POV Kaelen
Ciężka cisza gabinetu napierała na szerokie ramiona Kaelena, absolutnie nie robiąc nic, by uspokoić chaotyczną burzę szalejącą w jego umyśle. Siedział sztywno za swoim potężnym dębowym biurkiem, z ciemnymi oczami utkwionymi w świeżo podpisanym kontrakcie, który leżał płasko na wypolerowanym drewnie. Atrament ledwie wysechł.
Odkrył, że był głęboko, intensywnie zaniepokojony natychmiastową i bezwarunkową zgodą Cressidy na surowe warunki, które przedstawił. W pełni spodziewał się zepsutej, głodnej władzy córki alfy. Przygotował się na kobietę gotową obnażyć kły, gotową walczyć pazurami o pozycję, bogactwo i stałe miejsce w jego łóżku. Zamiast tego był całkowicie zbity z tropu rzeczywistością kruchej kobiety, przebywającej obecnie w jego murach – kobiety, która nie zażądała absolutnie ani rangi, ani złota. Sprawiło to, że poczuł się niewytłumaczalnie sfrustrowany, a na głębszym, irytującym poziomie, poniekąd niepożądany.
Ciężkie, drewniane drzwi zatrzasnęły się z cichym kliknięciem, gdy Runa i Jarek usiedli na krzesłach naprzeciwko jego biurka. Powietrze w pokoju było gęste od niewypowiedzianych pytań.
– Więc? – zażądał Kaelen, a jego głęboki głos przeciął ciche napięcie. – Jak poszło, Alfo? – zapytała chwilę wcześniej Runa, a on teraz potrzebował, by pomogli mu nadać sens temu bałaganowi, w który właśnie się wpatrywał. – Podpisała umowę bez wahania. Nie wyczułem z jej strony żadnego sprzeciwu, w najmniejszym nawet stopniu.
Jarek wymienił ciężkie, wymowne spojrzenie ze swoją partnerką.
– Przebywanie z nią przez dwa dni w drodze... to nie było to, czego się spodziewałem, Alfo – zaczął Beta, pochylając się do przodu, z brwiami zmarszczonymi w głębokim zamyśleniu. – Była posłuszna. Zbyt posłuszna. Głównie dostrzegałem głęboki ból na jej twarzy po tym, jak zabrano ją z jej terytorium. Wydawała się całkowicie zdystansowana od własnej rodziny. Nawet ojciec traktował ją, jakby była tylko uciążliwością. To było tak, jakby w ogóle nie należała do linii krwi Alfy.
Jarek zamilkł, a mroczny cień przemknął przez jego rysy twarzy. – Ale tym, co uderzyło mnie absolutnie najbardziej, było to, jak patrzyła na mnie podczas jazdy. Była przerażona. Naprawdę zapytała mnie, czy zrobicie mi krzywdę, i powiedziała to z takim martwym, pustym wyrazem oczu – jakby już wiedziała, że zbliża się bicie, i po prostu chciała mieć to za sobą.
Runa energicznie pokiwała głową na znak zgody, a jej postawa była sztywna z powodu utrzymującego się szoku. – Zgodnie z twoim poleceniem, zaprowadziłam ją do najmniej odnowionego pokoju w tylnym skrzydle. Spodziewałam się, że będzie narzekać, że urządzi awanturę godną córki Alfy. Zamiast tego była szczerze szczęśliwa z powodu tego pokoju. Patrzyła na tę zakurzoną, odizolowaną przestrzeń jak na pałac. Powiedziała mi, że mieszkała na strychu w swoim poprzednim domu. Na strychu, Alfo.
Surowy, dezorientujący brak poczucia uprzywilejowania. Zakurzony strych. Paraliżujący strach przed przemocą fizyczną.
Sfrustrowany rażącym, ogromnym kontrastem między rozpuszczoną, arogancką dziewczyną, którą Król Valerius wyraźnie opisał w aktach, a zrujnowaną, uległą kobietą śpiącą obecnie pod jego dachem, Kaelen agresywnie przeczesał palcami swoje ciemne włosy. Niski, gardłowy jęk zawibrował w jego klatce piersiowej.
– Więc dlaczego? – Kaelen zastanawiał się na głos, podnosząc się z ciężkiego skórzanego fotela, by zacząć przemierzać gabinet wzdłuż i wszerz. – Dlaczego Król chciał, żebym się z nią ożenił? Jak wpadł na taką konkretną decyzję? – Zatrzymał się, a jego szczęka zacisnęła się na tyle mocno, że można by złamać kość. – I dlaczego teraz? Cholerna wojna z Erythią wciąż trwa. Nasze granice są nieustannie zagrożone. Nie mam czasu ani cierpliwości na gry polityczne.
– Czy Królowa Olenna mogła być zaangażowana w tę decyzję? – zasugerował Jarek, krzyżując ramiona na szerokiej piersi.
– Nie wiem – warknął Kaelen, a jego cierpliwość niebezpiecznie się kończyła. – Ale spójrzmy na to z każdej strony.
To było wysoce podejrzane. Król Valerius nie podał mu absolutnie żadnego jasnego powodu dla tego przymusowego związku, po prostu rzucając akta Cressidy na stół i oświadczając, że Wataha Żelaznej Krwi potrzebuje Luny. Zdeterminowany, by odkryć ukryte motywy i mroczną prawdę stojącą za jej przeszłością, Kaelen przeniósł swoje przeszywające spojrzenie z powrotem na Betę.
– Wyślij kogoś natychmiast, by szpiegował watahę Chasm River – rozkazał Kaelen, a jego głos odbił się echem pełnym dzikiego autorytetu. – Rozmieść nasze najlepsze tajne jednostki. Dowiedz się wszystkiego, co muszę wiedzieć o Cressidzie Vance. Wykopcie każdą tajemnicę, jaką ukrywają.
– Tak, Alfo – odpowiedział Jarek bez zwłoki, wstając, by wykonać rozkaz.
***
POV Cressida
Później tej nocy gwałtowna burza z piorunami agresywnie przetoczyła się przez terytorium Żelaznej Krwi.
Niebo ryczało ogłuszającymi grzmotami, a huk gwałtownie trząsł szybami okiennymi odizolowanej sypialni Cressidy. Błyskawice rozświetlały mrok, rzucając poszarpane, potworne cienie na zakurzone deski podłogowe. Uwięziona głęboko w udręczającym uścisku snu, Cressida zaczęła rzucać się dziko na materacu. Jej dłonie zacisnęły się zaciekle na prześcieradle, a jej knykcie stały się całkowicie białe, podczas gdy jej oddech stał się urywany i ciężki.
– Nie – jęknęła, a jej głowa gwałtownie przekręciła się na bok, podczas gdy oczy pozostały mocno zamknięte. – Nie zbliżaj się do mnie.
Huk pioruna na zewnątrz zmienił się w udręczone dźwięki z jej przeszłości.
– Nie! Jak mogłeś? – krzyknęła, a trauma drapała jej gardło. – Przestań!
Zimny pot całkowicie oblał jej czoło, włosy przykleiły się do twarzy, gdy gorące, ciężkie łzy nieświadomie płynęły po jej policzkach, wsiąkając w poduszkę.
– Błagam cię! Przestań! – Jej mrożące krew w żyłach krzyki głośno odbijały się echem wzdłuż pustych, mrocznych korytarzy, będąc surowym dźwiękiem absolutnego, nieskażonego przerażenia. – Przestań!
Nagle ciężkie drzwi sypialni otworzyły się z gwałtownym łoskotem, uderzając mocno o przyległą ścianę.
Wybuchowy hałas gwałtownie wyrwał Cressidę ze snu. Jej pełne łez oczy otworzyły się szeroko, zaokrąglając się w absolutnej panice, gdy gorączkowo skanowała wzrokiem ciemny pokój. Błysk błyskawicy rozświetlił drzwi, ujawniając potężną, głęboko onieśmielającą sylwetkę Kaelena stojącego w progu. Jego szerokie ramiona całkowicie wypełniały wejście, a jego pierś lekko unosiła się, podczas gdy ciemne oczy zablokowały się na jej drżącej postaci.
Głęboko i surowo uwarunkowana przez trzy lata nieustannego fizycznego i emocjonalnego znęcania się z rąk własnej rodziny, jej reakcja na traumę była natychmiastowa. Nawet nie pomyślała. Natychmiast zrzuciła się z miękkiego materaca, a jej kolana opadły ciężko i boleśnie na twardą, drewnianą podłogę. Pochyliła głowę tak nisko, że niemal dotknęła ziemi, a jej całe ciało trzęsło się jak liść podczas huraganu, gdy gorączkowo błagała o przebaczenie.
– Przepraszam, Alfo. Obudziłam cię? – zająkała się szybko, a słowa wylewały się z jej ust w desperackim pośpiechu. – Miałam koszmar. Proszę, proszę, wybacz mi. – Osłoniła rękami głowę, w pełni przygotowując się na brutalne zruganie lub ciężki cios, którego się spodziewała.
Zamiast brutalnej kary, na którą czekała, ciężka, dusząca cisza wypełniła pokój, przerywana jedynie rykiem deszczu na zewnątrz.
– Dlaczego jesteś na podłodze? – zadudnił głęboki głos Kaelena, ciężki od nieodgadnionej, złożonej emocji.
Cressida powoli, słabo uniosła wzrok, a jej przesiąknięte łzami oczy spotkały jego ciemne, intensywne spojrzenie. Przełknęła potężną gulę w gardle, a jej ciało wciąż drżało gwałtownie pod jego ciężkim spojrzeniem. – Ja... nie mogłam spać – jęknęła żałośnie. – Przyzwyczaiłam się do spania bez łóżka przez trzy lata z rzędu.
Grube brwi Kaelena zderzyły się ze sobą. Jego oczy pociemniały, zamieniając się w smoliście czarne baseny absolutnej furii. Spojrzał spode łba na twarde drewno pod jej posiniaczonymi kolanami, a jego szczęka poruszała się szybko. Nie krzyknął. Nie uderzył jej. Zamiast tego wyciągnął potężny, rozkazujący palec w stronę materaca.
– Miałaś koszmar, bo niewygodnie śpisz – rozkazał ostro, nie zostawiając absolutnie żadnego miejsca na dyskusję. – Wracaj natychmiast do łóżka!
W pośpiechu Cressida podniosła się z podłogi i wspięła z powrotem na materac, szybko naciągając grubą pościel, by zakryć swoje odsłonięte, drżące nogi. Oplotła mocno ramiona wokół własnego tułowia, a jej serce waliło o żebra, gdy czuła intensywne, nieugięte spojrzenie Alfy palące jej skórę.
Zaledwie kilka chwil później gorączkowe kroki odbiły się echem na korytarzu. Runa i Jarek wpadli do pokoju, oboje całkowicie oszołomieni i pozbawieni tchu, znajdując swojego budzącego grozę, bezlitosnego Alfę stojącego wewnątrz komnat swojej niechcianej oblubienicy w środku nocy. Szczęki dosłownie im opadły na ten widok.
– Alfo – Jarek szybko oprzytomniał, maskując szok. – Słyszeliśmy, jak Cressida krzyczała.
Runa natychmiast pospieszyła do łóżka, a jej oczy były pełne szczerej troski. – Co się stało? Dlaczego krzyczałaś?
– Ja... miałam koszmar – przyznała słabo Cressida, trzymając wzrok wbity w splątaną pościel.
– O czym był? – naciskała delikatnie Runa.
Cressida zawahała się, a jej rzęsy drgały nerwowo. Spojrzała w górę na imponującą sylwetkę Kaelena, a potem z powrotem na Runę. Ryczący grzmot na zewnątrz znów sprawił, że drgnęła. – To... miało coś wspólnego z tym, co przydarzyło mi się trzy lata temu – wyznała w końcu, a jej głos był zaledwie szeptem. Uparcie odmawiała zagłębiania się w krwawe, udręczające szczegóły, zamiast tego patrząc w ciemne okno. – To również zdarzyło się w burzową noc. I drzewa gwałtownie kołysały się na wietrze, uderzając o okno, dokładnie tak. Czasem to uruchamia wspomnienia... ale nic mi nie jest. To był tylko sen. Obiecuję.
– Przynieś jej tu trochę wody – Kaelen wydał stanowczy, natychmiastowy rozkaz.
Jarek nie zmarnował ani sekundy, pędząc korytarzem, by przynieść cały dzbanek lodowatej wody i szklankę. Kiedy Cressida łapczywie wypiła wodę trzęsącymi się rękami, wszyscy nalegali, by znów się położyła.
Zanim Kaelen całkowicie opuścił pokój, zatrzymał się w drzwiach. Odwrócił swoją potężną posturę, by spojrzeć na nią po raz ostatni, a jego oczy wierciły w jej duszy. – Śpij na łóżku – rozkazał, a jego głos był niski, zabójczy i całkowicie poważny. – Jeśli jeszcze raz zobaczę, że śpisz na twardej podłodze, i znowu będziesz miała koszmar, osobiście przywiążę cię do tego łóżka!
Odwrócił się na pięcie i zniknął w cieniach korytarza.
Pozostawiona sama na sam z ryczącym grzmotem i bezlitosnym deszczem uderzającym w szybę, Cressida naciągnęła kołdrę aż po samą brodę. W pełni spodziewała się, że będzie leżeć bezsennie w paraliżującym strachu przez resztę nocy, przerażona groźbą Alfy i gwałtowną burzą. Jednakże, wbrew wszelkiej logice i zdrowemu rozsądkowi, w miarę jak mijały godziny, dźwięk deszczu zaczął zanikać w tle. Ostatecznie zapadła w głęboki, spokojny sen, w niewytłumaczalny sposób i całkowicie ukojona przez powracający, żywy sen o intensywnych, brązowych oczach Kaelena i jego zaskakująco delikatnym dotyku, pieszczącym jej policzek.
***
Następnego ranka ponura atmosfera w domu watahy całkowicie się zmieniła.
Burza minęła, pozostawiając po sobie rześki, jasny poranek. Po cichym śniadaniu, Runa ciepło wkroczyła do pokoju Cressidy.
– Cressido – Runa uśmiechnęła się promiennie. – Przenosimy dzisiaj twoje rzeczy do innego pokoju.
– Innego pokoju? – zapytała Cressida, głęboko zdezorientowana, odstawiając pustą filiżankę po herbacie.
– Tak – potwierdziła Runa, już zbierając nieliczne, skromne rzeczy, które Cressida przywiozła ze sobą. – Twój nowy pokój będzie znacznie cichszy, ponieważ jest z dala od tych głośnych, kołyszących się drzew za oknem. Alfa Kaelen wyraźnie i osobiście nakazał te przenosiny, aby pomóc ci się zrelaksować i spokojnie zasnąć.
Klatka piersiowa Cressidy zacisnęła się z niepokoju. Natychmiast zaczęła się nerwowo martwić, jej palce skręcały materiał znoszonej sukienki. *Och, rety. Mam nadzieję, że moje nocne krzyki nie rozzłościły zbytnio Alfy. Czy nienawidził tego hałasu? Czy karze mnie, odsyłając gdzie indziej?*
Obawiając się najgorszego, Cressida posłusznie poszła za Runą, wychodząc z tylnego skrzydła. Poszły po wspaniałych, rozległych schodach, zostawiając za sobą zakurzone, zapomniane korytarze. Wspięły się aż na wystawne, najwyższe piętro ogromnej posiadłości. Powietrze pachniało tutaj intensywnie sosną i drogim woskiem. Podłogi wyłożone były grubymi, luksusowymi dywanami, a ściany ozdobione nienaruszonymi, prastarymi portretami dawnych Alfów.
Ostatecznie zatrzymały się w pięknie ozdobionym, jasno oświetlonym korytarzu, który absolutnie krzyczał o wysokiej randze i ogromnej mocy.
Runa uśmiechnęła się szeroko, a kąciki jej oczu się zmarszczyły, gdy wyciągnęła rękę i mocno chwyciła ciężką, wypolerowaną mosiężną klamkę. Wskazała prosto na masywny, imponujący apartament przylegający bezpośrednio do tego, który właśnie otwierały.
– Tuż obok osobistego pokoju Alfy Kaelena – oznajmiła wesoło Runa, całkowicie nieświadoma wewnętrznej eksplozji przerażenia, jaka rozgrywała się w stojącej obok młodej kobiecie.
Szczęka Cressidy natychmiast opadła. Jej dłoń uniosła się, mocno zakrywając usta, gdy potężna, mrożąca fala absolutnej paniki dostała się do jej żył. Jej serce uderzało wściekle o żebra, a jej szeroko otwarte oczy przeskakiwały między mosiężną klamką a drzwiami Alfy, oddalonymi zaledwie o cale.
*Czy ja właśnie… wpakowałam się w kłopoty? Dlaczego mam pokój obok Alfy?*










