Punkt widzenia Dallas.
No dobra, tego się nie spodziewałam. Nie sądzę, by ktokolwiek z naszego Oddziału to przewidział, a ja wciąż jestem nieco skonsternowana.
Kapitan Jordan ogłosił swoje przejście na emeryturę podczas ceremonii, która miała uczynić mnie pełnoprawnym członkiem Oddziału, ale po jego oświadczeniu sprawy przybrały nieco inny obrót.
Starszy Jensen mianował mnie nowym Kapitanem Oddziału i wszyscy zaczęli wiwatować na moją cześć, ale ja nie byłam w stanie wykrztusić ani słowa. Jestem tu nieco ponad pół roku, a teraz mam własny Oddział.
Wiem, że było kilku innych, którzy zostali Kapitanami Oddziału w ciągu roku od przybycia, ale nie jestem pewna, czy tego właśnie chcę lub potrzebuję w moim życiu w tej chwili.
To znaczy, to zaszczyt, że wierzą, iż sobie poradzę. Jest jednak i druga strona medalu. Być może będę musiała odwiedzić Watahę Shadow Valley, a nie jestem pewna, czy jestem na to teraz gotowa.
– Pani Kapitan, Starszy Jensen chce się z panią widzieć. Czeka w pani biurze – mówi Joshua, mój zastępca, a ja zastanawiam się, dlaczego Starszy Jensen nie skontaktował się ze mną przez więź. – Masz włączoną blokadę, Pani Kapitan.
Uśmiecham się do Joshuy, wychodząc z pokoju; nie tylko przejęłam stanowisko Kapitana, ale dostałam też pokój Jordana, co oznacza mieszkanie po drugiej stronie najwyższego piętra. Joshua idzie za mną do mojego biura na pierwszym piętrze, a każdy, kogo mijamy, lekko pochyla głowę na znak szacunku dla mojej pozycji.
– Chciałabym, żeby tego nie robili; czuję się z tym nieswojo. Wciąż jestem tą samą osobą co wcześniej, a teraz ci sami ludzie, którzy mnie ignorowali, nagle okazują mi szacunek – mówię do Joshuy, gdy kolejna kobieta lekko skłania głowę.
– Będzie jeszcze gorzej; zaczną do ciebie zagadywać – odpowiada drażniąc się, a Charna zrywa boki ze śmiechu.
Warczę cicho na Joshuę, a on jest na tyle mądry, by stworzyć między nami niewielki dystans. Jest jedną z niewielu osób w naszym Oddziale, które wiedzą o tym, co członkowie innych Oddziałów mówili do mnie, sugerując, że byłam kochanką Jordana.
Dopiero gdy ktoś powiedział, że powinnam iść i znaleźć własną prawdziwą Więź Partnerską, straciłam cierpliwość, a Charna przejęła kontrolę. Ten pieprzony idiota wciąż jest w ambulatorium, a gdy w pełni wyzdrowieje, zostanie odesłany do domu.
Od tamtej pory nikt nie odważył się rzucić podobnej uwagi w moim kierunku, ale dostałam wystarczająco dużo morderczych spojrzeń i wolę, żeby tak zostało. Członkowie mojego Oddziału wiedzą, że dotarłam tu dzięki ciężkiej pracy, którą w to włożyłam, i żaden z nich nie kwestionuje mojej zdolności do prowadzenia tego Oddziału.
– Starszy Jensenie, przepraszam za włączoną blokadę. Właśnie kończyłam przygotowania do ostatniego egzaminu i nie chciałam się rozpraszać – mówię, siadając za biurkiem.
– Bez obaw, wiedziałem, że się uczysz. Chciałem zrobić to osobiście i na osobności; wiem, że to może być dla ciebie trudne, choć może wcale nie – mówi Starszy Jensen.
Joshua i ja patrzymy na siebie; ten facet mówi zagadkami, a ja chyba nie mam dziś do tego cierpliwości.
Starszy Jensen wyciąga w moim kierunku kopertę, a po krótkim wahaniu biorę ją z jego wyciągniętej dłoni. Rozpoznaję godło Watahy i moim pierwszym instynktem jest rzucenie nią z powrotem w Starszego Jensena, ale ciekawość zwycięża.
Z dumą ogłaszamy Ceremonię Alfy dla naszego Syna, Nico, oraz Ceremonię Luny dla jego Partnerki, Lucy.
Nie zadaję sobie trudu czytania reszty karty. Zamykam ją, wkładam do koperty i oddaję Starszemu Jensenowi.
– Oboje wiemy, że Nico i Lucy nie mają prawdziwej Więzi Partnerskiej, co stanowi problem dla Starszyzny, ale chcemy też wysłać wiadomość do każdej innej Watahy w Królestwie. Więc poczekamy do Ceremonii, a ty dostąpisz zaszczytu poinformowania ich, że Ceremonia Alfy jest odwołana – mówi Starszy Jensen.
Joshua patrzy na mnie przez chwilę, po czym zdaje się rozumieć, dlaczego to mnie przypada zaszczyt przerwania Ceremonii Alfy.
– Ile mamy czasu? – pytam Starszego Jensena; muszę się psychicznie przygotować.
– Macie ponad sześć miesięcy na przygotowania; znasz zasady odwoływania Ceremonii Alfy lub Luny. Upewnij się też, że ustalono datę procesu dla Alfy Leona, na wypadek gdyby chciał zaskarżyć naszą decyzję przed Królem – odpowiada Starszy Jensen.
– Dobra, Joshua. Rozkręćmy ten cyrk; chcę, żeby formularze odwołania były wypełnione. Alfa Leon o nie poprosi i zażąda procesu, by obalić prawa własnej Watahy – mówię, odprowadzając Starszego Jensena do drzwi.
Otwieram drzwi, by wypuścić Starszego Jensena, i widzę mojego trzeciego w hierarchii, Jespera, czekającego na zewnątrz.
– Wchodź, Jesper. Mamy aż nadto do zrobienia i, na szczęście, całą masę czasu, by to zrobić. Potrzebuję jednak pewnych odpowiedzi i może ty będziesz w stanie mi pomóc – mówię, gdy Jesper wchodzi do mojego biura.
Joshua podaje mu kopertę, a ja cicho warczę na sam widok godła Watahy na niej.
Przez kilka chwil w moim biurze panuje cisza, ale potem Jesper zaczyna śmiać się do rozpuku.
– Niech zgadnę, mamy przerwać tę radosną imprezkę? – pyta i zaczyna śmiać się jeszcze głośniej. Ktoś tu chyba cieszy się z bycia psujem zabawy, a ja muszę wręcz zachichotać.
Decyduję się powiedzieć im obu, dlaczego to ja mam przywilej zajęcia się odwołaniem, na co obaj mężczyźni głośno warczą.
Jesper przeszedł przez podobną sytuację, a Joshui zerwano połączenie, zanim pojawiła się szansa na uformowanie więzi.
Dlaczego Nico wybrał Lucy zamiast mnie, wciąż pozostaje niewiadomą; Jesper i Joshua wiedzą, dlaczego zostali odrzuceni. Żaden z nich nie miał wystarczająco wysokiej rangi; obie kobiety chciały Alfy.
Cóż, powodzenia. Większość Alf jest arogancka, nieznośna i nieuprzejma; naprawdę wierzą, że są darem od Bogini dla kobiet.
















