytarz. Cressida wciągnęła ostry, drżący oddech, a jej ramiona napięły się, zanim szybko się obróciła. Skłoniła głęboko głowę, nerwowo przepraszając, podczas gdy jej oczy pozostały wlepione w jego drogie, skórzane buty. – Alfo Kaelenie. Moje najszczersze przeprosiny. Muszę jeszcze w pełni zapoznać się z twoim leśnym zapachem. Nie zdawałam sobie sprawy, że to ty się zbliżasz. – Wciąż patrząc w podłogę, dodała łagodnie: – Dobry wieczór. – A co dokładnie jest dobrego w tym wieczorze? – zażądał Kaelen, a jego ton ociekał typowym, nieprzeniknionym, lodowatym jadem. Próbując desperacko rozjaśnić nagły, ciężki nastrój, który miażdżył jej płuca, oczy Cressidy wędrowały nerwowo od lewej do prawej. Zaproponowała mały, niepewny uśmiech i powiedziała: – Miałam dzisiaj najwspanialszy dzień, poznając twoich ludzi, Alfo. Twoja wataha jest pełna niezwykle życzliwych i gościnnych członków. Zamiast przyjąć szczery komplement, twarz Kaelena spochmurniała groźnie, a szczęka mocno się zacisnęła. – Czy to dlatego wprosiłaś się w to małżeństwo? – zażądał ostro, a jego lodowate, przenikliwe spojrzenie paliło zaciekle w jej drobną sylwetkę. Cressida natychmiast podniosła głowę, by się bronić, a jej głos drżał lekko pod ogromnym ciężarem jego intensywnego spojrzenia. – Przysięgam ci, Alfo, to nigdy nie była moja prośba! W nic się nie wprosiłam. Wszystko, czego kiedykolwiek pragnęłam, to po prostu skończyć dwadzieścia jeden lat i pewnego dnia w końcu odnaleźć swojego prawdziwego przeznaczonego. Ale jej szczere wyznanie w ogóle go nie udobruchało. Wrogość Kaelena tylko zagęściła i tak już duszące powietrze między nimi. Niski, groźny warkot zadudnił głęboko w jego klatce piersiowej, gdy zrobił kilka onieśmielających, drapieżnych kroków naprzód. Nie mogąc utrzymać swojej pozycji, Cressida nieumyślnie się wycofała, potykając się do tyłu, aż całkowicie zagonił ją w ciemne granice jej nowej sypialni. – Tylko dlatego, że przeniosłem cię do pokoju obok mojego, nawet przez sekundę nie myśl, że jesteś tu mile widziana – wypluł, rzucając jej surowe, bezkompromisowe przypomnienie, gdy nad nią górował. – Jesteś tylko żoną z kontraktu. Tylko tym kiedykolwiek będziesz. Cressida przycisnęła plecy płasko do ściany, a jej oddech stawał się krótki, w panicznych westchnieniach, gdy jego potężna klatka piersiowa praktycznie ocierała się o jej własną. Pochylił się, a jego twarz znajdowała się zaledwie cale od jej, po czym wydał mrożący krew w żyłach, absolutny rozkaz. – Dziś w nocy nie chcę słyszeć, jak krzyczysz w środku nocy jak przerażone dziecko. Śpij na łóżku i nie waż się spać na podłodze. Nie zmuszaj mnie, bym tu wszedł i osobiście przywiązał cię do łóżka. Trzymaj się ode mnie z daleka i unikaj powietrza, którym oddycham! Jego pierś unosiła się od surowej agresji. Co było dezorientujące, Kaelen następnie wyprostował się i warknął wściekły rozkaz: – Wyjdź! Cressida zamrugała, całkowicie zdezorientowana nielogicznym rozkazem. – Do... dokąd? – zająknęła się w całkowitym zmieszaniu. – Mam wrócić do poprzedniego pokoju w tylnym skrzydle? Kaelen nagle się zatrzymał, rozglądając się wokół i najwyraźniej dopiero zdając sobie sprawę, że stoją już bezpośrednio w jej sypialni. Błysk irytacji przemknął przez jego twarde rysy. Odmawiając przyznania się do błędu, uparcie odwrócił się na pięcie i sam wypadł z jej pokoju, gwałtownie zatrzaskując za sobą ciężkie drewniane drzwi. Cressida stała zamrożona pod ścianą przez dłuższą chwilę, całkowicie wstrząśnięta. *Czy on naprawdę właśnie poszedł za mną po schodach i zapędził mnie w róg tylko po to, żeby mi to powiedzieć?* *** Później tej nocy potężne, luksusowe łóżko okazało się absolutną torturą. Po dwóch wyczerpujących, pełnych udręki godzinach rzucania się i przewracania na niemożliwie miękkim materacu, nie mogąc znaleźć choćby chwili wytchnienia, Cressida uparcie zrzuciła z siebie kołdrę. Absolutnie odmawiała spania w łóżku, które przypominało pozłacaną klatkę. Zdeterminowana, by odnaleźć choćby pozory kontroli, wstała i skrupulatnie zamknęła na klucz wszystkie drzwi. Dwukrotnie sprawdziła wejście na korytarz, a następnie podeszła do ciężkich, sąsiadujących drzwi, które prowadziły bezpośrednio do prywatnego pokoju Kaelena, przekręcając mosiężny zamek, aż bezpiecznie kliknął. *Nie ma mowy, by kiedykolwiek się dowiedział, że spałam na podłodze* – racjonalizowała uparcie. *Zresztą, co go to w ogóle obchodzi?* Wyciągając z szafy grubą, ciężką pierzynę, ułożyła ją równo na twardej, pokrytej dywanem podłodze blisko okna. Kiedy w końcu zwinęła się w kłębek na twardym podłożu, jej wyczerpane ciało zaczęło się relaksować i powoli zapadła w głęboki sen. Ciemność szybko ustąpiła miejsca żywemu, pochłaniającemu snowi. Ponownie śniła o Kaelenie, ale nie o okrutnym, lodowatym Alfie, który jej groził. We śnie czuła jego zaskakująco czułe, delikatne pieszczoty, przesuwające się ciepło wzdłuż jej ramion. Była całkowicie spowita jego wyraźnym, odurzającym leśnym zapachem, idealnie zmieszanym z kuszącą, męską nutą przypraw, od której kręciło jej się w głowie. Nagle romantyczna, gorąca wizja gwałtownie się zmieniła. Mężczyzna zniknął, natychmiast zastąpiony przez wspaniałego, potężnego wilka o zimowo-szarym futrze. Jego grube, wspaniałe futro lśniło eterycznie w bladym świetle księżyca wpadającym przez korony drzew. Masywna bestia zablokowała swoje przenikliwe, inteligentne spojrzenie z jej własnym, a głęboki, zaborczy głos potężnie odbił się echem w jej umyśle, obiecując z absolutną pewnością: „Idę po ciebie.” Cressida zerwała się gwałtownie ze snu, a ostry oddech wyrwał się z jej gardła. Jej serce biło szaleńczo o żebra jak uwięziony ptak, a gęsta gęsia skórka pokryła każdy najmniejszy cal jej odsłoniętej skóry. Ciężkie, utrzymujące się słowa tajemniczego, zimowo-szarego wilka wciąż głośno dźwięczały w jej uszach. *Idę po ciebie.* Ale przerażenie ze snu zostało natychmiast przyćmione przez znacznie bardziej szokujące, bezpośrednie uświadomienie sobie faktu, który całkowicie zamroził krew w jej żyłach. Już nie leżała na prowizorycznym posłaniu na twardej podłodze. Leżała idealnie ułożona na samym środku potężnego, luksusowego łóżka, a drogie jedwabne prześcieradło było starannie naciągnięte aż po jej podbródek. Łapiąc desperacko powietrze, jej szeroko otwarte, całkowicie przerażone oczy miotały się gorączkowo po ciemnym pokoju, padając prosto na ciężkie sąsiadujące drzwi między nią a Kaelenem. Zamek, który tak starannie przekręciła, był teraz całkowicie bezużyteczny. Ktoś musiał wejść. – Nie, to niemożliwe – szepnęła w martwą ciszę pustego pokoju, a jej całe ciało drżało w głębokim, przyprawiającym o bicie serca szoku.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Lepiej niż w domu – Nietknięta oblubienica Żelaznego Alfy | Czytaj powieści online na beletrystyka